poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Błędy młodości i ich piętno. (James x Lucjusz, Syriusz x Severus.)

"Małe wyjaśnienie co do tego nowiutkiego rozdziału. Pojawi się on w spisie treści w dwóch pozycjach i w Drarry bo nawiązuje do naszej opowieści, oraz w one-shot'ach bo jest to pojedynczy rozdział. Napisałam go by nieco wam przybliżyć moje paringi które mogą pojawić się w Drarry i zakładam, że nie raz się do nich odniosę. Chce byście tak jak ja polubili powiązania takie jak James i Lucjusz czy Syriusz i Severus. "
Miłego czytania <3


-James ty wariacie! –Krzyknął Lucjusz Malfoy widząc jak jego -Merlinie broń resztę rodziny przed Potterami -jak jego chłopak James Potter praktycznie wlatuje na miotle prosto w trybuny ślizgonów. Kompletny wariat, ale taki już był. W końcu znicz i wygrany mecz był ważniejszy niż połamane kości. Kiedy rozległ się głośny trzask, pisk dziewcząt i krzyk chłopaków a Potter leżał na drewnianych połamanych ławkach w dość nieludzko poskręcanej pozycji a w dłoni zaś trzymał wyrywająca się złotą kulkę ze skrzydłami Lucjusz wiedział co to oznaczało. Znowu Gryfoni zdobyli puchar Quiditcha. Jedyne co zdołał zrobić jeszcze James to unieść nieco dłoń ku górze by komentator mógł z entuzjazmem ogłosić reszcie widzów kto wygrał. Brunet w końcu napotkał wzrok Lucjusza który pokręcił jedynie głową z udawaną irytacją, ale Potter dobrze wiedział, że blondyn po prostu się cieszy, że nic mu się nie stało i pomimo ciężkiego, bolesnego upadku ten jak zwykle stara się grać szkolnego gwiazdora. Tuż obok Malfoya siedział Severus Snape. Prefekt ślizgonów i jeden z największych szkolnych zgredów pomijając co poniektórych nauczycieli. Ów wiecznie naburmuszony trzymający się tylko w określonym towarzystwie chłopak z tłustymi włosami był dość nielubianą osobą, ale ślizgoni często powtarzali, że takiego prefekta jeszcze nie mieli, potrafił stawać w ich obronie biorąc na siebie nie jeden wyczyn lub problem jaki stwarzali reszcie uczniów węże. Slytherin był dość negatywnie odbieranym domem, zapewne dlatego, że przyjmowane były do niego głównie dzieci z bogatych, starych rodów które mogły pochwalić się czystą krwią.
-Potter jeśli dalej będziesz taki nieostrożny to w końcu te wypadki skończą się gorzej niż tylko złamaną ręka. –Westchnęła Pomfrey podając chłopakowi dziwnie dymiący się wywar. Szklanka była dość ciepła widocznie ów wywar tak działał na szkło. Kiedy jednak James opróżnił szklankę okazało się, że eliksir był zimny. – No to ja was zostawiam. – I wyszła.
-Podobało ci się Lucuś jak złapałem znicza? –Spytał Malfoya który siedział na krześle obok.
-Tak, ale po tej pętli mogłeś sobie darować wpadanie prosto na trybuny. Znicz by ci uciekł, ale i tak szybko byś go złapał później. –Odparł Lucjusz patrząc na bruneta z wyrzutem.
-Oj no daj spokój, czasem jesteś gorszy od mojej matki. –Odparł. –Wygrałem i to się liczy. Zaraz powinna tu przyjść reszta drużyny, poprosiłem Łapę by zajął się nimi.
I faktycznie po chwili do skrzydła szpitalnego wpadła cała drużyna gwiżdżąc i klaskając swojemu kapitanowi. Na czele szedł Syriusz z szerokim uśmiechem trzymając na ramionach dużą flagą w barwach Gryffindoru na której napisano „POTTER GÓRĄ”
-Brawo Rogaczu! –Powiedział Black rzucając się przyjacielowi na szyje i mierzwiąc mu i tak już roztrzepane włosy. –Rozgromiliśmy ich, z resztą jak zwykle. –Jego wzrok skierował się na blondyna. –Malfoy a gdzie Smarkerus?
-Tu jestem głupi pchlarzu. –Głos dobiegł od strony drzwi obok których stał Severus. –Chodź Lucjuszu idziemy do pokoju wspólnego.
-Ej Snape nie porywaj mojego chłopaka! –Krzyknął urażony James dźgając Syriusza w bok. –Jeszcze nie dostałem od niego nagrody za wygrany mecz.
-I raczej jej nie dostaniesz. W końcu wygraliście z naszym domem. Malfoy idziemy! –Powiedział ponownie. Lucjusz do tej pory całkowicie o tym zapomniał. Przecież to ich domy ze sobą walczyły.
-Wybacz James, zobaczymy się wieczorem na kolacji.
-Ej.
-Zajmijcie się nim chłopaki. –Powiedział z uśmiechem na co oczywiście gryfoni przytaknęli.
-Spoko zajmiemy się Królem. –Powiedzieli niemal jednocześnie.
----
-O co chodzi Sev? –Spytał Blondyn idąc obok chłopaka. –Co cię tak wkurzyło?
-I ty się mnie o to pytasz? Przegraliśmy z gryfonami! Regulus jest wkurzony bo znowu go pokonał brat.  –Warknął.
-Ej wiem, że nie lubisz Blacka ale to nie powód abyś mnie odciągał od Jamesa.
-Błagam cię Lucjuszu! James jest ostatnią osobą która myśli o stałym związku. –Westchnął Snape. –Nie mógłbyś znaleźć sobie kogoś z naszego domu? Narcyza bez przerwy na ciebie patrzy jak na młodego boga.
-Nie przeszkadza ci, że jest kuzynką Syriusza?
-Ale jest z naszego Domu. Jest od Blacków a ja bardzo szanuję ten ród a ten pchlarz jest po prostu głupim wyjątkiem. Jest wkurzający! Jest Gryfonem.
-Ale Lili lubisz mimo tego, że jest z Gryffindoru. –Syknął Lucjusz. Weszli do pokoju wspólnego.
-Lili jest moją jedyną przyjaciółką. To zupełnie inna sprawa. –Wyjaśnił. –Hej Regi!
Na kanapie siedział chłopak i gdyby nie wyraz jego twarzy mógłby spokojnie robić za klona Syriusza. Młodszy brat Łapy był od niego niższy i dużo drobniejszy włosy również nie miał tak kręcone jak u Syriego. –Cześć. –Powiedział jedynie robiąc miejsca przyjaciołom. –Jak tam gwiazdeczka w skrzydle szpitalnym?
-Całkiem dobrze, skończyło się tylko na złamanej ręce. –Odparł Lucjusz. –Następnym razem wygramy zobaczycie!
-Oczywiście, że tak. Głupi Huncwoci. Lastrange mi powiedział, że znowu nie było na zajęciach Lupina. To mnie naprawdę intryguje gdzie on tak znika?
-Daj spokój Junior. –Odparł Snape. –To nie nasza sprawa.
-Nie mów tak do mnie książę! –Warknął młodszy. –I nie gadaj, że cię to nie interesuje! Lupin znika tak a nauczyciele udają, że nic się nie dzieje. To, że jest prefektem go nie usprawiedliwia. Trzeba kogoś podpuścić! Dowiedzieć się co on wyprawia.
----
-Hej ferajno! –Powiedział James idąc obok Syriusza w stronę pozostałej dwójki przyjaciół. –I jak tam? Remi jak cię czujesz? Luniaczku nasz kochany?
-Nie jest źle. I dziękuję, że mnie odwiedziliście! –Powiedział z tym swoim zmęczonym uśmiechem.
-Polecamy na przyszłość nasza bezcenną obecność. Ej Glizdogon, a ty co znowu wcinasz? –Wyciągnął małemu okrągłemu chłopakowi z rąk jakiś papierek. –Drażetki McNiusa? A to co dziadostwo? –Podsunął to pod nos Blacka który od razu zasłonił twarz.
-Blee jedzie od tego trollem. Rogaczu chcesz mnie zabić?! –Jęknął boleśnie Syriusz. –Peter z jednej strony podziwiam cię, że jeszcze żyjesz po zjedzeniu tego, a z drugiej proszę, daruj sobie konsumpcję tego typu rzeczy w naszym towarzystwie. –Black spojrzał na Peter’a z podziwem bo pewnie mało kto byłby w stanie zjeść takie rzeczy bez odruchu wymiotnego.
-Co powiecie na jakieś uczczenie naszego wygranego meczu przeciwko ślizgonom? –Spytał James z szerokim uśmiechem bawiąc się zniczem który zostawił sobie jako pamiątkę po meczu. To taka jego tradycja zawsze musiał przynajmniej na 24 h zwinąć ów kuleczkę.
-Masz coś konkretnego na myśli? Tylko proszę bez łamania regulaminu szkoły. –Zauważył Remus co momentalnie spotkało się z odzewem ze strony przyjaciół.
-Remi jesteś Huncwotem nasze życie w szkole jest ogólnie powiązane z łamaniem wszelkich zasad. –Syriusz zaśmiał się mocno obejmując wilkołaka za szyję. –Chodźmy do Trzech mioteł. Na kufel kremowego piwka. –Zaproponował Black.
-Jestem za. W takim razie pójdziemy korytarzem do miodowego królestwa, przy okazji kupimy sobie coś słodkiego do piwka. –Dodał Peter z uśmiechem. Nie odpuści okazji do kupna słodyczy zwłaszcza w miodowym królestwie.
Czwórka przyjaciół przechodziła tajemnym przejściem prosto do miodowego królestwa skąd zamierzali po kupnie słodyczy skierować się do gospody. Po drodze jak zwykle Glizdogon wymieniał z czcią wszystkie pyszności jakie tylko wpadną mu w ręce. Do tej pory tylko Remus potrafił w jakiś sposób wpłynąć na chłopaka, że jak tak dalej pójdzie to jako szczur nie będzie miał siły by uciekać przed szkolnymi kotami. Niestety te słowa przekonywały chłopca jedynie na pare godzin, potem wracał do swojego cukrowego, wyimaginowanego świata.
-Jeszcze się was chłopaki nie pytałem jak spędziliście wakacje. –Zauważył Potter.-Ja gościłem u siebie jak zwykle Syriusza, byliśmy razem na mistrzostwach świata w Quiditchu. Łapa musiał poszaleć i cisnął swoimi omniokularami prosto w pałkarza Australii. Aurorzy szukali sprawcy przez cały mecz haha.
-Dziwisz się? W końcu faulowali naszego ścigającego! Musiałem zainterweniować jako prawdziwy kibic. –Syriusz wypiął dumnie pierś. Każdy zrobił by to samo na jego miejscu w końcu tu chodziło o honor Anglii.
-Ja byłem u wujka Minclusa w Transylwanii. –Odparł Peter.
-Szczęściarzu! Chciałbym tam kiedyś pojechać. –Powiedział James z zazdrością. –Ej może za rok nas ze sobą zabierzesz?
-Myślę, że nie będzie z tym problemu.
-No to super. A ty Luniaczku co robiłeś?
Remus zastanowił się. –Spędziłem wakacje w domu no i spotykałem bardzo ciekawe osobistości dzięki ojcu. –Tu trochę się zawahał. –No wiecie, ministra, aurorów. Sporo tego było. Potem pojechałem do ciotki do sąsiedniego miasta i tam spotkałem takiego chłopaka…
-Łoooo!! Remus poznał kogoś?!-Zauważyli równocześnie koledzy.
-Mów imię, wiek i skąd jest? –Spytał z szerokim uśmiechem Łapa.
-Myślałem, że jest od nas kilka lat starszy a okazało się, że ma więcej na karku niż mi się wydawało. Dorastał sam no i chwilowo nie ma stałego miejsca zamieszkania.
-Oj. To jakiś biedny osobnik?
-Nie wiem, jest takim bardziej wizjonerem. Nie interesują go pieniądze. –Wyjaśnił Lupin. –A co do imienia. To nie przedstawił mi się. Kazał do siebie mówić Sal.
-Sal?
-Dziwną ksywkę sobie wybrał. –Zaśmiał się Potter uwieszony na ramieniu Remusa.
----
-Reg! Gdzie idziesz? –Spytał Lucjusz idąc za młodym Blackiem przez błonia. Chłopak uwziął się na Huncwotów jak kot na myszy. Postawił sobie za punkt honoru dowiedzenie się gdzie znika ich paczka raz w miesiącu.
-Ciszej Lucjuszu. Na pewno gdzieś na terenie szkoły jest jakieś przejście bo bez wiedzy nauczycieli nie mogą opuścić jej terenów. Musimy sprawdzić czy moja teoria się sprawdzi. Wtedy spokojnie wywalą ich z Hogwartu.
-Powaliło cię? –Spytał oburzony blondyn.- Ostatnią rzeczą o jakiej chce słyszeć jest fakt, że Potter może zostać wyrzucony ze szkoły. Wiem, że chcesz zrobić na złość Syriuszowi, ale czemu pakujesz go do jednego worka z resztą? Potter i Lupin nawet ten mały Peter nie zrobili ci nic złego. Merlinie! Tylko dlatego, że Black trafił do Gryffindoru chcesz się go pozbyć? Regulusie daj spokój.
-Nie! To nie do przyjęcia aby Black trafił do tych żałosnych lwów i spoufalał się z nimi. Psuł opinię w szkole, robił za wyjętego spod prawa i regulaminu szkolnego rozrabiakę. To stawia nasz rod w złym świetle. –Warknął przemierzając błonia az dotarli do skraju łączącego je z chatka Hagrida i Zakazanym Lasem.
-Wracam do zamku, przynajmniej jak dostaniesz punkty ujemne za szwendanie się to Severus będzie miał o to żal tylko i wyłącznie do ciebie.
----
Tygodnie spędzone w szkole każdy przeżywał inaczej. Przykładowo Syriusz uważał to z jednej strony za stratę czasu a z drugiej za świetną okazję do niszczenia rutyny którą żyli uczniowie. Zwłaszcza Severus Snape bardzo cenił sobie spokój i ową rutynę. Kiedy został prefektem postawił sobie za punkt honoru poprawienie sytuacji ślizgonów i świetnie mu szło dążenie do tego. Szczerze nienawidził innych domów zwłaszcza Gryffindoru, charakteryzował się lekkomyślnością. Co za tym szło? Bohaterstwem nie zawsze oczekiwanym. I głównym problemem była brudna krew. Mimo, że Snape nie mógł poszczycić się obojgiem rodziców którzy są czystokrwistymi czarodziejami do mugoli żywił wyjątkową pogardę. Jego ojciec nienawidził czarodziei jako mugolak żywił do nich wyjątkową niechęć co było jednym z powodów dla których znęcał się nad Severusem i jego matką czystej krwi czarownicą. Eileen Prince nim poślubiła Tobiasza Snape’a nie sądziła, że jej życie potoczy się tak źle. Była pani kapitan slizgońskiej drużyny Gargulków skończyła jako poniżana kobieta zmuszona dać własnemu synkowi swoje stare podręczniki do Hogwartu bo nie było ją stać na nowe. Severus niejednokrotnie wspominał Lili –swojej przyjaciółce z Gryffindoru – że ma już dosyć mieszkania z wiecznie kłócącymi się rodzicami.
-Co się stało? –Spytała idąc z czarnowłosym przyjacielem przez korytarz na czwartym piętrze. Trzymała pod pachą dwie książki a druga ręka kręciła niewinny loczek z rudych włosów. –Sev? Słuchasz mnie?
-Hmm? Ach tak słucham. O czym mówiłaś? –Zapytał z lekkim uśmiechem wyręczając ją i biorąc od niej jedną z książek.
-Pytałam się, czy coś się stało? Jesteś trochę przybity. I nawet nie próbuj temu przeczyć za dobrze cię znam. –Zatrzymała się i zagrodziła drogę Severusowi. Z uśmiechem patrzyła na niego wielkimi oczyma.
-Ej! Przestań.-Warknął nie kryjąc niezadowolenia.
-Ale co? –Zachichotała.
-No przestań tak na mnie patrzeć. Jesteś gorsza niż niejedna matka, prześwietlasz tym wzrokiem człowieka. –Zadarł haczykowaty nos ku górze i sprawnie ominął Evans idąc dalej korytarzem.
-Czekaj no!! Sev! –Pobiegła za nim z uśmiechem. O tak, ona doskonale wiedziała kiedy jej przyjaciel miał jakiś problem. Miała nadzieję, że Severus szybko podzieli się z nią swoimi zmartwieniami. –Masz już jakieś plany na święta? –Spytała idąc za nim krok w krok.
-Głupie pytanie, zostaje w szkole. Jak co roku.
-No to może w końcu przystaniesz na moją propozycję i odwiedzisz mnie?!
-Twoja siostra mnie nie lubi.
-Petunia? Och, nie przejmuj się nią. Jest na mnie zła odkąd Dumbledore nie przyjął jej do szkoły więc nie będziesz sam jeden znosił jej humorów.
-Głupia. Jest typowym mugolakiem. Nie miała prawa nawet myśleć o możliwości przyjęcia jej do szkoły. –Syknął złośliwie.
-Ej przestań, mimo wszystko jest moją siostrą. Miała prawo poczuć się urażona. – Lili sama nie była do końca pewna, czemu akurat na nią przypadł zaszczyt uczęszczania do szkoły magii i czarodziejstwa.
-Siostrą która ci wszystkiego zazdrości. –Wyszli ze szkoły kierując się na błonia. Było słoneczne popołudnie pomimo chłodnego wiatru a oni mogli szczęśliwie korzystać z czasu wolnego przerwy obiadowej. Severus machnięciem różdżki wyczarował na trawie kocyk dzięki czemu nie musieli martwić się o lekko wilgotną trawę na której gdzieniegdzie nadal można było odnaleźć kropelki rosy. Lili miała kontakty w kuchni więc jak tylko zajęli miejsca na kocyku na ich kolanach pojawiły się w niewielkich zdobionych menażkach dwudaniowe posiłki. Zupa dyniowa oraz warzywna zapiekanka z surówką. Dwójka przyjaciół zaczęła jeść ze smakiem i pomimo, że uczniowie preferowali spędzenie przerwy obiadowej właśnie w zamku w wielkiej Sali dwaj gryfoni szli przez błonia rozmawiając głośno. Snape zniósłby wszystko, ale nie Syriusza i Jamesa.
-Hej Evans, Snape! Piknik? –Spytał Potter podchodząc do nich z uśmiechem i ciągnąc za sobą Blacka. –Lili a może załatwisz Huncwotom takie wtyki w kuchni? Skrzaty cię lubią a nas jakoś unikają.
-Pomyśl Potter dlaczego akurat waszej czwórki nie trawią?-Wtrącił się Severus nabijając na widelec kawałek ogórka momentalnie pojawiła się koło jego twarzy buźka Syriusza który ukradł bezczelnie warzywo które planował spożyć Snape. –Black!
-Hmm mogę teraz poprosić o tego ładnego pomidorka? –Spytał Syriusz szczerząc się szeroko do ślizgona. Snape pierwszy raz czuł dosłowne zawstydzenie i wkurwienie jednocześnie. –No Sev ja czekam na jedzonko.
-Przestała ci smakować psia karma? –Warknął Severus łapiąc Lili pod rękę jak miał w zwyczaju gdy czuł się przez kogoś przytłaczany i ograniczany. Jamesa tolerował ze względu na przyjaciela. W końcu chodził z Lucjuszem już trzy miesiące więc wypadałoby się przyzwyczaić do jego obecności, ale Black był inny. Wszędzie niósł ze sobą radość i ten cholerny irytujący uśmiech, zupełnie nie podobny do Regulusa. Black potrafił wnieść taką atmosferę której nie dało się znieść na dłuższą metę. Była zbyt jasna i czysta. Snape czuł się przy niej dziwnie.
-Jak możesz być dla mnie taki niemiły? –Westchnął urażony Syriusz obejmując chłopaka ramieniem ten jednak szybko odepchnął go tak, że brunet wylądował metr dalej. –Ej co ja ci zrobiłem? –Black poczuł się urażony przecież nigdy nie zrobił Severusowi tylu kawałów co innym ślizgonom. Starał się być dla niego miły bo to przyjaciel Lucjusza a Malfoy w końcu chodził z rogaczem.
-Po prostu denerwujesz mnie swoją osobą. Jesteś wyjątkowo irytującym gryfonem .
-Ej Smarkerusie uważaj na słowa. –Odparł Black powoli się wkurzając. Już sięgał po różdżkę by pokazać temu wężowi gdzie jego miejsce kiedy złapał go za rękę James.
-Chodź Łapciu. –Powiedział całkiem spokojnie, ale Syriusz wyczuł w tych słowach nacisk. Gdyby nie Potter pewnie nie raz oberwałby od McGonagall, tylko James potrafił tak na niego wpłynąć i uspokoić.  Pociągnął przyjaciela w stronę zamku. –Już lepiej?
-Tak. On mnie strasznie wkurwia. Staram się być dla niego miły a on jak zwykle musi mi dopiec. Cholerny smark.
-Hah, podobnie było na początku między mną a Lucusiem.
-To jakaś aluzja?
-No wiesz? Już od jakiegoś czasu zauważyłem, że Snape co chwila na ciebie spogląda na eliksirach. Pewnie nie przyzna otwarcie, że mu się podobasz. Powinieneś jakoś go na to nakierować Łapo. –Dźgnął kumpla w żebra i uśmiechnął się szeroko.
-Serio gapi się na mnie?
-A tobie się podoba?
Syriusz zastanowił się chwilkę. Fakt faktem. Severus był popularny wśród ślizgonów i jak tak dłużej mu się przyjrzeć to można by uznać, że jest nawet atrakcyjny, ale ma kurewsko trudny charakter. –No, jest całkiem przystojny, ale ciężki.
-A ty? Jesteś drugim zaraz po mnie najseksowniejszym ciachem w szkole też masz trudny charakter i lubisz wyzwania. A Severus Snape jest wielkim wyzwaniem. Pomyśl jaki zyskasz szacunek jak go przelecisz.
-Ty się moim szacunkiem nie zajmuj tylko pilnuj swojego faceta. Spójrz, kręcą się wokół niego Zabini, i moje kuzynki. –Wskazał na niewielki pagórek przez który szły trzy dziewczęta oraz Lucjusz.
-Och! LUCUŚ!! –Krzyknął Potter i pomknął w jego kierunku jak na skrzydłach. Lucjusz z uśmiechem przywitał się ze swoim chłopakiem gorącym, może nawet zbyt gorącym pocałunkiem. Armira Zabini była ciemnoskórą wysoką dziewczyną o szczupłej twarzy i bujnych czarnych włosach. Obok niej stały dwie siostry black. Bella i Narcyza. Pierwsza o bladej twarzy i kupie czarnych włosów spiętych w niedbały kucyk a druga blondynka która pozwalała by jej jasne kosmyki opadały posłusznie na ramiona. –Drogie panie, porywacie mojego mężczyznę?
-Daj spokój Potter. Spędzamy czas z kolegą z naszego domu to chyba nie jest grzech. Cześć kuzynie! –Narcyza ucałowała w policzek Syriusza i uśmiechnęła się ciepło. Zawsze miała z nim lepszy kontakt niż siostra Bellatriks.
-Cyziu! –Upomniała ją siostra i przyciągnęła do siebie łapczywie obejmując. Miała skłonność do wrodzonej zazdrości.
-Gdzie zgubiłyście Andromedę? –Spytał Syriusz witając się z Armirą.
-Pewnie jest w wielkiej Sali. Ostatnio zaczęła dogadywać się z Parkinsonem. –Wyjaśniła Narcyza. Z trzech sióstr tylko ona potrafiła stawać między pozostałą dwójką w  razie kłótni a występowały one coraz częściej.
James obejmował Lucjusza co jakiś czas szepcząc mu coś do uszka co niosło za sobą skutek w formie głośnego śmiechu.
----

