wtorek, 21 maja 2013

Przeznaczenie i miłość

/Dedykuję tego one-shota Alexii. <3
Wybaczcie, że odchodzę od opowiadania, lecz raz na jakiś czas trzeba zmienić plany i napisać coś nietypowego. W rolach głównych:
Cloud i Sephiroth z Final Fantasy  ;)



Midgar nie dało się już nazwać pięknym i urodzajnym miejscem. Zniszczone i pozbawione życia dawało schronienie tym, którzy stamtąd nie uciekli. Choroba zalęgła się w sercach ludzi i powoli wyżerała to, co blaskiem oświetlało zakamarki tego organu niezbędnego do życia. Geostigma dotknęła wielu niewinnych i nieświadomych zła szerzącego się na świecie.

-Cloud, hej Cloud! Obudź się! – Blondyn otworzył oczy przepełnione paniką. Czuł jak po plecach nadal spływa mu zimny pot a koc, którym jeszcze chwilę temu był przykryty znikł gdzieś i teraz zapewne leży na podłodze. On sam leżał na łóżku a nad nim pochylała się Tifa przysłaniając tym samym swoimi ciemnymi włosami rażącą lampkę. –Znowu miałeś koszmar?

-Tifa. To nic. Nie przejmuj się. – Podniósł się do siadu i przeczesał włosy z cichym westchnięciem. Ciągle ten sam sen. I zawsze kończył się tak samo. I na dodatek Geostigma paliła niemiłosiernie. Tak, nawet Strife musiał znosić to brzemię. Pulsujące znamię, które z każdym dniem skracało jego żywot i sprawiało ogromny ból. – Jak się czuje Denzel?

-Lepiej niż ty. – Odparła i podała mu szklankę z wodą. –Jesteś strasznie samolubny. Dlaczego nie porozmawiasz z nami? Będzie Ci lepiej.

-To nic nie da. –Wypił wodę i odstawił szklankę na szafkę tuż przy łóżku. – Sam musze się tym zająć.

-Pamiętaj, że to Twój dom i masz, dokąd wracać…

-Mój dom był w Nibelheim, to jest kryjówka. –Wstał powoli i wyjrzał za okno. Zachmurzone niebo było dziś wyjątkowo spokojne, nie dało się wyczuć tej złowrogiej aury, która panowała zazwyczaj. –Coś mi tu nie pasuje. Wychodzę! – Po chwili już wyszedł z domu i podążył w stronę miejsca, które przypominało mu o jego przyjaciółce Aerith. Na miejscu spodziewał się doznać jakiegoś olśnienia? Sam nie wiedział czy to poprawne określenie. Niewielka, ale pełna kwiatów świątynia, którą obrócono w ruinę. A po środku stała postać a raczej dwie?

-Jak zwykle chcesz sam uratować świat prawda Cloud? – Powiedział duch Zacka z tym swoim optymistycznym uśmiechem.

-Głu-pek.. Zacznij polegać na innych. Masz wokół siebie niezwykłych ludzi. –Szepnęła Aerith a raczej jej niematerialna postać. –Sam nie dasz rady.

-Wiedziałem, że się pojawicie. –Szepnął czując ucisk w gardle i ukłucie w okolicy serca. –Mam wyrzuty sumienia. Czuję się winny. Poza tym nie chce ich narażać. Straciłem was i więcej na to nie pozwolę…

-A, co da im Twoja śmierć bałwanie? –Wrzasnął nieco poirytowany Zack. – Bez nich nie dasz rady i weź sobie to do serca. Myślisz, że bez ciebie będzie łatwiej?

-Szukałem rady, ale nadal mam mętlik w głowie.

-Cloud! On tutaj jest! Sephiroth! – Jęknęła dziewczyna I chwilę później obie zjawy znikły a zamiast nich przed blondynem stał wysoki srebrnowłosy mężczyzna.

