Cały dzień wydawałby się udany, gdyby nie wizja spędzenia wieczoru w pracowni eliksirów. Harry, nie wiedząc czemu nie mógł pozbyć się myśli o tym co może się dziać w pokoju wspólnym ślizgonów, cały czas zaprzątał tym sobie głowę. Może na wspólnym szlabanie uda mu się wyciągnąć coś z Draco. Nie mógł uwierzyć, że do tej pory prefekci Slytherinu zezwalali na jakieś imprezy i to z orgiami.
-Harry, o której musisz iść do lochów? –Spytał Syriusz, gdy spotkał swojego podopiecznego na drugim piętrze.
-Mam się tam pojawić o dziewiętnastej. –Westchnął chłopak drapiąc się po niesfornych włosach.
-Kurcze a miałem nadzieję, że dziś też uda nam się nieco poćwiczyć. No trudno, może innym razem. W sumie możesz też ćwiczyć przed snem. –Uśmiechnął się idąc obok chłopaka w stronę ruchomych schodów. –Harry nie mieliśmy do tej pory za dużo czasu na zwykłe rozmowy. Może wpadniesz jutro do mnie w czasie przerwy obiadowej? Zjemy razem w moim gabinecie.
-Jeśli znajdę czas to na pewno do ciebie zajrzę. –Uśmiechnął się szeroko
Rozeszli się po chwili. Harry skierował się w stronę mniejszego dziedzińca. Miał nadzieję, że spotka tam Rona i Hermionę, zazwyczaj właśnie tam przesiadywali, gdy mieli nieco czasu wolnego. Podobał, im się widok jaki mogli stamtąd podziwiać. Wielkie jezioro i pojawiająca się na tafli wody co jakiś czas ogromna kałamarnica. Harry nagle usłyszał znajomy głos. Szybko schował się za jednym z filarów, bo w jego stronę szedł Malfoy w towarzystwie Blaise’a.
-Twoja propozycja wciąż jest aktualna? –Spytał Blondyn.
-Owszem. Nie mam nic do stracenia, dobrze wiesz, że wiele razy miałem z tym do czynienia. No i przynajmniej tobie nieco to pomoże.
-Trzymam cię za słowo.- Powiedział Draco z wyczuwalną determinacją w głosie.- Dobra, w takim razie oczekuje cię jutro wieczorem w moim dormitorium. Pamiętaj Blaise, że nie możesz już zrezygnować.
Harry stał próbując jakoś połączyć wątki. Na pewno nie gadali o planie Dumbledore’a, bo dyrektor w życiu nie pozwoliłby aby Draco wplątał w to kogoś z zewnątrz. Kiedy się oddalili, brunet wyszedł z kryjówki i szybko odnalazł wzrokiem przyjaciół.
-No nareszcie Harry, czekamy już strasznie długo.. –Westchnęła Hermiona szperając w torbie i wyciągając z niej po chwili podręcznik do run.
-Musicie coś dla mnie zrobić. –Powiedział Harry siadając obok Rona.
-Co takiego? –Spytali jednocześnie.
-Chce abyście przed jutrzejsza kolacją unieszkodliwili Zabiniego. I wzięli nieco jego włosów.
-Boże Harry, eliksir wielosokowy? Po co?–Spytała Hermiona z przerażoną miną.
-Usłyszałem, przed chwilą, jak Draco rozmawiał z Blaisem o czymś, chyba coś knują. Zabini ma coś dla niego zrobić a ja chce się dowiedzieć co. –Poprawił nieco swoje okulary.
-Ale, o ile dobrze pamiętam to eliksir warzy się parę dni. –Wtrącił Ron. –Chcesz go mieć na jutro? Skąd go weźmiesz?
-Pierwszy raz w życiu cieszę się, że mam szlaban u Snape’a –Roześmiał się Harry. – Zaglądnę do jego zapasów.
-Harry, jako perfekt powinieneś dawać przykład.
-Hermiono powiedz to Draco , to nie ja knuję tylko on.
-W sumie to ty też knujesz. –Zauważył Ron z uśmiechem. – Ale raczej w dobrej sprawie.
-To zrobicie to dla mnie? Czy mam sam załatwić Blaise’a?
-No dobrze. –Westchnął Ron spoglądając na mimo wszystko niezadowoloną twarz Hermi. –Przecież go nie zabijemy tylko lekko ogłuszymy i zdejmiemy z niego ubrania.
-To zabrzmiało jakbyś planował gwałt na Zabinim –Zażartował Harry i spojrzał na zachodzące słońce. –Liczę na was. Jestem ciekaw co takiego planuje Malfoy.
-Tylko zachowuj się normalnie na szlabanie u Snape’a. Wydaje mi się, że będzie lepiej, jeśli nie będziesz wypytywać Dracona. Jeszcze zacznie coś podejrzewać. –Hermiona wstała i złapała Rona za ramię. –Chodźmy do pokoju wspólnego. Zastanowimy się, jak to rozegrać. Aha, Harry, weźmiemy jutro mapę Huncwotów. W końcu jakoś musimy tego Zabiniego znaleźć.
-Dobra, weźcie ją. –Wstał. – Musze iść. Jak się spóźnię to raczej Severus nie będzie zadowolony.
-Powodzenia. –Powiedzieli niemal równocześnie i poszli w stronę wejścia. Zaś Harry postanowił pójść na skróty. Przeszedł przez most z gargulcami i po chwili już schodził po schodach w dół. Lochy wydały mu się tym razem mniej skomplikowane niż w zeszłym roku. Brakowało może dwóch krętych korytarzy? A może to dlatego , że jest prefektem i zamek postanawia nie utrudniać mu życia? W końcu dotarł do drzwi. Malfoya jeszcze nie było, ale ze środka słychać było jakieś dźwięki. Potter zapukał i usłyszał głos profesora.
-Wejść.
-Dobry wieczór. –Powiedział Harry wchodząc do środka i spotykając się z pogardliwym spojrzeniem Snape’a
-Raczej nie zapowiada się dobrze, a przynajmniej nie dla ciebie Panie Potter. Gdzie Pan Malfoy?
-Nie wiem. W końcu to pan jest opiekunem Slytherinu, to pan powinien się orientować, gdzie sa pana podopieczni.
-Uważaj na słowa Potter. Bo możesz zaraz załatwić sobie drugi szlaban i tym razem nie będzie to tylko czyszczenie kociołków.
W sumie nie musieli czekać długo, bo po chwili drzwi do Sali otworzyły się i stanął w nich Malfoy.
-Czemu profesor tak się patrzy? Jestem punktualnie. –Odparł beznamiętnie blondyn wchodząc do środka.
-Nie sądziłem, że pojawisz się później niż Potter. Myślałem, że Malfoyowie cenią sobie punktualność i chcą być wszędzie pierwsi. –Snape po chwili wyciągnął w ich kierunku dłoń.-Różdżki.
Chłopcy niechętnie oddali je nauczycielowi, który podszedł do jakiejś szafki i schował je w niej.
-Gdy skończycie automatycznie się otworzy i będziecie mogli je zabrać. Muszę zając się poprawianiem esejów pierwszoklasistów, więc mam nadzieję, że uszanujecie to i będziecie w miarę cicho. –I wyszedł kierując się do swojego gabinetu.
-Naprawdę zaczyna mnie wkurzać. –Warknął Draco i podszedł do schowka, by wyciągnąć z niego wiadro i szczotkę.
-No wiesz co Malfoy jak możesz tak mówić o swoim ulubionym nauczycielu. –Zaśmiał się Harry i poszedł w jego ślady.
-Był dobrym nauczycielem, kiedy nie musiałem zbyt często znosić jego towarzystwa. Odkąd postanowił zakolegować się z ojcem mam ciągły nadzór.
-Ostatnio usłyszałem jak jakieś dwie dziewczyny rozmawiały o waszych domowych imprezach. –Brunet spojrzał niechętnie na pierwszy kociołek, ale po chwili zaczął go czyścić.
-Wierzysz plotkom? –Spytał unosząc brew ku górze.
-Nie wiem przecież nigdy nie byłem w waszym dormitorium, po prostu wydało mi się to dziwne, skoro Snape jednak krótko was trzyma a pozwalałby na jakieś imprezy swoich podopiecznych. Wyszedłby z tego lekki paradoks.
-No, no Potter jakie domniemania. –Zaśmiał się pogardliwie. –Słownictwa nauczyła cię Granger?
Harry’emu wydawało się przez pewien czas, że Draco jest dziwnie sztywny, jakby nieco poddenerwowany albo czymś spięty. Może miało to związek z Blaise’m i ich planem?
-Jestem ciekaw czy Snape nie ma czegoś w swoich zapasach co mogłoby nam nieco pomóc. –Harry wstał ze stołka i podszedł do drzwiczek, otworzył je i zaczął szukać eliksiru wielosokowego.
-Wątpię byś tam cokolwiek znalazł. –Burknął blondyn i wrócił do pracy.
Potter zaś wytężył wzrok, eliksir na czyraki, na ugryzienie, na poparzenia, jakieś antidota, wywary tojadowe oraz wiele innych i nareszcie mała czarna fiolka z wyraźnym druczkiem. Szybko złapał eliksir i wsunął go do kieszeni. Zamknął drzwiczki i wrócił na miejsce.
-Nic nie znalazłeś?
-Nic, no, chyba , że masz czyraki to, wtedy mogę ci podać to, co tam znalazłem.
-W życiu, mam nieskazitelnie idealną skórę! –Aż cisnął w niego brudną szczotką.
-Ej!! –Odrzucił jego „własność” – Dajmy sobie na wstrzymanie, im szybciej skończymy tym lepiej.