-Na brodę Merlina! James! –Malfoy leżał pod chłopakiem poruszając cię w rytm ruchów bruneta. Oboje spoceni, zmęczeni i bardzo na siebie napaleni znaleźli się wieczorem całkiem przypadkiem w wieży astronomicznej która o dziwo okazała się dość romantycznym miejscem i aż żal byłoby z niej nie skorzystać. –Ach! –Krzyknął blondyn gdy kochanek ugryzł go w ramię a następnie celnie podrażnił czuły punkt jakim była prostata.
-Wystarczy James Potter, do Merlina mi daleko. –Zaśmiał się zsuwając z nosa okulary i przyciągając twarz Malfoya do namiętnego pocałunku. Wbił paznokcie w udo chłopaka narzucając ich stosunkowi szybkie i brutalne wręcz tempo. –Masz plany na święta kociaku? –Spytał naznaczając pośladki blondyna czerwonym śladem po chwile wcześniej zagwarantowanym mu klapsie. I nie obyło się na jednym, dobrze wiedział, że te zabawy nakręcają ślizgona.
-Chyba spędzę je w domu. A wy powinniście uważać. Regulus coś planuje. –Wyjęczał kochankowi do ucha które pieszczotliwie potraktował językiem. Ten gest został nagrodzony rozkosznym pomrukiem.
-A co takiego wasz intrygant knuje? –Spytał zwalniając na chwilę lecz tylko po to by móc podnieść nieco chłopaka i wtulić go w swoje ciało. Taka zmiana pozycji ułatwiła mu wsuwanie się w ciało Lucjusza dużo głębiej.
-Och mmm o tu! Tutaj! Proszę. –Westchnął rozkosznie i dopiero po chwili kiedy Potter przestał się poruszać oczekując na ciąg dalszy blondyn dokończył swoja wypowiedź. –Chce się dowiedzieć dokąd znikacie co miesiąc. Chce by was wyrzucono ze szkoły.  – Pchnął Pottera w tył i teraz to on był na górze. Poruszył biodrami w przód i został nagrodzony głośnym jękiem ze strony bruneta. –Słodko jęczysz kochanie.
-Ej ej. To ty jesteś kobietą w tym związku. –Upomniał się James i wypchnął biodra w górę.
-Ach! Co nie zmienia faktu, że uroczo jęczysz kiedy się napalasz mój ty lwie. –Przesunął paznokciami po ramionach gryfona pozostawiając tam czerwone szramy. Musiał przyznać i to nie raz, że seks z Jamesem był wyśmienity, czuły i jednocześnie namiętny, gwarantował Lucjuszowi serię niesamowitych doznań i nieprzespanych nocy. Na początku roku potrafili dzień w dzień się gdzieś umawiać by zakosztować ciała drugiej osoby. Byli siebie tak bardzo spragnieni.
-Wiesz może czy Snape się z kimś spotyka? –Spytał Potter łamanym głosem zwłaszcza, że jego oddech był dość nierówny. Przyciągnął blondyna do siebie i pocałował go zaborczo gryząc jego dolną wargę, był ciekaw czy nietoperz jest dostępny bo to pomogłoby Łapie się do niego dobrać. Kiedy chłopcy oderwali się od siebie Malfoy jęknął głośno i nabił się gwałtownie na męskość kochanka.
-Sev? Och.. jest sam jak palec. –Położył się na ukochanym oddychając szybko. Czuł jak ciepła sperma Pottera wypełnia jego wnętrze a jego własna miesza się z potem który skrzył się na skórze brzucha gryfona.  – A po co ci to wiedzieć? Nie mów, że ci się podoba! –Westchnął oburzony.
-On? Mi? Kochanie, Lucusiu przecież dobrze wiesz, że tylko ty mnie potrafisz tak rozpalić. –Przeczesał jego długie włosy i zamruczał jak dopieszczony kocurek. –Zawsze będziesz dla mnie tym jedynym.
----
-Sev!-Syriusz szybko podbiegł do ślizgona. Mieli godzinę do kolejnej lekcji jaką były eliksiry a Black standardowo był do nich nie przygotowany. Tym razem jednak napisał referat o zastosowaniu proszku księżycowego, ale brakowało mu jednego skutku ubocznego. –Severusie!
-Czego chcesz?! –Warknął odwracając się w stronę z której dochodził ten irytujący głos.
-Chce żebyś mi pomógł. Mam to zadanie o proszku księżycowym, ale brakuje mi dosłownie jednego zdania. Proszę poratujesz? Jesteś dobry z eliksirów i na pewno znasz odpowiedz.
-Czy ja dobrze słyszę? Czy właśnie powiedziałeś Black, że masz referat? Że raczyłeś w końcu ruszyć tyłek i zabrać się za tą wspaniałą dziedzinę nauczania jaką są eliksiry?
-Znaczy się… użyłem nieco innych słów, ale fakt to miałem poniekąd na myśli. A z resztą interpretuj to jak chcesz. To co? Pomożesz? –Jego oczy wręcz błyszczały a nadzieja jaka się w nich kłębiła biła czystością na kilometr. Znów to nieprzyjemne uczucie umiejscowiło się w okolicach żołądka Severusa.
-Pokaż! –Wyciągnął dłoń a Syriusz momentalnie wręczył mu lekko pomięty zwitek pergaminu. Pierwszym zadaniem było przyzwyczajenie oczu do tego niedbałego, koślawego pisma. –Hmm, fakt brakuje ci skutku ubocznego. A poza tym.. jest całkiem przyzwoicie jak na pracę gryfona. –Oddał chłopakowi jego pracę. –Dopisz tam, że w razie przegotowania eliksiru, może dojść do wystąpienia wysypki często mylonej ze smocza ospą. Jej zwalczenie trwa kilka miesięcy, ale nie niesie ze sobą poważniejszego zagrożenia dla życia.
Syriusz uśmiechnął się szeroko i rzucił chłopakowi na szyję obejmując go mocno. –Ach dzięki Sev! Jesteś super. –Spojrzał na chłopaka i dostrzegł na jego policzkach lekkie różowe rumieńce.
-Odsuń się Black!
-Dlaczego? –Spytał nie przestając się uśmiechać. Te rumieńce były dowodem, że Snape odpowiednio reaguje na kontakt. –Sev. –Szepnął mu do ucha na co ślizgon się wręcz wzdrygnął a na jego twarz wstąpiły jeszcze wyraźniejsze wypieki.
-Odsuń się.. proszę. –Jęknął zrozpaczony faktem jak jego ciało reaguje. Gryfon jednak ani drgnął wręcz przeciwnie, przywarł do niego dużo dokładniej. Na korytarzu nie było żywej duszy, jak to możliwe? Przecież jeszcze chwilę temu był pełny uczniów. –Syriuszu proszę..
-To pierwszy raz jak nazwałeś mnie po imieniu. –Łapa owiewał jego szyję swoim ciepłym oddechem. Drażnił skórę delikatnym podmuchem który palił bardziej niż rozżarzony metal. –Lubię cię Severusie, dlaczego mnie tak odtrącasz? –Spytał zmysłowo wywołując u ślizgona falę dreszczy. –Zburz ten mur samotności, który postawiłeś, albo chociaż pozwól mi go przekroczyć.
-Nie chce.-Położył dłonie na ramionach gryfona i odsunął go od siebie. –Proszę, nie chce by ktokolwiek się do mnie tak zbliżał.
-Severusie. Powiedz mi dlaczego?
-Nie zrozumiesz! Przeżywam piekło za każdym razem jak wracam do domu, nie wiesz jak to jest mieć ojca mugolaka, który na twoich oczach bije matkę, a tobie daje w pysk bo chcesz jej pomóc. –Wyślizgnął się z jego objęć na bezpieczną odległość. –Nie chce się przywiązywać. Nie ma czegoś takiego jak miłość, są tylko głupie, chwilowe zauroczenia, które kończą się katastrofą.
Syriusz stał nie wiedząc co ma powiedzieć. Nie sądził, że Snape może mieć aż tak przesrane w domu, sam Łapa też nie miał łatwo bo uważano go teraz wśród bliskich za zdrajcę krwi, w końcu trafił do Gryffindoru. Nie musiał natomiast męczyć się z żadnym mugolakiem w rodzinie a Sev owszem. Ba! Tym mugolem był jego ojciec który widocznie nienawidził czarodziei. –Wiem, że pewnie nie jest ci łatwo komukolwiek zaufać, ale pozwól mi chociaż się z tobą kumplować.
-Czy ty się słyszysz? Prosisz mnie o kolegowanie się? Jesteśmy wrogami.
-Nigdy nie powiedziałem, że cię nienawidzę Severusie. I ty też mi tego nigdy nie powiedziałeś.
Fakt. Nigdy otwarcie nie przyznali się do szczerej nienawiści. W sumie Snape’a po prostu Syriusz irytował i zazdrościł mu tego, że pomimo chorego charakteru, gryfońskiej dumy i braku pokory ma tylu przyjaciół. Severus postawił mur wokół siebie bo bał się, że ktoś go na nowo zrani, że znowu będzie żałował swoich wyborów.
-Sev. –Syriusz poklepał go po ramieniu. –Chce tylko byś stworzył w tym murze dla mnie bramę. Może być tam most zwodzony i gromada krokodyli w fosie, ale proszę nie wznoś go dla mnie.
----
Kolejne dni szkoły okazały się bardzo spokojne. Większość uczniów była zdziwiona zachowaniem Blacka i Snape’a bo chłopcy zaczęli coraz więcej czasu spędzać razem i pomimo, że Severus większość tych spotkać poświęcał na wydzieraniu się na Syriusza to koledzy widocznie cieszyli się z tych wspólnych chwil. Lucjusz i James byli widocznie bardzo usatysfakcjonowani owym faktem. W końcu można było nazwać cudem to, że kolejny gryfon i ślizgon przypadli sobie do gustu. Reszta Huncwotów nie odebrała tego źle, Peterowi było to wręcz obojętne w końcu pałał do Slytherinu pewnego rodzaju sympatię, Lupin pomimo zmęczenia jakie niosła ze sobą zbliżająca się pełnia gratulował swoim przyjaciołom tego porozumienia z przedstawicielami innych domów. Co więcej nie spodziewał się, że Syriusz, który do niedawna otwarcie wyrażał niechęć do ślizgonów teraz potrafił prowadząc rozmowę bez przerwy mówić o Severusie.
-Czy wy mu podaliście jakiś eliksir na zauroczenie? –Zaśmiał się Remus siedząc na niewielkim murku i czytając podręcznik do zaklęć. –Skończyliście pisać referat na zielarstwo?
-Nic mu nie podaliśmy, a co do referatu to liczymy, że nam pomożesz Lunciu. – Zaśmiał się Potter dźgając kolegę w bok po chwili jednak spoważniał. –Za tydzień pełnia. Może wyskoczymy z chaty do lasu?
-Nie. Wolę siedzieć w wrzeszczącej chacie i tam podrapać nieco desek niż wyjść gdzieś gdzie może zaszyć się jakiś człowiek. –Odparł Remus zamykając książkę.
-Ale my będziemy cię pilnować. –Dodał Syriusz. W końcu już nie raz udawało im się uspokajać Remusa na tyle, by nie odstępował ich na krok. –Mam pytanie chłopaki czy mogę do was dołączyć nieco później? Chciałbym spotkać się z Severusem.
-Och gołąbki będą gruchać? –Zaśmiał się James. –Ej Łapo ty tak na serio myślisz o byciu z Smarerusem?
-A co? Nie mogę? –Spojrzał na przyjaciela dość oschle. –Jak się go lepiej pozna to naprawdę można go polubić. Osobiście uważam, że ta jego chłodna postawa jest słodka.
-Co?! –Spytał James i Peter równocześnie.
-Snape słodki? Syriuszu zaczynam się obawiać o twoje zdrowie psychiczne.
-Daj mu spokój Rogaczu! Każdy ma swój gust i swoje upodobania. Wczoraj dostałem list. Sal do mnie napisała. –Powiedział Remus z uciechą, widocznie ów chłopak którego spotkał w wakacje miał na niego bardzo dobry wpływ.
-Och! Co ci napisał? –Dopytał się Syriusz widocznie bardzo zainteresowany tym co też starszy kolega ich wilkołaczego przyjaciela mógł mu tam w tym liście nskrobać.
-Chce mnie odwiedzić w ferie. –Ucieszył się.
-Tylko uważaj Luniaczku bo może z tego coś wyjść. Na przykład dziecko.
-Czyje?
-No twoje i tego Sal’a oczywiście.
-A czy ja ci wyglądam na osobnika który jest w stanie zajść w ciążę? –Spytał Lupin nie kryjąc rozbawienia.
-----
Regulus powoli podążał za trójka gryfonów, którzy już wyszli z zamku. Remus, James i Peter rozglądali się dookoła jakby w obawie, że ktoś może ich nakryć na czymś wyjątkowo złym. Lupin co jakiś czas przytrzymywał się Potter’a jakby miał problem z chodzeniem, wyglądał na chorego, bardzo chorego, ślizgon pierwszy raz widział go w takim stanie. Powoli zaczęło robić się ciemno a chłopcy w końcu wyszli na błonia by skierować się następnie w stronę polany na której przecież rosła bijąca wierzba. Co ta trójka idiotów ma zamiar zrobić w takim miejscu? Przecież nauczyciele jasno postawili sprawę, że uczniowie nie mogą zbliżać się do drzewa ze względy na jego kurewski charakter. Wierzba bowiem była dość negatywnie nastawiona do wszystkiego co żyje i oddycha. Gryfiacy zaś najnormalniej w świecie stanęli pod drzewem, które już zamierzało się zamachnąć i w nich jebnąć z całej pety, ale w ostatniej chwili Potter po prostu dotknął jednego z konarów i wierzba zastygła w miejscu jakby ją spetryfikowano. Młody Black przyglądał się całej scenie z satysfakcją.
-Hah! Mam was! –Teraz pozostało mu tylko znaleźć Severusa. Jako Prefekt będzie mógł ich poszukać i może zgarnie przy okazji nieco punktów dla domu. Znając przywiązanie nauczycieli do regulaminu szkolnego nie będą mieć innego wyboru jak ukarać ta trójkę baranów i ich dom. Puścił się biegiem do zamku ciesząc się w duchu, że nie wziął ze sobą Lucjusza ten pewnie by mu nie darował takiego samolubnego zachowania. Biedny Malfoy został omamiony przez tego idiotę  Potter’a.
----
-Syriuszu co reszty oszalałeś? –Spytał Severus leżąc na magicznie wyczarowanej kanapie w pokoju życzeń. Chłopcy uznali, że skoro mają ten wieczór wolny to czemu nie spędzić go na rozmowie? Black postanowił zabrać slizgona w nieco ustronne miejsce jakim był właśnie pokój życzeń. Było tam cicho i mało, który uczeń wiedział, że ów pomieszczenie istnieje. –Dlaczego poprosiłeś tiarę o przydział do Gryffindoru?
Black westchnął cierpiętniczo kreśląc w powietrzu jakieś błękitne wzorki przy pomocy różdżki. –Po prostu miałem dość tej tradycji w mojej rodzinie. Wszyscy zawsze pięknie mi wmawiali, że ród Blacków musi być wierny Salazarowi i czarodziejom czystej krwi. Za każdym razem jak pojawi się na drzewie genealogicznym mugolak albo czarodziej półkrwii z góry jest on spisywany na straty razem z członkiem rodziny, którego przy okazji można przecież wydziedziczyć. Myślisz, że takie życie sprawia mi przyjemność? Moja matka to bezwstydna suka, która zawsze zmawiała mi, że jestem gorszy od młodszego brata, oczywiście Regulusowi było to na rękę.
-Nie przesadzasz?