-Witaj Cloud.. – Nie miał nawet okazji, żeby wyciągnąć miecz a napastnik już złapał go za gardło i przycisnął do filaru. – Stęskniłeś się? Bo ja bardzo!

-Wiedziałem, że jest za cicho! Ghaa.. –Dostał mocno w brzuch i gdyby nie stanowczy uchwyt zapewne zgiąłby się w pół.

-Jak się ma Geostigma? Mam nadzieję, że nie daje Ci spokoju. –Owiał twarz Clouda swoim oddechem i przybliżył się nieco tak, żeby było go dobrze słychać zwłaszcza, gdy ściszył głos. – Dziś wyjątkowo nie będę starał się Cię zabić. Mam ochotę na nieco inną grę.

- C-co masz na myśli? - Powiedział z trudem, bo nie łatwo cokolwiek z siebie wydusić, gdy jest się po prostu duszonym. Wiedział, że Sephiroth nie będzie się z nim cackać, nie jest to osoba takiego pokroju. Cloud czuł jak powoli mrowieją mu palce u rąk i nóg. Jeśli tak dalej pójdzie to straci przytomność. Cholera!

- Nie masz takiego wrażenia, że najwyższa pora nieco przystopować? Co powiesz na chwilę zapomnienia były soldier? Nie chciałbyś przynajmniej przez kilka chwil nie czuć geostigmy i jej trucizny, która wypala twoje serce? Mogę zahamować jej rozwój. Musisz jedynie...

Cloud złapał za miecz i zamachnął się, co zmusiło Sephirotha do uniku a co za tym idzie, do puszczenie w końcu szyi blondyna. I wszystko byłoby jak najbardziej po myśli Clouda gdyby miecz skierowany w stronę srebrnowłosego nie uderzył w filar, który momentalnie przełamał się i zwalił prosto na Strife'a. Oczy przysłoniła mgła a on stracił przytomność i ostatnimi słowami, jakie usłyszał były: "Musisz mi się jedynie oddać." Głowa bolała niemiłosiernie i najgorsze było to, że dał się znokautować przy Sephiroth'cie... Właśnie! Przecież miał wtedy idealną okazję do zabicia Clouda. To znaczy, że nie żyje? Blondyn bardzo powoli otworzył ciężkie powieki. Nie wiedział gdzie jest, ale po chwili zdał sobie sprawę z tego, że jest nagi i jedynie okryty jakimś kocem w pasie. Leżał na jakiejś zimnej płycie a pomieszczenie, w którym się znajdował zdawało się być jakimś laboratorium? Po dłuższym namyśle blondyn doszedł do wniosku, że jest to właściwie wielki pokój a dziwne naczynia i typowo laboratoryjne urządzenia stanowią jego niewielką część. Dostrzegł nagle coś, co całkiem przekonało go gdzie właśnie się znajduje. Nad niewielkim kominkiem wisiał obraz przedstawiający kobiecą twarz z niewielka tabliczką, na której widniał napis: „Jenova”

-Widzę, że odzyskałeś przytomność. – Jak bardzo Cloud nie chciał usłyszeć tego głosu. Niestety w drzwiach tuż obok wielkiego alembiku stał Sephiroth. – Nie ruszaj się lepiej. Kawał filaru zwalił się na witraż i kawałki szkła powbijały się w Twoją lewą nogę, jeszcze wszystkich nie wyjąłem.

Faktycznie ból w głowie i teraz dopiero poczuł to samo u dołu swojego ciała. – Czemu mnie jeszcze nie zabiłeś? Miałeś idealną okazję. Ugh.. – Syknął z bólu.

-Nie mam ochoty Cię zabijać. Nie teraz w każdym razie. –Podszedł do blatu, na którym leżał Cloud i obniżył go nieco. Uśmiechnął się nikle i przesunął dłonią od ramion blondyna aż po podbrzusze zatrzymując się na udach. – To jak Strife? Zabawimy się?