W milczeniu zajęli się pracą. Nie wiedząc czemu to czyszczenie kociołków poszło, im całkiem szybko, ostatni był największy i na nieszczęście w najgorszym stanie. Razem zabrali się do wyczyszczenia go, przez dłuższy czas w ogóle się nie odzywali. Skończyli, kiedy zegar wybił dwudziestą pierwszą. Dwie godziny ciężkiej pracy. Znając życie jutro nie będą czuć rąk.
-Cholera, nareszcie koniec. –Westchnął Draco wstając i podchodząc do szafki, gdzie znajdowały się ich różdżki. Schował swoją do kieszeni a drugą podał Harry’emu.
-Mam nadzieję, że to nasz ostatni wspólny szlaban. –Odparł Brunet idąc w stronę drzwi.
-Myślałem, że będzie gorzej. Dobra spadam. –Wyszli z Sali i Malfoy jakby nigdy nic skręcił w stronę wejścia do pokoju wspólnego, który znajdował się kilka korytarzy dalej. Harry zaś wspinał się po schodach w górę, miał nadzieję, że plan wypali i dowie się co takiego planuje Dracon. O dziwo w pokoju wspólnym siedziały tylko dwie osoby Ron i Hermiona.
-I Jak? Masz? –Spytała głaszcząc Krzywołapa po futerku.
Z uśmiechem wyjął z kieszeni mały flakonik. –Całe szczęście, że miał. Gorzej, by było, gdyby Snape nagle zaniedbał swoje zapasy i go nie uwarzył. Cały plan szlag, by trafił. Jeszcze tylko włos Blaise’a. Może powinienem sam go zdobyć.
-Poradzimy sobie z Hermioną, a ty jutro i tak masz już zajęcie. –Odparł Ron.
-Jakie?
-Syriusz kazał ci przyjść jutro do pokoju życzeń po ostatnich zajęciach. Chce żebyś poćwiczył z, nim godzinę, Remus też będzie. A my w tym czasie zajmiemy się Zabini’m. Hermi chce przy okazji nafaszerować go eliksirem słodkiego snu.
-Mam deja vu. Tak samo było w drugiej klasie. –Zaśmiała się.
-Tylko, że, wtedy ty ważyłaś eliksir a my załatwialiśmy brudną robotę. –Harry przeciągnął się i ziewnął. Był zmęczony po szlabanie. –Idę spać, nie wiem jak wy, ale padam na łeb i na szyje. Nigdy więcej nie chce mieć szlabanów.
-W końcu jesteś prefektem.
-Tak Hermiono, również z tego powodu. Dobranoc.
----
-Ron przestań się za mną chować, mamy nie wzbudzać podejrzeń. –Złapała go za rękę i przyciągnęła nieco do przodu.
-Jesteśmy zbyt blisko celu, Hermi musimy zachować bezpieczną odległość.
-Bawisz się w Sherlock’a Holmes’a? –Spytała z rozbawieniem.
-Kogo?
-To taki popularny mugolski detektyw. –Wytłumaczyła i ponownie skierowała wzrok w stronę Blaise’a. Szedł przed nimi prawdopodobnie kierując się w stronę sowiarni. Dzięki Bogu na dziedzińcu było mało osób, więc, kiedy wyszli zza zakrętu Hermiona wycelowała w niego różdżką i szepnęła. – Petrificus totalus.
Zabini znieruchomiał i po chwili opadł na posadzkę z kamienną twarzą.
-To już nawet Neville miał bardziej widowiskowy, że tak się wyrażę „zgon”. –Zażartował Ron i złapał ślizgona pod ramiona, żeby przeciągnąć go w stronę schowka na miotły. – Hermi masz eliksir?
-Tak. –Odkręciła buteleczkę i wlała zawartość do jego ust. – Teraz włosy.
Ron złapał mocno kilka włosów i szarpnął wyrywając je, po czym podał je Hermionie. –Ciekawe jak będzie smakować eliksir z dodatkiem tego głupiego węża?
-Potem Harry nam powie, teraz szybko trzeba zabrać jego szatę. –Pogoniła Hermiona chowając włosy do niewielkiego woreczka.
----
-Harry skup się! Jesteś dziś strasznie rozkojarzony. –Black wstał z miejsca i podszedł do biurka, żeby napić się wody.
-Daj spokój Syriuszu, wam zajęło to parę miesięcy, a to dopiero druga lekcja i już Harry coś tam widzi. O, ile się nie mylę, to ty pierwsze co zobaczyłeś to łapę, lewą łapę i dopiero po miesiącu codziennych ćwiczeń. –Wyjaśnił Remus. –James również jako pierwszy mógł pochwalić się rezultatami, zobaczył rogi i zaczął snuć domysły. Nie sądziliśmy, że będzie zamieniać się w jelenia.
-Ja na początku zażartowałem, że będzie łosiem. –Roześmiał się Łapa.
-A ja mogę być, póki co wszystkim. Strasznie dużo zwierząt ma taki ogon. –Westchnął Harry.
-Jak wygląda dokładnie? –Spytał Lunatyk.
-Jest długi i prosty. Nie puchaty, nie upierzony, zwykły jak sznur. A co, jeśli będę wężem?
-No to na pewno będziesz ładniejszym wężem niż wąż Voldemorta. –Syriusz starał się jakoś zniwelować napięcie. –Może będziesz jakimś psem? Wdasz się we mnie!
-Może. Na razie widzę dalej to samo, długi ogon i.. chyba jakąś część łapy!!-Powiedział z entuzjazmem.
-Niesamowite! No niesamowite! –Uśmiechnął się Remus. –Jak tak dalej pójdzie to do dwóch miesięcy ujrzysz całą postać. A może nawet szybciej.
----
-No nareszcie jesteś Harry! Jak lekcja? –Spytała Hermiona siedząc w pokoju wspólnym obok Rona.
-Coraz lepiej. Nie jest to takie trudne, ale strasznie długo trwa. A wam jak poszło? Macie?
-Mamy. Włos, ubranie i satysfakcję. Ale tutaj tego nie zrobimy. Chodźmy do łazienki Marty, będzie bezpieczniej. –Zaproponował Ron.
-Tylko skocze po niewidkę. Może się przydać.
Po paru minutach cała trójka szła w stronę łazienki po drodze wspominając jak to było w drugiej klasie. Wspomnienia wracają.
-Harry głupio nam nieco, że musisz iść tam sam.
-Nie martw się Hermi. Poza tym i tak to rozmowa pomiędzy Draconem i Blaise’m. Raczej nikogo więcej tam nie będzie. Tak przynajmniej sądzę.
Dziewczyna wyjęła z torebki woreczek z włosami, eliksir wielosokowy i szaty ślizgona. Harry zdjął swoje szaty i wziął do ręki flakonik, do którego wrzucił włosy.
-Nie powiem ci na zdrowie, bo to może dziwnie zabrzmieć kumplu.
-Dzięki Ron. Mam nadzieję, że smakuje lepiej niż pachnie.
-Nie łudź się. Pewnie będzie obrzydliwe.
Harry niechętnie spojrzał na dymiący się wywar. Zatkał nos i wypił zawartość. Momentalnie jego ciało zaczęło się zmieniać, czuł jakby ktoś włożył go do piekarnika rozgrzanego do czerwoności, potem lodowata kąpiel i ból w okolicy mostka. Głowa pulsowała a dłonie zdrętwiały.
Hermiona zakryła usta i odwróciła głowę, by nie patrzeć na to. Ron zaś dzielnie trwał w miejscu czekając na końcowy efekt.
Brunet w końcu się wyprostował i podszedł do lusterka. Uśmiechnął się lekko widząc twarz Zabiniego. –Udało się. –Powiedział i spojrzał na pozostałą dwójkę. Ubrał szatę Slytherinu i złapał za swoją torbę. –Czas wejść do gniazda węży.
-Uważaj na siebie Harry.
-Postaram się.
Najpierw z toalety wyszedł Harry, dziwnie, by wyglądało jakby pokazał się w towarzystwie Gryfonów. Skierował się od razu do lochów, miał nadzieję nie spotkać nikogo po drodze. Ale na nieszczęście wpadł na Pansy.
-Blaise! Draco Cię szukał. –Złapała go za ramię.
-Właśnie do niego idę. –Starał się zachować stoicki spokój i pewność siebie. –Mówił czego chce?
-Nie. Ale lepiej się pospiesz, on nie lubi czekać.
Teraz szli przez lochy razem kierując się w stronę pokoju wspólnego. Harry zdał sobie sprawę z tego, że nie zna hasła, a co, jeśli Pansy nie powie pierwsza tylko będzie tego wymagać od niego? Tak się jednak nie stało, gdy tylko doszli do małej komnaty mur sam się otworzył i mogli przez niego spokojnie przejść. Harry, ledwo powstrzymał się, by nie stanąć w miejscu, gdy zobaczył wnętrze pokoju wspólnego. Mimo, że miał okazję już tu być teraz wyglądał zupełnie, inaczej. Nad sufitem lewitowały kryształowe kule, na podłodze leżały zielone i srebrne balony a na ścianach porozwieszano wstęgi. Stoły pełne jedzenia i butelek zapewne pełnych alkoholu. A, więc to prawda, że organizują tu zabawy. Harry odetchnął ze spokojem, gdy nie dostrzegł nigdzie uczniów pierwszych i drugich klas, nawet trzecioklasistów było niewielu. Pansy podeszła do grupki dziewczyn a Harry skierował się w stronę, jak domniemywał, w stronę sypialni. Nagle z jednego pokoju wyszedł Draco. Harry podszedł do niego.
-Spóźniłem się?