-Ani trochę. Jeśli chcesz się przekonać to wpadnij do mnie w święta. Zobaczysz jaka to kochana i wkurwiająca rodzina. –Wstał i podszedł do chłopaka pochylając się nad nim. –Skończmy gadać o rodzinach. Możemy przecież zająć się czymś przyjemniejszym czyż nie? –Uniósł brew ku górze i przesunął dłonią wzdłuż ramienia ślizgona oczekując na odpowiedź. Nie doczekał się jednak żadnej, jedyne co zrobił Snape to złapał go za kołnierz szaty i przyciągnął w dół by delikatnie musnąć jego usta. Syriusz poczuł przyjemne dreszcze które biegły wzdłuż jego ciała i pieściły zmysły niczym najdroższy afrodyzjak. Kiedy ich usta oderwały się od siebie Black oblizał wargi i szepnął cicho. –Nie spodziewałem się po tobie takiego gesty Sev.
-Oj zamknij się. Po prostu jeszcze słabo mnie znasz poza tym jesteś sam sobie winien.-Odparł chłodno Snape i podniósł się do siadu przyciągając do siebie ponownie tego niepoważnego gryfona. Syriusz nie protestował, wręcz przeciwnie. Postanowił spełnić każdą zachciankę tego węża mając gdzieś konsekwencje. Skoro James mógł wyrwać Lucjusza i nie mieć wyrzutów sumienia, że zdradził swój dom, to Black nie mógł być od niego gorszy. Usadowił się w nogach chłopaka całując go zachłannie z każdą chwila pozwalając sobie na śmielsze ruchy i dużo lubieżniejsze pieszczoty, skutkiem ów poczynań były ciche westchnienia jakie fundował mu kochanek, z czasem te dźwięki stawały się dużo głośniejsze i intensywne w swej namiętności. –Syriuszu.. –Jęknął w końcu Severus, gdy tylko chłopak zsunął dłonie na jego spodnie rozpinając je i zwinnie zsuwając w dół razem z bielizna. Snape powoli przestawał myśleć racjonalnie. Odruchowo starał się zakryć krocze dłońmi, ale ten cholerny gryfiak nie dawał mu ku temu okazji.
-Nic nie rób. Ja się wszystkim zajmę. –Szepnął brunetowi do ucha które pieszczotliwie ugryzł za co został nagrodzony przeciągłym jękiem jaki wydobył się z rozwartych ust ślizgona. Syriusz przez dłuższy czas pieścił jedynie nagie ciało chłopaka, nie spieszył się ani trochę z poważniejszymi poczynaniami bo nie chciał go spłoszyć ani zniechęcić. W końcu teraz po tygodniach przekonywania Severusa do jego osoby nie chciał tego zepsuć, zbyt wiele zrobił by doszło między nimi do TEGO!
-Black!-Krzyknął Snape czując ból w dolnych partiach ciała. Gryfon napierał na niego zbyt mocno a on przecież nie był jeszcze na tyle dokładnie przygotowany by go przyjąć w swoim wnętrzu. –B-boli! –Jęknął zaciskając dłonie na ramionach chłopaka. Starał się uspokoić, ale zamiast tego spiął się jeszcze bardziej, aż do oczu napłynęły mu gorzkie łzy.
-Ciii.. Będzie dobrze. –Black zagryzł dolna wargę i pchnął ponownie wciąż czując ciasnotę i opór jaki stawiało ciało kochanka. Przecież nie przerwą tego w takim momencie! W końcu przy kolejnym ruchu dostał się do środka. Poczuł pierścień mięśni który oplótł go mocniej niż wąż zaciskający swoje ciało na ofierze by skruszyć jej kości na pył. Spojrzał na twarz kochanka, która momentalnie zmieniła swój wyraz. Sev nie krzywił się z bólu, teraz jego oblicze wyrażało błogą przyjemność i podniecenie. Syriusz uśmiechnął się ciepło i wziął się do roboty by Severus poczuł się jak w ich osobistym siódmym niebie.
----
-Muszę iść. –Westchnął Black idąc z Severusem przez korytarz na siódmym piętrze. W końcu obiecał chłopakom, że do nich dołączy.
-Co zaś wymyśliłeś?
-Nic! Żadnego kawału! Po prostu ja w przeciwieństwie do ciebie nie jestem prefektem i powinienem już dawno siedzieć w pokoju wspólnym.
Snape dźgnął go w policzek palcem. –Od kiedy przejmujesz się regulaminem szkolnym?
-Odkąd zacząłem z tobą chodzić?
-Och to my chodzimy ze sobą? –Spytał kąśliwie Sev.
-A nie?
-Hmm zastanowię się i dam ci odpowiedź jutro! –Pocałował go w policzek i zbiegł po schodach w kierunku lochów.
Syriusz natomiast zamiast skierować się do wieży Gryffindoru, szybko pobiegł na błonia i dalej w stronę bijącej wierzby.
----
-Sev!! –Krzyknął Regulus widząc sylwetkę kolegi na końcu korytarza. –Severusie. Czekaj! Musisz mi pomóc.
-Reg? Co jest? –Spytał spoglądając na chłopaka, był zduszany i cały czerwony na twarzy.
-Widziałem Huncwotów jak szli przez błonia.
-I co z tego?
-Ciągli Lupina jakby był na wpół żywy. Oni coś knują mówię ci! Byli pod bijącą wierzbą i oni tak jakby weszli do jej pnia! To jakieś przejście! Potter dotknął jednego z konarów i zaciągnął do środka Remusa i tego Petera!
-Cholera jasna o tej godzinie mają być w łóżkach! –Warknął Snape i spojrzał na zegarek na nadgarstku. –Idź do siebie. Znajdę ich i zaprowadzę do McGonagall. Ona im wymierzy jakąś karę. Jasne?
-Ej ale ja chce iść z tobą. –Oburzył się młody Black i wyciągnął różdżkę.
-Won do łóżka, albo osobiście pójdziesz ze mną go Slughorna! –Severus nienawidził tego nieposłuszeństwa jakim wykazywali się ślizgoni. Gdyby on był opiekunem domu chodziliby jak w zegarkach. –Idę po tych gryfonów. A ty do pokoju wspólnego. –Nie obchodziło go co mówił Regulus bo on był już zbyt daleko by się tym przejmować.
----
Syriusz wbiegł po schodach do wrzeszczącej chaty już jako pies. Wtargnął do pokoju i ujrzał swoich przyjaciół kroczących po nierównych deskach podłogi jako zwierzęta. James stał sobie przy oknie trzymając na swoich jelenich rogach małego szczura – Petera. Obok wielkiego zakurzonego łóżka kuliła się wilkołacza postać Lupina jak zwykle gryzącego samego siebie. Biedny Lunatyk – pomyślał łapa i podszedł do kolegi by szturchnąć go mokrym nosem po nienaturalnie wielkim ramieniu. Remus na początku groźnie warczał, widocznie nie spodobało mu się zachowanie intruza ale po chwili, kiedy się obwąchali pozwolił Syriuszowi na nieco zabawy. A jak to u zwierząt bywa ich zabawa polegała na drapaniu i niegroźnym gryzieniu siebie nawzajem. Rogacz co jakiś czas musiał ich rozdzielać porożem by przypadkiem nie zapomnieli, że taka zabawa też może być groźna. Wszystko byłoby w jak najlepszym porządku gdyby nagle czwórka przyjaciół nie wyczuła wyraźnego zapachu. Zapachy człowieka. Syriusz momentalnie zerwał się z miejsca i zbiegł po schodach. Znał ten zapach. Severus! Potter zagrodził drogę Lupinowi który szybko zerwał się z miejsca chcąc też sprawdzić skąd ów zapach dochodzi. Jeleń jednak stał w drzwiach nie pozwalając mu opuścić pokoju.
Black był u samym dołu schodów i tam ujrzał postać swojego ‘chłopaka’. Zaszczekał i wyszczerzył kły myśląc, że tym samym go jakoś wystraszy. Skąd on w ogóle się tu wziął?
-Spadaj kundlu! –Warknął Severus celując w psa różdżką. Wyglądał na dzikiego na pewno nie był na tyle oswojony by nic nikomu nie zrobić. –Won! –Krzyknął na co gdzieś na piętrze dało się słyszeć dziwny hałas. –Potter!? Jesteście tam? ! –Krzyknął ponownie mając nadzieję, ze gryfoni odpowiedzą.  Kiedy ponownie skierował wzrok na psa nie zastał go. Stał przed nim Syriusz!
-Severusie uciekaj stąd. –Powiedział spanikowany Black.
-Black?
-Uciekaj, proszę. Nie mam czasu na tłumaczenie. Po prostu stąd wyjdź! Błagam.
-Oszalałeś, co ty tutaj robisz?
-Snape po prostu wróć do zamku błagam! –W jego oczach ślizgon wyczytał strach i panikę. –Uciekaj! –Było jednak za późno! Z piętra doszło ich o zgrozo wycie wilkołaka. Coś mocno gruchnęło o deski (to James którego odepchnął Remus. ) i następnie pospiesznie zbiegło po schodach. Snape spojrzał na Syriusza który ponownie był pod postacią psa, jednak nie to było w tym momencie ważne. Pies skoczył do przodu zaciskając szczęki na ramieniu wielkiego człekopodobnego stwora. Snape stał jak wryty! Pierwszy raz w życiu widział walkę z wilkołakiem. Nie wiedział jak ma się zachować. Syriusz drapał i gryzł potwora który wcale nie był milszy. Psia krew skapywała na spróchniałe deski kreśląc na nich wzory niczym na obrazie. Syriusz został odrzucony lądując na przeciwległej ścianie, podniósł się momentalnie gdy ujrzał jak Lupin zbliża się do oniemiałego Severusa podnosząc na niego łapę wyposażoną w ostre jak brzytwa szpony. Oboje z impetem trafili w drewnianą ścianę która załamała się pod ich ciężarem i razem runęli na zewnątrz gdzie kontynuowali starcie. Obok psa pojawił się po chwili jeleń co jeszcze bardziej zszokowało Severusa. Rogaty zwierz stanął dęba i potraktował wilkołaka kilkoma naprawdę mocnymi kopnięciami. Niebezpieczeństwo uciekło w stronę lasu skucząc jak mały szczeniak. Syriusz wrócił do ludzkiej postaci i rozejrzał się dookoła szukając wzrokiem Severusa. Tego jednak już tam nie było.
----
Potter, Black i Pettigrew biegli w kierunki zamku widząc gdzieś w oddali czarną sylwetkę. Był to jak zakładali Snape. Kierował się w stronę gabinetu Dumbledore’a.
-Cholera. SNAPE! –Krzyknął Syriusz!
Ten ani myślał by się zatrzymać. Ci debile kryli wilkołaka! W szkole! Narażali na niebezpieczeństwo wszystkich uczniów! Nie mógł tego puścić płazem.
-Profesorze! –Powiedział zdyszany jak tylko wbiegł po schodach do gabinetu dyrektora. Wiedział, że trójka Huncwotów depcze mu po piętach.
-Och Severus. Co się stało? Co tu robisz o tej godzinie? –Dumbledore miał na sobie rubinowy szlafrok.
-Huncwoci kryją wilkołaka!
-Snape! –Do gabinetu wbiegła pozostała trójka uczniów. –to nie prawda!
-Nie prawda? Ty się słyszysz Potter? Wiem, że to Lupin jest tą bestia. Że też się nie domyśliłem. Cholera. Durni idioci narażacie całą szkołę.
-Nic nie wiesz Smarkerusie! To nasz przyjaciel nie obchodzi nas czy jest wilkołakiem czy nie!
-James! Debilu on jest niebezpieczny!
-Chłopcy bardzo proszę się uspokoić. –Podniósł nieco głos dyrektor. –Severusie doskonale wiem, że Remus jest wilkołakiem osobiście pozwoliłem mu uczęszczać do naszej szkoły pomimo tej przypadłości. Tak samo jak osobiście wybrałem wrzeszczącą chatę jako jego kryjówkę.
-I pan to popiera?! –Ryknął Snape nie wierząc w to co słyszy! –Tak samo jak to, że ta trójka idiotów spędza z nim każdą pełnię jako zwierzęta?
-Och naprawdę? –tu Dumbledore się mocno zdziwił. –Nie wiedziałem, że macie takie umiejętności chłopcy.
----
Dyrektor nie wyciągnął żadnych konsekwencji. Pouczył Snape'a by zachował tajemnice dla siebie i nikomu o tym nie wspominał. Huncwotów pokarał jedynie szlabanem, zaś Remusa przeprosił za zaistniałą sytuację, podobnie rodziców chłopca. Syriusz nie mógł dotrzeć w żaden sposób do Severusa który teraz miał do niego wielkie pretensje za takie tajemnice. Praktycznie reszta miesięcy stała się napięta przez zbliżające się egzaminy i inne obowiązki względem rodzin i szkoły. Remus na ostatnim roku nauki został poinformowany listem od swojego obiektu westchnień, ze powinien o nim zapomnieć bo zbyt się zmienił i teraz może go jedynie skrzywdzić. Nie tylko Lupinowi trudno było się pogodzić z rozstaniem z Salem. Syriusz stopniowo leczył się ze swojego zauroczenia Snapem lecz większy problem miał James który po serii kłótni z Lucjuszem postanowił z nim po prostu się rozstać. Oboje bardzo to przeżywali ale byli zbyt dumni by przyznać się do ciągłego uczucia jakim darzą się nawzajem, nawet po tym zerwaniu nie mogli zapomnieć o latach wypełnionych miłością. Koniec szkoły przyniósł końce ale i początki na nowe uczucia. Syriusz zyskał nowa rodzinę jaką byli James i o dziwo Lili z którą Potter zaczął chodzić po ukończeniu szkoły. Peter zniknął gdzieć na miesiące a Remus odwiedzał swoich przyjaciół zgłębiając wiedzę z książek które stały się jego druga pasją zaraz po podróżowaniu. Co do Severusa i Lucjusza? Snape zyskał stanowisko nauczyciela eliksirów po profesorze Slughornie który postanowił przejść na emeryture. Nikt się nie dowiedział, że potajemnie dołączył do ruchu wolnych czarodziei jaki powstał z inicjatywy Toma Marvolo Riddle’a później znanego jako Potomka Salazara Slytherina – Lorda Voldemorta. Lucjusz ożenił się z Narcyzą która po ślubie bardzo się zmieniła. Jej rodzina bowiem i stara i nowa, przyłączyła się do czarnoksiężnika spełniając jego często chore wizje lepszego świata. Do Lucjusza dotarła wiadomość o narodzinach potomka Potterów i nie ukrywał, że ucieszyła go wieść, że James jest szczęśliwy. Malfoyowie jako wierni słudzy Czarnego Pana również spodziewali się narodzin syna.
----
Pewnego wieczoru, kiedy Lucjusz był zajęty czytaniem Proroka codziennego poczuł palący ból nadgarstka.
-Lucjuszu? –Narcyza trzymała w ramionach dziecko i spoglądała na męża z zainteresowaniem.
-To nic. Zaraz wrócę. –Malfoy szybko wyszedł z posiadłości gdzie po chwili pojawił się w kłębach czarnego dymu Severus. -Snape? Co się stało? –spytał.
-Czarny Pan zniknął.
-Jak to?
-Nie wiem. Ale jest coś jeszcze. –Tu zawahał się. –Potterowie nie żyją.
Na te wiadomość Lucjusz złapał się za pierś i padł na kolana czując jak do oczu napływają mu łzy. James! JAMES!! Nie krył smutku i pozwolił łzom spłynąć po policzkach. –A chłopiec?
-Żyje. Dziecko żyje. –Lucjusz zauważył w oczach Severusa te same łzy. Widocznie płakał za swoją przyjaciółką. Za Lili.
-Co z nim?
-Trafi do wujostwa.
-A co się stało z Syriuszem, przecież Black z nimi mieszkał prawda? –Spytał wstając i patrząc na Snape’a poważnie.
-Trafił do Azkabanu. Posądzono go o liczne morderstwo i przyczynienie się do śmierci Potterów. –Jego głos drżał delikatnie aż w końcu Severus nie wytrzymał i zakrył twarz dłońmi. –Kurwa! Straciłem dwie najważniejsze osoby w życiu i dlaczego? Ponieważ czarnemu panu się zachciało zmieniać świat?! –Krzyknął nie wiedząc co ma począć. Stracił Lili, i stracił… Syriusza.