-Ty mówisz serio? Ach.. –Srebrnowłosy zacisnął dłoń na kroczu Clouda, który jęknął głośno. Co to ma być? Jasne walka to coś normalnego, ale seks? Seks z wrogiem?

-Jestem jak najbardziej poważny, mogę Ci obiecać, że Geostigma da Ci spokój. Chwilowo. Nie będziesz odczuwał bólu. –Zaczął pocierać palcami twardniejący członek leżącego. –Heh podoba się prawda? A będzie jeszcze lepiej. Wiesz Geostigma czasem jest bardzo przydatna. – Cloud po chwili jakby nieco osłupiał? Zupełnie jakby został poddany hipnozie. – Bardzo dobrze działa, jako środek otumaniający. – Nie czekał ani trochę na jakikolwiek znak, zdjął szybko ubranie i pochylił się nad blondynem składając na jego ustach delikatny pocałunek, który Cloud odwzajemnił. Nie był wcale nieświadomy tego, ale czuł się jakby ktoś go potraktował mocnym afrodyzjakiem. Wszystko, co wydawało mu się chore teraz wręcz chciał tego więcej. Każdy dotyk, pocałunek, najmniejsza pieszczota dawała mu niewyobrażalną przyjemność. –No i jak Cloud? Powiesz mi czy chcesz tego samego, co ja?

-Chce.. – Westchnął i spróbował nawet usiąść, w czym pomógł mu srebrnowłosy. Musiał być ostrożny, bo lewa noga chłopaka nadal była pokaleczona. Blondyn jakby o tym zapomniał zamiast tego bardzo chętnie połączył ponownie ich usta w dużo bardziej śmiałym pocałunku. Sephiroth objął go w pasie jedną dłonią a drugą dalej pocierał intensywnie jego krocze. Cloud dość niepewnie dotknął ręką członek srebrnowłosego, ale ten miał lepszy pomysł. Stanął bliżej chłopaka i ujął ich oba penisy pocierając je o siebie. Pocałunki stawały się coraz bardziej zażarte a języki badały wnętrze ust jednego i drugiego.

-Mmm widzę, że już się nakręciłeś.-Szepnął z rozbawieniem. – Cloud połóż się. – Blondyn ułożył się na blacie, ale tak żeby pośladki były na samym krańcu. Sephiroth wsunął palce w wejście młodszego, który jęknął głośno i jakby nieco wrócił do rzeczywistości.

-Z-zostaw!

- O nie… nie mam zamiaru! – Zaczął gwałtownie rżnąć chłopaka samymi palcami, na co ten reagował krzykami i próbami ucieczki, na które nie pozwalał starszy. –Uspokój się a przestanie boleć. – Odparł i rozchylił bardziej uda partnera. Palce rozciągały jego wejście, zginały się w środku i drażniły wrażliwe ścianki wnętrza.

-Boli. – Jęknął Cloud czując jak po policzkach spływają mu gorzkie łzy.

-Znosiłeś gorszy ból. – Przypomniał mu i wyjął swoje palce zastępując je momentalnie penisem.

Ku zdziwieniu blondyna ból ustał i zastąpiło go przyjemne odczucie wypełnienia. Jęki nie były już bolesne, lecz rozkoszne i proszące o jeszcze. Sam począł poruszać biodrami wychodząc mężczyźnie naprzeciw bądź zaciskał pośladki na jego penisie, aby dodać Sephirothowi więcej przyjemności. Seks z bolesnego doznania przemienił się w istny wulkan ekstazy i emocji, oczywiście tych pozytywnych.  –Jeszcze…! – Westchnął Cloud i po chwili jego prośba została spełniona, bo ruchy starszego stały się gwałtowne, niemal brutalne, ale za to bardzo dokładne oraz niosące za każdym razem niesamowitą falę rozkoszy. Sephiroth pochylił się nad nim i połączył ich usta w namiętnym pocałunku, co chwila podgryzając z zadowoleniem dolną wargę chłopaka. Blondyn nie potrafił ukryć emocji, które w tej chwili nim zawładnęły. Kiedy jednak srebrnowłosy trafił w jego czuły punkt ten ledwo powstrzymał się przed krzykiem i momentalnym dojściem. Seks trwał i zdawał się nie mieć końca. W końcu Cloud stracił przytomność z wycieńczenia, chwilę później Sephiroth doszedł, ale zamiast wewnątrz spuścił się na brzuch młodszego. Nie dawał po sobie poznać, że również był wykończony. Pogładził jedynie blondyna po włosach i westchnął.