-Właź. Na szczęście mamy całą noc.
Sypialnia Malfoya była całkiem spora. Harry zdziwił się, że było w środku jedno łóżko, czyżby jako prefekt nie musiał się z nikim dzielić i od tak mieszkał sobie sam?
-Siadaj. –Blondyn wskazał łóżko, mimo , że Potter był gotów usiąść na krześle przy biurku. Zajął wskazane miejsce a obok usiadł zaraz po, nim Malfoy.
-No więc? Może na początek powiesz mi, gdzie leży problem? –Powiedział spokojnie patrząc na twarz Draco.
-Nie sądziłem, że będziesz się jeszcze bawił w psychologa Blaise.
-Będzie mi łatwiej zrozumieć i pomóc. –Położył torbę obok łóżka.
-Ech. Wiesz dobrze , że to całe łażenie z Parkinson jest na pokaz. Nawet górski Troll, by na nią nie spojrzał.
-Domyślam się.
-Miałem w cholerę różnych epizodów z różnymi osobami. –Draco zdjął szatę i krawat rzucając je gdzieś na bok. – Wiesz dobrze , że od zawsze traktowałem Pottera jako rywala. Domyslałem się, że będę prefektem, ale nie przypuszczałem, że on też, nim zostanie. I co gorsza obaj jesteśmy teraz prefektami naczelnymi. Będę zmuszony widywać go częściej niż przypuszczałem.
-Ale, co to ma do rzeczy Draco?
-Przed rokiem szkolnym spotkałem go u Madame Malkin. Siedział w mojej przymierzalni prawie nagi.
-I?
-Jak zobaczyłem to jego cholerne ciało to jakby mnie szlag jasny trafił. Rozumiesz Blaise, że on był cały poobijany, wychudzony i poraniony? Gdyby ktoś go zobaczył to pomyślałby, że zwiał z jakiegoś szpitala po wypadku.
Harry poczuł, że za szybko nie dowie się, o co chodzi, skoro na razie głównym tematem jest obgadywanie jego osoby.
-Problem w tym, że pod tymi ranami było, kurde seksowne ciało. W życiu nie pomyślałem, że będę chciał go zdobyć. Po prostu przez ostatnie tygodnie cały czas mam przed oczyma jego ciało, wyobrażam sobie, że go pieprzę, że to on będzie kolejną zdobyczą.
-Zaraz. Ty chcesz kochać się z Potterem? –Harry poczuł jak zbiera mu się na wymioty. –Ale to facet , to Potter.
-Kto jak, kto, ale ty powinieneś najlepiej wiedzieć co mam na myśli. Kiedy ja powiedziałem, że jestem hetero? W życiu nie tknąłbym dziewczyny. Skończmy gadać o tym. Czas żebyś wywiązał się z obietnicy. Rozbieraj się.
-Co?
-Głuchy jesteś? Zabini czyżbyś się rozmyślił? Przykro mi, ale nie dam ci teraz od tak zrezygnować. Sam proponowałeś mi seks. Mówiłeś, że dzięki temu na jakiś czas mi ulży. Wyładuję napięcie. I taki mam zamiar.
Harry już chciał wstać, ale Dracon był szybszy, dobył różdżki i wykonał kilka szybkich ruchów. Pościel owinęła się wokół nadgarstków i kostek Potter’a, by po chwili przykuc go do ram łóżka. Szarpnął się, ale na próżno.
-Malfoy! Daj spokój to bez sensu. – Na te słowa dostał całkiem mocno w twarz.
-Zgłupiałeś Blaise? Chcesz złamać słowo dane członkowi rodziny Malfoy’ów? –złapał za spodnie drugiego ślizgona i zsunął je razem z bielizną. –Idiota. Cóż to dla ciebie? Pieprzyłeś i byłeś pieprzony. Jeden seks w tę czy we w tę nie zrobi ci różnicy.
-Przestań. Draco! –Harry czuł przerażenie. To było chore. To nie tak miało wyglądać. Mieli gadać o planie, a nie o tym jak się do niego dobrać. Jak go wypieprzyć.
Malfoy zsunął z siebie ubranie pozostawiając tylko koszule. Uśmiechnął się szaleńczo i zbliżył się do ciała leżącego przed, nim. Machnął różdżką dzięki czemu więzy na nogach spięły się mocniej a uda rozchyliły dając łatwiejszy dostęp do miejsca, które za chwilę zostanie naruszone. –Możesz krzyczeć, jeśli chcesz. Nałożyłem na pokój zaklęcie wyciszające. Pochylił się nad chłopakiem i po chwili Harry krzyknął głośno czując rozrywający ból. Szarpał się i szarpał, ale więzy tylko bardziej się zaciskały a on sam nie mógł uwierzyć w to, co się dzieje. Dracon miał na twarzy swój złośliwy uśmiech połączony z ekscytacją i satysfakcją. Potter czuł jak obce ciało porusza się w, nim jak narusza jego wnętrze i rani je niczym miecz, który przebija delikatną skórę. Wszystko zdawało się wirować, świat stanął w miejscu a sekundy zdawały się trwać tak długo, niczym godziny. A on tylko lezał na łóżku czując jak ból przejmuje nad, nim władzę, jak zmęczenie nie pozwala mu już się poruszyć. Czuł dziwne ciepło spływające spomiędzy jego nóg. Dracon miał głęboko w dupie to, ze krwawi, a po policzkach chłopaka płyną żałosne łzy. Łzy bólu i upokorzenia. Dłonie błądzące po ciele chłopaka zdawały się takie przyjemnie ciepłe, ale cała reszta przysparzała jedynie ból. Gdyby nie ten pomysł to nie on, by tu leżał. Gdyby nie ten głupi pomysł teraz Draco pieprzył, by Zabiniego ,który na pewno czerpał, by z tego większa przyjemność niż on. Ale, co to za różnica? Malfoy obrał sobie za cel jego a Blaise miał być tylko jednorazowym tourne. Chwilowym zamiennikiem, który pozwoli wyładować się blondynowi. Co to za różnica dziś czy jutro? W końcu Malfoy wykorzystałby okazję i dobrał się do niego a teraz przynajmniej wie, na czym stoi i dlaczego do tego wszystkiego doszło. Nagle jakby wszystko ustało. Dalej czuł ból w dolnych partiach ciała, ale Draco widocznie przestał się poruszać. Patrzył tylko w dół z przerażeniem wymalowanym na twarzy. Harry nagle zdał sobie z czegoś sprawę, już nie był Zabini’m leżał na pościeli w swojej prawdziwej postaci.
-H.. Harry?-Spytał z przerażeniem. Przecież? Ale jak to? To był Blaise! Jak to możliwe? Odsunął się od ciała, które przed chwilą z takim zapomnieniem posuwał, z agresją i fascynacją po prostu gwałcił. –Harry, ja.. –Chciał pomóc mu wstać i już wyciągał dłoń w jego kierunku, gdy Potter z trudem ją odtrącił.
-Odsuń się ode mnie. –Powiedział poprzez łzy. Więzy puściły i Brunet mógł się teraz podnieść. Spojrzał między swoje nogi i zagryzł wargę. Cała pościel była umazana jego krwią. Nie patrzył na Malfoy’a wstał z trudem i złapał za torbę.
-Potter… Pomogę ci.
-NIE CHCE TWOJEJ POMOCY! –Krzyknął zalewając się kolejnym strumieniem łez. –Nie zbliżaj się do mnie. –Wyciągnął z torby pelerynę niewidkę i narzucił ją na siebie. Wyszedł z sypialni Dracona przy okazji rzucając na siebie jakieś zaklęcie dzięki któremu krew, chociaż na chwilę przestała skapywać na podłogę. Malfoy siedział na podłodze opierając się o ścianę i patrząc z przerażeniem w pustą przestrzeń. Właśnie zgwałcił Pottera.
Harry szedł przez ciemne korytarze co jakiś czas przytrzymując się ścian. Skręcił, nie mógł wejść w takim stanie do pokoju wspólnego, więc zaszedł prosto do łazienki prefektów. Szepnął nieprzytomnie hasło i szybko zanurzył się w letniej wodzie, która wypełniała basenik. Zaklęcie znikło i teraz krew mieszała się z jeszcze chwilę temu, czystą wodą.
-Cholera. –Zaklął czując jak ciało powoli mu drętwieje.
Nagle z jednej z kabin wyłoniła się twarz Marty. –O to znowu ty Harry. –Podleciała bliżej. –Co tu robisz o tak później godzinie? –Nagle uśmiech znikł z jej twarzy. –Morderstwo. –Na widok krwi, która mieszała się z wodą krzyknęła. – MORDERSTWO! KREW! POTTER W ŁAZIENCE PREFEKTÓW, MORDERSTWO! –Jej krzyk niósł się echem po zamku. Harry chciał ja uciszyć, ale ból i zmęczenie oraz ubytki krwi mu na to nie pozwoliły. Stracił przytomność. Chwile później do łazienki wpadli Dyrektor, Profesor McGonagall, Syriusz, Luppin i Snape.
-Harry.-Black szybko złapał go za ramiona i wyciągnął z wody. –Na brodę Merlina co mu się stało?
Dumbledore kucnął obok i nagle wszyscy zrozumieli skąd ta cała krew. –Przecież to..
-Boże. –Minerwa zakryła usta dłonią. –Zgwałcono Pottera?
-Zabiję tego skurwysyna, który mu to zrobił. ZABIJĘ! –Krzyknął Black, ale w miarę szybko został złapany za ramię przez Remusa.
-Uspokój się Syriuszu. Teraz ważniejsze jest, by przenieść go do skrzydła szpitalnego.