/Podobało się?
Napisz w komentarzu, że tak... bądź nie ;c

niedziela, 7 sierpnia 2016

Drarry 7

Harry nie wiedział jak to się stało, ale widocznie zasnął w sypialni Dracona, ciepło pościeli mieszające się z czymś jeszcze, czymś dużo cieplejszym sprawiało, że nie chciał nawet wstawać z łóżka. Draco jako ranny ptaszek był innego zdania, gdy tylko jego zegar biologiczny wybił siódmą rano ten otworzył oczy i zerknął w bok. Ujrzawszy twarz Harry’ego Malfoy uśmiechnął się delikatnie. Postanowił jednak jeszcze nie budzić bruneta. Wyślizgnął się powoli spod pościeli i podreptał w stronę łazienki. Miał zamiar wziąć prysznic i nim gość się obudzi zrobić mu jakąś niespodziankę. Blondyn po chwili stał już pod ciepłym strumieniem wody który obmywał jego ciało. Mimo, że dopiero co wyszedł spod ciepłej kołderki ogrzewanej również dzięki Harry’emu to teraz czuł dziwny chłód. Nawet gorąca woda nie dawała tego samego przyjemnego odczucia co leżenie obok bruneta.

Harry uchylił powoli powieki, nie musiał się głowić co robi w sypialni ślizgona bo znając swoje szczęście po prostu zasnął po jakże męczącej rozmowie. Tylko jeden szczegół wciąż nie dawał mu spokoju. Dlaczego leży w tym łóżku w samej bieliźnie. Czyżby…? Nagle z łazienki wyszedł Draco i znowu powtórzyła się sytuacja z Dworu Riddle’a. Blondyn miał na sobie jedynie spodnie a z jego ciała skapywała woda kreśląc na jego bladej cerze widoczne mokre ślady kończące się przy podbrzuszu i znikające podczas zetknięcia się z materiałem dolnej garderoby. Harry zarumienił się delikatnie.

-Co jest? –Spytał Dracon nie za bardzo wiedząc, czemu ten głupi gryfiak tak tępo się na niego patrzy.

Brunet spuścił wzrok i utkwił go na moment w podłodze. –Czy wczoraj…? No wiesz.

-Aha chcesz się upewnić, że nie dobrałem się do twojego zniewieściałego ciała gdy smacznie spałeś? Serio masz mnie za takiego zboczeńca Potter? Poczułem się urażony. –Westchnął cierpiętniczo. –Nie dość, że raczyłem cię położyć na łóżku, zdjąć z ciebie szatę by się nie pomięła, poskładałem ją nawet a ciebie ogrzałem w nocy to teraz ty wyrażasz swą wdzięczność w tak bolesny dla mnie sposób. Zraniłeś moje uczucia. –Zadarł nos ku górze.

-Dobra, dobra przepraszam. –Wstał i podszedł do szafki na której leżały jego ubrania. Nagle tuż za jego plecami pojawił się blondyn i objął go delikatnie w pasie. – Ej co ty?

-Oj cichaj. Zmarzłem pod prysznicem to teraz chce się ogrzać. –Przesunął dłonią wzdłuż jego brzucha.

Brunet jęknął spuszczając głowę, czuł na swoich plecach mokry i chłodny tors chłopaka. Dodatkowo ocierał się kroczem o pośladki Harry’ego co wcale nie pomagało mu w uspokojeniu się. –Draco, przestań. –Cholera jak tak dalej pójdzie to się w końcu podnieci. Wkurzało go to, bo przecież to tylko Malfoy. Dlaczego musiał tak na niego działać?

-Hmm? Czyżby ci się spodobało? –Zaśmiał się i zsunął powoli dłoń w dół, gdy tylko spoczęła na kroczu Harry’ego ten spiął się momentalnie. –Ciekawe. Ta część twojego ciała jest chyba usatysfakcjonowana moim towarzystwem. –Zaczął poruszać ręką gładząc wybrzuszenie na bokserkach gryfona.

-Miałeś tego nie robić. –Złapał dłoń chłopaka starając się ją odsunąć. –Obiecałeś mi u Toma.

-Wspominałem jedynie o seksie a nie o takich niewinnych pieszczotkach. –Zauważył z uśmiechem i przesunął językiem po karku Potter’a. – No nie mów, że ci się to nie podoba. Twoje ciało jest lepsze od eliksiru prawdy.

-Draco!! –Ryknął i odwrócił się momentalnie teraz stojąc przodem do blondyna.

-No dobra. Jak nie to nie. –Odparł wzdychając i podchodząc do szafy by wybrać z niej jakieś ubranie. Harry ubrał się momentalnie i już miał zamiar wyjść z sypialni ślizgona gdy ten zwrócił się do niego. –Ej A ty gdzie się wybierasz hmm?

Harry spojrzał na niego jak na kompletnego idiotę. –No jak to gdzie? Na śniadanie, to chyba oczywiste, że przed zajęciami mamy coś takiego jak wspólne śniadanko.

-No właśnie wspólne!-Zauważył Malfoy. –Więc racz usiąść i poczekać na mnie gryfiaku. Ubiorę się i razem na nie pójdziemy. –Posłał Harry’emu takie spojrzenie, jakiego nie powstydziłby się rogogon węgierski. Brunet uznał, że nie będzie tego komentować i po prostu łaskawie na niego poczeka. Tak jak się spodziewał blondyn musiał odpowiednio się wyszykować, perfumki, włoski i inne pierdoły, kiedy w końcu uznał, że jest gotów Harry powoli umierał z głodu. –No chodź. Jak umrzesz to ja będę musiał się tłumaczyć Tomowi, czemu jego bohater wącha kwiatki od spodu. –Westchnął boleśnie łapiąc gryfona za rękaw.

Szli przez korytarze mijani przez uczniów którzy jak na złość patrzyli się na nich jak na okazy jakiegoś zagrożonego gatunku w ZOO. No tak bo przecież Harry Potter i Dracon Malfoy nigdy przedtem nie pokazywali się nigdzie razem a jak już to na pewno nie szli ramię w ramię na śniadanie darując sobie rzucanie w siebie nawzajem mięsem. Żadnych obelg, złośliwych uwag i zaklęć… po prostu cud. Plotki obiegły Hogwart tempem błyskawicy więc już na śniadaniu dobiegały Harry’ego dziwne teorie jakoby Draco rzucił na niego imperiusa bądź otumanił go jakimś eliksirem. Z jednej strony niektóre pomysły były tak niedorzeczne, że trudno było się z nich nie śmiać, ale spojrzenia gryfonów którzy nie znali szczegółów i nie do końca wiedzieli co się dzieje były gorsze od niejednej klątwy. Pierwszy raz w życiu Potter czuł się nieswojo wśród swoich domowników. Gdyby nie Ron, Hermiona i kilku innych wiernych przyjaciół gryfonów pewnie już dawno raczyłby opuścić wielką salę i po prostu uciec gdzieś daleko. Chłopak spojrzał w stronę stołu nauczycielskiego. Siedzieli tam prawie wszyscy z grona pedagogicznego oprócz Dropsa, Hagrida – który zwykł jadać w swojej chatce – oraz profesora Binsa, bo po co duch miałby być obecny na śniadaniu. Tuż obok Severusa siedział Remus i Syriusz którzy w ciszy zajęci byli jakąś wymianą zdań.

-Chodź Harry. Niedługo zaczynamy lekcję ONMS (zobaczymy jak dobrze znacie książkę. W komentarzach rozwińcie ten skrót) ze ślizgonami. –Hermiona złapała jedną ręką bruneta a drugą Ronalda i pociągnęła ich obu w stronę wyjścia z wielkiej Sali. –No naprawdę nie mają ci ludzie za grosz taktu. Zobaczą coś czego nie rozumieją i już zaczynają tworzyć głupie plotki. Naprawdę irytujące. –Monolog Miony o tym jacy to ludzie są źli i niedobrzy przerwał głos Malfloya.

-Ej Gryfoni czekajcie. –Trójka przyjaciół obejrzała się za siebie i ujrzała idących w ich stronę dwóch węży. Dracona i Zabiniego.

-Czego chcesz Malfoy? –Spytała Granger.

-Oj z samego rana tak ostro Hermiono? Cóż cię tak wkurzyło? Co wy macie takie zdziwione miny? Mam coś we włosach? –Spytał Draco nie rozumiejąc dlaczego cała trójka gryfiaków patrzy się na niego jakby był eksponatem w muzeum.

