Dla Kaede to był pierwszy dzień w nowej szkole. Przyjaciele i znajomi zostali gdzieś w tyle i gdyby nie praca ojca zapewne nie musieliby wcale się przeprowadzać. Trudno żyć w obcym mieście gdzie nie masz w nikim wsparcia na dodatek szkoła okazała się prywatnym męskim liceum. Szatyn dość niechętnie przechadzał się po długim korytarzu, czuł na sobie spojrzenia innych osób. Jego klasa też nie okazywała chęci na poznanie chłopca bliżej, wręcz przeciwnie. Zachowywali się jakby był jakimś odludkiem. Jak to mogło się stać, że jeszcze do niedawna atrakcyjny i lubiany Kaede został klasowych kozłem ofiarnym? Siedział w kącie na samym końcu pomieszczenia, jego ławka była wyjątkowo popisana a od spodu.. istna hodowla gum do żucia. Kiedy pewnego dnia przechodził koło toalety usłyszał czyjeś głosy.
-Dziwny ten Kaede. Podobno przyjechał z Tokio.
-A jego ojciec ponoć pracuje w jakieś ważnej firmie i mają kontrakt z innymi korporacjami z zagranicy. Pewnie są strasznie dziani. Typowo syneczek tatusia dostaje kase na wszystko co mu wpadnie w oko.
Kaede spojrzał na swój plecak. No dobra może i nie był z jakiegoś targu, ale to że jest firmowy ( Z resztą tak jak ubrania ) nie oznacza, że czuje się lepszy niż inni. Nigdy się tak nie czuł. Zrobiło mu się smutno, że nowi koledzy tak sądzą. Nauczyciele jak zwykle zadali w chuj zadań. Szatyn spojrzał smutno na kartkę od matki:
"Kaede jak będziesz wracać do domu to zrób zakupy. Nie szwendaj się nigdzie po ciemku i pamiętaj, że mamusia i tatuś bardzo Cie kochają ;)"
Aż rzygać się chce na takie słowa. Ok niech kochają, ale jak matka dalej będzie go traktować jak dziecko to szybko się wyprowadzi z domu i rodzice będą mogli jedynie pisać do niego, żeby wracał do domu bo czeka na niego ciepły obiadek. Przez chwilkę chłopak zastanowił się gdzie zrobić zakupy, wolał nie iść do supermarketu bo jeszcze spotka kogoś z klasy. Postanowił pójść do monopolowego. No cóż tam może i będzie pełno pijaków i meneli ale nikogo z jego klasy. I to go zgubiło pomyłka życia. Kiedy tylko wszedł do środka rzuciły mu się w oczy dwie znajome twarze. Chłopaki z jego szkoły i to chyba największe koksy które zawsze znęcają się nad innymi.
-Ooo a któż to? Kaede, jak miło, że do nas wpadłeś.
Nic nie odpowiedział tylko podszedł do lady i powiedział co chce kupić akurat wychodził ze sklepu olewając chłopaków równo kiedy jeden z nich złapał jego dłoń i tak został pociągnięty gdzieś w zaułek.
-Nie ładnie nas tak olewać. Popełniasz błąd. No gówniarzu podziel się kasą a na pewno nie zrobimy Ci krzywdy. -Uśmiechnęli się do siebie ironicznie.
-Dajcie spokój i tak już nic przy sobie nie mam. Miałem tylko kase na zakupy i nawet jeśli miałbym więcej to nic byście nie dostali. - I wtedy dostał porządny cios w twarz tak mocno że aż się zachwiał.
- Źle.. bardzo źle odpowiedziałeś. -Spojrzał na swojego kumpla a ten najnormalniej w świecie zaczął zdzierać z Kaede ubranie. Potem cisnął go na ścianę budynku i zaczął go dotykać.
-Nie!! Puść mnie.. zostaw. Puść zboczeńcu. - Darł się w niebo głosy szamocąc się i starając jakoś go od siebie odepchnąć, ale kiedy ten powalił szatyna na ziemię i zaczął się do niego brutalnie dobierać Kaede poczuł ból i strach. Po jakimś czasie kiedy chłopiec leżał cały we krwi, posiniaczony i obolały na ziemi ktoś zaszedł do zaułka..
- Hej zostawcie go do jasnej cholery. - Krzyknął ktoś od razu podbiegając i powalając jednego z oprawców szatynka, ten jednak nic więcej nie pamiętał bo stracił przytomność jedyne co usłyszał to głos - Hej w porządku? Hej..!
Ocknął się czując cholerny ból na całym ciele. zupełnie jakby ktoś zmiażdżył jego ciało i poskładał potem to co z niego pozostało do kupy. W Oczy zapiekło go rażąco białe światło odbijające się od równie niekolorowych ścian. Ktoś stał obok okna i patrzył się na jego łóżko. Kaede powoli chciał się podnieść ale chłopak od razu go przytrzymał.
-Nie ruszaj się lepiej bo będzie boleć bardziej.- Był to wysoki brunet o pięknych piwnych oczach. Dopiero po chwili Kaede zorientował się, że ma na sobie fartuch.
- Jesteś lekarzem?
-Nie, jeszcze nie. Studiuję medycynę i mam tu praktyki. Może tego nie pamiętasz ale to ja pomogłem Ci wtedy w zaułku. -Pogładził delikatnie chłopca po włosach a ten momentalnie się zarumienił. - Jesteś czerwony, zaraz zmierzę Ci gorączkę. -Podszedł do szafki i wziął w dłonie coś na kształt pistoletu. Przyłożył czubek do czoła szatyna i kiedy usłyszał pisk spojrzał na ekranik. (Ach ta medycyna tak szybko się rozwija) - 37,4 masz delikatną gorączkę. Boli Cie coś?
-Pomijając dumę? Całe ciało. -Szepnął smutno okrywając się bardziej kołdrą.Czułem się tak cholernie źle. Jak można dać sobie coś takiego zrobić.
-Twoi rodzice siedzieli przy Tobie cały czas, ale musieli w końcu pójść do domu odpocząć. Mam do nich zadzwonić i powiadomić, że się obudziłeś?
-Nie. Nie chce póki co ich widzieć. - Jak mógłby spojrzeć w oczy Ojcu i Matce po tym wszystkim? Do oczu napłynęły mu łzy które powoli skapywały z jego brody. Szlag rozpłakał się przy obcym chłopaku. A ten? Usiadł obok niego i przytulił delikatnie Kaede.
-Jesli Ci to ulży to wypłacz się. Życie gotuje nam różne niespodzianki i nikt nie powiedział, że wszystkie są miłe.- Delikatnie ucałował jego czoło.
-Jak masz na imię?
-Tori.. a Ty Kaede prawda?
-Mhm..
-Jutro zostaniesz wypisany a teraz odpoczywaj dobrze? - Podniósł się ale chłopiec złapał jego dłoń.
-Zostaniesz? Nie chce być sam. - Zarumienił się i przetarł czerwone oczy. Tori usiadł obok niego obejmując go ramieniem i delikatnie gładząc po włosach.
Następnego dnia Kaede wrócił do domu a po trzech zmienił szkołę. Nie chciał się tam pokazać a rodzice uznali, że najlepiej będzie jeśli ich syn zmieni środowisko. Chłopak dość często zaglądał do szpitala chcąc zobaczyć Toriego. Bardzo lubił jego widok, nie ważne czy pomagał wtedy pacjentowi, robił zastrzyk dziewczynce czy nawet porządkował kartotekę. Kodował w pamięci każdy ruch bruneta i każdy gest czy nawet mrugnięcie. Bardzo fascynował go a nawet zaczął odczuwać coś więcej niż tylko sympatię. Kiedy pewnego dnia stał akurat wychodził ze szkoły jego spojrzenie przykuł Tori stojący przed wejściem na parking. Patrzył się na Kaede z uśmiechem a ten od razu do niego podbiegł.