-Wielka szkoda. Bardzo Cię kocham Cloud, ale nasza przyszłość została spisana dawno temu i nie wróży niczego dobrego. –Ucałował jego czoło. – Może w innych wcieleniach dadzą nam szanse na odrobinę szczęścia.

-Zawalczymy o To. – Powiedział sennie Strife i oddał się w objęcia Morfeusza.

sobota, 11 maja 2013

Rozdział XVI.

-Yuki pewnie będzie ci wdzięczny. – Odparł Colin leżąc na stole i patrząc na Shigona nieco zrezygnowanym wzrokiem. Nie chodziło o to, że nie ma ochot na seks, bardziej bolało go to, że z powodu swojej osoby tylu ludzi ucierpiało.

-Teraz nie oni są ważni. Bardzo się o ciebie bałem. –Westchnął mężczyzna i po chwili kładł już malca na pościeli swojego łóżka. – Cholernie się przestraszyłem, kiedy odkryłem, że ktoś mi Ciebie porwał. – Ułożył głowę na torsie blondynka i przymknął oczy. – Muszę Cię bardziej pilnować żeby to się już nigdy nie powtórzyło.

Colin przeczesał lśniące włosy ukochanego z uśmiechem. I pomyśleć, że niedawno chciał uciec z pensjonatu a wtedy w celi błagał w duchu żeby tam wrócić. Przyzwyczaił się do tego miejsca, i w sumie nie potrafiłby teraz odejść i zostawić Shigona. – Mam pytanko. – Szepnął z uśmiechem.

-Jakie słodziaku?

-Możemy przełożyć moją karę na inny dzień? Jestem zmęczony. –Ziewnął przymykając oczy. – No i w sumie mam sporo zaległości, jeśli chodzi o naukę.

- O to się nie martw. Masz kilka dni przerwy żeby nadgonić z nauką i odsapnąć. Aha i masz mi dużo jeść, nie wiem, czym Cię tam karmili, ale zniknęła połowa mojego Colina. – Zaśmiał się Shigon. – A teraz spać! –Okrył chłopca kołdrą i objął ramionami. –Dobranoc. – Pocałował chłopca delikatnie nim blondynek zasnął.



Następnego dnia Colin wrócił do swojej sypialni. Yuki chwalił się, jaką wspaniałą noc przeżył z Samem i dziękował chłopcu za rady. Shigon miał sporo roboty. Okazało się, że jego ojciec miał na sumieniu więcej niż się go posądzało. Colin nie chciał mu w żaden sposób przeszkadzać, więc póki, co starał się nadrobić zaległości. Poprosił Alexa i Deiwa o pomoc w nauce. I faktycznie Alex bardzo pomagał zaś Deiw… cóż bardzo przeszkadzała mu ochota na zabawienie się z chłopcami siedzącymi przy sąsiednim stoliku.

-A teraz zajmij się tangensem dobrze? – Alex mógłby robić bez problemu za nauczyciela, naprawdę znał się na rzeczy.

- O tak? – Spytał chłopiec po chwili i podsunął starszemu kartkę pod nos.

-Zrobiłeś błąd w trzeciej linijce.

-Serio? Gdzie?-Colin spojrzał na przykład.

-O tutaj. –Wskazał palcem.

-Aha faktycznie. To ja zacznę od nowa. – Złapał za ołówek i poprawił błąd.