-Minerwo, Severusie idźcie uspokoić uczniów, dzięki Marcie już cały zamek wie, że coś się stało Harry’emu.
-Co mamy, im powiedzieć? –Spytał Snape.
-Powiedzcie, że został zaatakowany, ale nie wspominajcie broń Boże, o tym co naprawdę mu dolega. –Dyrektor, Remus i Syriusz już chcieli przenieść chłopaka do skrzydła, gdy w drzwiach pojawił się młody Malfoy. Severus i Minerwa wybiegli z łazienki a Dyrektor spojrzał na Dracona.
-Draco? Co tu robisz?
-Usłyszałem, że Potter… - Nie dokończył, bo, gdy ujrzał bezwładne i blade ciało całkiem go zatkało i jeszcze ta krew.
-Wiesz coś o tym?
Malfoy już miał coś powiedzieć, lecz nagle Harry się poruszył.
-Harry! –Syriusz złapał jego dłoń. – Kto ci to zrobił?
Brunet szepnął cicho. –Nie pamiętam. Nic nie pamiętam. –Ujrzawszy Dracona stojącego w drzwiach jedynie powtórzył. – Nie wiem, kto.
-Dosyć tego! Zanieśmy go do skrzydła. –Powiedział Remus i wyczarowawszy nosze zaniesiono go do pani Pomfrey.
----
Informacja o tym, że Harry Potter został zaatakowany rozniosła się po szkole w tempie natychmiastowym. Nawet Ron i Hermiona nie byli do końca pewni jak i, kto mógł go od tak zaatakować. Wątpili, by zrobił to Dracon, bo jako prefekt nawet on nie pozwoliłby sobie na takie zamieszanie. Harry, natomiast leżał dobrych kilka dni nieprzytomny. Odwiedzało go wiele osób. Ron i Hermiona zaglądali tam najczęściej razem z Syriuszem i Remusem. Ginny, Nevillei Luna również od czasu do czasu zajrzeli, by sprawdzić jak się miewa. Najbardziej zdziwiła panią Pomfrey wizyta Dracona. Na początku nie była pewna czy go wpuścić, ale w końcu uległa jego prośbom i przekonywującym wypowiedziom, że jako prefekt chce odwiedzić kolegę po fachu. Siedział przy łóżku nie widząc jak ma się zachować. Nie wiedział co powie Harry’emu, gdy się obudzi, ale, póki co chciał jedynie pomyśleć. Zaczął powoli rozumieć jak do tego doszło. Połączył Fakty, gdy Ron złapał go na przerwie i spytał, czy to jego sprawka, że Harry jest w takim stanie?
Brunet obudził się po czterech dniach. Już chciał się podnieść, gdy poczuł przeszywający ból w dolnych partiach ciała.
-Nie ruszaj się kochaneczku. –Powiedziała Pani Poppy wchodząc do Sali z tacą, na której stała jakaś dziwna butelka. – Proszę bardzo. –nalała nieco zielonkawego wywaru do szklanki i podała ją Potter’owi. –To powinno nieco zniwelować ból. Przez jakiś czas musisz jeszcze tu poleżeć, straciłeś sporo krwi.
-Pani Pomfrey, czy ktoś? –Spytał, gdy tylko wypił obrzydliwy napar.
-Spokojnie nikt nie wie, co dokładnie ci dolega. Powiedz mi Harry, czy pamiętasz, kto ci to zrobił? Dyrektor chciał abym cie o to spytała, gdy tylko się obudzisz.
-Nic nie pamiętam. Nie wiem, co się stało i, kto mi to zrobił.
-Na pewno? –Spytała ponownie patrząc na niego uważnie.
-Tak, czy mógłbym zostać sam?
-Oczywiście. Odpoczywaj.
Harry zamknął oczy. Mimo, że spał tak długo czuł ogarniające go zmęczenie może była to wina tego dziwnego eliksiru, a może po prostu jego organizm dawał znak, że przyda mu się jeszcze nieco odpoczynku.
Wieczorem, gdy obudził się ponownie ujrzał znajome twarze. Przy łóżku siedział Syriusz, Remus, Ron i Hermiona i Dumbledore.
-Harry jak się czujesz? –Spytała Hermiona.
-Bywało lepiej. Długo tak spałem?
-Cztery dni kumplu.
-To sporo.
Dopiero, gdy przyjaciele opuścili skrzydło szpitalne dorośli poruszyli temat tego co mu się przytrafiło.
-Harry wiem, że może to być nieprzyjemny temat, ale chcemy ci pomóc. –Powiedział Dumledore.
Syriusz spojrzał na syna chrzestnego poważnie. –Kto ci to zrobił?
-Mówiłem, już Syriuszu, nie pamiętam, kto mi to zrobił. Nic nie pamiętam z tamtej nocy. – Podniósł się lekko.
-Nie naciskajmy na niego, może pamięć sama wróci. –Wtrącił Remus. Powinniśmy dać mu spokój, musi odpocząć.
Następnego dnia Harry z samego rana postanowił, że wykorzysta czas spędzony w skrzydle szpitalnym na ćwiczenia. Leżał sam, więc w Sali było cicho dzięki czemu nie miał problemu ze skupieniem myśli. Mgiełka zaczęła przybierać powoli jakieś konkretne kształty, więc z każdą chwilą Potter odczuwał wzrastająca ekscytację. Mimo, że całą uwagę skupiał teraz na treningu to nie potrafił pozbyć się myśli o Draconie i o tym co mu powiedział w sypialni.
-Hej Harry, nie przeszkadzam? –Do środka weszła Padma z delikatnym uśmiechem.
-O cześć. –Odwzajemnił uśmiech i pokręcił głową dając jej do zrozumienia, że w żadnym wypadku mu nie przeszkodziła.
-Jak się czujesz? –Spytała siadając na krześle obok łóżka.
-Już lepiej. Niedługo powinienem stąd wyjść. Hermiona przekazywała mi na bieżącą informacje z dwóch ostatnich spotkań.
-O to świetnie, bo wiesz właśnie przyszłam, żeby poprosić cię o podpis. Jako prefekci jesteśmy współorganizatorami większych szkolnych imprez i uroczystości. Pomyśleliśmy czy, by nie zmienić nieco w tym roku Nocy Duchów. Oprócz uczty chcemy zorganizować tańce, no wiesz taka mała impreza. Jeśli się uda to specjalnie przyjadą Fatalne Jędze. –Podała mu pióro i kawałek pergaminu, na którym było już kilka podpisów.
-Świetny pomysł. –Odparł z entuzjazmem i od razu wpisał się na listę. Brakowało tylko jednego podpisu. –Malfoy się nie podpisał?
-Ostatnio nie było go na zajęciach. Spytałam się Snape’a czy coś mu dolega i powiedział, że Draco ma mały problem zdrowotny. –Odebrała od bruneta pergamin i pióro. –Jak tylko go gdzieś znajdę od razu wezmę i jego podpis. –Uśmiechnęła się delikatnie i przyjrzała dokładniej Harry’emu. – W sumie zdziwiło mnie to , że źle się czuje, a nawet nie zajrzał do Pani Pomfrey.
-Może to nic poważnego. –Odparł.
-Możliwe. Harry, może jak wyjdziesz ze skrzydła to pójdziemy do Hogsmeade? Do kawiarenki?
Harry spojrzał na nią ze zdziwieniem. –Chcesz iść na randkę?
-Ty to powiedziałeś. –Zaśmiała się. –Chyba, że jesteś zajęty albo nie chcesz. Zrozumiem.
-Bardzo chętnie! –Powiedział z uśmiechem. –Jak tylko wyjdę, to od razu w najbliższym terminie pójdziemy!
-Super. –Wstała i przez chwilę nie wiedziała jak ma się pożegnać. W końcu pochyliła się i złożyła przelotny pocałunek na jego policzku. –Pa. –Wybiegła z pomieszczenia pozostawiając Harry’ego w lekkim otępieniu.
Padma chce z, nim iść na randkę. Świat stanął na głowie. Nie chodziło o to, że mu się nie podobała. Była bardzo ładna, mądra i chyba lepiej mu się z nią rozmawiało niż z jej siostrą Parvati. Ale w zyciu nie pomyślałby, że zwróci na niego uwagę.
----
-Padma zaprosiła Cię na randkę? –Spytał zszokowany Ron dwa dni później, kiedy Harry łaskawie mu o tym powiedział. - Kiedy?
-Dwa dni temu. W sumie nie wiem, czy to randka czy może po prostu przyjacielskie spotkanie. W każdym razie, spotkamy się i zobaczymy czy coś z tego wyjdzie. –Potter złapał za torbę i z uśmiechem wyszli ze skrzydła szpitalnego. Nareszcie! Wolność! –Kurcze mam nadzieję, że nigdy więcej nie będę musiał tam wracać.
-Znając ciebie nie minie wiele dni, nim znów trafisz na to łóżko. –Zaśmiał się klepiąc kumpla po ramieniu.
-No dzięki. Ale przynajmniej dobrze wykorzystałem czas spędzony w ciszy.
-A tak dokładniej?
-Wytężałem umysł, by dostrzec swą zwierzęcą postać.
-…?
-To jest banalne, o ile ma się spokój. Zakładam, że Huncwoci nie mieli za bardzo możliwości do ćwiczeń i pewnie byli pod presją, bo chcieli jak najszybciej zacząć towarzyszyć Remusowi.
-Pewnie tak. A, co to ma do rzeczy?
-Gdyby nie pośpiech to zrobiliby, to dużo szybciej. Może w parę tygodni, a nie miesięcy, takie są moje domniemania. Wiesz przecież, Ron jaki jestem i na pewno nie można nazwać mnie spokojną osobą.
