wtorek, 9 sierpnia 2016

Drarry 9

Kochani. 
Dzisiejszego dnia na pewno macie sporo zajęć związanych z Świętami. Mam nadzieję, że nie urwiecie mi głowy za to, że wstawiam wam ten rozdział troszkę później. 
Życzę wam abyście nie stracili zapału do śledzenie poczynań naszego bloga. By ziściły się wasze najskrytsze marzenia. Abyście dążyli do wyznaczonych przez siebie celów. Mam nadzieję, że ten rozdział umili wam dzisiejszy dzień, spowoduje, że zagości na waszych buźkach uśmiech. 
Wesołych Świąt koteczki <3




Harry siedział z przyjaciółmi w pokoju wspólnym. Ron i Hermiona spoglądali na niego w ciszy, od pamiętnej nocy duchów Harry zachowywał się dość nieswojo. Był zamknięty w sobie i nie chciał powiedzieć co się stało. Ron wiedział tylko tyle, że Malfoy go wkurwił i na tym rozmowa się skończyła.
-Harry to prawda, że Tom zaprasza cię do siebie na święta? –Spytała Hermiona mając nadzieję, że to nieco rozładuje napięcie. –Myślisz, że moglibyśmy cię tam odwiedzić w następny dzień?
-…
-A kto tam jeszcze będzie? –Kontynuowała.
-Hermiono, nie mam pojęcia kto jeszcze będzie u Toma, a co do waszych odwiedzin to porozmawiam z nim o tym jak tam pojadę. Dobrze? –Wsunął na półkę książkę, która leżała jeszcze chwile  temu na jego kolanach symulując jakoby ten ją czytał. Tak naprawdę Potter rozmyślał nad tym jak potraktował Dracona i jak traktuje ludzi dookoła siebie w tym Rona i Hermionę. Westchnął i usadowił się wygodniej na fotelu. Może czasem naprawdę przesadza? Ale w sumie to Malfoy też zawinił. Najpierw się do niego dobierał a potem przelizał się z Parkinson.
-Gadałeś o tym z Syriuszem? –Spytał Ron.
-Tom miał mu wysłać list. Możliwe, że Syriusz już go dostał. –Chłopak  uśmiechnął się na myśl jaką minę miał Łapa czytając korespondencję od Czarnego Pana w które ten zaprasza ich wszystkich na Święta. Remus musiał mu to pewnie przeliterować. –Pójdę do niego. Im szybciej z nim o tym wyjeździe pogadam tym lepiej. –I wystrzelił z pokoju jak z procy mknąc w kierunku gabinetu swojego ojca chrzestnego. Po drodze przypadkiem wpadł na kilka osób ale to przez pośpiech i cichą nadzieję, że jak szybko przebiegnie ten dystans to szansa na spotkanie Dracona będzie naprawdę nikła. Otworzył z hukiem drzwi i o mały włos a zabiłby się o Remusa.
-Harry?! Mój drogi na przyszłość jeśli będziesz chciał nas odwiedzić, to proszę cię nie rób tego tak gwałtownie bo jeszcze kogoś niepotrzebnie uszkodzisz. –Odparł z Rozbawieniem. –Szukasz Syriusza? Jest w sypialni od nocy duchów zachowuję się nieco dziwnie. –Poprowadził chłopca po schodach do ich wspólnej sypialni.
-Jest chory? Źle się czuje?
Remus zastanowił się chwilkę. –Raczej jest po prostu rozmarzony. Dawno go nie widziałem w takim stanie ostatnio.. hmm ostatnio był taki w szkole na szóstym roku nauki.
-A co takiego dobrego się wtedy wydarzyło? –Spytał zaintrygowany Harry. Zatrzymali się na chwilkę przed drzwiami.
-Zakochał się. W przyjacielu ukochanego twojego ojca. –Z uśmiechem patrzył na minę Harry’ego który teraz wyglądał naprawdę zabawnie. –No tak Harry. Twój ojciec miał dość burzliwy romans z Lucjuszem Malfoyem nim zaczął spotykać się z Lili.
Harry’ego zatkało. Nie wiedział jak ma się zachować na te wszystkie informacje a miał wrażenie, że to nie koniec.
-Syriusz miał wtedy słabość do Severusa.
-Co? Do nietoperza?
-Tak. –Zaśmiał się Remus. – Byli bardzo w sobie zakochani ale nigdy w sumie nie wyznali sobie tych uczuć.
-Przecież oni się nie znoszą. No i jakoś nie widzę by pałali do siebie sympatią skoro na każdym kroku obrzucają się mięsem.
-No bo rozstali się przed skończeniem szkoły. Byli ze sobą kilka miesięcy a potem z mojego powodu zerwali.
-Z twojego powodu?