-Bosz Alex nuuudno! – Deiw puknął kolegę w czubek głowy. – Zróbmy coś, młodemu nieźle idzie tak czy siak. Ej a może przerwa od nauki i pójdziemy na basen?

-Nie.. Nauka jest bardzo ważna poza tym kiedyś Colinowi bardzo się przyda ta wiedza…

-A, do czego mu się niby przyda sinus i cosinus?  Mnie się do niczego nie przydał. –Złapał blondyna za rękę. – No, co ty na to kolego? Idziemy się odprężyć?

-A-ale.. – Nie zdążył nic powiedzieć, bo ten już ciągnął ich w stronę budynku z basenem. Dopóki nie ociepli się dostatecznie muszą zadowolić się krytym basenem. Na miejscu okazało się, że nie tylko oni wpadli na ten pomysł. W wodzie było już przynajmniej 15 osób.  Kiedy zorientowali się, kto ma zamiar do nich dołączyć od razu rozległy się piski entuzjazmu.

-DEIW, ALEX!!! Chodźcie do nas!!

-Poszczęściło nam się Alex mamy tu sporo ślicznych chłopców. –Kiedy już Deiw znalazł się w wodzie od razu napadło go pięciu chłopaczków.

-Czy mi się wydaje, czy jemu chodziło o to od początku? –Odparł Colin z nieco dziwną miną.

-Cóż jemu zawsze o to chodzi.-Westchnął Alex.

-A tobie nie?

-Też, ale nie tak jak jemu. Można powiedzieć, że on i Saki konkurują ze sobą.

-To znaczy?

-Mają zawody, kto zaliczy więcej chłopców.

-I kto wygrywa?

Alex zastanowił się chwilkę. – Póki, co Deiw wygrywa. –Wepchnął Colina do basenu. – No a teraz się odprężamy.

Colin przepłynął się kilka razy wzdłuż basenu. Trudno było się odprężyć przy jękach chłopaków spowodowanych pieszczotami Deiwa, ale blondynek już się przyzwyczaił do tego typu sytuacji. Ktoś nagle rzucił w niego piłką, spojrzał zdezorientowany w kierunku skąd przyleciała. Stał tam John.

-Hej Colin wpadnij do Shigona.

-Och.. No dobrze, zaraz przyjdę.

Po niecałych dwudziestu minutach, które poświęcił na wysuszeniu się i doprowadzenia do porządku Colin stawił się w gabinecie Shigona.

-Coś się stało?

-A czy musi się coś stać? Chciałem Cię po prostu zobaczyć. –Objął kochanka i ucałował jego czoło. – Jak idzie nadrabianie zaległości? Słyszałem, że Alex Ci pomaga.

-No i Deiw, ale jemu troszkę się nie chce.-Pokazał mu język i usiadł na krześle za biurkiem. –Dużo masz roboty? Nie chce przeszkadzać.

-Tylko nieco papierów, załatwiam nowych podopiecznych. Ostatnio w sierocińcu w Londynie przybyło sporo dzieci, które straciły rodziców w zamachu terrorystycznym. No i muszę załatwić przebudowę budynku z pokojami będziemy go powiększać. Może trafi się Tobie i Yukiemu większy pokój. – Otworzył na chwilkę okno, żeby nieco się przewietrzyło.

-Rozumiem. Shigon mam pytanie.

-Jakie?

-Czy podopiecznie w ogóle wychodzą z pensjonatu gdziekolwiek? Do miasta, jadą na wycieczki gdzieś poza miejsce gdzie jesteśmy?