-Od kiedy Malfoy przestałeś wyzywać Hermionę od mugoli, szlam i innych niegodnych cie stworzeń? –Spytał Ronald który odsunął się nieco od Blaise’a który był zbyt blisko, naprawdę zbyt blisko i na dodatek się uśmiechał jakby ich towarzystwo serio go uszczęśliwiało.

-No wiesz co wiewiór? To zabolało ja się staram być wobec was miły a ty wątpisz w moje dobre intencje? –Udał urażonego i spojrzał z delikatnym uśmiechem na Pottera. –No co Harry aż tak cię dziwi moje zachowanie?

-Nie do końca Malfoy. Ja też jestem bardzo ciekaw jak na tę zmianę zareagują twoi domownicy bo chyba nie spodoba im się, że srebrny książę nagle od tak zaczął spoufalać się z gryfonami. –Zauważył kąśliwie.

-O proszę Potter jakie słownictwo, czyżbyś nadrabiał zaległości? A wracając do tematu to węże wolą bym spędzał czas z wami niż na przykład puchonami. Ci nie są godni nawet przebywać w pobliżu mojej brudnej bielizny. –Zaśmiał się i wskazał gestem by kontynuowali wędrówkę w stronę chatki Hagrida. –Rozumiem, że Potter już wam przekazał pewne wiadomości tak?

Ron i Hermiona kiwnęli głowami na jego słowa.

-Kto musi wiedzieć ten wie, a Hermiona i Ron bardzo nam pomogą. –Wyjaśnił Harry. – No i uważam, żeby w jakiś sposób wkręcić w to prefektów, a przynajmniej tych którym można na pewno zaufać.

-Uważasz, że Abott albo Corner są warci zaufania? –Spytał tym razem Zabini.

-Ale na przykład Padma. –Zauważyła Hermiona. –Ona jest w porządku.

Draco na wspomnienie o Padmie zmarszczył brwi. Odkąd usłyszał o ewentualnym związku Pottera i krukonki miał o niej nienajlepsze zdanie. Ba, po prostu była w tym momencie jego wrogiem publicznym numer 1, podobnie jak reszta dziewcząt które świeciły za wybrańcem swoimi rzęsistymi oczyma. – Na razie lepiej by poza nasze grono nic nie wypłynęło Potter. Nie możemy być pewni tego, że jak dowie się o tym nieodpowiednia osoba to nagle nie poleci na skargę do dropsa. –Będąc już na niewielkiej polanie przy lesie czekali na pojawienie się reszty uczniów i Hagrida.

Zajęcia jak zwykle z resztą okazały się z jednej strony bardzo interesujące, a z drugiej dość niebezpieczne. Co tym razem wymyślił Hagrid? Otóż przyprowadził na zajęcia akromantulę. Ron widząc pająka który dorównywał wielkością rosłemu dogowi angielskiemu momentalnie poczuł jak uchodzi z niego resztka pewności siebie. Gdyby nie interwencja Zabiniego który o dziwo dość sprawnie i szybko złapał rudzielca za ramię to pewnie Ron wyrżnąłby prosto na kilka większych kamieni jakie za nim się znajdowały.
-Cholera, co będzie następnym razem smok? A może dla odmiany górskie trolle? –Westchnął załamany rudzielec starając się trzymać z dala od dzisiejszego tematu zajęć. Harry dowiedział się od Hagrida gdy reszta klasy zajmowała się wymianą zdań o pająku, że ów okaz należy do licznej rodziny Aragoga – przyjaciela Hagrida.

-Cholibka na początku strasznie trudno było namówić tego malucha by raczył pokazać się na zajęciach i nie zjeść uczniów. –Zaśmiał się Hagrid.

-Co takiego? –Spytał Harry z przerażeniem. –Wiesz, że lubię twoje lekcje ale przyprowadzenie na nie zabójczego wielkiego pająka nawet dla mnie jest lekką przesadą. Nie mogłeś przynieść, no nie wiem… tybetańskich motyli które plują sokiem z dyni czy coś?

-Hah, gdyby tylko takie cholerstwa istniały na pewno już byście mieli je dawno na zajęciach. No cóż, może następnym razem wybiorę coś innego.

----

-Chłopaki nie chce wam psuć tego miłego wieczora jaki spędzacie na graniu w szachy. –Zaczęła Hermiona podchodząc do chłopców z trzema wieszakami na których wisiały sukienki. – ale moglibyście mi doradzić w której mam jutro pójść na bal z okazji Nocy Duchów?  -Nie doczekała się odpowiedzi więc w widowiskowy sposób przypomniała im o swojej obecności poprzez mocne uderzenie w tyły ich głów.

-AŁA!-Jęknęli jednocześnie.

-No więc? Która?

-Hermiona w każdej wyglądasz olśniewająco. –Odparł w końcu Harry udając, że faktycznie myśli nad wybraniem dla przyjaciółki odpowiedniego ciuszka. –A ta którą miałaś w czwartej klasie?

-No przecież nie ubiorę drugi raz tej samej. –Oburzyła się i westchnęła cicho. –Ta miętowa może być? Ma ładne falbanki.

-Oczywiście. Jest piękna. –Dodał w końcu Ron bo Harry już naprawdę miał dość kiwania głową by przekonać dziewczynę, że skoro jej się podoba to niech ją ubierze.

-A wy już przygotowaliście szaty wyjściowe? –Spytała pokazując przy okazji Ginny, która weszła do pokoju wspólnego, swój wybór.

Chłopcy kiwnęli głowami mimo, że ich szaty leżały jeszcze na dnie kufrów.

-A zastanawialiście się kogo zaprosić? –I tu ich zagięła. –No więc?

Ron spojrzał na kumpla który zrobił dokładnie to samo. –A gdzie niby pisze, że mamy z kimś przyjść?

-Ronald no daj spokój, przecież lepiej przyjść z kimś niż samotnie podpierać ściany prawda? –Spytała Herm.

-No tak, to świetnie się składa Mionka pójdziesz ze mną? –Spytał rudzielec z uśmiechem.

-Nie.

-Jak to nie?

-Już ktoś mnie zaprosił. –Wyjaśniła. –Mogłeś obudzić się wcześniej Ronaldzie. –Pokazała mu język i skierowała się schodami do sypialni.

-Ej Ron, to wy nie jesteście jednak razem? –Spytał Harry.

-Spróbowaliśmy, ale lepiej jest nam w przyjacielskiej relacji. –Odparł Ron i podrapał się po głowie. –Kurde ciekawe z kim pójdzie prawda?

-Teraz lepiej główkuj z kim my pójdziemy. –Westchnął Potter.

-Ja to jeszcze jakoś zniosę podpieranie ścian, ale fakt lepiej by wybraniec dawał dobry przykład i miał jakieś towarzystwo.

-Uważaj lepiej bo ten wybraniec może cię potraktować niemiłą klątwą. –Odparł kąśliwie Harry a po chwili wrócili do przerwanej gry w szachy.

----

-Dracuś! –Na szyję blondyna coś się rzuciło i jak się okazało była to mopsica w osobie Pansy. –Pójdziesz ze mną na bal? Tylko pamiętaj zielona muszka pod kolor mojej sukienki.

-Parkinson, racz mnie puścić bo nie dość, że mnie dusisz to jeszcze naruszasz moją przestrzeń osobistą, która mimo wszystko za tobą nie przepada. –Syknął Dracon odtrącając od siebie dłonie dziewczyny. – A na Bal zaproś sobie kogoś innego.

-Dlaczego? –Spytała slizgonka całkiem urażonym i smutnym tonem. –Już z kimś idziesz? Z kim? Tylko nie mów, że z Milicentą! Podrywa cię bo jesteś sławny i bogaty..

-Aha czyli ty Pansy masz inne powody? –Spojrzał na nią z góry i ominął dziewczynę która stała jakby ktoś ją spetryfikował. Blondyn wszedł do swojej sypialni a zaraz za nim pojawił się w drzwiach Zabini, który zamknął je i spojrzał na przyjaciela.

-Ej Draco, przyznaj się co planujesz?

-Co masz na myśli? –spytał Malfoy podchodząc do swojego kufra by wyjąć z niego swoją szatę wyjściową.

-Do niedawna nie ganiłeś tak Pansy, no i zwyczajnie zgodziłbyś się pójść z nią na bal. Wiem, że jesteś Homo, ale robiłeś to dla zwykłej wygody. A teraz nagle zrezygnowałeś? –Spytał rzucając się na łóżko prefekta. –No więc?

-Po prostu zaczęła mnie irytować i tyle. Przecież nie będę całe życie robić za jej pseudo wybranka. Mam inne rzeczy do roboty.

-Na przykład poderwanie Pottera? –Rzucił z uśmiechem. –Naprawdę ci zawrócił w głowie.

Draco milczał. Fakt Potter byłby naprawdę dobrą partią. Był bogaty, sławny i nie byłoby problemu z połączeniem ich rodzin bo przecież jego ojciec i matka właśnie takiego partnera bądź partnerki dla niego chcieli. –Jak już wspomniałem Zabini, ja jestem homo, ale Potter nie patrzy na tę znajomość jak na coś tego typu, jeśli wiesz co mam na myśli. –Położył na łóżku swoją szatę i westchnął cicho. – Do tej pory to inni uganiali się za mną, nie musiałem nikogo podrywać a teraz mam mentlik w głowie przez tego gryfiaka. –Warknął czując jak wzbiera w nim złość i frustracja.

-A może byś o nim z kimś pogadał? Z kimś kto go dobrze zna? –Podsunął mu Blaise machając sobie różdżką bez większego celu.

-Niby z kim? Z Granger albo z wiewiórem? Ta, już widzę jak mi dokładnie opisują swojego przyjaciela, jak zdradzają jego emocje, plany i pragnienia. –Prychnął uważając, że ten pomysł jest totalnie pozbawiony sensu.

-No może nie z nimi, ale z Lupinem i Blackiem? Wydaję mi się, że powiedzą ci nieco o Potterze, a na pewno wzbogacisz swoją wiedzę o dodatkowe informacje o których nie miałeś pojęcia.

-Zabini.

-Co?

-Chyba będę musiał ci postawić butelkę dobrego whisky bo zaczynasz gadać bardzo mądre rzeczy. –Odparł Dracon z rozbawieniem. Niby było już późno, ale może nauczyciele nie obrażą się za takie małe najście o tej porze. Skierował się w stronę drzwi pozostawiając w sypialni Blaise’a całkiem samego.

Malfoy pokonywał akurat schody kiedy drogę zagrodził mu dość duży czarny pies, który patrzył się na niego bardzo ciekawsko. Potem zaszczekał i pomerdał ogonem. No tak Snape wspominał, że Black jest niezarejestrowanym animagiem, widać teraz ta wiedza się Malfoyowi przydała.

-Dobry wieczór profesorze. –Powiedział a po chwili tuż obok niego pojawiła się ludzka postać Blacka.

-Zaczęła się cisza nocna. Wiem, że jesteś prefektem Draconie, ale powinieneś być u siebie w pokoju wspólnym . Co tu robisz? –Spytał Syriusz poprawiając nieco szatę która podczas przemiany lekko opadła z jego ramienia.

-Właśnie chciałem odwiedzić Pana i Profesora Lupina. Mam kilka pytań dotyczących Potte.. znaczy Harry’ego. –Poprawił się.

-Naprawdę? W takim razie chodźmy. –Dracon nieco się zdziwił, że Black tak spokojnie przyjął jego ciekawość do wiadomości. Interesujące. Pokonali jeszcze schody wchodząc tym samym na drugie piętro i dalej korytarzem prosto do gabinetu obrony przed czarną magią. W środku przy biurku siedział Remus prawie całkowicie zasłonięty przez stosy papieru.

-Dzięki Syriuszu, że zostawiłeś mnie samego z tym bajzlem. –Warknął Lupin nie zauważając nawet, że z jego przyjacielem wszedł do środka również uczeń. –Chyba będziesz musiał jakoś nagrodzić Harry’ego znów jego praca domowa mnie zadziwia, jak to możliwe, że tak idealnie zapamiętuje wszystko z naszych lekcji? Cud.

-Szkoda, że jest taki pilny tylko na naszych zajęciach. –Zauważył Black i podszedł do Lunatyka. –Zostaw to na chwilę bo mamy gościa, młody Malfoy chce porozmawiać z nami o Harrym. –Dopiero na jego słowa Remus spojrzał na chłopaka stojącego wciąż przy drzwiach.

-Och, wybacz mi Draco moją ignorancje. Ta praca całkiem zasłania mi wszystko dookoła. –Wstał z miejsca i podszedł do młodzieńca by zachęcić go do wejścia do ich gabinetu, tam na spokojnie usiedli a Syriusz pomimo początkowego sprzeciwu Remusa zaproponował im nieco alkoholu. –No dobrze, to o czym chcesz porozmawiać?

Draco nieco się zawahał nie wiedział jak ma zacząć. –Dla bezpieczeństwa Pottera chciałbym nieco się o nim dowiedzieć. Tom kazał mi go pilnować a jest to dość trudne skoro nie wiem co mu siedzi w głowie. –Zauważył.

Syriusz wypił zawartość swojego kieliszka. –Co chcesz wiedzieć?

-Właściwie to jak najwięcej. Nie mogę o to spytać samego Harry’ego bo dobrze wiem, że mnie zignoruje i nic nie powie. –Draco miał nadzieję, że te argumenty jakoś ich przekonają.

Remus pojrzał porozumiewawczo na przyjaciela, w końcu Black zaczął mówić. –To może zacznę od początku. Po śmierci Jamesa i Lili mały Harry trafił jak wiesz do swojego wujostwa. Jako mugole, bardzo specyficzni mugole od samego początku znienawidzili siostrzeńca. A to poniekąd dlatego, że Petunia zazdrościła swojej magicznej siostrze uwagi którą obdarzyli ją rodzice. Wuj i ciotka zmuszali małego chłopca do różnych prac, głodzili go i bili. Skąd to wiem? Harry mi tego nie powiedział, Drops o tym wiedział, ale jak widać wolał siedzieć cicho. Musiałem poszperać na własną rękę. Osobiście przesłuchałem starą Arablellę Figg ich sąsiadkę harłaczkę.

-Widziałem posiniaczone ciało Pottera. –Dodał Draco. –Więc nieco się domyśliłem.

-Dzięki bogu dostałem prawa do pełnienia nad nim opieki więc już tam nie wróci.

-Profesorze mam pytanie trochę bardziej osobiste. –Dodał Malfoy. –Czy Harry może być homofobem?

Na to pytanie Syriusz zaśmiał się. –Haha ciekawe pytanie, nie spodziewałem się tego. No dobrze załóżmy, że na nie odpowiem. Kiedyś miałem z nim poważną rozmowę na ów temat. Wspomniałem mu, ze nim James zaczął chodzić z Lili miał kilka ciekawych podbojów miłosnych i nie tylko z kobietami. Z resztą możesz o to spytac swojego ojca. Lucjusz na pewno sam ci o tym opowie.

Draconem ta wiadomość wstrząsnęła. –Nasi ojcowie mieli romans?

-Oj mieli. Całkiem długi. Prawie pół roku nałogowego spotykania się, wszystko robili razem, i wszędzie robili TO. Chyba wiesz co mam na myśli. Ale nie tylko o Jamesie mu wspominałem. Ja sam również gustuję w mężczyznach. –Kiedy wzrok blondyna przeniósł się z Blacka na Remusa, łapał musiał dodać. –O nie, Remi to tylko przyjaciel. Ale z pewnością Severus zaprzeczy temu co właśnie mówię. Hahaha nie rób takiej miny młody Malfoyu, owszem Snape był moim szkolnym kochankiem. Na te informacje Harry zareagował dość przychylnie. Nie można go nazwać Homofobem, po prostu kimś kto mało wie o tego typu rzeczach.

----

Następnego dnia nie było zajęć wiec całą uwagę uczniowie skupili na przygotowaniach do Balu. Ron i Harry uznali, że pójdą na bal aby się napić i zjeść bo przecież i tak tańczyć nie potrafią, udało im się przed imprezą ujrzeć Hermionę w towarzystwie Rogera Daviesa.