-Snape z niewiadomych powodów pojawił się w wrzeszczącej chacie podczas pełni. Jakoś nie mógł przyjąć do wiadomości, że w szkole jest wilkołak i grupka animagów. – Remus zmierzwił włosy Harryego. –Ale to może kiedyś ci dokładniej opowiemy, teraz chodźmy do tego szczeniaka. –Otworzył drzwi o weszli do środka. Sypialnia nie było duża, w sumie wielkościowo była w sam raz. Przy ścianach stały dwa łóżka, biurka i szafki na których stały różne tomy książek i jakieś dziwne gadżety czarodziejskiego pochodzenia. Niektóre urządzenia przypominały te które posiadał Szalonooki na czwartym roku. Jedno z lóżek było zajęte przez Syriusza.
-He Łapo. –Powiedział Harry i podszedł do ojca chrzestnego. –Dostałeś list od Toma?
Black dopiero po chwili zrozumiał, że nie jest już sam w sypialni. – Och Harry. Co mówiłeś?
-Pytałem, czy przeczytałeś może list od Riddle’a.
Syriusz podniósł się z łóżka i sięgnął po list który leżał na szafce nocnej. – Tak przeczytałem. I sam nie wiem co mam o nim myśleć. Na pewno samego cię tam nie puszczę a dobrze wiesz, że chce spędzić  z tobą nasze pierwsze wspólne święta. Decyzję pozostawiam Tobie. –Spojrzał uważnie na swojego syna chrzestnego.
-W sumie to ja chyba nie widzę niczego złego by spędzić u Toma te święta. Pojedzie z nami Remus, no a skoro teraz gramy w jednej drużynie z Tomem to można to wykorzystać prawda? Dopytamy się go o różne rzeczy.
-Oj przyznaj się Harry, że po prostu chcesz mieć więcej prezentów. –Zasmiał się Remus.
-Hahaha przez chwilę miałem to na uwadze, ale dla mnie największym prezentem będzie spędzenie z wami dwoma tych świąt. W końcu jesteście przyjaciółmi mojego ojca i na pewno tego by chciał. –Odparł z uśmiechem. Remus uśmiechnął się czując wzruszenie na dźwięk tych słów, chłopak mimo, że sporo wycierpiał był naprawdę niesamowity i radosny.
-Czyli przystajemy na zaproszenie Toma? –Spytał Syriusz chcąc upewnić się czy jego „syn” oraz przyjaciel na pewno tego chcą.
-Ja Syriuszu nie widzę niczego naprzeciw. –Odparł Remus. –Harry czy to prawda, że Voldemort już nie wygląda tak jak nam go opisywałeś? –Remus miał różne wyobrażenia o Tomie ale tylko z tego co opowiadał Harry i plotek jakie usłyszał od ludzi w barach.
-Wrócił do ludzkiej postaci i nie wygląda już jak krzyżówka węża i małpoluda. –Roześmiał się i podziękował w duchu Merlinowi, że Riddle nie usłyszał tego porównania. Pewnie oberwałby za to jakąś naprawdę wstrętną klątwą. –Oprócz nas będzie tam podobno kilka osób.
-Śmierciożerców? –dopytał się Syriusz.
-Możliwe. W końcu to Tom Marvolo Riddle. Ale spokojnie Syriuszu obiecał, że będziemy tam bezpieczni. –Uśmiechnął się do Ojca chrzestnego i poklepał jeszcze Lupina po ramieniu po czym opuścił pokój.
Harry zamierzał przed obiadem pójść do profesor McGonagall i o coś ją spytać. Tak jak przypuszczał kobieta miała dyżur na piątym piętrze więc spotkanie jej było na szczęście bezproblemowe.
-Pani profesor! –Podszedł do niej nie wiedząc jak kobieta zareaguje na pytanie. – Mam pewna sprawę.
-Tak Potter? Jaka to sprawa? –Spojrzała na niego znad okularów połówek unosząc do góry jedną brew. Ta kobieta ma rentgena w oczach? Normalnie bazyliszek przy niej jest jak pies Majcher ulubieniec ciotki  Marge.
-Pani profesor czy zdarzały się przypadki, że uczeń został przydzielony do złego domu? –Pytanie całkiem zbiło kobietę z tropu, przez chwilę nie wiedziała jak ma odpowiedzieć na słowa chłopaka.
-Cóż mój drogi chłopcze.. to jest niemożliwe. Tiara przydziału nieomylnie przydziela uczniów do odpowiedniego domu i jeszcze nigdy nie spotkaliśmy się z żadną pomyłką. To byłby skandal gdyby taka sytuacja się przytrafiła. Czemy pytasz o coś takiego?
-Po prostu Tiara przydzielając mnie miała wątpliwości gdzie powinienem trafić.
-Wątpliwości? –Jej czoło się nieco zmarszczyło i teraz wyglądała naprawdę jak jakiś nietoperz w kapeluszu, że też Harry dopiero teraz to zauważył.
-Zastanawiała się między Slytherinem a Gryffindorem, ale to przecież niemożliwe by tak stary artefakt mógłby się pomylić, prawda? –Gdzieś w duchu pogratulował sam sobie, że zaintrygował McGonagall, teraz kobieta ma.. ciężki orzech do zgryzienia. Kto wie, może nakłoni ją to do wypytania Dumbledore’a o ów ewentualność? –Ale to może moje głupie domysły, dziękuję pani profesor i przepraszam za kłopot.