-Dopóki mają okres nauki nie mają czasu. Ale w wakacje owszem istnieje taka opcja. A co nadal masz małe wrażenie, że trzymam ich tu bez przerwy i nie pozwalam nigdzie wychodzić? Oj Colin, przecież mówiłem, że oni po nauce i osiągnięciu pełnoletności mogą ubiegać się o prace i normalne życie poza pensjonatem, nawet my im pomagamy tą pracę znaleźć. Zaczekaj coś Ci pokażę. –Wyjął z szafy wielką teczkę i położył ją na biurku. – To są chłopcy, którzy opuścili pensjonat i mają teraz normalne życie. Czasem nawet nas odwiedzają.

Colin przeglądał teczkę z uśmiechem, przy każdym nazwisku było zdjęcie, zawód i data opuszczenia pensjonatu. - Ja–też kiedyś odejdę? – Spojrzał na czarnowłosego, który przez chwilę milczał.

-Jeśli będziesz tego chciał. –Schował teczkę z powrotem. – A chciałbyś odejść i już mnie więcej nie zobaczyć a jeśli już to raz na jakiś czas?

-Nie, chce z Tobą być już na zawsze. I tak nie mam, do kogo wracać, a tu czuję, że ktoś na mnie czeka i cieszy się z mojej obecności.

-Mówiłem już, że Cię kocham? –Złożył na jego ustach delikatny pocałunek.

-Mówiłeś, ale nie obrażę się, jeśli to powtórzysz.

-Kocham Cię Colinie. –Pogłębił pocałunek.

niedziela, 28 kwietnia 2013

Rozdział XV.

-COLIN-KUN!!  - Krzyknął Yuki, gdy tylko zobaczył blondyna w drzwiach pokoju. Momentalnie do niego podbiegł i przytulił się niemal na niego wskakując. – Strasznie się o ciebie martwiłem, głupek! Głupek! Nigdy więcej mnie nie zostawiaj.

-Przepraszam Yuki-chan. –Przytulił go z uśmiechem. – Ja też tęskniłem, ale już nigdzie się nie wybieram.

-Owszem wybierasz się. – Powiedział Shigon z uśmiechem.

-Shigon-sama, ale ja go nie oddam za długo go nie widziałem.

-Hmm a co powiesz Yuki na wymianę? –Podszedł do nich czarnowłosy. – Ty mi oddasz Colina a ja Ci podeślę Sama.

Yuki zarumienił się, ale po chwili namysłu podszedł do łóżka i zaczął się rozbierać. Colin zaś miał minę jakby tym samym zapadł na niego wyrok. Patrzył to na Yukiego, to na Shigona.- Yuki-chan jak możesz?

-Wybacz Colin, ale na moim miejscu zrobiłbyś to samo. – Uśmiechnął się niewinnie. Blondynek został złapany i po chwili Shigon wyszedł z pokoju niosąc malca przewieszonego sobie przez ramię. Ostatnie, co usłyszał Yuki siedząc na łóżku to „NO BŁAGAM, NIE DOTYKAJ MNIE JESTEŚMY PRZECIEŻ NA KORYTARZU!!!”

-Hej Yuki-chan. –Przywitał się Sam wchodząc do pokoju. Nadal miał na sobie czarny płaszcz, kamizelkę kuloodporną itd. Trudno się dziwić skoro przylecieli niecałe dziesięć minut temu. Chłopczyk siedział na łóżku do połowy przykryty kołdrą.

-H-hej. Ciężko było? –Spytał szatynek rumieniąc się delikatnie i mnąc w rączkach kawałek pościeli. Lubił Sama i już niby mu wyznał swoje uczucia, ale nigdy nie był na tyle odważny, aby spytać się mężczyzny, co on sam do niego czuje. Wiedział, że Samowi trudno złamać zasady, które Shigon ustanowił. Opiekunowie nie mogli darzyć podopiecznych uczuciami. No, ale przecież sam opiekun kochał Colina. Yuki spojrzał smutno na swoje dłonie. Dlaczego on miałby być gorszy?