-Co tu robisz? -Spytał nieśmiało patrząc na swoje obuwie.
-To samo co ty robisz prawie każdego dnia przychodząc do szpitala.-Kaede oblał się szkarłatnym rumieńcem, skąd on się dowiedział? Przecież chłopiec starał się za każdym razem obserwować go z ukrycia. -Serio myślałeś, że się nie zorientuje, że mnie podpatrujesz słodziaku?
-To.. to był zbieg okoliczności, że pojawiałem się w szpitalu, byłem..
-Oj nie tłumacz mi się i nie wymyślaj, że byłeś na coś chory w twojej kartotece nie było zapisu od lekarza więc w to nie uwierzę. Ale przyszedłem tutaj nie po to, żeby się kłócić. No to jak dasz się porwać na ciasto i kawę?
Randka? Czy Tori właśnie poprosił go o spotkanie? Tak. Nie przesłyszał się on faktycznie mu to zaproponował. Kiwnął jedynie głową na co brunet uśmiechnął się ciepło i złapał jego dłoń. Na początku Kaede myślał, że pójdą do jakiejś kawiarenki ale kiedy skierowali się w stronę przedmieścia i weszli do domu Toriego całkowicie się zawstydził. Byli sami. Tylko on i Kaede. Powiedział, żeby szatyn się rozgościł a po chwili wszedł do salonu z dwoma filiżankami kawy i talerzykiem ciasta czekoladowego.
- Mam nadzieję, że będzie Ci smakować. A teraz powiedz mi słodziaku od kiedy zacząłeś się tak mną interesować? - Uśmiechnął się upijając nieco kawy.
Chłopiec momentalnie zrobił się cały czerwony na twarzy. Kiedy on się zorientował? - N-nie wiem o czym mówisz.
-Nie udawaj Kaede. Nie jestem ślepy. - Ujął jego podbródek w swoją dłoń i dość subtelnie musnął wargi młodszego, był ciekawy jak zareaguje na ten gest. I nie przeliczył się. Szatyna jakby wryło w ziemię, całkiem zamurowało. Jego usta były maksymalnie spięte z resztą tak jak i całe ciało. Tori delikatnie przesunął językiem po jego wargach na co młody aż się wzdrygnął. - Bądź ze sobą szczery..
-A-ale ja chyba nie umiem. Z resztą Tori czy to nie jest dziwne? No bo.. my jesteśmy facetami. -Podkulił nogi chowając twarz za włosami.
- Kaede.. - Objął go delikatnie - Lubię Cie i to bardzo, jeżeli nie jesteś pewny to zaczekam na Ciebie. -Pogładził czule jego policzek. Jeżeli ten uroczy chłopiec tego chce to Tori specjalnie dla niego postara się wstrzymać.
-Tori.. ja bardzo Cie lubię, ale jeszcze nie byłem zakochany i nigdy nie.. nie robiłem tego. -Spojrzał mu głęboko w oczy.
-W takim razie drogi Kaede rozkocham Cie w sobie. I kiedy będziesz w stu procentach pewny co do mnie sprawię, że poczujesz się jak w niebie.
Od tamtej chwili minął prawie rok. Kaede pomimo, że był już zakochany w Torim na Amen nadal czuł pewną niepewność jeśli chodzi o seks. Brunet nie pospieszał go ani nie zmuszał. Całowanie, niegroźne pieszczoty i randki pojawiały się w ich związku coraz częściej. I kiedy miała nadejść rocznica ich spotkania Kaede postanowił, że nadszedł czas i zamierzał stworzyć bardzo sprzyjającą atmosferę. Jak dobrze, że jego chłopak dał mu klucze do mieszkania. Szatyn od razu wziął się do roboty. Przygotował coś na rodzaj romantyczniej kolacji, sypialnię udekorował czerwonymi różami i palącymi się świeczkami. Kiedy Tori wrócił do domu z pracy (Udało mu się skończyć studia i znaleźć pracę w szpitalu ^.^) i wszedł do sypialni doznał szoku. Kaede leżał na łóżku nagi trzymając w dłoni wino i dwa kieliszki.
-K-kaede? Kurna co to? -Wystarczył widok ukochanego w takiej pozycji i na dodatek nagiego a ten już był podniecony i napalony do granic możliwości.
-To.. um obchody rocznicy. Naszego spotkania. - Zarumienił się widząc jak Tori pożera go niemal wzrokiem.- Chce.. Ciebie Tori. Chce poczuć Cie w sobie.
Przez chwilę stał rozważając w głowie słowa Kaede. Po chwili jednak zdjął z siebie ubranie i usiadł na łóżku obok swojego skarba. - Jesteś uroczy.. - Ujął jego twarz w dłonie i pocałował go bardzo namiętnie i zachłannie. - Obiecuję, że będzie Ci bardzo dobrze kochanie. -I już po chwili leżeli na łóżku niczym istna plątanina kończyć i ust złączonych w wiecznym pocałunku. Pieszczoty zdawały się nie mieć końca, chwilami były delikatne a później dużo odważniejsze i czasem niemal brutalne. Ale Kaede do nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie. Nakręcało jedynie bardziej. Tori w końcu zaczął przygotowywać ukochanego na siebie. Jego trzy palce poruszały się delikatnie we wnętrzu ukochanego który jęczał błogo. Ból szybko mijał a zastępująca go przyjemność znajdowała ujście w ich pocałunkach.
-Tori.. już. Ach weź mnie sobie.. mocno. -Objął starszego za szyję i wypchnął pośladki bardziej w jego stronę.
-Rozluźnij się. - Nakierował swój członek na pulsujące wejście młodszego i jednym szybkim pchnięciem wszedł w niego od razu narzucając dość szybkie tempo.
-A-ach Tori.. - Jęknął głośno i spiął mięśnie czując jak twarda męskość starszego napiera na jego dziurkę. Poruszył się delikatnie dopiero po dłuższej chwili. Mimo, że Tori starał się nie sprawiać mu bólu to na początku po policzkach młodszego spłynęły pojedyncze łzy. Dłonie błądziły po ich ciałach badając każdy kawałeczek centymetr po centymetrze. Tak jakby poznawali się na nowo. W końcu stosunek stał się dużo namiętniej i gwałtowny wpadli jakby w amok, chcieli wyładować emocje i zaspokoić się jak najprędzej mimo, że miało to być długie i czułe. Dwie dzikie bestie kopulujące i zadające sobie rozkoszny ból. Tak można ich było opisać. Kiedy członek obijał się o prostatę młodszego a ten krzyczał rozkosznie i tylko mocniej się na niego nabijał czuli się jakby odkryli nowy świat. Grzeszny i zakazany ale tak bardzo pociągający. Pod koniec nieco zwolnili, pośpiech może i zwiększa przyjemność, ale po co mają tak szybko skończyć? Teraz poruszali wolno, namiętnie i czule zarazem. Weszli na poziom kiedy chcieli popieścić swoje ciała. Ruchy stawały się delikatne a Tori poruszał się w Kaede inaczej: kręcił koła próbował wchodzić w niego pod innym kątem i bardzo głęboko niemal do końca. Dłoń Toriego przesunęła się na członek szatyna i poczęła go intensywnie pieścić, kiedy oboje krzyczeli swoje imiona dając znać światu, że nadchodzi spełnienie czuli ogarniające podniecenie i napięcie. Pośladki Kaede zaciskały się mocno na męskości ukochanego który robił to samo ze swoją dłonią. Doszli jednocześnie opadając na łóżku całkiem opuszczeni przez siły. Brunet przytulił do siebie trzęsące się ciałko młodszego i ucałował jego policzek.
-Kocham Cie Kaede...
-Ja Ciebie też Tori.. i dziękuję.
-Za co? - Uśmiechnął się i okrył ich kołdrą.