----

-Czy ty jesteś tego pewien Harry? –Spytał Syriusz swojego syna. Dzisiejszego dnia mieli przenieść się do posiadłości Riddle’a gdzie spędzą święta. –Jeszcze możesz się rozmyśleć. –Dodał poprawiając swoją szatę, co go najbardziej irytowało? To fakt, że musieli przenieść się tam z kominka Severusa, który jako jedyny kominek nie miał nałożonych żadnych zaklęć. Black nie miał nic przeciwko, tylko, że stary nietoperz od jakiegoś czasu był taki jakiś…
-Daj spokój Łapo, nieładnie zmieniać zdanie, zwłaszcza, że Tom nas oczekuje. –Nagle ktoś stanął obok Harryego i spodziewał się ujrzeć postać Remusa, ale ten stał przecież po drugiej stronie Blacka, ów osoba okazał się Severus. –Profesor idzie z nami?
-Tak się złożyło Potter. Czarny Pan uznał, że święta powinien spędzić z bliskimi mu osobami, a to oznacza bliskich popleczników i ciebie z twoimi.. przyjaciółmi.
-Och rozumiem, no cóż zawsze o jedną osobę więcej którą znam. –Odparł chłopak z lekkim rozbawieniem nie zauważając, że kąciki ust Snape’a lekko drgnęły ku górze. Po chwili każdy po kolei wchodził do kominka by przenieść się do dworu Riddle’a. Pierwszy szedł Harry, następnie Syriusz, Lupin i na końcu Severus.
Tom siedział w swoim gabinecie przeglądając jakieś papiery i rozmawiając przy okazji z jednym z gości. Na buchnięcie w kominku wstał i spojrzał jak z płomieni wychodzą zaproszeni.
-Och witaj Harry. –Przywitał się z chłopcem ściskając jego dłoń. – Cieszę się, że przystaliście na moją propozycję. –Mówił witając się następnie z nieco sceptycznie nastawionym Syriuszem i dziwnie oszołomionym Remusem. Na koniec kiwnął głową Severusowi, co znaczyło, że równeż cieszy się na jego widok. –Pozwólcie, ze przedstawię wam jednego z moich gości, to Regis Valpurgia. Jest wampirem i jednym z przywódców bardzo starego i szanowanego rodu. –Wysoki blondyn o jasnej niemal mlecznej karnacji wstał z miejsca i przywitał się z każdym, zatrzymując się na dłuższą chwilę przy Harrym.
-Bardzo miło mi poznać jednego z najsłynniejszych czarodziei tego wieku. Sława Pana wyprzedza Panie Potter. Na początku trudno mi było uwierzyć, że Tom przekonał Pan do naszych racji.
Harry przyjrzał się dokładniej krwiście czerwonym oczom mężczyzny. – Jaki ty masz w tym interes?
-Taki jak i inne magiczne stworzenia. Nie chce dopuścić do ograniczenia naszych praw. Liczę, że dzięki pomocy Marvolo nasze słowa będą w końcu brane pod uwagę.
-Knott, ma uraz do magicznych stworzeń, a Dumbledore obiecał mu, że z jego pomocą ograniczenie ich będzie kwestią czasu. –Wyjaśnił Riddle uśmiechając się co jakiś czas do Remusa. Marvolo poprowadził wszystkich do jadalni gdzie miała wieczorem rozpocząć się Wigilia.
Harry nie spodziewał się, ujrzeć przy stole Dracona, ale niestety siedział tam. Po prawej stronie Lucjusza Malfoya. Kiedy do środka weszli goście dwójka blondynów wstała i przywitała się z nimi. Lucjusz o dziwo dość serdecznie powitał Syriusza i Remusa którzy odwzajemnili gest. Dracon trzymał się z tyłu spoglądając na Harryego. Potter postanowił nie grać wielce obrażonego więc podszedł do niego i zagadał.
-Nie wiedziałem, że też spędzisz tu święta.
-Mój ojciec został zaproszony przez Czarnego Pana…
-Draconie wystarczy przez Toma. –Podpowiedział mu Marvolo pokazujący Remusowi gdzie będzie siedział. Chyba znalazł kompana do rozmów tylko, ze Lupin zachowywał się dość nieswojo.
-No właśnie.. yy Tom nas zaprosił. Już nie masz do mnie żalu o ta sprawę w noc duchów? –Spytał opierając się o krzesło. Był ciekaw, czy w tą wigilie Potter jakoś się do niego przekona.. na nowo. –Zawsze możemy niby przypadkiem znaleźć się pod jemiołą. Myślę, że to obiecująca wizja nieprawdaż Potter? –Spojrzał na chłopaka, który tak jak przewidywał zarumienił się.
-No dobrze bardzo proszę abyście zasiedli na swoich miejscach, zanim zacznie się kolacja chce byście się bliżej poznali no i porozmawiali w spokoju. –Ogłosił Tom.
Harry zauważył, że niektóre osoby były podczas tego spotkania dość nerwowe. Severus i Syriusz praktycznie unikali jakiegokolwiek kontaktu. Remus wzdrygał się na każde słowo Marvolo które zostało do niego skierowane. Lucjusz ukradkiem obserwował Pottera i swojego syna jakby czekając aż ci rzucą się na siebie. Chyba jedyną normalna osobą okazał się w tym przypadku Regis, który starał się porozmawiać z każdym o najmniejszej nawet pierdole.
-A wy chłopcy przyjaźnicie się w szkole? –zagadał w końcu spoglądając to na Harryego to na Dracona.
-Jesteśmy rywalami. –Wyjaśnił bez namysłu Harry upijając łyk wody ze szklanki, która stała przed nim na stole. Teraz jak tak dłużej się nad tym zastanowić, to dawno w niczym z Draconem nie rywalizował, czyżby ich relacje jednak się zmieniły? –Ale od jakiegoś czasu jesteśmy w lepszych stosunkach.- Dodał. Na jego słowa Draco otworzył szeroko oczy.
Czy Potter właśnie jasno dał mu do zrozumienia, że jest ok? Merlinie jak to głupio brzmi! Naturalnie, że jest już dobrze.. Potter właśnie przyznał, że nie sa tylko rywalami. Malfoy uśmiechnął się delikatnie co nie umknęło uwadze jego ojca.
Rozmawiali tak do wieczora, kiedy zaczęło robić się ciemno dwór Riddle’a został pięknie wystrojony w jadalni pojawiła się jak na zawołanie ogromna choinka a pod nią kilka paczek. Harry nie mógł się nadziwić jaka zmiana zaszła w Marvolo, już nie był zimnokrwistym czarnoksiężnikiem, teraz zdawało się, że naprawdę chce nadrobić te zmarnowane lata.