-Nie wierze, że przystała na zaproszenie tego krukona. –Szepnął Ronald do Harry’ego. –Koniec świata. –Kiedy weszli do środka usiedli przy niewielkim stoli i nalali sobie od razu nieco ponczu. Oho Padma faktycznie dodała do niego więcej alkoholu, doskonale. –Ej spójrz, to mopsica. Sama jak palec, cóż się stało, że nie ma przy niej fretki?

Harry zerknął w stronę dalej położonego stolika przy którym siedziała Pansy i jeszcze dwie inne ślizgonki. Parkinson wyglądała na dość smutną. –Może Malfoy w końcu sięgnął po rozum do głowy i znalazł sobie kogoś normalnego.

-Ta jasne, a Hedwiga jest krokodylem. Przecież to była srebrna parka ślizgonów. Król i Królowa zarozumialstwa.

-Możliwe, ale Malfoya tam nie ma. –Harry opróżnił kolejny kieliszek. Faktycznie okazało się, że na samym początku balu tiara przydziału miała jakąś chorą przemowę urozmaiconą piosenką. Mówiła coś o słabości, zdradzie i złych towarzyszach ugh jak mroczno. Czyżby Dropsowi udzieliła się jakaś ciemna strona mocy? Kiedy w końcu poszarpany kapelusz zszedł ze sceny ustępując miejsca Fatalnym jędzą. Zespół zaczął grać a większość uczniów pobiegła w stronę parkietu by oddać się rytmowi i zacząć tańczyć. Nawet Ronald w końcu trafił na środek Sali ciągnięty tam przez Lunę, która chciała mu pokazać jakiś taniec. Wyszło na to, ze Harry został sam dzieląc się smutkami z alkoholem. Na scenie pojawiła się Celestyna Warbeck oraz Lorcan d'Eath którzy zostali zaproszenia na bal i postanowili umilić uczniom wydarzenie swoimi utworami. Teraz mieli zaśpiewać wspólny kawałek.

-Co jest Potter? Pijesz sam? –Obok Harry’ego pojawił się Dracon trzymając w dłoni swój kieliszek. –Nikt cię nie poprosił do tańca?

-Cóż jak widać. Ale przynajmniej Ron się dobrze bawi. A ty? Nie tańczysz z Pansy?

-Nie. Dałem jej do zrozumienia, że powinna poszukać sobie innego partnera.-Odparł jedynie i spojrzał na pustą już wazę po ponczu. Widocznie Potter opróżnił ją samotnie. –Uważaj bo popadniesz w alkoholizm.

-A co cię to obchodzi? –Spytał z uśmiechem. –Ty też pijesz, więc mi nie wypominaj.

Malfoy zaśmiał się i odstawił swój kieliszek na stół. –Darujmy sobie alkohol. –Wyciągnął w jego kierunku dłoń. –Zechcesz zatańczyć?

Harry zaśmiał się. –Chyba wypiłeś za dużo.

-Owszem, ale ty też. Cichaj już i chodź potańczyć potem w razie czego zwalimy to na alkohol. Byliśmy pijani i zaczęliśmy się po prostu wygłupiać. –Złapał dłoń bruneta.

Potter po chwili dał się zaciągnąć na parkiet. – Ostrzegam, że nie umiem tańczyć.

-A ja wręcz przeciwnie, więc nie musisz potrafić skoro masz takiego partnera jak ja.

-Pff mówiłem już ci, że podziwiam twoją skromność?


-Podziwiasz? Kiedyś wspominałeś coś o uwielbianiu. –Dracon złapał Pottera w pasie i przyciągnął go do siebie. Faktycznie gryfon nie umiał tańczyć, ale dawał się prowadzić więc problem znikł po chwili kiedy obaj odnaleźli odpowiedni rytm. Rozbrzmiała muzyka a chłopcy znaleźli się w zupełnie innym świecie, nie wiedzieli czy to za sprawą alkoholu czy po prostu zaczęła działać jakaś inna magia. Harry czuł się na początku niezręcznie, lecz po chwili bez oporów patrzył Malfoyowi prosto w oczy. Mógł dostrzec wszystko w tych szarych oczach. Nie był pewny czy to co z nich wyczytał było prawdziwe, lecz nie malowało się tam negatywne uczucie. Jego wzrok był dużo cieplejszy. Wszyscy dookoła byli zbyt zajęci sobą , ignorowali inne pary więc Harry i Draco nie musieli się martwić o ich uwagę. Po chwili Draco przesunął dłonią po plecach Pottera a ten czując przyjemne dreszcze aż zadrżał, na tym się nie skończyło. Dłoń po chwili trafiła na kark bruneta a po chwili zatopiła się w jego włosach. Wtedy stało się. Harry ciągnięty jakąś niewidzialną siłą przybliżył twarz do tej należącej do Dracona, i nagle ich usta zetknęły się w nieśmiałym bardzo delikatnym pocałunku.

sobota, 6 sierpnia 2016

Drarry 6

-Ja Harry chcę tylko by Dumbledore zginął, ewentualnie spędził resztę życia w Azkabanie. –Wyjaśnił Tom zajmując miejsce na kanapie która stała przy oknie. Wskazał dwa wolne fotele naprzeciwko, które po chwili zajął Harry oraz Draco. –Nie interesuje mnie podbicie świata czarodziejów siłą i na pewno nie chce mordować mugoli. W końcu mój ojciec był niemagiczny. Ale chciałbym abyś mi pomógł Harry objąć stanowisko Ministra Magii.

-Ty chcesz zostać ministrem? –Zdziwił się Potter wciąż trzymając w dłoni różdżkę, ale nagle jakby uznał, że nie jest mu potrzebna, gdyby Tom chciał go zabić zrobiłby to już dawno. –A jak niby miałbym ci pomóc?

-Na sam początek chciałbym tylko abyśmy zawarli rozejm. Nie zamierzam cię zabijać, bo w tedy i ja umrę. A przynajmniej cząstka mojej duszy która jest w tobie i która ci się już nie raz przydała, sam musisz przyznać. Gdyby nie moja moc, nie pozbyłbyś się mnie w pierwszej klasie i nie uratowałbyś młodej Weasley przed bazyliszkiem bo nie mógłbyś otworzyć komnaty tajemnic.

-Przez ciebie umarli moi rodzice, Syriusz trafił do Azkabanu i przez ciebie bliskie mi osoby narażone zostały na pewną śmierć i to nie raz. Jak mam ci zaufać po tym wszystkim? –Jak mógłby mu teraz pomóc? Przecież to właśnie Voldemort od zawsze był głównym wrogiem publicznym i zagrażał światu czarodziei.

-Uwierz mi żałuję, że przeze mnie straciłeś tak wiele, ale możesz za to winić nie tylko mnie. Dumbledore się do tego przyczynił. To dzięki niemu usłyszałem o przepowiedni, ale dowiedziałem się, że nieco ją ukoloryzował kiedy było już po wszystkim, kiedy James i Lili już nie żyli. Obawiał się również swojej własnej przepowiedni.

-Dyrektor też ma przepowiednię? –Spytał tym razem Draco, widocznie on również nie był do końca wtajemniczany w plany Toma. Może pozycja pionka przestała mu odpowiadać?

Tom uśmiechnął się jedynie. – Lucjusz na moje polecenie wkradł się w ministerstwie do Departamentu z kulami i przyniósł mi tę dotyczącą Dumbledora. Jest tam wyraźnie wspomniane, że zniszczą go jego dwaj uczniowie których najbardziej się obawia. Jeden to ten którego potępił i któremu zniszczył życie a drugi to ten którego w kłamstwie będzie traktować jako tarczę i broń. –Skrzyżował dłonie na klatce piersiowej i spojrzał poważnie na Potter’a. – Dumbledore ma na swoim sumieniu wiele istnień, niewinnych w tym swoją najbliższą rodzinę. Przez niego zmarła jego młodsza siostra, zabił swojego kochanka we śnie, nakierował mnie na twoich rodziców którzy byli mu oddani i żyli w niewiedzy, że kiedyś będzie chciał ich wykorzystać. Sam widzisz Harry, że to całe zło zapoczątkował właśnie Albus.

-Czego ode mnie oczekujesz? Chcę znać twój plan.

-Zgadzasz się mi pomóc? –Tom wstał i wyciągnął dłoń w jego kierunku. –Musze wiedzieć, czy mogę ci zaufać. Czy już nie jesteś zwierzątkiem Dropsa.

Brunet wstał i złapał dłoń mężczyzny. – Nigdy nie byłem jego zwierzątkiem. –Spojrzał poważnie w ciemne tęczówki Riddle’a.

-Doskonale. –Usiedli znów na swoich miejscach. –Znacie opowieść o insygniach śmierci prawda?

Obaj chłopcy kiwnęli głowami.

-Doprawdy znasz ją Harry? –Uśmiechnął się Tom.

-Moja przyjaciółka mi ją kiedyś opowiedziała.

-Wyśmienicie, w takim razie dobrze wiecie, że są trzy: czarna różdżka, kamień wskrzeszenia i peleryna niewidka. Ja jestem w posiadaniu owego kamienia. Wskazał na sygnet z kamieniem który miał na palcu.

-Ja mam pelerynę.

Draco spojrzał na Harry’ego dużymi oczyma. –Jesteś pewien, że to właśnie ta peleryna?

-Tak, należała do mojego ojca, a kiedyś Syriusz mi opowiadał, że przekazywano ją w rodzinie z pokolenia na pokolenie.

-To by się zgadzało. –Przytaknął Tom z uciechą. –Pozostała jeszcze tylko czarna różdżka. Ją niestety posiada Dumbledore. I póki co musicie się właśnie na tym skupić.

-Mamy mu ją ukraść? –Spytał Harry.

-Niestety nie, jedynym sposobem jest rozbrojenie Albusa, wtedy i tylko wtedy różdżka zmieni właściciela. Dodatkowo musicie ochronić szkołę i jej uczniów. Nie mogą zostać wplątani w tę wojnę, nie mają z tym nic wspólnego zwłaszcza najmłodsi uczniowie. –Przesunął dłonią po swoim sygnecie. –Insygnia zmieniają ludzi o słabej woli w gorszych, wpływają na nich i chcą nimi zawładnąć. Peleryna jest nieszkodliwa, ponieważ jej celem było od samego początku pomaganie w ucieczce. Kamień daje tylko złudną nadzieję, że da się cofnąć czas i pozwala na krótką chwilę pobyć z tymi których już z nami nie ma. –Zdjął z palca pierścień i wręczył go Harry’emu. –Zwierciadło które odnalazłeś na pierwszym roku działa podobnie jak kamień, ale on pozwoli ci z nimi porozmawiać a nie tylko patrzeć się w martwe oblicza które nic nie powiedzą i które tylko tęsknię cie wyczekują.

Harry uśmiechnął się nikle. – Mogę ich przyzwać? Mogę z nimi porozmawiać i się poradzić?

Tom kiwnął głową  i wstał. Machnął ręką w kierunku Draco dając mu do zrozumienia, że na chwilę powinni poczekać na korytarzu.

Brunet obrócił sygnet w swojej dłoni i pomyślał intensywnie, że chciałby znów ujrzeć rodziców. Gdy otworzył oczy siedzieli obok niego James i Lili.

-Cześć synku. – Powiedziała kobieta. Nie wyglądali jak duchy, raczej jak przeźroczyste postacie które ktoś gdzieniegdzie obsypał srebrzystym, mieniącym się piaskiem. –Co cię martwi?

-Zabił was. A teraz ja mam mu od tak pomóc? –Spytał spoglądając teraz na swojego ojca.

-Tom kiedyś był bardzo porządnym człowiekiem, ale chyba sam ci opowiedział co go zmieniło. Nie winimy go za naszą śmierć i cieszymy się, że tobie nie zrobił krzywdy.

-Jak to nie zrobił? –Zbulwersował się Harry. – Zabił was, zabrał mi rodzinę.

-Harry, nie żałuj martwych. Troszcz się o żywych ludzi którzy muszą teraz żyć w strachu. –Poczuł chłód gdy dłoń kobiety przemknęła przez jego własną. Zapewne chciała ją uścisnąć by dzięki temu poczuł się pewniej. –Albus się zmienił, przez niego świat może wkroczyć na wojenną ścieżkę. Nawet jeśli nie wybaczysz Tomowi tego co zrobił to możesz mu pomóc.

-Cokolwiek zrobisz i tak będziemy z ciebie dumni synu. –Wyjaśnił James delikatnie się uśmiechając. - Jesteśmy Ci jeszcze do czegoś potrzebni?

-Nie chcę was dłużej tu trzymać. Będę tylko bardziej za wami tęsknić. –Odparł z wymuszonym rozbawieniem.

-Trzymaj się synku, jesteśmy z tobą cały czas pamiętaj o tym. –Lili uśmiechnęła się delikatnie i po chwili znikła tak samo jak James.

----

-Black może raczyłbyś usiąść łaskawie na czterech literach a nie łazić po moim gabinecie? Już przez to niemal zrzuciłeś kilka słoików z bardzo cennymi składnikami których nie dostanę w byle jakim sklepie alchemicznym. –Warknął Snape siedząc za biurkiem. Naprzeciwko niego spoczął również Remus tylko Syriusz spacerował w tę i we w tę całkiem zniecierpliwiony.

-Ile to ma jeszcze trwać? Wysłaliśmy go do gniazda węży nie mamy pewności, że nic mu się tam nie stanie.

-Syriuszu spokojnie, na pewno nic mu tam nie grozi. A pewnie jest tam bezpieczniejszy niż tutaj. –Odparł Remus chcąc jakoś uspokoić towarzysza.

-Już pomijając Voldemorta, ale co z resztą śmierciożerców?

-Black jeśli cię to w jakimś stopniu uspokoi w co mimo wszystko wątpię, to musisz wiedzieć, że w ciągu ostatnich miesięcy sporo śmierciożerców trafiło do Azkabanu i dzięki bogu byli to głównie ci o gorących głowach którym raczej nie spodobały by się nowe sposoby działania czarnego pana. W tej chwili Tom Riddle, chce załatwić wszystko w bardziej pokojowy sposób. Poprzez politykę. A nie rzucanie Avady na prawo i lewo.  Potter jest tam bezpieczny.

-Do tej pory jakoś nie miałem w zwyczaju ufać ci Smarkerusie a już na pewno nie Voldemortwi. –Warknął Black.

-Ale zaufałeś, zrobiłeś to dla Pottera i dla Lupina. Raczej nie chciałbyś zobaczyć gdzieś jego wilkołaczej skóry która zdobi czyjś gabinecik leżąc sobie na podłodze jako dywanik prawda? –Na te słowa Syriusz złapał za różdżkę i wycelował nią w Snape’a. –Nie przeginaj bo wylądujesz na ścianie.

-Doprawdy przykre Black, że pomimo takiego wieku dalej zachowujesz się jak rozwydrzony bachor. –Syknął mężczyzna ściskając dłoń na swojej różdżce.

-Przestańcie obaj. –Westchnął Remus wstając z miejsca. –W tym momencie mamy ważniejsze rzeczy do roboty niż kłócenie się, poza tym w latach szkolnych wystarczająco nasłuchałem się tych waszych dziecinnych sprzeczek, więc raczcie w końcu się przymknąć. –Na jego słowa Syriusz zamilkł bo wiedział dobrze, że wkurzony Lupin był nie raz gorszy od Lili gdy gniewała się na Jamesa. Snape jedynie prychnął i zajął miejsce za swoim biurkiem. –Zastanówmy się jak dotrzeć do reszty nauczycieli, oni będą murem stać za Dumbledorem, a przynajmniej większość. Gdybyśmy w jakiś sposób przedstawili im dowody, że dyrektor nie zważa na bezpieczeństwo i dobro uczniów na pewno odwróciliby się od niego.

-To nie będzie łatwe. Raczej wątpię by osoba pokroju Minerwy nagle zrezygnowała ze wspierania Albusa, to samo tyczy się Pomony i Filiusa. –Odparł Severus. –Zaczekajmy aż wrócą chłopcy oni przekażą nam mniej więcej czego oczekuje od nas Tom. Póki co nie ma co gdybać.

----

-Czyli rozumiem, że się zgadzasz tak? –Spytał Tom opierając się o biurko i uśmiechając w dziwnie ciepły jak na niego sposób, musiał być bardzo zadowolony z decyzji Harry’ego.