Sam jakby domyślił się, o co chodzi chłopczykowi. Nie chciał poruszać tematu ich przyszłości, bo był świadomy tego, że nie jest ona usłana różami. Bardzo mu zależało na maluchu i gdyby tylko mógł to byłby z nim już od dawna. –Nie sprawiali jakiegoś ogromnego problemu. No i postrzelili tylko trzech naszych a u nich straty były dużo większe. Ogólnie akcja przebiegła po naszej myśli. – Kurwa przecież nie przyszedł tu żeby gadać o jakiejś pierdolonej strzelaninie.

Yuki uśmiechnął się nikle. Chłopiec, który na co dzień był wzorem wiecznie uśmiechniętego optymisty teraz wolał zapaść się pod ziemię niż rozmawiać z Samem. Serce waliło mu jak oszalałe zupełnie jakby za chwilę miało wyrwać się z piersi. Przetarł oczy i w końcu zebrał się na uśmiech. – Cieszę się. – Pomimo, to bolało to nie chciał dać po sobie poznać, że nie jest już tak jak kiedyś.

-Ech cholera.. – Podsumował Sam i podszedł do Yukiego od razy łapiąc go w ramiona. – Jestem beznadziejny, jeśli chodzi o wyrażanie uczuć, ale Ty przecież wiesz jak bardzo Cię lubię prawda Yuki-chan? – Maluch patrzył na niego dużymi oczyma i już miał coś powiedzieć, kiedy to Sam wypadł z pokoju jakby go wystrzelono z procy. Biegł korytarzem po drodze niemal zabijając się o Sakiego, potrącając kilku podopiecznych i nawet gdzieś zrobił z Annete dywanik, kiedy to ta była zajęta wynoszeniem bagaży ze swojego pokoju. Omijając zręcznie pozostałe przeszkody dotarł do gabinetu Shigona. Otworzył drzwi z kopniaka i wpadł do środka. – Shigon-sama mam głęboko w dupie pana zasady..! – Zdębiał, kiedy ujrzał całą scenę, jaka miała miejsce na biurku.  Colin przypięty kajdankami do rzeźbionej ramy dębowego biurka i pochylający się nad nim czarnowłosy, który w przeciwieństwie do blondynka miał na sobie jeszcze bokserki. Sam poczuł się nieco zakłopotany, że przeszkodził im w takim momencie.

-O, co chodzi Sam? Bo jak widzisz jestem nieco zajęty..

-Shigon no wiesz, co?!! – Warknął Colin z ogromną pretensją w głosie, ale szybko partner go uciszył masując jego krocze.

-A teraz przejdźmy do sedna. Wiem Sam, że masz słabość do małego Yukiego. – Chwila przerwy żeby popieścić Colina i znowu spojrzał na mężczyznę stojącego w drzwiach. – Chyba nie przeczytałeś za dobrze swojej umowy, co Sam? Nie pisało tam, że nie możesz kochać. Chodziło mi bardziej o robienie nadziei całemu pensjonatowi. Możesz pieprzyć Yukiego, ale musisz brać odpowiedzialność za to, co będzie potem. Mimo wszystko nadal jesteś opiekunem i będę wymagał żebyś swoje czułości ograniczał w czasie pracy. Wieczory spędzaj jak chcesz, ale wykonuj swoje obowiązki. – Mówił to z przerwami na ciche westchnienia, bo akurat Colin pocierał jego krocze stopą uśmiechnął się. – A teraz leć do malucha i się nim zajmij.