----

Nadeszła pora kiedy na stole pojawiły się najróżniejsze potrawy. Wszyscy obecni powstali aby złożyć sobie nawzajem życzenia. Harry na sam początek został porwany przez Syriusza.
-Nie jestem zbyt dobry w przemowach z resztą dobrze to wiesz. –Zaczął nieco poddenerwowany. –Nie sądziłem, że nasze pierwsze wspólne święta spędzimy w takim gronie.
-Ja też nie przypuszczałbym, że tak skończymy. –Zaśmiał się Harry.
-W każdym razie mój drogi synu chciałbym ci życzyć wszystkiego najlepszego. Wiem, że nie mam prawaby zastąpić ci prawdziwą rodzinę..
-Syriuszu, ale ty jesteś moja prawdziwą rodziną więc daruj sobie te sentymenty. –I przytulił się do mężczyzny. – Jesteś najlepszym ojcem na świecie, i nie mógłbym wymarzyć sobie lepszego.
Syriusz nie starał się nawet ukryć łez. Po prostu objął mocno tego chłopaka i pozwolił mu poczuć tą ojcowską miłość.
W tym samym czasie Remusa gdzieś na bok porwał Tom i zaczął mu składać życzenia wyliczając wszystko co tylko się da. -… żebyś nie cierpiał za bardzo podczas pełni, byś zawsze był taki radosny i wierny swoim przyjaciołom drogi Remusie…
-Sal! –Podniósł nieco głos Remus, ale szybko się uspokoił i zawstydził. –Ja ci życzę byś już nie schodził na złą ścieżkę i.. więcej mnie nie zostawiał.
Tom uniósł brew ku górze. –Nie sadziłem, że mnie poznasz. –Uśmiechnął się delikatniej i pogładził dłonią zarumieniony policzek Lupina. – Wybacz, to się już więcej nie powtórzy. –Upewnił się, że nikt nie patrzy i bardzo ostrożnie złożył na ustach Remusa czuły pocałunek który ten odwzajemnił z rozkoszą.
Severus skończył składać życzenia Regisowi i na nieszczęście padła kolei na Blacka.
-No Sev życzę ci wytrwałości w tym co robisz. Byś nie męczył za bardzo dzieci i na koniec.. –ściszył głos. – byś jeszcze kiedyś pozwolił mi posłuchać twoich błogich jęków. Tęskniłem za nimi w Azkabanie.
Snape nie potrafił wykrztusić z siebie słowa zwłaszcza, że jego twarz chyba pierwszy raz w życiu nie była koloru kredy tylko dorodnych pomidorów.
Harry usłyszał i złożył życzenia już praktycznie wszystkim. Pozostał mu tylko jego czarny koń – Draco.
-chodź Harry. – Powiedział blondyn ciągnąc za sobą chłopaka nieco na ubocze. Potter nie ukrywał, że spodobało mu się, gdy blondyn zwrócił się do niego po imieniu. –No więc?
-Hę? Co „no więc”? – Spojrzał na niego jak na kretyna. –O co chodzi?
-No już możesz złożyć mi życzenia. –Powiedział z uśmiechem. – Malfoyowie nigdy nie zaczynają.
-A Potterowie niby tak?
-Ja tam nie wiem jakie tradycje panują w twojej rodzinie, no dobrze skoro tak nalegasz. Życzę ci byś już więcej nie wyciągał błędnych wniosków, nie oskarżał mnie i nie dawał mi w pysk. No i ogólnie wszystkiego najlepszego. Aha… - Uśmiechnął się i przysunął do niego. Harry mógł spokojnie wyczuć ostre perfumy i ciepło ciała blondyna. Ach, aż chciał wsunąć dłonie pod ta koszulę która ukrywała to idealnie zgrabne i umięśnione ciało. –życze nam obu abyśmy dokończyli to co nam przerwano w klasie  transmutacji.
Harry speszył się nieco, ale po chwili postanowił zaryzykować. Raz się żyję, nie chciał ukrywać tego, że Malfoy mu się podoba, miał zamiar posunąć się o krok dalej. –Życzę ci byś więcej nie całował się z innymi po kątach, byś przestał być takim zadufanym w sobie idiotą i byś nie stracił przypadkiem tego co chowasz w spodniach bo możemy obaj mieć z tego pożytek. –Dał Draconowi delikatnego całusa w usta i odszedł w stronę stołu pozostawiając zszokowanego blondyna w tyle.