-Tu akurat przyznam ci rację masz mocno zjebany umysł.-Rozesmiał się idąc po schodach.
-Dzięki. W każdym razie, gdy tylko udało mi się wyłączyć umysł i skupić w ciszy na ćwiczeniach mogłem spokojnie panować nad magią i różdżką. Podczas ćwiczeń z Syriuszem skupiałem się nie na mocy tylko dodatkowo na osobach w pomieszczeniu. Bardziej mi przeszkadzali niż pomagali.
-Ale jaki jest efekt? –Spytał nie mogąc doczekać się odpowiedzi. –No mów no, widzisz tą postać?
-Tak. Spodziewałem się czegoś innego, ale przynajmniej jest zwyczajne i nie rzuca się w oczy. Będę tak incognito w tej postaci, że nawet niewidka, by mi tego nie zagwarantowała. –Nagle oberwał w tył głowy od Rona.
-Przestań pieprzyć, bo powoli zaczynasz gadać jak Hermiona.
-Kot.
-Hę?
-Zwykły kot. Będę kotkiem, małym słodkim kociakiem. –Roześmiał się.
-To uważaj na Krzywołapa. Bo uzna cie za konkurencję do lokalnych kotek.
-Póki co musze nauczyć się przemiany. Potem będę zastanawiać się do czego wykorzystać tę postać. –Poprawił niesforne włosy. –Wiesz co, pójdę do Syriusza i pochwalę się osiągnięciem, chciałbym zobaczyć jego minę.
----
-Syriuszu! –Zapukał do gabinetu.
-O Harry, wejdź.
Wszedł do środka i uśmiechnął się widząc Remusa i Blacka siedzących za biurkiem. – Mam nowinę, która was ucieszy.
-A dokładniej?
-To coś ma ogon, uszy, cztery łapy i miauczy.
-Krzywołap? Jeśli zdechł to nie moja wina, ja kotków nie ruszam jako pies. –Zaparł się Syriusz.
-Nie o to mi chodzi. –Rozesmiał się Harry. – Moja postać. To kot.
-Już jest pełna? –Remus o mały włos a spadłby z krzesła.
-Ćwiczyłem w skrzydle szpitalnym. Miałem spokój i udało się.
-Im zajęło to pare tygodni. –Zbulwersował się Lupin przypadkowo trafiając dłonią Black’a prosto w twarz
-AJ! Widocznie byliśmy idiotami. –Roześmiał się Syriusz. – No to teraz czeka nas trening zmiany postaci. –Wstał z miejsca podchodząc do Syna chrzestnego by go uścisnąć. –Ojciec byłby dumny.
-Byłby? A nie jesteś? –Spytał z uśmiechem odwzajemniając gest.
Syriusz uśmiechnął się jeszcze szerzej, nie sądził, że doczeka chwili, gdy ten młody chłopak zwróci się do niego tak jak powinien zwracać się normalnie do James’a.
----
-Draco? Mogę wejść? –Pansy stała przed sypialnią Malfoya. – Jeśli nie odezwiesz się w przeciągu minuty będę zmuszona wywarzyć drzwi. –Już trzymała w dłonie różdżkę. –Draco!
-Właź i przestań pieprzyć. –Zza drzwi dało się słyszeć poirytowany głos. Pansy weszła do środka gdy tylko usłyszała znajome kliknięcie w zamku. Malfoy leżał na łóżku patrząc się w sufit, miał lekko rozpiętą koszulę a jego włosy nie były w idealnym ulizanym stanie jak zawsze, teraz niesfornie odstawały we wszystkie możliwe strony, o dziwo ta fryzura bardzo mu pasowała.
-Nie wychodzisz stąd od dobrych trzech dni. –Powiedziała z troską w głosie. –Jak się czujesz?
-Lepiej. –Odparł chłodno. –Czego chcesz?
-Szukała cię Padma, ale powiedziałam jej, że jeszcze nie jest z toba dobrze. Potrzebuje twojego podpisu.
-Niech czeka. I tak nic nie zrobi bez podpisu Pottera.
-Ale on już to podpisał.
-Co? –Podniósł się i spojrzał na Parkinson.
-No Potter. Podpisał to, a dziś wyszedł ze skrzydła szpitalnego.
Malfoy zsunął się z łóżka i podszedł do okna.
-Zaczynam się o ciebie martwić. Coś się stało? Draco? –Podeszła bliżej i już chciała złapać blondyna za ramię gdy ten jedynie spojrzał na nią swoim chłodnym i pustym spojrzeniem.
-Wyjdź. Muszę pomyśleć.
Pansy nie miała zamiaru się z nim kłócić więc po prostu wyszła.
środa, 3 sierpnia 2016
wtorek, 2 sierpnia 2016
Drarry 2
Harry obudził się następnego dnia w świetnym humorze, był pewny, że nic nie zdoła tego zepsuć, gdyby nie informacja od Hermiony, że zaczynają ten jakże uroczy ranek od pierwszej lekcji eliksirów z ślizgonami. Hermiona szła z, nim i Ronem przez korytarz wypinając dumnie pierś, by pokazać jak ślicznie odznaka prefekta zdobi jej szatę. Harry uznał, że nie wpływa to jakoś na jego samoocenę, więc był zajęty rozmową z przyjacielem o tegorocznym pucharze quidditcha, który zamierzają zdobyć.
-Podobno Syriusz wystąpił do dyrektora z prośbą o komentowanie meczów. Pomyśl, co to będzie on i Luna jeżdżący po wężach. Haha ślizgonom zrzedną miny. –Ron był widocznie zachwycony owym pomysłem.
-Współczuję Snape’owi. Coś czuję, że będzie miał problem powstrzymać się przed rzuceniem na łapę jakiegoś uroku. –Dodał Brunet.
-Właśnie, Harry zapomniałabym całkiem o bardzo ważnej sprawie. Dziś wieczorem mamy zebranie z pozostałymi prefektami i czeka nas niestety symboliczna kąpiel w łazienkach prefektów.
-ZARAZ ZARAZ!!!-Krzyknął Ron! –Wy wszyscy będziecie się razem kąpać?
-Ron oszalałeś? Dziewczyny mają swoją łazienkę a chłopcy swoją. –Krzyknęła, bo to pytanie było tak głupie, że aż ją zawstydziło.
-No mam nadzieję! – Burknął Ron i w końcu wkroczyli do lochów. Sala eliksirów była już pełna uczniów i na nieszczęście profesorek „wiecznie tłuste włosy” jak zwykle zdecydował, że mają zająć miejsca przy kociołkach dwójkami. Ron na jego słowa od razu złapał kurczowo Hermionę za ramię. Harry westchnął i rozejrzał się po pomieszczeniu w poszukiwaniu jakiegoś partnera bądź partnerki. Na jego złość okazało się, że jedynym wolnym osobnikiem był… Draco. Dziwne, bo zazwyczaj Pansy mu towarzyszyła a tym razem siedziała obok Goyle’a z niezadowoloną miną.
-Potter jakiś problem? Czyżby nikt nie chciał siedzieć z wybrańcem? –Spytał Snape z pogardliwym uśmieszkiem. –Pan Malfoy siedzi sam dołącz do niego.
-Wolałbym już pracować sam. –Burknął.
-Słucham? Chyba niedosłyszałem tego co chciałeś przekazać.
-Nic, nic profesorze wręcz marzyłem aby pracować z Draconem. –Rzekł z sarkazmem i niechętnie podszedł do stołu, gdzie siedział blondyn.
Draco siedział patrząc się w swój podręcznik do eliksirów i nawet nie raczył spojrzeć na Harry’ego, gdy ten usiadł obok.
-Wiesz o dzisiejszym spotkaniu prefektów prawda? –Spytał.
-Pewnie, że wiem Potter. Myślałeś, ze prefektami się jest i nic się nie robi? Niestety, mamy pewne obowiązki.
-Obowiązki obowiązkami, tylko, po co ta cała kąpiel?
-Boisz się, że głupi puchon i zadufany w sobie krukon zobaczą twoje ciało? –Zachichotał.
-Myślałem, że nie ma w tym zamku ludzi bardziej zadufanych w sobie niż ty. –Odparł Harry.
-Ty głupi…
-Pan Potter i pan Malfoy.. –Obaj oberwali w głowę jakąś ciężką książką, która okazała się podręcznikiem do eliksirów. –Co za szczęście, już pierwszego dnia zaszczycą mnie panowie swą obecnością na wieczornym szlabanie.
-Ja nic nie zrobiłem! –Draco aż wstał z miejsca.
-Ale panie profesorze dziś wieczorem mamy zebranie prefektów. Chłopcy muszą być obecni. –Wtrąciła Hermiona.
-Granger ma racje. –Dodała Pansy. – Dracon musi tam być… no Potter również.
-W takim razie. –Snape spojrzał na chłopaków. –Wasz szlaban przenoszę na jutrzejszy wieczór. Macie szczęście, że panie się wtrąciły.
Harry spojrzał wdzięcznie na Hermionę.
----
Po lekcji eliksirów czekała ich krótka przerwa przed kolejną, tym razem obroną przed czarna magią. Harry mógł, chociaż tam odetchnąć z ulgą i zachowywać się swobodnie. Syriusz i Lupin świetnie nauczali a ich dopowiadanie, gdy jeden czegoś zapomniał było świetnym sposobem na prowadzenie dokładnych notatek. Większość uczennic uważało Syriusza za nonszalanckiego i to sprawiło, że zyskał ich sympatię.
-Harry to prawda, że już pierwszego dnia Smarkerus dał tobie i młodemu Malfoyowi szlaban? –Spytał pod koniec lekcji swojego siostrzeńca.