-Za to, że mogłem Cie spotkać.. i pokochać.
sobota, 9 lutego 2013
niedziela, 3 lutego 2013
Rozdział IV.
Zaraz ci pokażę jak tu traktujemy podopiecznych.. Ale musisz potem być grzeczny rozumiemy się?- Uśmiechnął się i zaczął powoli pozbywać swojej garderoby.
-Czemu to robisz? - Spytał Colin leżąc na pościeli.. miękkiej, czerwonej i delikatnej w dotyku. Nie rozumiał jeszcze wszystkiego więc trudno mu było tak po prostu się oddać Shigonowi. A co jeśli on znowu potraktuje go jak za pierwszym razem?
-Co masz na myśli? -Spytał kiedy był już nagi i usiadł na łóżku obok chłopca.
-Dlaczego stworzyłeś takie miejsce i uczysz w nim chłopców? Jaki jest twój cel? - Położył się wygodniej na łóżku.
-Ech Colin odłóż póki co swoją ciekawość na bok dobrze? Teraz skup się na czymś innym.. na przyjemności. - I zaraz po tych słowach rozchylił uda młodszego. Jego język zaczął najnormalniej lizać i wsuwać się w nieco zaczerwienione wejście Colina na co ten zareagował głośnym niepohamowanym jękiem. Shigon zaśmiał się w duchu i zaczął dodatkowo rozciągać jego dziurkę dwoma palcami przez co język mógł bez problemu wejść jeszcze głębiej. Colin wił się i jęczał czując się.. trudno było mu się do tego przyznać, ale było mu naprawdę dobrze. I mimo, że sumienie nadal nieco go bolało chciał oddać się póki co chwili, w tym również Shigonowi. Mężczyzna po chwili zawisł nad chłopcem i pocałował go nieco nachalnie i brutalnie ale mimo to Colin odwzajemnił pieszczotę i rozchylił wargi tak, że tamten to wykorzystał i wepchnął język w usta młodszego od razu łącząc się z jego w namiętnym i nieco chaotycznym tańcu. W tym samym czasie jeden z palców czarnowłosego wylądował we wnętrzu blondyna który nawet tego nie poczuł, lecz kiedy zgiął się w nim i począł wykonywać dość intensywne ruchy Colin jęknął głośno i odruchowo wypiął bardziej pośladki domagając się więcej. I nawet nie musiał długo czekać bo Shigon chwilę później zastąpił palec czymś większym i od razu narzucił dość szybkie tempo. Boże jak nagle chłopcu zrobiło się dobrze.. uczucie wypełnienia i gorąca owładnęło jego ciało, które błagało o jeszcze mimo że rozum podpowiadał coś innego. Dłonie starszego zaczęły drażnić jego sutki, które okazały się słabszym punktem blondynka bo momentalnie podniecenie wzrosło a Colin jęknął głośno. Mimo, że na początku się opierał to w końcu przesunął ręce na kark starszego i przytulił się bardzo mocno co ten wykorzystał i objął go w pasie nieco unosząc jego biodra dzięki czemu mógł wchodzić głębiej i mocniej. Colin poruszał się dość niezdarnie, ale kiedy mężczyzna ułożył go w innej pozycji tak, że chłopiec leżał na boku a on za nim nie musiał się o to już martwić. Udo uniósł żeby Shigon miał do niego lepszy dostęp. Kiedy dłoń czarnowłosego spoczęła na przyrodzeniu chłopca i poczęła wykonywać dość intensywne ruchy, zaciskając się i sunąć w górę i w dół po chwili zaś pieściła jądra małego, Colin miał wrażenie, że głowa mu pęknie od nadmiaru emocji. Stosunek był dość długi i bardzo namiętny co pozytywnie zaskoczyło chłopaka, nie wiedział, że będzie mu tak dobrze. Kiedy już zbliżał się koniec szczytowali razem z tym, że Colin krzyczał kiedy Shigon trafił w jego prostatę a ten uśmiechnął się jedynie błogo. Blondynek leżał dysząc ciężko ze zmęczenia opleciony ramionami starszego, który nadal muskał lekko jego rozpalone ciało swoimi ustami i gładził bok dłonią. Colin czuł błogi spokój i rozluźnienie, jeszcze nigdy nie było mu tak dobrze.
- Czas na kąpiel słodziaku.. - W końcu odezwał się i powoli wstał z łóżka z uśmiechem patrząc na całkowicie wypompowanego chłopca. - No dobrze, nie musisz błagać na kolanach zaniosę Cie. - Bardzo delikatnie wziął trzęsące się ciałko na ręce i poszedł do łazienki. Do ogromnej wanny prowadziły marmurowe stopnie, w wodzie pływały już czerwone płatki róż a obok brodzika leżały dwa puchate ręczniki o bordowej barwie z delikatnymi złotymi naszywkami. Colin od razu doznał tzw. Déjà vu. Ta wanna i płatki róż.. zupełnie jakby już kiedyś tu był. Shigon powoli wszedł do wody usadzając młodszego przed sobą tak, że mógł się opierać o tors czarnowłosego, który zaczął delikatnie obmywać ciało blondynka.
-Coś taki cichy? Jeszcze do niedawna zdzierałbyś swoje dziecięce gardełko a teraz? - Przeczesał dłonią jego mokre włosy i delikatnie owiał oddechem kark Colina.
-Mam wrażenie, że już tu kiedyś byłem.
- Ciekawe.. nie każdy może się wykąpać ze mną w tej wannie. Może w poprzednim wcieleniu byłeś jednym z tych słodziaków, które przypadkiem spadły z drzewa i wylądowały w moim pensjonacie? Hmm a nie czekaj to jednak teraz jesteś w tym wcieleniu.- Zaśmiał się i zaczął myć chłopca w dolnych partiach ciała.
- Mówię na poważnie.. ech póki co i tak nic nie zyskam. Nadal nie pamiętam za wiele. - Westchnął bardziej przez to, że mężczyzna znów zaczął go dotykać niż z bezsilności. Trudno jest żyć wiedząc o sobie tak niewiele.
-Muszę dbać o podopiecznych więc załatwię Ci wizytę u lekarza. Nawet jeśli straciłeś pamięć to możesz ją odzyskać o ile specjalista to potwierdzi. Wielu ludzi z amnezją w końcu odzyskuje wspomnienia.
- Ale ile to może trwać? Mam tu być dopóki nie przypomnę sobie, że gdzieś jest moja rodzina która mnie szuka i dopóki nie ucieknę?
- Colin ty nie masz rodziny. Tyle mogę ci powiedzieć bo to jest pewne. I to, że miałeś tu trafić też jest pewne, więc nie masz gdzie uciekać.
Do oczu chłopca napłynęły łzy, które po chwili spłynęły po jego policzkach. - Jak możesz? Mówisz to tak bez uczuć jakby to była rzecz normalna i codzienna. Dlaczego właśnie ja? Dlaczego nie mam rodziny? - Zakrył twarz w dłoniach, nie chciał aby widział jego łzy.
- Z informacji jakie otrzymaliśmy wynikało, że twój ojciec zabił matkę i zaraz po tym sam popełnił samobójstwo. Ty ponoć byłeś wtedy w szkole. Aby nie trafić do domu dziecka uciekłeś, ale zgubiliśmy trop po miesiącu.
-Czyli to jest dom dziecka?
- Nie to jest miejsce które jest całkowitym przeciwieństwem domu dziecka. Nikt Cie nie zaadoptuje i nie trafisz do fałszywej rodziny zastępczej. Szkołę masz na miejscu i wszystko czego potrzebujesz również tu znajdziesz.
-A jak to się stało, że znalazłem się w lesie nagi?