----

Wszyscy zasiedli przy stole oddając się przyjemności jaka płynęła z pysznych potraw. Harry z satysfakcją obserwował Dracona, który wydawał się jakby nieobecny duchem. Dopiero kiedy Pan Malfoy upomniał syna, ze powinien coś zjeść blondyn jakby wrócił do świata żywych. Remus w końcu się rozluźnił a Syriusz o dziwo wdał w jakąś ciekawa rozmowę z Tomem i Regisem. Harry mielił akurat zębami kawałek ryby, kiedy naszła go pewna myśl. Kopnął pod stołem Malfoya w nogę i kiedy chłopak zwrócił na niego uwagę Harry mrugnął z lekkim błyskiem który naturalnie dostrzegł ślizgon. Jak na zawołanie brunet złapał się za szyję robią c przy tym minę, która no nie zwiastowała niczego dobrego.
-Harry w porządku? –Spytał Remus na co zareagowała reszta gości skupiając swój wzrok na chłopcu.
-Chyba połknąłem ość. –Powiedział chłopak wstając od stołu.-Przepraszam, zaraz wrócę. Em.. Tom gdzie jest łazienka?
-Korytarzem prosto i trzecie drzwi na prawo. –Wyjaśnił gospodarz bacznie przyglądając się chłopcu.
-Chodź łamago zaprowadzę cię, wiem gdzie. –Malfoy wstał i obszedł stół by złapał gryfona za rękę i dość pospiesznie opuścić z nim jadalnie.
-W sumie połknięcie ości to nic ciekawego. – Zauważył Regis wracając do przerwanego posiłku.
Marvolo uśmiechnął się i po chwili odpowiedział na pytające spojrzenie ukochanego Remusa. –Nie sądziłem, że jedząc fileta można wpaść na tak dużą ość. –Wszyscy wymienili znaczące spojrzenia.