-Cały James, on też na samym początku sobie grabił. –Zaśmiał się Remus.
-Najgorsze jest to, że będę musiał godzinę myć kociołki z Draconem.
-Może się zaprzyjaźnicie? W końcu jesteście teraz jakby kolegami po fachu, prefektami. –Zauważył Lupin.
-Tak dwóch nienawidzących się domów. –Dokończył z rozbawieniem Black.
-Już chyba wolałbym bliskie spotkanie ze smokiem niż godzinny szlaban z Malfoyem. –Westchnął Harry.
-O, ile dobrze pamiętam to imię Draco z łaciny oznacza smoka. –Dopowiedział Remus pozostawiając ich samych.
-Harry mam do ciebie pytanko. –Uśmiechnął się ojciec chrzestny. – Nie chciałbyś może nauczyć się sztuki animagii?
-Co takiego? –Harry’ego aż zatkało.
-Przemiana w zwierzę jest bardzo przydatna, jeśli zmieniłbyś się w coś małego mógłbyś beztrosko przechadzać się po zamku i mieć dostęp do miejsc nieosiągalnych dla reszty uczniów. Na przykład toalet dla dziewczyn. –Roześmiał się widząc minę bruneta na jego słowa.
-Syriuszu nie mów mi, że zamieniałeś się w psa, by podglądać panie w łazienkach.
-Nie, ale był to fajny sposób, by panie zainteresowały się twoją osobą i podrapały cie za uszkiem w postaci zwierzęcia. –Poklepał go po ramieniu i przyjrzał się synowi, jak zwykł go nazywać. –Hmm wydaje mi się, że twoja postać byłaby albo jakimś ptakiem albo ssakiem. Może króliczek? Choć możliwe, że będziesz jeleniem świadczy o tym postać twojego patronusa i to, że James mógł się w niego zmieniać.
-Albo tak jak ty będę psem, tylko ładniejszym . –Pokazał mu język i wyszedł z gabinetu, nim Black zdążył nasłać na niego jakiegoś chochlika, który siedział w klatce przy biurku.
----
Harry po kolacji spotkał się z Hermioną, która czekała na niego przy wejściu na piąte piętro. To właśnie tam musieli spotkać się z resztą prefektów. Dotarli pod pomnik Borysa Szalonego i na początku Harry nie wiedział do końca co tam robią. W końcu Hermiona podała hasło.
-Ku pokrzepieniu.
-Serio tak brzmi hasło? –Harry zrobił głupią minę. – Nie uważasz, że trochę bez sensu?
-Ja go nie wybierałam. –Zaśmiała się Hermiona i spojrzała w stronę pomnika, który znikł ukazując, im wejście do ładnego pokoju z większym stołem po środku przy, którym siedzieli już prawie wszyscy prefekci. Gdy tylko przeszli przez próg przejście się zamknęło.
-Czekamy jeszcze tylko na Draco i Pansy. – Powiedziała Hanna.
-Wiecie, że tym razem Dyrektor nie wybrał prefektów naczelnych? –Spytała Padma, gdy tylko dwoje gryfonów usiadła przy stole.
-Dlaczego? –Spytał się Harry uprzedzając Hermionę.
-Ponoć mamy sami o tym zdecydować. –Jedna z sióstr Patil wstała od stołu i podeszła do niewielkiego paleniska obok kominka. –Chcecie herbaty?
Wszyscy obecni skinęli głowami. Pięć minut później wejście ponownie przepuściło do środka ostatnią parę. Harry spojrzał na Dracona, który zasiadł przy stole naprzeciwko niego a obok Pansy, która niechętnie zajęła miejsce obok Justina.
Hermiona wstała, odchrząknęła i już spotkała się z atakiem ze strony ślizgonki. –Nie tak formalnie Granger, bo zaczniemy się czuć jak na egzaminach.
Hermiona zignorowała jej uwagę. –Musimy wybrać prefektów naczelnych. Zazwyczaj tę decyzje podejmował Dyrektor, ale tym razem o dziwo musimy to zrobić we własnym zakresie.
-No to będziemy ciągnąć losy? Albo zagramy w kamień, papier, nożyce tak jak mugole? –Zażartował Roger co jednak nie spotkało się z oczekiwanym entuzjazmem.
Harry’ego dziwiło, że Malfoy do tej pory siedzi cicho w końcu jednak ślizgon wstał i podszedł do półki, na której stały jakieś dziwne słoiczki. Wziął jeden i wsypał zawartość do niewielkiej czarki. Skierował w jej strone swoją różdżkę i powiedział na głos. – Insendio. – W środku zaczał płonąć obficie błękitny ogień.
-Co robisz Draco? –Spytała Pansy.
-Miniaturowa czara ognia. –Zauważył Harry.
-Zgadza się Potter. –Postawił czarę na srodku stołu. –Napiszcie swoje imiona na kartce i wrzućcie do ognia.
Hermiona patrzyła na kielich z zafascynowaniem. –Jak to zrobiłeś?
-Proszek księżycowy Granger. –Odparł, jakby to było coś oczywistego. –Nie uważałaś na eliksirach?
-Widocznie nie zapamiętałam. Ale Harry Tak. –Poklepała przyjaciela po ramieniu.
Po chwili wszyscy wrzucili do środka czary swoje karteczki. Padma stała aby móc odczytać te, które wypadną. Buch! Pierwszy strzęp poszybował wprost w jej dłoń.
-Draco. –Powiedziała.
-Super! –Krzyknęła Pansy tuląc się do ramienia Malfoya, ten tylko odtrącił jej dłonie jakby były mackami wielkiej kałamarnicy.
Wszyscy skupili wzrok na Padmie, która ponownie złapała drugi papierek, po czym uśmiechnęła się ciepło.
-Harry.
Potter zrobił oczy jakby doszła do niego wiadomość, że Filch zamienił panią Norris na wielkiego trójgłowego psa. –Jak to? Nie Hermiona?
-Gratuluję Harry. –Ta tylko zmierzwiła jego i tak nieułożone włosy.
-Praca z Potterem to będzie jakiś koszmar. –Westchnął Malfoy.
„Zaczyna się”, pomyślał Harry. Przynajmniej Draco znów mu dopieka.
-Dobra jedno mamy z głowy, zajmijmy się resztą. –Wtrącił w końcu Justin nieco zdenerwowany, że to nie on będzie prefektem naczelnym. O dziwo robota prefekta nie była na razie taka zła, nawet ślizgoni okazali się mniej konfliktowi niż, by się miało wydawać. Z każdą chwilą atmosfera stawała się mniej napięta i Potter musiał przyznać, że może współpraca z Draco nie okaże się porażką. Po ustaleniu formalności i kilku spraw, w których mimo wszystko się nie zgadzali z ulgą uznali, że spotkanie się skończyło i czas na odpoczynek –, czyli symboliczną kąpiel w łazienkach prefektów.
-To do zobaczenia jutro chłopaki. –Powiedziała Hermiona i razem z resztą dziewczyn poszły do swojej łazienki. Harry patrzył z utęsknieniem jak jego przyjaciółka odchodzi i na pewno jest bardziej pewna siebie niż on sam. Zacisnął dłonie w pięści, odetchnął i podszedł z chłopakami do obrazu, który znajdował się naprzeciwko posągu, czyli pokoju, z którego wyszli.
-Sosnowa świeżość. –Malfoy podał hasło i Harry uśmiechnął się lekko, bo okazało się, że od czasu jego ostatniej wizyty nie zmieniło się. Weszli do środka i od razu ich nozdrza uderzył zapach cytryny i mięty, ze ścian poleciała gorąca woda, która po chwili napełniła basen po środku.
-Dobra miejmy to za sobą. –Westchnął Roger zdejmując ubranie i pozostając w samej bieliźnie. W jego ślady poszli dwaj pozostali chłopcy. Harry stał jednak starając się zachować stoicki spokój. Jeśli zdejmie ubranie to zobaczą jego ciało, a nie było przecież w dobrym stanie. Pozostali weszli do wody.
-Harry nie wchodzisz? –Spytał Justin siadając przy biczach.
-Jakoś nie mam ochoty na kąpiel.
-Ej Potter my też nie jesteśmy specjalnie chętni na takie spoufalanie z innymi domami. Ale jak wszyscy to wszyscy, ty też jesteś prefektem.
Brunet zagryzł wargę, ale nie zdążył nic zrobić, bo Dracon złapał go za łydkę i wciągnął do wody nawet nie dając ściągnąć ciuchów. –Właź Potter i nie pierdol.
Harry wypłynął na powierzchnię i spojrzał nienawistnie na ślizgona. –Malfoy do reszty cię pojebało?
-To tylko kąpiel a, skoro już jesteś w ubraniach to siedź, potem okażę ci swą wspaniałomyślność i je wysuszę. Za bardzo czuć od ciebie mugoli, więc uznaj to za przysługę. Kąpiel i pranie w jednym. –Draco mrugnął do niego ukradkiem i Harry’ego zatkało.
Czy on? Czy Dracon zrobił, to by reszta nie zobaczyła jego ciała? Nie, to na pewno czysty przypadek, co tego głupiego, zadufanego w sobie blondyna obchodzi jego wróg. Wróg od pierwszych szkolnych dni. Puchon i krukon zajęli się rozmowa o pucharze w quidditcha, więc nie zwracali już uwagi na kąpiel Harry’ego w pełnym ubiorze. Ten zaś siedział obok Malfoya i już chciał się go o cos spytać, lecz poczuł dziwny chłód w okolicy ramienia i, gdy odwrócił twarz ujrzał przeźroczystą, buzię ozdobioną w duże okulary.