- A to już pozostaje zagadką. Nie wiem, może gwałt, pobicie i kradzież tego póki co się nie dowiemy chyba, że odzyskasz tę część wspomnień. - Delikatnie starł jego łzy. - Jak widzisz nie masz gdzie iść.. Colin my nie chcemy was sprzedać i bawić się w burdel. To jest dom, fakt może i jest spory i jak zauważyli nie raz inni chłopcy przypomina Hogwart, ale to nie jest miejsce którego trzeba się obawiać.
-Yuki też nie ma rodziny?
- Rodzina go sprzedała mafii bo mieli u niej długi, ale wykupiłem go jak tylko mój agent w Japonii się o tym dowiedział. Nasze wpływy sięgają bardzo daleko i mamy poparcie niejednego rządu. Zauważyłeś pewnie, że chłopcy są różnorakich narodowości.
- Tak. I to też wydało mi się na początku dziwne, no i jeszcze te lekcje o seksie. Naprawdę to wszystko brzmi nieco dwuznacznie. - Wytłumaczył rumieniąc się delikatnie.
- Nie obwiniam Cie. Nie byłeś poinformowany i wtajemniczony. Nieraz tak reagowali nowi, ale ty byłeś wyjątkowo doczepny. -Uśmiechnął się i zmierzwił mu włosy.
-Wrócę do tamtej celi? - Na samą myśl o tym po plecach przebiegł mu zimny dreszcz.
-Hmm wydaje mi się, że nie jest to konieczne. Chyba pojąłeś już, że nieposłuszeństwo nie popłaca. - Musnął jego policzek i kiedy już byli czyści Colin obwinął się szczelnie ręcznikiem a Shigon zadzwonił gdzieś. Po chwili do łazienki wszedł Sam.
- Odprowadź go do pokoju.. obiecał, że będzie grzeczny.
-Dobrze Panie.. - Sam okrył Colina koszulą którą przyniósł ze sobą i złapał jego dłoń. Wyszli na korytarz. - No to nauczyłeś się czegoś tak?
- Tak.. ale mimo wszystko wciąż będę nieco oporny.
- No cóż, nikt nie powiedział, że będzie łatwo. A właśnie Yuki bardzo się o ciebie zamartwiał.
-Czy to w porządku, że 13-latek zabawia się ze starszymi?
- Masz na myśli tą zabawę Johna i Yukiego za parawanem? Cóż może i wygląda to jak pedofilia i jest pewnie normalnie karana, ale on wcale nie ma nic przeciwko. Yuki jest pojetnym uczniem i nie raz zaskakuje nawet mnie. Ale to dodaje mu tylko uroku. Zresztą może sam się kiedyś przekonasz. - Weszli do pokoju a tam na łóżku siedział Yuki i jakiś obcy chłopak. Cały sęk był w tym, że chłopiec robił tamtemu dobrze swoimi małymi usteczkami. Kiedy zorientowali się, że są obserwowani przystopowali.
- Colin! - Krzyknął uradowany Yuki i podbiegł żeby się do niego mocno przytulić. - Tęskniłem.
- Właśnie widzę. - Usmiechnął się delikatnie.
- Mały seksoholik z ciebie.. no dobra chłopcy zostawiam was. Ale macie tu nie siedzieć za długo bo jutro też jest dzień, A Colin jest pewnie zmęczony. - Wyszedł zostawiając ich samych sobie.
- Fajnie, że wróciłeś jakoś samemu smutno jest tu mieszkać.. a własnie to jest Tom - Wskazał na rudowłosego chłopak wyraźnie starszego, na oko miał około 19 lat.
- Cześć, Ty pewnie jesteś Colin. - podszedł i uścisnął jego dłoń. - Miło Cie w końcu poznać.
- Nawzajem. Ty też jesteś podopiecznym?
- Ja? O nie ja tu pracuję. Jestem ogrodnikiem ale często wpadam zaglądnąć co słychać u chłopców. Dawno nie widziałem Yukisia więc postanowiłem go odwiedzić. - Uszczypnął małego w nagi pośladek na co ten zareagował piskiem.
- Tom jest jednym z kwartetu BadBoys.
- Czego? - Spytał Colin patrząc na nich niezrozumiale.
- Ja i moi trzej kumple zazwyczaj trzymamy się razem dlatego tutejsi chłopcy zaczęli nas tak nazywać. Chyba mieli przez to nadzieję, że założymy zespół muzyczny a oni będą niczym nasi pierwsi fani. - Zasmiał się i wrócił na łóżko. - Yuki kontynuujesz czy mam sam sobie z tym poradzić? - Wskazał na stojącą nadal dumnie męskość.
-Ajć przepraszam już się za To biorę. - Zachichotał i wrócił do przerwanego wcześniej zajęcia.
Colin zaś usiadł na łóżku obok i patrzył się na nich nieco nieśmiało. Yuki faktycznie wiedział co robić, jego usteczka może i małe na pierwszy rzut oka dawały radę męskości starszego i brały go bardzo głęboko. Czasem zasysały się bardziej a czasem mniej intensywnie, lub samym języczkiem lizał go po całej długości. To dość zaintrygowało chłopaka który zaczął się zastanawiać skąd ten maluch może tak dużo umieć. W końcu po jakimś czasie Tom zaalarmował, że dochodzi dość głośnym jękiem a Yuki posłusznie przełknął wszystko co ten mu sprezentował.
- No truskaweczko dziękuję Ci za tak miły wieczór. - Powiedział rudowłosy i musnął z uśmiechem usteczka młodszego. - Nie będę wam już zawracać głowy. Miło było Cie poznać Colin i mam nadzieję, że wkrótce poznamy się nieco bliżej. - Ubrał się i wyszedł.
- Yuki.. naprawdę lubisz to? Znaczy się czy lubisz robić to z innymi?
- Na początku było to dość kłopotliwe, ale z czasem można przywyknąć i zrozumieć, że w życiu nie zazna się tyle szczęście ile by się chciało. A seks jest jedną z przyjemniejszych rzeczy, więc warto czerpać z niego wszystko co najlepsze. Tutaj nikt Cie do tego nie zmusza na co dzień. Jeśli chcesz to rób a jak nie to nie. Na zajęciach jedynie trzeba się przełamać i zrobić to czego oczekuje opiekun.
- Rozumiem.. czyli nikt Cie nie zmusza to tego.
- Nie to mój wybór. Lubię uszczęśliwiać innych bo wtedy i ja jestem szczęśliwy. To taki łańcuszek. No wiesz mówi się, że "Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie."
- Myślę, że może kiedyś i mi uda się spojrzeć na to przez Twój pryzmat. - Zdjał z siebie koszulę i wskoczył pod kołdrę. - Yuki.. wtedy za parawanem. Pewnie było ci bardzo dobrze z Johnem prawda?
- Pan John jest w tym bardzo dobry. I chyba własnie dzięki temu, że nie cacka się z kochankami seks z nim jest bardzo przyjemny. Każdy ma swoje upodobania, jedni wolą delikatnie drudzy agresywnie.
- A ty jak wolisz? - Uśmiechnął się.
- Ja? Mi w sumie pasuje i to i to.
Colin zaczynał czuć się przy Yukim jak 7-latek.. tępy i nie znający życia 7-latek. To było denerwujące, ale przecież człowiek nie zawsze musi znać się na wszystkim, jedni są dobrzy w tym a drudzy w czymś innym. Colin zasnął kiedy Yuki znów rozpoczął swój monolog. Był zbyt zmęczony ostatnimi wydarzeniami jakie miały miejsce w jego życiu.
-Czemu to robisz? - Spytał Colin leżąc na pościeli.. miękkiej, czerwonej i delikatnej w dotyku. Nie rozumiał jeszcze wszystkiego więc trudno mu było tak po prostu się oddać Shigonowi. A co jeśli on znowu potraktuje go jak za pierwszym razem?
-Co masz na myśli? -Spytał kiedy był już nagi i usiadł na łóżku obok chłopca.