----

Jakoś w połowie drogi Dracon przyparł bruneta do ściany i zmiażdżył jego usta w namiętnym pocałunku. Harry nie protestował, starał się nawet nadać tym pieszczotom jeszcze intensywniejszy charakter.
-Co w ciebie wstąpiło Potter? –Spytał odpinając jego koszulę. Bez przerwy ciągnęli się nawzajem gdzieś w głąb korytarza szukając pustego pokoju który odpowiadał by ich standardom.
-Hmm magia świąt? –Zaśmiał się gryfon gubiąc gdzieś część garderoby. W końcu udało im się trafić do pokoju który okazał się jedną z gościnnych sypialni. –Rezerwujemy ją? Wydaje się och! –Jęknął kiedy Draco dosłownie ugryzł go w szyję. – Mm wydaje się odpowiednia.
-Jest idealna.-Warknął pozbawiając w końcu Harryego spodni, pchnął go na wielkie łóżko i z uśmiechem satysfakcji podziwiał te skrzące się oczęta koloru szmaragdów. Chyba pierwszy raz widział w nich czyste pożądanie. – Nie spodziewałem się po tobie takiej otwartości. –Draco powoli zaczął zdejmować swoje ubranie, według Harryego zbyt powoli, wręcz irytująco wolno.
-Są Święta.. cuda się zdarzają. –Odparł leżąc na łóżku przy czym lekko podpierał się rękoma by móc oglądać jak kolejne milimetry ciała blondyna są stopniowo odsłaniane.
-Myślisz, że zwierzęta przemówią ludzkim głosem? –Zaśmiał się w końcu stając przed gryfonem w całej okazałości. Harry’emu aż dech zaparło. Dracon był idealny w każdym calu, wciąż nie mógł pojąć jakim był idiotą, że nie dopuszczał do siebie tych myśli. Stał przed nim jak go Bóg stworzył z idealnie wyrzeźbionym ciałem, mleczną cerą i tymi srebrnymi oczyma które natomiast pożerały leżącego na łóżku chłopaka. –Jesteś pewien, że tego chcesz?
-A co? Mam uwierzyć, że jak zrezygnuje to niby dobrowolnie pozwolisz mi wyjść ignorując swój duży problem? –Syknął Harry jasno dając do zrozumienia ślizgonowi, że chodzi tu o jego dumnie stojącą erekcję. A miał czym się pochwalić.
Draco uśmiechnął się jedynie i po chwili był już na łóżku pochylając się nad Potterem. Ich usta złączyły się w namiętnym pocałunku walcząc o dominację, tak to była zacięta bitwa, w końcu jednak Harry dał za wygraną. Draco ma większą wiedzę i nie chciał robić za opornego. –rozchyl nogi. –szepnął w końcu Malfoy zsuwając dłoń na krocze chłopaka. Po niedługim czasie brunet jęknął rozkosznie czując jak dwa palce chłopaka pieszczą i rozpychają jego wejście. Było to dziwne uczucie, bardziej można je było nazwać niekomfortowym, ale wypełnienie dawało nawet znikomą przyjemność. Dopiero kiedy palec blondyna ucisnął jakiś punkt wewnątrz chłopaka ten krzyknął widząc gwiazdy przed oczami. To było niesamowite uczucie i chciał go doznać ponownie.
-Jeszcze! –Wyjęczał kurczowo trzymając się jego ramion, zagryzł dolną wargę i rozluźnił się nieznacznie by znów spiąć całe ciało, kiedy dreszcze się powtórzyły spowodowane ponownym naruszeniem jego czułego punktu. Dracon uśmiechnął się w ten zwycięski sposób i pozostawił na obojczyku chłopaka krwistą malinkę. Miał zamiar pokazać światu, że ten oto gryfon należy tylko i wyłącznie do niego. Nikt nie ma prawa go dotknąć, nawet pomyśleć o zbereźnej rzeczy pod jego adresem, na to mógł pozwolić sobie tylko blondyn.