-Hej Harry, tęskniłam za tobą.
-MARTA?! –Harry aż odskoczył i pech chciał, że wpadł na ślizgona. –Przepraszam Draco. –szybko wskazał na ducha siedzącego teraz na jednej w umywalek, by wytłumaczyć swoje zachowanie. Marta była Duchem, który nawiedzał łazienki szkoły, odkąd jako uczennica została zaatakowana przez bazyliszka.
-Dawno nie widziałam tu wszystkich czterech prefektów razem.
-Skąd wiesz, że jesteśmy prefektami. –Spytał Roger zasłaniając nieco swoje ciało.
-Bo tylko wy macie prawo tu wejść. Mimo, że było pare wyjątków, prawda Harry? –Uśmiechnęła się szeroko. - Nie radzę wam tu siedzieć za długo, ostatnio jedna z toalet wybiła przez zbyt duże ciśnienie i cała zawartość ujrzała światło dzienne. –Roześmiała się.
-To może idź odwiedzić dziewczyny w ich toalecie, jest tam Hermiona. –Powiedział Harry.
-Hermiona?
-Moja koleżanka, pamiętasz ją na pewno. Miała mały wypadek w twojej łazience.
-Aaaa hahahaha panna z kocią mordką. –Marta zajęczała i wleciała do jednej z kabin.
Chłopaki popatrzyli po sobie i w końcu Justin wstał, wychodząc z wody. –Będę się zbierał. Moja dziewczyna na mnie czeka.
-Ja też. Obiecałem, że oddam Cho książkę, która mi pożyczyła na wakacje.
-Chang pożyczyła ci książkę? –Spytał Harry, kiedyś Cho bardzo mu się podobała.
-Tak, w końcu jest w moim domu, to normalne. –Roger i Justin byli po chwili już ubrani i gotowi do wyjścia. –A wy?
-Malfoy musi mi jeszcze wysuszyć ubranie, więc nie czekajcie na nas. –Odparł Harry z lekkim uśmiechem.
Draco prychnął tylko pogardliwie.
Kiedy zostali już sami brunet spojrzał na niego i powiedział stanowczo. –Zrobiłeś to specjalnie. Ta akcja z wrzuceniem mnie do wody w ubraniach. To było specjalnie, prawda?
-Brawo gryfiaku jednak nie jesteś taki głupi.
-Bardziej mnie interesuje dlaczego?
-Bo chyba nikt nie chciałby chwalić się tak szkaradnym ciałem. –Wstał. –Kto cie tak urządził co?
-Co to obchodzi syna śmierciożercy?
-Zamknij się Potter. Nic nie wiesz. Mój ojciec zawsze, cały czas był wierny Dumbledorowi, masz niepełne informacje. Nie stał się śmierciożercą z własnej woli. Dyrektor chciał mieć szpiega w szeregach wroga to go dostał. –Podszedł do Harry’ego
-A Twoja matka? Też była szpiegiem dumbledora? –Zaśmiał się.
-Matka niestety pozostała wierna swojej rodzinie. Powinienes coś o tym wiedzieć. W końcu rodzina Blacków od pokoleń była związana z czarnym panem. Nigdy nie uważałem jej za dobrą matkę, wyszła za ojca z przymusu. Nigdy nie kochała mojego ojca a on nie darzył uczuciem jej, więc chyba nie musze ci powtarzać jacy byliśmy zadowoleni, gdy razem ze swoją siostrą trafiła do Azkabanu. Jedyne za co mogę być jej wdzięczny to za, to, że mnie urodziła i tyle. –Mówił to wszystko jakby naprawdę nie miało to dla niego znaczenia. Poza tym Potter nie miałby co zrobić z tymi informacjami.
-Ale na pokątnej mówiłeś z ojcem o jakimś planie. –Powiedział Harry.
-Czyli jednak podsłuchiwałeś. – Zaśmiał się –Chodziło o plan Dumbledora. Jeśli jesteś ciekaw szczegółów sam go o to spytaj. Skoro już ci powiedziałem nieco o sobie i wyjaśniłem niedomówienia to teraz twoja kolei.
-Co niby miałbym ci powiedzieć?
Draco złapał go niespodziewanie za szatę i osunął ją z ramiona to samo robiąc z koszulką. –Kto cie tak urządził? –Spytał patrząc na jego klatkę piersiową. –Obiecuję, że nikomu nie powiem.
-Nie wiem, ile jest warte twoje słowo. –Złapał za szatę i narzucił ją na swoje ramiona.
-Jeśli nie dotrzymam słowa to splamię tym samym honor Malfloyów. A jesteśmy bardzo honorową rodzina.
-Ech no dobra. Jeśli myślisz, że przez wakacje trafiam do kochającej rodziny, gdzie mnie czczą i traktują jak bohatera to się mylisz. Moje wujostwo jako mugole nienawidzą magii i najchętniej zamknęli, by mnie w klatce, zakneblowali i zapomnieli, że ich rodzina ma jakiekolwiek powiązanie ze światem magii. Mój kuzyn idiota dwa razy większy ode mnie znęcał się nade mną od najmłodszych lat, bił, pomiatał i niszczył dzieciństwo. Ciotka głodziła mnie a wuj zmuszał do pracy fizycznej, która nie nadawała się dla kilkuletniego dziecka. –Mówił nie patrząc na Dracona.
-To chore.
-Nie mogłem, im nic zrobić, bo wywaliliby mnie ze szkoły. A nie miałem, gdzie się podziać. Także jak widać, moje życie od zawsze było z góry skazane na istne męki. –Wyjął swoją różdżkę z kieszeni szaty.
-Co robisz?
-Chce się wysuszyć. Nie wyjdą stąd ociekając woda prawda? Jeszcze, by mnie Snape gdzieś złapał i wyśmiał. –Odparł i wykonał kilka ruchów swoją różdżką. –Jutro czeka nas upragniony szlaban. Severus nawet nie wie, jak się za, nim stęskniłem.
-Ja musiałem znosić jego wizyty w wakacje. –Westchnął Draco.
Harry po chwili już był suchy. –Jak to?
-Miał pewne interesy do mojego ojca i na nieszczęście jako dobrze wychowani ludzie zaproponowaliśmy mu nocleg. A raczej pare noclegów. –Wyszli z łazienki i skierowali się w stronę schodów. –W mojej rodzinie trzeba dopilnować, by gość czuł się, jak u siebie w domu nawet, jeśli miałby być kimś pokroju górskiego trolla.
-A chłopca, który przeżył też byście tak ugościli? –Zaśmiał się.
-No nie wiem Potter, musiałbyś mnie jakoś przekupić.
-Chyba wolałbym nocować w zakazanym lesie. –Za tą uwagę dostał od blondyna mocno w bok.
-Głupi, nie wiesz co tracisz. –Zatrzymali się przy schodach. –Do jutra. Czekają nas wspólne zaklęcia z samego rana.
-Zauważyłeś Draco, że to nasza pierwsza rozmowa, która nie zakończyła wyzywaniem i pojedynkiem na różdżki? –Zaśmiał się Potter.
-No tak widzę, że zmądrzałeś.
-A ty ani troche, dalej jesteś zapatrzonym w siebie wężem. –Pokazał mu język. –Dobranoc.
Harry skierował się po schodach w górę, zaś Malfoy w dół w stronę lochów. Przy portrecie Grubej Damy siedział sobie czarny pies patrząc na chłopaka swoimi dużymi oczyma i machając wesoło ogonem.
-Hej Syriuszu. Czemu tu tak siedzisz? –Pogłaskał go pod pyszczkiem. Łapa oblizał jego palce i wstał, by po chwili złapać zębami skrawek jego szaty. –Mam za tobą iść?
Syriusz poprowadził Harry’ego w stronę pokoju życzeń. W Środku znajdowało się kilka poduszek, stolików i apteczka z różnymi dziwnymi słoiczkami.
-Czas na pierwszą lekcję animagii. –Powiedział Syriusz, który chwilę temu pojawił się obok w swojej normalnej postaci.
-Teraz? Już jest prawie cisza nocna. Poza tym jutro mam zaklęcia.
-Jesteś prefektem, poza tym ja nauczyciel cię pilnuję. Czyżbyś nie chciał nauczyć się przemiany? –Spojrzał na niego taki wzrokiem jakby rzucał mu wyzwanie. – Boisz się?
-Syriusz! Ja się niczego nie boję. –Zdjął szatę i krawat odkładając je na krzesło, po czym stanął na środku Sali. – Zaczynajmy.
-Różdżka.
Harry wyciągnął różdżkę.
-Skup się i spróbuj wyczuć magię jaka przez ciebie przepływa. Spróbuj skumulować ją w różdżce. Podczas zbierania myśli postaraj się ujrzeć w umyśle swoją zwierzęcą postać. Na początku nie będzie to nic konkretnego, więc, jeśli zobaczysz po prostu zdeformowany kłąb mgły to się nie zniechęcaj. Na początku zawsze tak jest. Potem będzie przybierał jakiś kształt. –Syriusz siedział na jednej z wielkich poduszek patrząc na syna chrzestnego z lekkim uśmiechem.
-A, kiedy będą jakieś efekty?
-Nie gadaj tylko wytężaj umysł.
-Gadasz jak Profesor Trelawney. –Zażartował.
-Ale ja nie każę ci otwierać wewnętrznego oka. Prędzej bym ci kazał uczesać włosy. –Roześmiał się. –skup się Harry.
Faktycznie na początku nie było to nic konkretnego zupełnie jak niekształtny patronus, kłąb białego dumy który poruszał się leniwie w głowie bruneta. Różdżka robiła się ciepła.