-Nie mam specjalnego wyboru a nie zamierzam pozwolić Dropsowi narazić uczniów na niebezpieczeństwo. –Harry stał obok okna rozglądając się po okolicy która otaczała Dwór Riddle’a. Z tego co zakodował w głowie dom otaczały rozległe błonia a w oddali widać było las. Na horyzoncie ujrzał nieco przysłonięte mgłą góry. – Chcesz mi powiedzieć coś jeszcze? Jakieś szczegóły? Co zamierzasz i tak dalej?

-Widzisz Harry mój plan póki co to zajęcie ministerstwa. Nie chce bawić się w jakiegoś pana i władcę, chce wprowadzić świat czarodziejów w nową erę. Nie stosuję już tych samych metod co kiedyś, a przynajmniej nie na taką skalę jak kiedyś, teraz moją bronią jest polityka i siła perswazji. Obszedł biurko i wyciągnął z szuflady niewielki stosik papierów. –To są dokumenty które udało nam się wyciągnąć z ministerstwa, ustawy, dokumenty osobowe, nieruchomości i przedsiębiorstwa. Nazwiska które są tu wymieniane w najbliższej przyszłości prawdopodobnie zaczną stopniowo znikać. Bez śladu. A stać będzie za tym ministerstwo i Dumbledore. Chyba że uda nam się szybko zainterweniować.

Harry podszedł bliżej i odebrał od Toma papiery by szybko je przejrzeć. Z każdym przeczytanym nazwiskiem robił coraz większe oczy. Weasley, Diggory, Edgecombe, Perkins, Proudfoot, Tonks nawet Rita Skeeter pójdzie do odstrzału i sporo znanych aurorów. A to dopiero parę nazwisk. Dodatkowo sporo sklepów na pokątnej niedługo magicznie zmieni właścicieli. –Oni wszyscy tak ślepo ufali Dumbledorowi. – Westchnął Harry. – Musimy coś zrobić. Ci debile nie mogą przecież skłamać rodzinom tych wszystkich ludzi, że nagle no nie wiem, całą grupkę zaatakowały wilkołaki podczas imprezy w terenie. –Draco na ten pomysł parsknął śmiechem.

-Uwierz mi Potter znając ich wyobraźnię wymyślą coś jeszcze bardziej bezsensownego. Są zdolni wmówić każdą bajkę.

-Najpierw ich wykorzystają a potem po prostu zabiją? –Spojrzał na Riddle’a który kiwnął głową.

-Stopniowo docieramy do ministerstwa ale zajmie nam to trochę czasu skoro nie działamy już tak jak kiedyś. –Tom podszedł do kominka i sypnął do środka garść szarawego proszku. Po chwili w płomieniał pojawiła się twarz Snape’a. –Severusie chłopcy zostaną tutaj na noc, zjedzą kolację i jutro jakoś po śniadaniu odeślę ich do szkoły. Masz coś przeciwko?

-Rozumiem Panie. –Zgodził się Snape. – słyszałeś Black? Jutro możesz tu przyjść i odebrać Pottera, a teraz racz wynieść swój tyłek z mojego gabinetu. –Płomienie wygasły a gospodarz spojrzał na stojących obok chłopców. –Doskonale. Chodźcie za mną, czas coś zjeść. –Wyszli z pokoju. Harry rozglądał się dookoła gdy szli tak do jadalni, gdy był tu w wizjach dom wydawał się dużo mniejszy, bardziej ponury i zaniedbany. Teraz przemierzali oświetlone korytarze, bogato zdobione obrazami i różnymi rzeźbami. Dotarli do obszernego pomieszczenia po środku którego stał wielki stół i ustawione przy nim krzesła. Na blacie stała już srebrna zastawa. Zasiedli do stołu i momentalnie pojawiły się przed nimi talerze pełne najróżniejszych pyszności. Harry’emu skojarzyło się to nieco z mniejszą wersją uczty w Hogwarcie. Brakowało jeszcze tylko magicznego sufitu i Dropsa z tą swoją idiotyczną przemową.

-Mam nadzieje, że nie będzie ci przeszkadzać Harry dzielenie dzisiaj pokoju z Draconem. Gdyby nie bałagan w innych pokojach dostałbyś osobną sypialnię, no ale sam rozumiesz. Ten dom był zaniedbywany przez lata i jeszcze nie upewniłem się, że jest cały bezpieczny. –Tom nałożył sobie na talerz nieco makaronu z półmiska. –Ostatnio w bibliotece natknąłem się na gniazdo boginów w komodzie. Od tamtej pory razem z Lucjuszem który nie raz tu wpada staramy się oczyścić dom z ewentualnych nieproszonych gości.

Harry nie słuchał Toma, zakodował w głowie tylko jedno zdanie. Dzielić z Draconem pokój?! Spojrzał kątem oka na ślizgona który właśnie pił herbatę i słuchał uważnie wypowiedzi Toma. Dlaczego brunet miał wrażenie, że dzisiejszej nocy nie zaśnie? Gdyby nie fakt, że ostatnie pozostanie z Malfoyem sam na sam skończyło się dla Harry’ego tragicznie to pewnie teraz nie miałby nic przeciwko. Brunet westchnął cicho i nałożył sobie na talerz dwa tosty które chwile później zjadł z apetytem, o dziwo czuł się strasznie głodny, może dlatego, że pół dnia nie miał nic w ustach? Po chwili pojawiły się przed nim również płatki z mlekiem, przez chwile patrzył się na nie z dziwnym wyrazem twarzy. Kiedy ostatnio miał okazję je jeść całkiem przypadkiem cała zawartość miski wylądowała na kolanach jego kuzyna. Oczywiście wtedy jeszcze nie wiedział, że posiada zdolności magiczne, więc tłumaczenie się ciotce, że to nie zrobił Harry były całkowicie bezsensu. Musiał potem przez dwa tygodnie robić pranie ręcznie mimo, że kochana Ciotka od miesiąca miała już swoją wymarzoną pralkę.

-Potter nie śpij bo skończy się na tym, że utopisz się w tym mleku. –Zaśmiał się Draco z wyraźną pogardą. –Wstawaj zaprowadzę cię do sypialni bo potem nie zamierzam cię tam nieść. –Wstał z miejsca i złapał Pottera pod ramię. –Dobranoc. –Rzekł do Toma który uśmiechnął się i pomachał im na pożegnanie. Kiedy szli już korytarzem Harry wyrwał rękę z mocnego uścisku Dracona.

-Nie musisz mnie prowadzić jak jakiegoś psa na uwięzi. –Warknął Harry i już miał wyprzedzić Malfoya, gdy ten złapał go mocno za dłoń i  pchnął na ścianę. Brunet zaklął z bólu jaki rozszedł się po jego plecach. Malfoy położył dłonie na ścianie po obu stronach głowy Harry’ego, patrzył mu w oczy. To było tak przeszywające spojrzenie, że nie powstydziłby się  go Profesor Snape. –C-co robisz? –Spytał Potter nie potrafiąc powstrzymać lekkiego zająknięcia się.

-Muszę z tobą poważnie porozmawiać. Ale masz mi obiecać, że nie zwiejesz. –Powiedział cicho, ale na tyle głośno, że jego słowa brzmiały w uszach Harry’ego jak wystrzał z kilkunastu armat. –Obiecujesz Potter?

Harry zawahał się. Wiedział, że tak będzie. Nie dość, że musi spać z nim w jednym pokoju to jeszcze ma mu obiecać, że z niego nie ucieknie? Przełknął ślinę starając się zachować spokój. –Zgoda. –Odsunął jego dłonie. –Nie ucieknę!

----

Sypialnia okazała się całkiem spora, mieściła w sobie dwa łóżka, dwa biurka, wielki regał na książki i równie sporej wielkości szafę. Naprzeciwko drzwi mieściło się wyjście prawdopodobnie na balkonik. Pomieszczenie oświetlały lampy wiszące pod wyłożonym kasetonami sufitem, na ścianach przeważały odcienie zieleni i srebra, te kolory były chyba bardzo charakterystyczne dla starych rodów. Na Drzwiach był widoczny herb rodu Riddle’ów, który zauważył już wcześniej Harry, gdy przechodzili przez korytarze posiadłości. Widniał na nich również drugi symbol, prawdopodobnie należał do rodziny Gaunt’ów z której wywodziła się matka Toma. Możliwe, że mężczyzna postanowił zagłębić się w swoich korzeniach i poznać swych przodków. Gdy Harry stanął na środku pokoju spojrzał niepewnie na  Dracona, który opierał się jeszcze chwilkę o drzwi. Wyglądał na zamyślonego i może nieco poddenerwowanego?

-No więc o czym chciałeś porozmawiać? –Spytał Harry podchodząc do łóżka i siadając na nim . Było miękkie dużo miększe o tych w Hogwarcie. Jego wzrok ponownie spotkał się z tym chłodniejszym należącym do ślizgona.

-Chce pogadać o tym co się stało wtedy w moim dormitorium. –Zaczął i usiadł niepewnie na drugim łóżku naprzeciwko Pottera. –Czuję się winny.

-I powinieneś. W końcu.. –Zawahał się. – no wiesz.

-To miał być Zabini, nie ty.

-Nie ja? Wtedy mówiłeś coś innego. –Harry czuł się coraz gorzej wracając myślami do tamtego dnia. –Mówiłeś, że to ja jestem twoim kolejnym celem.

-Boże Potter, targały mną emocje i nie myślałem rozsądnie. Zrozum. Przecież nawet ja nie byłbym na tyle głupi by podejść do ciebie na jakiejś przerwie i od tak zaciągnąć cię do składziku na miotły gdzie raczyłbym bez twojej zgody dobrać się do twojego zniewieściałego ciała. –Pogładził się dłonią po czole w akcie całkowitego rozbrojenia tokiem myślenia tego gryfona.

-No dobra ta opcja jest naprawdę mało prawdopodobna, ale to co się stało raczej się nie odstanie. Przyznaj Malfoy, że gdyby nie ta akcja to tak czy siak dalej miałbyś na mnie swój celownik. –Brunet poluzował nieco krawat, ale po chwili po prostu uznał, że go ściągnie.

-A kiedy powiedziałem, że ten celownik zmienił kierunek?

Te słowa spowodowały, że Harry’ego całkiem zatkało. Wiedział, że Draco tak łatwo nie odpuści, w końcu przyznał mu się gdy ten był w swojej kociej postaci, że ma słabość do gryfona. Ale nie sądził, że postanowi się do tego tak otwarcie teraz przyznać. –Jestem facetem to raz, dwa gryfonem którego od pierwszej klasy nienawidzisz. Trzy, kilkanaście tygodni temu dość brutalnie mnie…

-Zgwałciłem. –Dokończył Draco spoglądając na niego ze skruchą. Malfoy i skrucha? –Owszem te argumenty są trafne, i chyba całkiem postradałem rozum, ale pociągasz mnie Potter. Nic na to nie poradzę. Do tej pory miałem epizody, same przypadkowe, przelotne romanse. Przyznaję się, że na początku chciałem twojego ciała, ale teraz powstrzymam się. Nie będę wbrew twojej woli cię pieprzyć.

-To już jakaś poprawa. –Powiedział niepewnie bo fakt pieprzenie bez pozwolenia jest kiepską perspektywą. –Czyli wychodzi na to, że zabujałeś się w swoim wrogu? Serio Draco to brzmi jak melodramat, napisz o tym książkę. –Parsknął śmiechem.

-Książka może poczekać, teraz mam lepsze rzeczy do roboty. –Odparł wstając z miejsca. –Idę się odświeżyć. Ty w tym czasie postaraj się nie wpakować w jakieś kłopoty. –Otworzył drzwi które prawdopodobnie prowadziły do łazienki.

Harry siedział na łóżku jeszcze chwilę, potem wstał z cichym westchnięciem i wyszedł na balkonik. Widok jaki rozciągał się dookoła zapierał dech w piersiach. Czyli dom graniczy z Lasem i jakimś jeziorkiem. Teraz w tafli wody odbijał się księżyc i gwiazdy dając całości piękny efekt końcowy.  Oparł się ostrożnie o balustradę i począł rozmyślać.

Draco wszedł do wanny pełnej ciepłej wody. To dopiero drugi raz gdy gości w domu Riddle’a dłużej niż godzinę. Do tej pory przychodził tu z ojcem ponieważ ten miał Tomowi do przekazania jakieś informacje. Blondyn westchnął. Dlaczego Potter musi być takim kompletnym idiotą i dlaczego właśnie teraz zaczęło mu na nim zależeć? Poza tym po tym wszystkim raczej nie ma co liczyć na zaangażowanie się z jego strony, chyba będzie musiał go w sobie Dracon po prostu rozkochać. A tego Malfoy wręcz nie znosił. Zazwyczaj to do niego lgnęli i nie musiał kiwać nawet palcem a już miał to co chciał. Wygląda na to, że tym razem musi się nieco namęczyć.

Harry już chciał wrócić do środka gdy nagle coś otarło się o jego nogę. Spojrzał w dół i ujrzał Nagini, wielki wąż wił się przy jego nodze posykując z zadowolenia.

-„Sss… Witaj Harry Potterze. –Powoli zaczęła pełznąć po jego nodze widocznie chcąc opleść go na ramionach. –Już się mnie nie boisz?”

-„Skoro Tom nie chce mnie zabić to zakładam, że ty też mi raczej nie zaszkodzisz.” –Wyjaśnił pozwalając jej wpełznąć na bark. Była ciężka, szorstka w dotyku i bardzo ciepła. –„Co cię do mnie sprowadza?”

Wąż zasyczał z entuzjazmem. –„Zastanawiam się czy nie pomógłbyś mi w polowaniu. Wyczuwam od ciebie koci zapach, stałeś się animagiem?”-Polizała go swoim językiem po karku. –„Nie powiem nikomu, ale przydała by mi się mała pomoc. Zwabiłbyś w moją stronę kilka smakowitych gryzoni, co ty na to?”

-„Chętnie bym ci pomógł, ale Malfoy raczej nie byłby zadowolony gdybym nagle od tak znikł bez słowa. Nie chce by dowiedział się, że jestem animagiem.” –Wyjaśnił. Wąż powoli zsunął się z niego i zasyczał ponownie.

-„Rozumiem. Może następnym razem. A co do młodego Malfoya to też zmienił się jego zapach. Jest zupełnie inny niż w zeszłym roku.”-Po chwili wąż zniknął między słupkami balustrady.

Harry wrócił do sypialni. Ciekawe co miała na myśli mówiąc o zapachu Dracona. Czyżby on też zyskał jakieś nowe umiejętności?  Wiedział, z plotek, że od najmłodszych lat rodzina Malfoyów starannie kształciła swoich członków nim ci jeszcze zdążyli pójść do szkoły. Draco pewnie nie był wyjątkiem. Brunet usiadł na łóżku i w tym samym momencie drzwi do łazienki rozwarły się, stanął w nich blondyn. Krople wody skapywałyz jego włosów i spływały po jego śniadej skórze w dół. Gdyby nie spodnie pewnie Harry nie omieszkałby dalej iść ich śladem ku biodrom i nie tylko. Zarumienił się delikatnie gdy tylko uświadomił sobie, że gapi się na niego z dziwnym uśmiechem i półrozwartymi wargami. Cholera.

-Co jest Potter. –Spytał lecz po chwili na jego twarz wpłynął tryumfalny uśmieszek. –Czyżby aż tak podobało ci się moje ciało? –Draco podszedł bliżej ocierając swoje mokre włosy ręcznikiem. Patrzył cały czas na siedzącego przed nim gryfona z tym samym wyrazem twarzy, z tym samym uśmiechem. –Nigdy nie zastanawiałeś się nad swoją orientacją czy po prostu nie podoba ci się żadna płeć?

-Co? –Spytał nie za bardzo rozumiejąc pytanie.

-Przez cały ten czas nie zauważyłem bys zwracał jakąkolwiek uwagę na dziewczyny w szkole. Siostra wiewióra jest w tobie chyba od pierwszej klasy zabujana, Padma była z tobą na randce, ale ostatnio znów obściskiwała się z Michael’em a Cho myślała, że będzie z toba ładnie wyglądać przechadzając się po szkole. Ale ty i tak wciąż z żadną nie byłeś tak?