-Ciekawi mnie skąd u ciebie taka śmiałość. – Spojrzał w te pełne pożądania oczęta nie zaprzestając czynności, która miała przygotować Pottera na coś lepszego niż tylko palce.
-Skoro już mamy być razem to muszę cię uwiązać byś znowu się z nikim nie lizał po kątach.
-Och czyli planujesz mnie usidlić na dłużej?
-A co myślałeś, że wypuszczę z rąk największe ciacho w szkole zaraz po mnie?
-Ej Potter! Uważaj na słowa. Nie po Tobie, bo to ja stoję na piedestale. –Warknał wysuwając palce z jego wnętrza i niespodziewanie zastępując je czymś o wiele większym.
-Aaaa! –Krzyknął Harry spinając się i teraz to już mając przed oczami całą Drogę Mleczną. To było naprawdę przyjemne i chciał tylko jeszcze, chciał więcej Dracona. –Szybciej. –Blondyn spełnił jego życzenie. Po chwili zaczął poruszać się z jakby wyrobioną gracją, która mogła pochwalić się siłą i szybkością. Pchnięcia sprawiały, że Harry’emu zaczynało brakować powietrza, tlen zdawał się uchodzić z pomieszczenia przez jakieś niewidzialne szczeliny. Atmosfera przesiąknięta była podnieceniem, testosteronem i potem obu chłopców, a niedługo miało coś jeszcze do tego dołączyć.
Blondyn przesunął swoje dłonie na te należące do gryfona i splótł swoje palce z jego mniej więcej nad głową chłopaka. Wyglądał pięknie, rozpalony z lekko nieprzytomnym wyrazem twarzy ale w jego oczach można było dostrzec to ogromne pożądanie, które powodowało u Malfloy serie przyjemnych dreszczy rozchodzących się po niemal całym ciele. Tak to był idealny parter, nie chodziło tu nawet o seks, od jakiegoś czasu patrzył na Pottera pod innymi względami i gdyby miał wybrać sobie tego jednego jedynego to na pewno byłby nim ten irytujący-chłopiec-który-przeżył. Oboje poruszali się w istnym szale ekstazy. Dwa ciała ocierające się o ciebie i szukające zaspokojenia w drugiej osobie. Harry chaotycznie starał się pochłaniać resztki tlenu, ale gdy blondyn otarł się o jego prostatę ten nie wytrzymał i doszedł z głośnym jękiem brudząc brzuch kochanka. Malfoy po niedługim czasie ogłosić zduszonym jękiem, że też sięga spełnienia. Opadł na ciało Harry’ego dysząc ze zmęczenia. Oboje nie mieli sił się ruszyć, ale w końcu ślizgon zsunął się z ciała ukochanego i przygarnął go do siebie zamykając w silnych ramionach.
Leżeli tak z kilkanaście minut nim jeden postanowił się odezwać.
-Jak wrażenia?
-Uch, jak widzisz, nie mam sił nawet otworzyć oczu. –Zaśmiał się Harry. –Było cudownie.
-No to Wesołych Świat.
-Czyli to twój prezent dla mnie? Poproszę o więcej takich podarków.
-Jeśli będziesz (nie)grzecznym gryfonem to zastanowię się nad tym. –Zażartował i pocałował bruneta w czubek głowy.