-Dlaczego stworzyłeś takie miejsce i uczysz w nim chłopców? Jaki jest twój cel? - Położył się wygodniej na łóżku.
-Ech Colin odłóż póki co swoją ciekawość na bok dobrze? Teraz skup się na czymś innym.. na przyjemności. - I zaraz po tych słowach rozchylił uda młodszego. Jego język zaczął najnormalniej lizać i wsuwać się w nieco zaczerwienione wejście Colina na co ten zareagował głośnym niepohamowanym jękiem. Shigon zaśmiał się w duchu i zaczął dodatkowo rozciągać jego dziurkę dwoma palcami przez co język mógł bez problemu wejść jeszcze głębiej. Colin wił się i jęczał czując się.. trudno było mu się do tego przyznać, ale było mu naprawdę dobrze. I mimo, że sumienie nadal nieco go bolało chciał oddać się póki co chwili, w tym również Shigonowi. Mężczyzna po chwili zawisł nad chłopcem i pocałował go nieco nachalnie i brutalnie ale mimo to Colin odwzajemnił pieszczotę i rozchylił wargi tak, że tamten to wykorzystał i wepchnął język w usta młodszego od razu łącząc się z jego w namiętnym i nieco chaotycznym tańcu. W tym samym czasie jeden z palców czarnowłosego wylądował we wnętrzu blondyna który nawet tego nie poczuł, lecz kiedy zgiął się w nim i począł wykonywać dość intensywne ruchy Colin jęknął głośno i odruchowo wypiął bardziej pośladki domagając się więcej. I nawet nie musiał długo czekać bo Shigon chwilę później zastąpił palec czymś większym i od razu narzucił dość szybkie tempo. Boże jak nagle chłopcu zrobiło się dobrze.. uczucie wypełnienia i gorąca owładnęło jego ciało, które błagało o jeszcze mimo że rozum podpowiadał coś innego. Dłonie starszego zaczęły drażnić jego sutki, które okazały się słabszym punktem blondynka bo momentalnie podniecenie wzrosło a Colin jęknął głośno. Mimo, że na początku się opierał to w końcu przesunął ręce na kark starszego i przytulił się bardzo mocno co ten wykorzystał i objął go w pasie nieco unosząc jego biodra dzięki czemu mógł wchodzić głębiej i mocniej. Colin poruszał się dość niezdarnie, ale kiedy mężczyzna ułożył go w innej pozycji tak, że chłopiec leżał na boku a on za nim nie musiał się o to już martwić. Udo uniósł żeby Shigon miał do niego lepszy dostęp. Kiedy dłoń czarnowłosego spoczęła na przyrodzeniu chłopca i poczęła wykonywać dość intensywne ruchy, zaciskając się i sunąć w górę i w dół po chwili zaś pieściła jądra małego, Colin miał wrażenie, że głowa mu pęknie od nadmiaru emocji. Stosunek był dość długi i bardzo namiętny co pozytywnie zaskoczyło chłopaka, nie wiedział, że będzie mu tak dobrze. Kiedy już zbliżał się koniec szczytowali razem z tym, że Colin krzyczał kiedy Shigon trafił w jego prostatę a ten uśmiechnął się jedynie błogo. Blondynek leżał dysząc ciężko ze zmęczenia opleciony ramionami starszego, który nadal muskał lekko jego rozpalone ciało swoimi ustami i gładził bok dłonią. Colin czuł błogi spokój i rozluźnienie, jeszcze nigdy nie było mu tak dobrze.
- Czas na kąpiel słodziaku.. - W końcu odezwał się i powoli wstał z łóżka z uśmiechem patrząc na całkowicie wypompowanego chłopca. - No dobrze, nie musisz błagać na kolanach zaniosę Cie. - Bardzo delikatnie wziął trzęsące się ciałko na ręce i poszedł do łazienki. Do ogromnej wanny prowadziły marmurowe stopnie, w wodzie pływały już czerwone płatki róż a obok brodzika leżały dwa puchate ręczniki o bordowej barwie z delikatnymi złotymi naszywkami. Colin od razu doznał tzw. Déjà vu. Ta wanna i płatki róż.. zupełnie jakby już kiedyś tu był. Shigon powoli wszedł do wody usadzając młodszego przed sobą tak, że mógł się opierać o tors czarnowłosego, który zaczął delikatnie obmywać ciało blondynka.
-Coś taki cichy? Jeszcze do niedawna zdzierałbyś swoje dziecięce gardełko a teraz? - Przeczesał dłonią jego mokre włosy i delikatnie owiał oddechem kark Colina.
-Mam wrażenie, że już tu kiedyś byłem.
- Ciekawe.. nie każdy może się wykąpać ze mną w tej wannie. Może w poprzednim wcieleniu byłeś jednym z tych słodziaków, które przypadkiem spadły z drzewa i wylądowały w moim pensjonacie? Hmm a nie czekaj to jednak teraz jesteś w tym wcieleniu.- Zaśmiał się i zaczął myć chłopca w dolnych partiach ciała.
- Mówię na poważnie.. ech póki co i tak nic nie zyskam. Nadal nie pamiętam za wiele. - Westchnął bardziej przez to, że mężczyzna znów zaczął go dotykać niż z bezsilności. Trudno jest żyć wiedząc o sobie tak niewiele.
-Muszę dbać o podopiecznych więc załatwię Ci wizytę u lekarza. Nawet jeśli straciłeś pamięć to możesz ją odzyskać o ile specjalista to potwierdzi. Wielu ludzi z amnezją w końcu odzyskuje wspomnienia.
- Ale ile to może trwać? Mam tu być dopóki nie przypomnę sobie, że gdzieś jest moja rodzina która mnie szuka i dopóki nie ucieknę?
- Colin ty nie masz rodziny. Tyle mogę ci powiedzieć bo to jest pewne. I to, że miałeś tu trafić też jest pewne, więc nie masz gdzie uciekać.
Do oczu chłopca napłynęły łzy, które po chwili spłynęły po jego policzkach. - Jak możesz? Mówisz to tak bez uczuć jakby to była rzecz normalna i codzienna. Dlaczego właśnie ja? Dlaczego nie mam rodziny? - Zakrył twarz w dłoniach, nie chciał aby widział jego łzy.
- Z informacji jakie otrzymaliśmy wynikało, że twój ojciec zabił matkę i zaraz po tym sam popełnił samobójstwo. Ty ponoć byłeś wtedy w szkole. Aby nie trafić do domu dziecka uciekłeś, ale zgubiliśmy trop po miesiącu.
-Czyli to jest dom dziecka?
- Nie to jest miejsce które jest całkowitym przeciwieństwem domu dziecka. Nikt Cie nie zaadoptuje i nie trafisz do fałszywej rodziny zastępczej. Szkołę masz na miejscu i wszystko czego potrzebujesz również tu znajdziesz.
-A jak to się stało, że znalazłem się w lesie nagi?
- A to już pozostaje zagadką. Nie wiem, może gwałt, pobicie i kradzież tego póki co się nie dowiemy chyba, że odzyskasz tę część wspomnień. - Delikatnie starł jego łzy. - Jak widzisz nie masz gdzie iść.. Colin my nie chcemy was sprzedać i bawić się w burdel. To jest dom, fakt może i jest spory i jak zauważyli nie raz inni chłopcy przypomina Hogwart, ale to nie jest miejsce którego trzeba się obawiać.
-Yuki też nie ma rodziny?
- Rodzina go sprzedała mafii bo mieli u niej długi, ale wykupiłem go jak tylko mój agent w Japonii się o tym dowiedział. Nasze wpływy sięgają bardzo daleko i mamy poparcie niejednego rządu. Zauważyłeś pewnie, że chłopcy są różnorakich narodowości.