-Czekaj skąd ty to wiesz? –Harry aż wstał z miejsca.

-Nie jestem ślepy. No więc jak to jest? Nie podobają ci się dziewczyny czy może wolisz towarzystwo zwierząt? Na przykład swojego opiekuna Blacka i Lupina?

-Draco przestań pieprzyć. –Miał ochotę walnąć go w tą pyskatą mordę, ale wiedział, że da mu wtedy pretekst. –Co cię interesuje moje życie? Od kiedy tak bardzo cię to ciekawi? –Nie musiał długo czekać na odpowiedź, blondyn złapał go za dłoń i przyciągnął do siebie. Nim Harry zareagował poczuł na swoich wargach delikatne usta Dracona.

-Odkąd obrałem sobie Ciebie jako cel. –Wyjaśnił. Harry odtrącił go czując jak policzku płoną czerwonymi rumieńcami. Szybko pomknął w kierunku balkonu, nie wiedział co robić chciał się gdzieś schować. Zeskoczył słysząc za sobą wołanie blondyna.-Potter, stój! –Lecz brunet go nie usłuchał. W miarę szybko przemienił się w kota i uczepił gałęzi rosnącego przy balkonie drzewa. Dzięki bogu, że było już ciemno. Draco stał na balkonie rozglądając się do dookoła bo jeszcze chwilę temu widział Harry’ego a teraz ten znikł jak kamfora. Kot schował się w koronie drzewa, więc blondyn tak czy siak nie mógł go ujrzeć, a nawet nie wiedział, że ten głupi gryfiak potrafi przemieniać się w zwierzę. –Potter! Idioto wracaj! Gdzie jesteś? Draco wbiegł do środka i chwilę później stał już przed posiadłością rozglądając się dookoła i nawołując Harry’ego.

-Draco? –Dołączył do niego po chwili Tom oraz Lucjusz Malfoy. –Co się stało?

-Potter zwiał, nie wiem gdzie jest. –Wyjaśnił a w jego głosie można było wyczuć strach. Harry wszystko świetnie widział i słyszał z drzewa.

-Tak sam z siebie uciekł? –Spytał już widocznie zdenerwowany Riddle.

Draco wzdrygnął się. –Nie, to moja wina. –To wystarczyło. Tom spojrzał porozumiewawczo na Lucjusza i wszedł do posiadłości pozostawiając ojca z synem. –Nie chciałem by uciekł. Na pewno jest niedaleko. –Starał się tłumaczyć dalej.

-Draco, zawiodłem się na Tobie. I Czarny Pan również. –Na te słowa blondyn zamarł. Harry spojrzał w stronę postaci Lucjusza, trzymał w dłoni różdżkę która po chwili skierowała się w stronę Dracona. –Crucio!

Harry słyszał przeraźliwy krzyk jaki wydarł się z ust Malfoya gdy ten padł na ziemię tarzając się po niej i wyjąc z bólu. Po chwili nastała kolejna seria i jeszcze jedna. Za zaklęciem padało kolejne by wbić chłopakowi do głowy, że takich błędów nie ma prawa już popełniać. Gdy Draco nie miał już sił krzyczeć a Lucjusz był gotów na kolejną klątwę, Harry nie wytrzymał. Zeskoczył z drzewa zmieniając się w locie i lądując między ojcem a synem, przyjął na siebie kolejnego Cruciatusa. Ciało spięło się czując ból, każdy mięsień, nerw i organ zdawał się pulsować jakby ktoś wbijał w niego setki igieł. Harry zagryzł wargę starając się nie krzyknąć, po chwili ból jednak ustał. Otworzył oczy i spojrzał wprost na Lucjusza, na jego twarzy malował się szok.

-Lepiej.. żeby Tom się o tym nie dowiedział. Panie Potter. –Syknął i wrócił do środka pozostawiając chłopców samych.

Harry odwrócił się i spojrzał na Dracona. Blondyn siedział na trawie ze spuszczoną głową.

-Jesteś idiotą Potter. –Syknął. – Nie potrzebuję ciebie jako tarczy, latami byłem tak wychowywany więc to tylko jedna klątwa w tę, czy we w tę. Daruj sobie te bohaterskie zagrywki. –Spróbował wstać, ale ciało wciąż odczuwało skutki zaklęcia crucio. –Gdzieś ty był?

Harry wskazał na drzewo. –Siedziałem na gałęzi. –Nie rozumiał, czemu Malfoy jest na niego wściekły za to, że przyjął na siebie jego karę.

-Nie kłam, nie widziałem cię tam!

-Ale tam właśnie byłem. Naprawdę. –Harry podszedł do niego i wyciągnął dłoń w jego stronę. –Idziemy. Jutro trzeba wrócić do szkoły.

----

Z samego rana pojawili się na śniadaniu. Tom darował sobie komentarz gdy ujrzał obu chłopców w nieco grobowych nastrojach.

-Harry czy wczoraj wydarzyło się coś… nieodpowiedniego? –Spytał upijając łyk kawy.

Brunet pokręcił jedynie głową i zerknął kątem oka na Malfoya. Blondyn zjadł jednego tosta, widocznie nie miał apetytu po wczorajszej lekcji jaką zagwarantował mu jego ojciec. –Musimy wracać do szkoły. –Powiedział bardziej do siebie niż do Riddle’a

-Owszem, musicie i nie zapomnijcie o co was poprosiłem. Jak tylko zjecie wyślę was moim kominkiem do gabinetu Severusa. –Wstał i wyszedł z jadalni pozostawiając ich samych.

Harry ponownie skupił swój wzrok na Draconie i tym razem mógł natknąć się na jego spojrzenie. –Co? –Spytał czując się dość dziwnie.

-Wciąż zastanawia mnie to jak udało ci się schować na tym drzewie. Korona nie była na tyle bujna by cię ukryć a mimo to, nie dostrzegłem cię tam. Zaskakujesz mnie Potter, z każda chwilą bardziej. –Dokończył pić bawarkę i wstał z miejsca. –Gdy wrócimy do Hogwartu może wpadniesz do mnie? Porozmawiamy, omówimy nieco spraw w końcu jesteśmy prefektami naczelnymi.

Harry oniemiał słysząc jego propozycję. Mimo, że rozum odradzał to ciało podjęło decyzję samo. Kiwnął głową i poszedł w ślady ślizgona wstając od stołu. –Padma robi więcej niż my dwaj, to ona powinna być prefektem naczelnym, ona i Hermiona.

-Ale jesteśmy nimi my, więc musimy zacząć jakoś współpracować Potter. –Wyszli z jadalni kierując się w stronę gabinety Toma. Gospodarz już tam na nich czekał.

-Miłej nauki. –Uśmiechnął się i kiwnął głową w stronę kominka w którym już palił się zielony płomień. Chłopcy bez oporów weszli do środka. Harry poczuł znajome szarpnięcie w okolicach żołądka i po chwili znaleźli się w gabinecie Snape’a. Czekali na nich Severus, Syriusz i Remus. Cała trójka widocznie chciała usłyszeć co dowiedzieli się u „Voldemorta”. Przekazali słowa Riddle’a nie omijając żadnego szczegółu, Black i Lupin byli wstrząśnięci tym czego się dowiedzieli, nigdy nie sądzili, że Dumbledore jest zdolny do takich rzeczy tylko dla władzy. Cały czas uważano go za następcę Merlina, wspaniałego czarodzieja który pomaga innym bezinteresownie a teraz okazało się, że to tylko kłamstwa, bajki i ułudy. Harry wrócił do swojego dormitorium aby porozmawiać z Ronem i Hermioną o nagłych zmianach jakie nastąpią w szkole. Hermi zdawała się wszystko rozumieć i pomimo, że doznała niezłego szoku gdy dowiedziała się kto jest teraz tym dobrym postanowiła wspierać przyjaciela jak tylko mogła. Dużo trudniej przyjął to do wiadomości Ronald. Wątpił w słowa kumpla i miał ku temu powód bo przez lata jego rodzina była wierna Droposowi, gdy jednak Harry wspomniał o tajemnym zlikwidowaniu Artura Weasleya w najbliższym czasie Ron musiał przyznać, że takiego dowodu nie da się podważyć. Ufał Harry’emu i wiedział, że zależy mu na jego rodzinie równie mocno co rudzielcowi. Harry postanowił przyjść wieczorem do Dracona, wiedział jakie jest hasło więc spokojnie przeszedł przez kamienną ścianę prosto do salonu wspólnego ślizgonów. Dalej nie było już tak łatwo. Wszyscy obecni skupili swój wzrok na nim kilkoro starszych uczniów wyciągnęło nawet różdżki a Parkinson zaczęła śmiać się w niebo głosy.

-Bliznowaty przyszedł wprost do gniazda węży i to bez zaproszenia. Jaką by tu klątwą cię popieścić Potter? –Podeszła i przyłożyła mu do gardła swoją różdżkę.

-Parkinson! –Nagle tuż obok niej pojawił się Malfoy. –Jaką by tu klątwą cię potraktować Pansy? Chyba taką abyś do końca swojego nędznego żywota zrozumiała, że gości zazwyczaj traktuje się z szacunkiem. –Warknął a dziewczyna momentalnie odskoczyła od bruneta.

-Gościa? –Spytała. –No co ty Dracuś, to przecież Potter. Nie chcemy tu gryfonów.

-Nie zaprosiłem tu Harry’ego jako gryfona tylko jako prefekta naczelnego. –Rozejrzał się dookoła. -Komuś jeszcze się tu coś nie podoba? –Minę miał taką, że raczej nikt nie byłby w stanie mu się sprzeciwić. –Świetnie. –Spojrzał na Harry’ego i uśmiechnął się lekko. Poprowadził go do swojej sypialni po drodze brunet mógł usłyszeć ciche chichoty jakiejś grupki dziewcząt oraz podejrzane szepty gdy obok przechodzili ślizgoni ze złośliwymi uśmieszkami.

-Nie musiałeś aż tak stawać w mojej obronie, jeszcze ktoś podważy twój autorytet. –Zasmiał się Harry.

-Raczej nikt by się nie odważył. Wiedzą, co by się stało gdyby ktoś mi się sprzeciwił. –Usiadł na łóżku wskazując miejsce obok siebie. Harry dość niepewnie usiadł obok, czuł się nieswojo. Gdy był tu ostatnio doszło do.. do czegoś niezbyt pożądanego. -Nie sądziłem, że zobaczę cię tu jeszcze tego samego dnia.

-Nie miałem nic lepszego do roboty, przekazałem tylko Ronowi i Hermionie co się stało. Nie mam zamiaru niczego przed nimi ukrywać.

-Jeśli uważasz, że tego nie wygadają. Rób co chcesz. –Nagle drzwi do środka otwarły się i do sypialni wszedł Blaise.

-O cześć. –Powiedział z lekkim uśmiechem widząc Harry’ego. –Pansy przyleciała do mnie rycząc, że ją pogoniłeś w obronie Pottera, więc postanowiłem sprawdzić czy to prawda. –Podszedł bliżej i podał Harry’emu dłoń w ramach przywitania się. –Jesteście bardzo zajęci?

-Chcieliśmy omówić kilka kwestii jak to między prefektami bywa. –Wyjaśnił oschle Draco. –Masz jakąś sprawę Zabini?

-Nie, tak tylko wpadłem. No to może nie będę wam przeszkadzać. Trzymaj się Harry, pozdrów Wiewióra i Granger. –Uśmiechnął się i wyszedł.

-On nie ma do mnie żalu, że go zamknęliśmy w składziku na miotły i użyliśmy jego włosów do eliskiru? –Spytał oszołomiony brunet.

-Coś ty, nawet nie wiesz jak się potem z tego śmiał. Tylko było mu głupio, że potem no wiesz tak to się skończyło. Mówi, że gdyby nie proponował mi seksu to nie trafiłbyś do skrzydła szpitalnego. –Westchnął cicho masując swoje skronie.

-Właściwie to nie jego wina. Gryfońska ciekawość dała o sobie znać. –Westchnął z uśmiechem. Po chwili poczuł na swoim policzku dłoń blondyna. Spojrzał na niego z lekkim oporem.

-Nie chciałem tego. Naprawdę, nie w ten sposób. –Zaczął Dracon. – Gdyby wiedział, że to ty. –Jego oczy rozszerzyły się w zdziwieniu bo Harry wtulił swój policzek w jego dłoń. Draco poczuł dziwne ciepło gdzieś w brzuchu i chyba nawet doszły do tego te symboliczne motyle które chciały się za wszelką cenę uwolnić. Przysunął twarz do tej Pottera, były niebezpiecznie blisko siebie, tak blisko.

Harry czuł ciepło jakie biło z dłoni ślizgona mimo, że zazwyczaj wyczuwał od tej osoby jedynie chłód. Teraz było inaczej, podświadomie nie chciał by chłopak zabierał ów dłoń, gdy otworzył oczy ujrzał twarz Malfoya, była tak blisko jego, że mógł spokojnie przejrzeć się w jego oczach. Nie zdążył zareagować bo ich usta zetknęły się ze sobą w czułym i dość nieśmiałym pocałunku. Zupełnie tak jakby obaj nie chcieli wystraszyć gwałtownością drugiej osoby. Harry zadrżał niekontrolowanie, jego ciało mówiło samo za siebie, ale rozum był przeciwny. Nie wierzył w to co właśnie się wydarzyło, on i Draco całowali się. Dwaj wrogowie, ale czy mogli się tak nazywać? Po tym co między nimi zaszło czy mogą nosić miano tych zażartych wrogów? Czy mogą siebie od tak nienawidzić? Draco nieświadomie uświadomił coś Harry’emu. Brunet w końcu dowiedział się dlaczego nie potrafił znaleźć sobie dziewczyny, po prostu go one nie pociągały. A czemu nie miał dotąd chłopaka? Bo jedynym który mu się podobał podświadomie, oczywiście, był właśnie Draco Malfoy.

-Harry. –Szepnął blondyn spoglądając na niego z lekkim uśmiechem. – Nie powinieneś tak łatwo ulegać.

-Hę? –Do Harry’ego jakby te słowa nie dotarły. Wykorzystał to blondyn i wpił się ponownie w jego usta tym razem pozwolił sobie na nieco głębszą pieszczotę. Uśmiechnął się w duchu słysząc ciche westchnięcie ze strony Bruneta. Po chwili jednak Potter poczuł się dziwnie nieswojo, jego ciało spięło się nieco. Nim zdążył zareagować i powstrzymać swój umysł jego ludzka forma znikła ustępując kociej. Spojrzał swoimi kocimi oczkami wprost na Malfoya który był… zaskoczony to mało powiedziane.

-O kurde. –Powiedział speszony patrząc na siedzącego na pościeli czarnego kociaka. –To ty byłeś tym kotem? Potter do jasnej cholery czy ty musisz wysłuchiwać moich wyznań zawsze w nie swojej postaci? To zaczyna być irytujące. –Warknął i przeczesał swoje włosy widocznie wkurzony. Najpierw wysłuchał go jako Blaise, potem jako kot, czym jeszcze go zaskoczy? Kot skulił się na pościeli widocznie nieco zasmucony. Draco westchnął i rzucił w stronę drzwi zaklęcie zamykające. Po chwili obok Harry’ego siedział Ryś. Szarawy ryś kanadyjski. Potter nie wiedział jak ma zareagować. Podszedł do dużego kota i obwąchał go.

-„Też jesteś animagiem?”-Miauknął.

-„Brawo geniuszu, od roku uczyłem się nowych ciekawych rodzajów magii i wchodziło w to również przemienianie się w zwierzęta. „

-„Ciekawe, myślałem, że będziesz fretką.” –Pożałował swoich słów bo Draco rzucił się na niego i mimo wszystko nie w akcie ataku tylko jako zwykłą zabawę. Zaczął go pieszczotliwie podgryzać i lizać po uszkach czy pyszczku.”

-„Harry”

-„Hmm?”

-„Mam zamiar cię w sobie rozkochać.” –Spojrzał na niego swoimi kocimi oczyma i położył się wtulając mniejszego, czarnego kociaka w siebie.
Lydia Land of Grafic