Sam kiwnął jedynie głową, bo jakoś nie wiedział, co ma powiedzieć. Zamknął za sobą drzwi i wrócił do pokoju Yukiego, który siedział dalej na łóżku wylewając strumyki łez. Szlag no przecież idiota wybiegł pozostawiając małego w niewiedzy. Szybko podszedł do oszołomionego chłopca i przytulił go mocno. Ten nie wiedząc czy płakać czy się cieszyć wtulił się w starszego. Sam gładził delikatnie jego ciałko i dopiero wtedy zdał sobie sprawę, że jest ono całkiem nagie. – Kocham Cię Yuki. – I pocałował go bardzo zaborczo, co dało początek ślicznym rumieńcom na policzkach szatynka, który położył rączki na piersi mężczyzny. Trwali w pocałunku dłuższą chwilę i oderwali się od siebie dopiero wtedy, kiedy młodszemu zaczęło brakować powietrza. Sam uśmiechnął się z rozczuleniem i pogładził jego policzek. – Mam zamiar się dziś Tobą bardzo dobrze zająć. – Zdjął z siebie zbędne ubrania i z uśmiechem patrzył jak Yuki rumieni się na jego słowa, po czym wreszcie z radosnym uśmiechem obejmuje jego szyję i bardzo namiętnie składa pocałunek na ustach starszego. Sam nie czekał nawet na pozwolenie posadził sobie go na kolanach i zaczął niemal z czcią badać dłońmi całe ciałko szatynka. Dłonie sunęły na początek w górę, po czym osuwały się w dół, aby spocząć na pośladkach, które chwilę później intensywnie ugniatał. Yuki zaś zajmował się jego ustami, przesuwał języczkiem po wargach raz po raz wsuwając go do jego ust i ssąc z wyraźną uciechą język mężczyzny. A jemu się to jak najbardziej podobało. Odwdzięczył się w końcu swojemu skarbowi sporą uwagą, którą przeniósł na jego krocze. Na początku pieścił same jąderka, na co młodszy zareagował jękiem, Sam uśmiechnął się i przeniósł dłoń nieco wyżej sunąc nią ku samemu czubkowi penisa. Przez chwilę drażnił go palcem i w końcu przeszedł do rzeczy, zaczął przesuwać ręką bardzo szybko, zaciskając ją na członku. Yuki niemal krzyknął.

-S…Sam. –Westchnął opierając się ciałkiem o tors mężczyzny.

-Coś nie tak?

-Wejdź we mnie. Ja.. Ja już chce.

Sam uśmiechnął się i pocałował jego czoło. – Ale tak bez przygotowania?

Yuki zarumienił się i przesunął dłoń mężczyzny na swoje wejście.

-Yuki-chan nie ładnie, nie ładnie. Sam się przygotowałeś? –Dziurka malucha była już na tyle rozciągnięta, że bez problemu mógł w niego wejść. I po chwili już nacelował na niego swojego penisa. Maluch jęknął głośno czując przyjemne wypełnienie. Sam nie czekał, szybko zaczął poruszać się w Yukim, za co otrzymał serię głośnych dźwięków świadczących o rozkoszy, jaką odczuwa młodszy. Ten zaś delikatnie pchnął starszego, aby położył się na łóżku i wtedy przejął dominację. Zaczął unosić i opuszczać bioderka nabijając się na pulsującą męskość, która za każdym razem wchodziła coraz głębiej. Sam pieścił penisa malucha, gdy ten był zajęty ujeżdżaniem. –Yuki jestem twój, ale.. Ale tylko po pracy rozumiesz prawda?

-Tak.. –Jęknął cichutko i uśmiechnął się mimo to ciepło. – Ważne, że mój. – Pochylił się i pocałował go czule. – Kocham Cię.

-Ja ciebie też słoneczko. –Przytulił malucha i poruszył się gwałtownie. Nie musieli czekać długo na finał. Sam doszedł obficie wewnątrz chłopca a ten z piskiem wytrysnął brudząc brzuch i pościel. Leżeli obaj na łóżku uspokajając oddech.

-Gdzie wtedy wybiegłeś?

-Musiałem powiedzieć Shigonowi, że mam gdzieś jego zasady. Przerwałem jemu i Colinowi w grze wstępnej.

-Naprawdę? Nie będzie na Ciebie zły? –Spytał zatroskany szatynek.

-Teraz jest zajęty chłopakiem.

-Pewnie Colin będzie obolały po takiej przerwie. –Zaśmiał się Yuki.
Lydia Land of Grafic