- Tak. I to też wydało mi się na początku dziwne, no i jeszcze te lekcje o seksie. Naprawdę to wszystko brzmi nieco dwuznacznie. - Wytłumaczył rumieniąc się delikatnie.
- Nie obwiniam Cie. Nie byłeś poinformowany i wtajemniczony. Nieraz tak reagowali nowi, ale ty byłeś wyjątkowo doczepny. -Uśmiechnął się i zmierzwił mu włosy.
-Wrócę do tamtej celi? - Na samą myśl o tym po plecach przebiegł mu zimny dreszcz.
-Hmm wydaje mi się, że nie jest to konieczne. Chyba pojąłeś już, że nieposłuszeństwo nie popłaca. - Musnął jego policzek i kiedy już byli czyści Colin obwinął się szczelnie ręcznikiem a Shigon zadzwonił gdzieś. Po chwili do łazienki wszedł Sam.
- Odprowadź go do pokoju.. obiecał, że będzie grzeczny.
-Dobrze Panie.. - Sam okrył Colina koszulą którą przyniósł ze sobą i złapał jego dłoń. Wyszli na korytarz. - No to nauczyłeś się czegoś tak?
- Tak.. ale mimo wszystko wciąż będę nieco oporny.
- No cóż, nikt nie powiedział, że będzie łatwo. A właśnie Yuki bardzo się o ciebie zamartwiał.
-Czy to w porządku, że 13-latek zabawia się ze starszymi?
- Masz na myśli tą zabawę Johna i Yukiego za parawanem? Cóż może i wygląda to jak pedofilia i jest pewnie normalnie karana, ale on wcale nie ma nic przeciwko. Yuki jest pojetnym uczniem i nie raz zaskakuje nawet mnie. Ale to dodaje mu tylko uroku. Zresztą może sam się kiedyś przekonasz. - Weszli do pokoju a tam na łóżku siedział Yuki i jakiś obcy chłopak. Cały sęk był w tym, że chłopiec robił tamtemu dobrze swoimi małymi usteczkami. Kiedy zorientowali się, że są obserwowani przystopowali.
- Colin! - Krzyknął uradowany Yuki i podbiegł żeby się do niego mocno przytulić. - Tęskniłem.
- Właśnie widzę. - Usmiechnął się delikatnie.
- Mały seksoholik z ciebie.. no dobra chłopcy zostawiam was. Ale macie tu nie siedzieć za długo bo jutro też jest dzień, A Colin jest pewnie zmęczony. - Wyszedł zostawiając ich samych sobie.
- Fajnie, że wróciłeś jakoś samemu smutno jest tu mieszkać.. a własnie to jest Tom - Wskazał na rudowłosego chłopak wyraźnie starszego, na oko miał około 19 lat.
- Cześć, Ty pewnie jesteś Colin. - podszedł i uścisnął jego dłoń. - Miło Cie w końcu poznać.
- Nawzajem. Ty też jesteś podopiecznym?
- Ja? O nie ja tu pracuję. Jestem ogrodnikiem ale często wpadam zaglądnąć co słychać u chłopców. Dawno nie widziałem Yukisia więc postanowiłem go odwiedzić. - Uszczypnął małego w nagi pośladek na co ten zareagował piskiem.
- Tom jest jednym z kwartetu BadBoys.
- Czego? - Spytał Colin patrząc na nich niezrozumiale.
- Ja i moi trzej kumple zazwyczaj trzymamy się razem dlatego tutejsi chłopcy zaczęli nas tak nazywać. Chyba mieli przez to nadzieję, że założymy zespół muzyczny a oni będą niczym nasi pierwsi fani. - Zasmiał się i wrócił na łóżko. - Yuki kontynuujesz czy mam sam sobie z tym poradzić? - Wskazał na stojącą nadal dumnie męskość.
-Ajć przepraszam już się za To biorę. - Zachichotał i wrócił do przerwanego wcześniej zajęcia.
Colin zaś usiadł na łóżku obok i patrzył się na nich nieco nieśmiało. Yuki faktycznie wiedział co robić, jego usteczka może i małe na pierwszy rzut oka dawały radę męskości starszego i brały go bardzo głęboko. Czasem zasysały się bardziej a czasem mniej intensywnie, lub samym języczkiem lizał go po całej długości. To dość zaintrygowało chłopaka który zaczął się zastanawiać skąd ten maluch może tak dużo umieć. W końcu po jakimś czasie Tom zaalarmował, że dochodzi dość głośnym jękiem a Yuki posłusznie przełknął wszystko co ten mu sprezentował.
- No truskaweczko dziękuję Ci za tak miły wieczór. - Powiedział rudowłosy i musnął z uśmiechem usteczka młodszego. - Nie będę wam już zawracać głowy. Miło było Cie poznać Colin i mam nadzieję, że wkrótce poznamy się nieco bliżej. - Ubrał się i wyszedł.
- Yuki.. naprawdę lubisz to? Znaczy się czy lubisz robić to z innymi?
- Na początku było to dość kłopotliwe, ale z czasem można przywyknąć i zrozumieć, że w życiu nie zazna się tyle szczęście ile by się chciało. A seks jest jedną z przyjemniejszych rzeczy, więc warto czerpać z niego wszystko co najlepsze. Tutaj nikt Cie do tego nie zmusza na co dzień. Jeśli chcesz to rób a jak nie to nie. Na zajęciach jedynie trzeba się przełamać i zrobić to czego oczekuje opiekun.
- Rozumiem.. czyli nikt Cie nie zmusza to tego.
- Nie to mój wybór. Lubię uszczęśliwiać innych bo wtedy i ja jestem szczęśliwy. To taki łańcuszek. No wiesz mówi się, że "Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie."
- Myślę, że może kiedyś i mi uda się spojrzeć na to przez Twój pryzmat. - Zdjał z siebie koszulę i wskoczył pod kołdrę. - Yuki.. wtedy za parawanem. Pewnie było ci bardzo dobrze z Johnem prawda?
- Pan John jest w tym bardzo dobry. I chyba własnie dzięki temu, że nie cacka się z kochankami seks z nim jest bardzo przyjemny. Każdy ma swoje upodobania, jedni wolą delikatnie drudzy agresywnie.
- A ty jak wolisz? - Uśmiechnął się.
- Ja? Mi w sumie pasuje i to i to.
Colin zaczynał czuć się przy Yukim jak 7-latek.. tępy i nie znający życia 7-latek. To było denerwujące, ale przecież człowiek nie zawsze musi znać się na wszystkim, jedni są dobrzy w tym a drudzy w czymś innym. Colin zasnął kiedy Yuki znów rozpoczął swój monolog. Był zbyt zmęczony ostatnimi wydarzeniami jakie miały miejsce w jego życiu.
niedziela, 27 stycznia 2013
Rozdział III.
- Wolisz cierpieć niż odczuwać rozkosz? –Shigon podszedł do kanapy na które nadal znajdował się Colin i Sam i pogładził chłopca po włosach.
-A co jest przyjemnego w robieniu za zabawkę ludzi takich jak wy? Nie rozumiem jak inni mogą tak po prostu się wam oddawać. –W końcu udało mi się jakoś wydostać spod Sama i podbiegłem do barierki balkonu. Shigon nie przestawał się uśmiechać. – Życie tutaj na pewno nie jest takie piękne jakby się tego chciało.
- Oj Colin, Colin sam sobie szkodzisz. – Podszedł do niego i oparł się o poręcz balkonu. – Od samego początku wiedziałem, że będzie z Ciebie niezłe ziółko, ale uwierz mi radziłem sobie z bardziej upartymi niż Ty. Złamanie takiego dzieciaka jest dla mnie bułką z masłem, więc albo będziesz grzecznym chłopcem, albo zabawimy się inaczej. – Pogładził jego policzek, ale Colin odsunął się z kamienną miną.