-----

-Gdzie mu utknęła ta ość? W jelicie? –Syknął Snape stojąc przy oknie.
-Tak to się teraz nazywa. –Zaśmiał się Tom trzymając pod stołem dłoń Remusa. Regis przytaknął sącząc wino z kieliszka.
-Black, Malfoy a wy nie macie nic przeciwko, że wasi synowie żywią do siebie pewnego rodzaju skłonności? –Spytał mistrz eliksirów.
Lucjusz spojrzał na Syriusza i oboje się uśmiechnęli.
-Nie dziwię się Draconowi, ja sam szalałem za ojcem Harry’ego. –Odparł obojętnie Malfoy uśmiechając się delikatnie, niemal niepostrzeżenie.
-Niedaleko pada jabłko od jabłoni prawda Snape? –Spytał kąśliwie Syriusz uśmiechając się do Severusa w znaczący sposób który uciszył na jakiś czas profesorka.


Wesołych Świąt!

10 komentarzy:

  1. Kochana KaoY dużo zdrowia, szczęścia i pomyślności. Obyś nie przestawał pisać tak niesamowitych opowiadań i mam nadzieję, że pozostaniesz przy tematyce Potterowskiej na dłużej <333
    Rozdział genialny, właśnie na to czekałam! Na pikanterię! <3
    Idealny prezent, dziękuję kochana!
    Weny ci życzę i Wesołych Świąt!! <333333

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajna tematyka, tylko bardzo mało opisów,a za dużo dialogów, przez co trochę ciężko wyobrazić sobie daną sytuację. Akcja za szybko się dzieje, według mnie... Chyba, że planujesz wielgaśne boom na sam koniec. Ale pisz dalej ;) Postaram się komentować.

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetne opowiadanie ;) Czekam na kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  4. O kurcze!! Czyli ten Sal z oneshota w którym kochał się Remus to był Tom!! Super pomysł nie wpadałbym na połączenie Remusa i Marvolcia :D Paring naprawde interesujący i ciekawa jestem jak go rozwiniesz :D <33
    Weny i spóźnionych wesołych świąt <33

    OdpowiedzUsuń
  5. Tacy uroczy <3 Bardzo lubię to opowiadanie i chce następny rozdział ! Czekam z niecierpliwością!

    OdpowiedzUsuń
  6. Witam,
    no i nadeszła wigiliia u Toma Riddla, bardzo wspaniale, Remus i Tom razem, no ta ość była niezwykle duża...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  7. No nie! Remus zabrał mi Toma xd
    Dobra, nie będę taka, odstąpię mu go ;)
    Tak swoją drogą to numer z ością dobry, gdyby nie to, że był to filet :D myślałam, że padnę jak przeczytałam ten fragment.
    Pozdrawiam ;3

    OdpowiedzUsuń
  8. http://draco-and-harry.uchwycone-chwile.pl/

    właśnie zaczynam, zapraszam!!

    OdpowiedzUsuń
  9. Wspaniałe, aby opowiadanie było bardzo długie, bo czuje niedosyt XD

    OdpowiedzUsuń
  10. Kiedy przeczytałam kim jest Sal zaczęłam się śmiać jak opętana i poszłam do sis opowiedzieć jej o tym co tu się dzieje �� Śmiałam się tak bardzo, że myślała, że jestem najebana ��

    OdpowiedzUsuń

Lydia Land of Grafic