- Nie mam zamiaru grać w Twoją głupią grę i nie będę się stosować do Twoich zasad. – Nie jestem dzieckiem które za cukierka zrobi wszystko, nie dam im się tak łatwo.
Shigon westchnął a jego twarz momentalnie zmieniła się z obojętnej na wściekłą. – Sam wiesz co z nim zrobić. – Zszedł po schodach a zza parawanu wyłoniła się smutna twarzyczka Yukiego mówiąca: „Popełniłeś błąd” John patrzył na Colina z pogardą zaś Sam złapał chłopaka i pociągnął w strone drzwi.
Nie sądziłem, że będę tego żałować, ale co mogą mi zrobić? Pomijając zabicie, pobicie i zgwałcenie? Pierwsza opcja ma jeden plus jak już umrę to nic gorszego mnie nie spotka. Szedłem bez słowa za Sam’em, z którego twarzy nie umiałem nic wyczytać. W końcu zaszliśmy do jakiegoś dziwnego korytarza o ile się nie myliłem to była już piwnica, albo coś na kształt piwnicy.
Sam wprowadził Colina do jednej z celi. Była ciemna, śmierdziało tam zgnilizną a wszędzie panowała wilgoć i chłód. Trudno przyznać, że takie pomieszczenie znajdowało się w pensjonacie który jeszcze chwilę temu Colin uznał za prawdziwy luksusowy hotel. Mężczyzna pchnął młodszego tak, że ten wylądował na czymś w rodzaju koca, ale okazało się stertą szmat. - Życzę miłego pobytu.. spodziewaj się kilku przykrych wizyt yyy.. jak ty to wcześniej uznałeś.. hmm dziwko? - Uśmiechnął się szeroko - Tak.. dziwko. - Wyszedł trzaskając kratą i zamykając ją na klucz.
Colin siedział na ziemi lecz po chwili skulił się i położył owijając ciało w szmaty. No to sobie nagrabiłem : pomyślał. A obiecał sobie, że nie będzie przesadzał, że będzie się starał jakoś wytrzymać i nie będzie robił głupstw. Jak widać Bóg ma co do niego inne plany. Stracił rachubę ile już tam był. Z każdą chwilą czuł się coraz gorzej.. zupełnie tak jakby stał się jedną z tych szmat, niechciany i niepotrzebny. Dookoła ciemność tylko jakaś lampka zza krat rzucała nikłe światło na kamienne ściany i posadzkę. Chłód coraz bardziej mu przeszkadzał a od wilgoci zaczął kaszleć i trząść się jakby ktoś wylał na niego kubeł zimnej wody i wsadził go chwilę później do lodówki. Czyli tak to ma wyglądać? Mają zamiar go zagłodzić i czekać aż padnie z wycieńczenia? Colin znał tylko jeden sposób na dodanie sobie choć odrobiny ciepła. To było takie zawstydzające i poniżające żeby musiał sie zaspokajać w takim miejscu. Pomimo tych myśli jego dłoń powędrowała w dół do jego krocza i bez czekania zaczął sobie robić dobrze. Zagryzł jakiś kawałek szmaty żeby nie było słychać jego jęków, dłoń sunęła po jego członku na początku wolno a potem coraz szybciej i szybciej. Do oczu napłynęły mu łzy i kiedy szczytował, był prawie przy końcu ktoś wpadł do jego celi. Zerwał się na równe nogi ale ktoś pchnął go z powrotem na ziemię. Nie wiedział ilu ich było, naliczył około sześciu może więcej, ale kiedy ci skurwiele dopadli go i zaczęli najnormalniej w świecie gwałcić płakał jak dziecko i krzyczał wzywając pomocy. Kiedy jeden kończył to drugi zaczynał. Gdy znudziło im się posuwanie go od tyłu to zabierali się za jego usta i pomimo, że Colin starał sie im wyrwać, kopać gryźć to im to nic nie robiło.. może nawet bardziej nakręcało. Czyżby to mieli na myśli mówiąc, że dopiero poczuje się jak dziwka? I dopięli swego bo kiedy czuł w sobie nasienie tych mężczyzn faktycznie zaczął myśleć o sobie jak o dziwce i szmacie. Zdawało się jakby trwało to wieczność a tak naprawdę cały gwałt trwał może z dwie godziny.. to i tak dużo jak dla Colina który leżał bezwładnie na podłodze i szeptał cicho między jęknięciami i łkaniem - Zabijcie mnie.. nie chce żyć. - Nikt mu nie odpowiedział.
To nie była jedyna wizyta.. było ich jeszcze pare za każdym razem równie okropne. Colin wylał już wszystkie łzy które w sobie dusił. Nie jadł nic nawet kawałki suchego chleba które dostawał co jakiś czas. Naprawdę chciał umrzeć, w jakikolwiek sposób ale chciał już to zakończyć. Po którymś już z kolei gwałcie ktoś pozostał w jego celi. Colin zauważył, że przez cały ten czas po prostu stał i opierał się o ścianę patrząc na zajście. Wreszcie kucnął przy nim i Colin mógł spojrzeć w oczy Shigona.
- Jak się czujesz? - Spytał obojętnie.
-Jak dziwka..
-No właśnie, bardzo mało chłopców którzy tu są doświadczyło tego co ty. Opłacało się być tak nieposłusznym? - Pogładził go delikatnie po włosach.
- Nie wiem.. nie wiem czy się opłacało. Ale teraz możesz skończyć to co oni zaczęli.. jeżeli choć troche szanujecie innych chłopców to uszanujcie mnie i zabijcie to co po mnie zostało.. bo już nie czuje się jak człowiek, lecz jak naczynie które wypełnia brudna woda.
- Colin.. nie jesteś tu po to aby być gwałconym czy zabitym. - Usiadł obok niego i przytulił ku zdziwieniu Colina bardzo czule. - Jesteś tu aby się uczyć, odczuwać przyjemność i dzielić się nią z innymi. Nie jestem właścicielem burdelu i nie sprzedaję dziwek. To dom dla Tobie podobnych.. A lekcje o seksie są jak urozmaicenie i przydatna wiedza. Naprawdę chciałbyś To zrobić z kimś zielonym kto zamiast rozkoszy przysporzy Ci bólu jak teraz tutaj w tej celi?
- Nie..
- No właśnie. a Teraz powiedz mi.. chcesz przestać czuć się jak dziwka? - Ucałował jego policzek co zapoczątkowało pojawienie się rumieńca na bladej twarzy Colina.
- Chce.. - Załkał i przytulił się do Shigona czując znowu jak to wszystko go boli.
Mężczyzna wziął go na ręce i tak opuścili celę idąc ponownie korytarzem. Colin nie odzywał się zaś Shigon co jakiś czas muskał delikatnie jego czubek głowy ustami. To było nawet przyjemne. W końcu dotarli do wielkich drzwi, które po otwarciu ukazały ogromny pokój coś na kształt gabinetu, kolejne drzwi i równie sporej wielkości sypialni. Ogromne łóżko ugięło się pod ciężarem Colina. Mężczyzna pochylił się nad nim i złożył na jego ustach czuły pocałunek, który chłopiec z chęcią odwzajemnił. - Zaraz ci pokażę jak tu traktujemy podopiecznych.. Ale musisz potem być grzeczny rozumiemy się?- Uśmiechnął się i zaczął powoli pozbywać swojej garderoby.
-A co jest przyjemnego w robieniu za zabawkę ludzi takich jak wy? Nie rozumiem jak inni mogą tak po prostu się wam oddawać. –W końcu udało mi się jakoś wydostać spod Sama i podbiegłem do barierki balkonu. Shigon nie przestawał się uśmiechać. – Życie tutaj na pewno nie jest takie piękne jakby się tego chciało.
- Oj Colin, Colin sam sobie szkodzisz. – Podszedł do niego i oparł się o poręcz balkonu. – Od samego początku wiedziałem, że będzie z Ciebie niezłe ziółko, ale uwierz mi radziłem sobie z bardziej upartymi niż Ty. Złamanie takiego dzieciaka jest dla mnie bułką z masłem, więc albo będziesz grzecznym chłopcem, albo zabawimy się inaczej. – Pogładził jego policzek, ale Colin odsunął się z kamienną miną.
- Nie mam zamiaru grać w Twoją głupią grę i nie będę się stosować do Twoich zasad. – Nie jestem dzieckiem które za cukierka zrobi wszystko, nie dam im się tak łatwo.
Shigon westchnął a jego twarz momentalnie zmieniła się z obojętnej na wściekłą. – Sam wiesz co z nim zrobić. – Zszedł po schodach a zza parawanu wyłoniła się smutna twarzyczka Yukiego mówiąca: „Popełniłeś błąd” John patrzył na Colina z pogardą zaś Sam złapał chłopaka i pociągnął w strone drzwi.
Nie sądziłem, że będę tego żałować, ale co mogą mi zrobić? Pomijając zabicie, pobicie i zgwałcenie? Pierwsza opcja ma jeden plus jak już umrę to nic gorszego mnie nie spotka. Szedłem bez słowa za Sam’em, z którego twarzy nie umiałem nic wyczytać. W końcu zaszliśmy do jakiegoś dziwnego korytarza o ile się nie myliłem to była już piwnica, albo coś na kształt piwnicy.
Sam wprowadził Colina do jednej z celi. Była ciemna, śmierdziało tam zgnilizną a wszędzie panowała wilgoć i chłód. Trudno przyznać, że takie pomieszczenie znajdowało się w pensjonacie który jeszcze chwilę temu Colin uznał za prawdziwy luksusowy hotel. Mężczyzna pchnął młodszego tak, że ten wylądował na czymś w rodzaju koca, ale okazało się stertą szmat. - Życzę miłego pobytu.. spodziewaj się kilku przykrych wizyt yyy.. jak ty to wcześniej uznałeś.. hmm dziwko? - Uśmiechnął się szeroko - Tak.. dziwko. - Wyszedł trzaskając kratą i zamykając ją na klucz.
Colin siedział na ziemi lecz po chwili skulił się i położył owijając ciało w szmaty. No to sobie nagrabiłem : pomyślał. A obiecał sobie, że nie będzie przesadzał, że będzie się starał jakoś wytrzymać i nie będzie robił głupstw. Jak widać Bóg ma co do niego inne plany. Stracił rachubę ile już tam był. Z każdą chwilą czuł się coraz gorzej.. zupełnie tak jakby stał się jedną z tych szmat, niechciany i niepotrzebny. Dookoła ciemność tylko jakaś lampka zza krat rzucała nikłe światło na kamienne ściany i posadzkę. Chłód coraz bardziej mu przeszkadzał a od wilgoci zaczął kaszleć i trząść się jakby ktoś wylał na niego kubeł zimnej wody i wsadził go chwilę później do lodówki. Czyli tak to ma wyglądać? Mają zamiar go zagłodzić i czekać aż padnie z wycieńczenia? Colin znał tylko jeden sposób na dodanie sobie choć odrobiny ciepła. To było takie zawstydzające i poniżające żeby musiał sie zaspokajać w takim miejscu. Pomimo tych myśli jego dłoń powędrowała w dół do jego krocza i bez czekania zaczął sobie robić dobrze. Zagryzł jakiś kawałek szmaty żeby nie było słychać jego jęków, dłoń sunęła po jego członku na początku wolno a potem coraz szybciej i szybciej. Do oczu napłynęły mu łzy i kiedy szczytował, był prawie przy końcu ktoś wpadł do jego celi. Zerwał się na równe nogi ale ktoś pchnął go z powrotem na ziemię. Nie wiedział ilu ich było, naliczył około sześciu może więcej, ale kiedy ci skurwiele dopadli go i zaczęli najnormalniej w świecie gwałcić płakał jak dziecko i krzyczał wzywając pomocy. Kiedy jeden kończył to drugi zaczynał. Gdy znudziło im się posuwanie go od tyłu to zabierali się za jego usta i pomimo, że Colin starał sie im wyrwać, kopać gryźć to im to nic nie robiło.. może nawet bardziej nakręcało. Czyżby to mieli na myśli mówiąc, że dopiero poczuje się jak dziwka? I dopięli swego bo kiedy czuł w sobie nasienie tych mężczyzn faktycznie zaczął myśleć o sobie jak o dziwce i szmacie. Zdawało się jakby trwało to wieczność a tak naprawdę cały gwałt trwał może z dwie godziny.. to i tak dużo jak dla Colina który leżał bezwładnie na podłodze i szeptał cicho między jęknięciami i łkaniem - Zabijcie mnie.. nie chce żyć. - Nikt mu nie odpowiedział.
To nie była jedyna wizyta.. było ich jeszcze pare za każdym razem równie okropne. Colin wylał już wszystkie łzy które w sobie dusił. Nie jadł nic nawet kawałki suchego chleba które dostawał co jakiś czas. Naprawdę chciał umrzeć, w jakikolwiek sposób ale chciał już to zakończyć. Po którymś już z kolei gwałcie ktoś pozostał w jego celi. Colin zauważył, że przez cały ten czas po prostu stał i opierał się o ścianę patrząc na zajście. Wreszcie kucnął przy nim i Colin mógł spojrzeć w oczy Shigona.
- Jak się czujesz? - Spytał obojętnie.
-Jak dziwka..
-No właśnie, bardzo mało chłopców którzy tu są doświadczyło tego co ty. Opłacało się być tak nieposłusznym? - Pogładził go delikatnie po włosach.
- Nie wiem.. nie wiem czy się opłacało. Ale teraz możesz skończyć to co oni zaczęli.. jeżeli choć troche szanujecie innych chłopców to uszanujcie mnie i zabijcie to co po mnie zostało.. bo już nie czuje się jak człowiek, lecz jak naczynie które wypełnia brudna woda.
- Colin.. nie jesteś tu po to aby być gwałconym czy zabitym. - Usiadł obok niego i przytulił ku zdziwieniu Colina bardzo czule. - Jesteś tu aby się uczyć, odczuwać przyjemność i dzielić się nią z innymi. Nie jestem właścicielem burdelu i nie sprzedaję dziwek. To dom dla Tobie podobnych.. A lekcje o seksie są jak urozmaicenie i przydatna wiedza. Naprawdę chciałbyś To zrobić z kimś zielonym kto zamiast rozkoszy przysporzy Ci bólu jak teraz tutaj w tej celi?
- Nie..
- No właśnie. a Teraz powiedz mi.. chcesz przestać czuć się jak dziwka? - Ucałował jego policzek co zapoczątkowało pojawienie się rumieńca na bladej twarzy Colina.
- Chce.. - Załkał i przytulił się do Shigona czując znowu jak to wszystko go boli.
Mężczyzna wziął go na ręce i tak opuścili celę idąc ponownie korytarzem. Colin nie odzywał się zaś Shigon co jakiś czas muskał delikatnie jego czubek głowy ustami. To było nawet przyjemne. W końcu dotarli do wielkich drzwi, które po otwarciu ukazały ogromny pokój coś na kształt gabinetu, kolejne drzwi i równie sporej wielkości sypialni. Ogromne łóżko ugięło się pod ciężarem Colina. Mężczyzna pochylił się nad nim i złożył na jego ustach czuły pocałunek, który chłopiec z chęcią odwzajemnił. - Zaraz ci pokażę jak tu traktujemy podopiecznych.. Ale musisz potem być grzeczny rozumiemy się?- Uśmiechnął się i zaczął powoli pozbywać swojej garderoby.
Subskrybuj:
Posty (Atom)