-Chyba widzę ogon.
-Co takiego? –Spytał Syriusz robiąc wielki oczy.
-Długi ogon, przynajmniej wydaje mi się, że to ogon. Teraz widzę jakby chmurę z ogonem. –Zaśmiał się zaciskając mocniej zamknięte powieki.
-No to już jakiś postęp, bardzo duży jak na pierwszą lekcję.
-----
Następnego dnia z samego rana obudził go Ron.
-Harry!
-Boże Ron, daj mi jeszcze pospać. –Zaplątał się w kołdrę na znak protestu.
-Wstawaj leniu.
-Leniu? Jakbyś wiedział co wczoraj robiłem to być mnie zrozumiał i dał się wyspać.
-Co robiłeś? –Usiadł na łóżku przyjaciela.
-Jesteśmy sami? - Harry wychylił głowę zza kołdry i rozejrzał się po dormitorium.
-Chłopaki wyszli pare minut temu. Możesz gadać.
-Ćwiczyłem z Syriuszem. Uczy mnie animagii.
-O kurde. Naprawdę? –Ron zdawał się bardziej tym podniecony niż zgredek gdy dostał od Harry’ego skarpetkę. –I jakie to uczucie? Już coś umiesz? Kurde, ale czad!
-Na razie wiem tyle, że zwierzę w które będę mógł się zmieniać ma ogon. –Przeciągnął się i ziewnął patrząc na błyszczące oczy przyjaciela.
-Wiele zwierząt ma ogon. Harry…
-Co?
-A jeśli będziesz zmieniać się w osła? –Roześmiał się i wstał szybko bo Harry, już sięgał po różdżkę. Kiedy obaj byli w stanie używalności zeszli razem z Hermioną która na nich czekała, prosto do wielkiej Sali, żeby zjeść śniadanie. Jak zwykle nie obyło się bez różnych dziwnych sytuacji typu : wybuchające budynie w, które pierwszaki włożyli wybuchające bączki. Gdy tylko ktoś dotknął takiego bączka łyżką ten aktywował się i wybuchał brudząc budyniem wszystko dookoła. Przy stole Krukonów w końcu Padma nie wytrzymała i złapała dwóch najgłośniej śmiejących się chłopaków którzy jak zakładała byli sprawcami całej brudnej roboty. Pogroziła, że nie puści im tego płazem i za karę będą sprzątać przez tydzień po kolacji, oczywiście bez używania różdżek.
Harry w tym czasie zajadał się tostami i jajecznicą patrząc ukradkiem w stronę stołu ślizgonów. Draco znowu był obłapywany przez Pansy która prowadziła rozmowę z Zabinim, prawdopodobnie wypominał jej, że jak tak dalej pójdzie to Malfoy trafi do skrzydła szpitalnego z powodu niedotlenienia. Obok stołu Gryfonów przechodziły dwie puchonki i wtedy Harry usłyszał o czym rozmawiały.
-Ponoć u ślizgonów znów odbyła się jakaś ostra impreza. Pamiętasz jak się chwalili w zeszłym roku, że sprowadzają z Hogsmeade alkohol? –Powiedziała blondynka o wyjątkowo szczupłej twarzy.
-Alkohol to nic. Słyszałam, że coraz częściej organizowane są tam orgie.
-Matko naprawdę? –Pisnęła!
-Podobno Draco nikomu nie odpuszcza. Zaliczył większość domu... – Po chwili były już na tyle daleko, że Harry nie usłyszał reszty rozmowy.
Draco jest domowym casanovą? W życiu nie pomyślałby, że Slytherin ma aż tak złą opinię, popijawy to jeszcze pół biedy, ale orgie? Harry ponownie skierował wzrok na Dracona. Trójka przyjaciół udała się na lekcję zaklęć. Brunet dzięki spotkaniu po drodze Profesora Snape nie był w stanie zapomnieć o wieczornym szlabanie z Malfoy’em.
-Podobno Syriusz wystąpił do dyrektora z prośbą o komentowanie meczów. Pomyśl, co to będzie on i Luna jeżdżący po wężach. Haha ślizgonom zrzedną miny. –Ron był widocznie zachwycony owym pomysłem.
-Współczuję Snape’owi. Coś czuję, że będzie miał problem powstrzymać się przed rzuceniem na łapę jakiegoś uroku. –Dodał Brunet.
-Właśnie, Harry zapomniałabym całkiem o bardzo ważnej sprawie. Dziś wieczorem mamy zebranie z pozostałymi prefektami i czeka nas niestety symboliczna kąpiel w łazienkach prefektów.
-ZARAZ ZARAZ!!!-Krzyknął Ron! –Wy wszyscy będziecie się razem kąpać?
-Ron oszalałeś? Dziewczyny mają swoją łazienkę a chłopcy swoją. –Krzyknęła, bo to pytanie było tak głupie, że aż ją zawstydziło.
-No mam nadzieję! – Burknął Ron i w końcu wkroczyli do lochów. Sala eliksirów była już pełna uczniów i na nieszczęście profesorek „wiecznie tłuste włosy” jak zwykle zdecydował, że mają zająć miejsca przy kociołkach dwójkami. Ron na jego słowa od razu złapał kurczowo Hermionę za ramię. Harry westchnął i rozejrzał się po pomieszczeniu w poszukiwaniu jakiegoś partnera bądź partnerki. Na jego złość okazało się, że jedynym wolnym osobnikiem był… Draco. Dziwne, bo zazwyczaj Pansy mu towarzyszyła a tym razem siedziała obok Goyle’a z niezadowoloną miną.
-Potter jakiś problem? Czyżby nikt nie chciał siedzieć z wybrańcem? –Spytał Snape z pogardliwym uśmieszkiem. –Pan Malfoy siedzi sam dołącz do niego.
-Wolałbym już pracować sam. –Burknął.
-Słucham? Chyba niedosłyszałem tego co chciałeś przekazać.
-Nic, nic profesorze wręcz marzyłem aby pracować z Draconem. –Rzekł z sarkazmem i niechętnie podszedł do stołu, gdzie siedział blondyn.
Draco siedział patrząc się w swój podręcznik do eliksirów i nawet nie raczył spojrzeć na Harry’ego, gdy ten usiadł obok.
-Wiesz o dzisiejszym spotkaniu prefektów prawda? –Spytał.
-Pewnie, że wiem Potter. Myślałeś, ze prefektami się jest i nic się nie robi? Niestety, mamy pewne obowiązki.
-Obowiązki obowiązkami, tylko, po co ta cała kąpiel?
-Boisz się, że głupi puchon i zadufany w sobie krukon zobaczą twoje ciało? –Zachichotał.
-Myślałem, że nie ma w tym zamku ludzi bardziej zadufanych w sobie niż ty. –Odparł Harry.
-Ty głupi…
-Pan Potter i pan Malfoy.. –Obaj oberwali w głowę jakąś ciężką książką, która okazała się podręcznikiem do eliksirów. –Co za szczęście, już pierwszego dnia zaszczycą mnie panowie swą obecnością na wieczornym szlabanie.
-Ja nic nie zrobiłem! –Draco aż wstał z miejsca.
-Ale panie profesorze dziś wieczorem mamy zebranie prefektów. Chłopcy muszą być obecni. –Wtrąciła Hermiona.
-Granger ma racje. –Dodała Pansy. – Dracon musi tam być… no Potter również.
-W takim razie. –Snape spojrzał na chłopaków. –Wasz szlaban przenoszę na jutrzejszy wieczór. Macie szczęście, że panie się wtrąciły.
Harry spojrzał wdzięcznie na Hermionę.
----
Po lekcji eliksirów czekała ich krótka przerwa przed kolejną, tym razem obroną przed czarna magią. Harry mógł, chociaż tam odetchnąć z ulgą i zachowywać się swobodnie. Syriusz i Lupin świetnie nauczali a ich dopowiadanie, gdy jeden czegoś zapomniał było świetnym sposobem na prowadzenie dokładnych notatek. Większość uczennic uważało Syriusza za nonszalanckiego i to sprawiło, że zyskał ich sympatię.
-Harry to prawda, że już pierwszego dnia Smarkerus dał tobie i młodemu Malfoyowi szlaban? –Spytał pod koniec lekcji swojego siostrzeńca.
-Cały James, on też na samym początku sobie grabił. –Zaśmiał się Remus.
-Najgorsze jest to, że będę musiał godzinę myć kociołki z Draconem.
-Może się zaprzyjaźnicie? W końcu jesteście teraz jakby kolegami po fachu, prefektami. –Zauważył Lupin.
-Tak dwóch nienawidzących się domów. –Dokończył z rozbawieniem Black.
-Już chyba wolałbym bliskie spotkanie ze smokiem niż godzinny szlaban z Malfoyem. –Westchnął Harry.
-O, ile dobrze pamiętam to imię Draco z łaciny oznacza smoka. –Dopowiedział Remus pozostawiając ich samych.
-Harry mam do ciebie pytanko. –Uśmiechnął się ojciec chrzestny. – Nie chciałbyś może nauczyć się sztuki animagii?
-Co takiego? –Harry’ego aż zatkało.
-Przemiana w zwierzę jest bardzo przydatna, jeśli zmieniłbyś się w coś małego mógłbyś beztrosko przechadzać się po zamku i mieć dostęp do miejsc nieosiągalnych dla reszty uczniów. Na przykład toalet dla dziewczyn. –Roześmiał się widząc minę bruneta na jego słowa.
-Syriuszu nie mów mi, że zamieniałeś się w psa, by podglądać panie w łazienkach.
-Nie, ale był to fajny sposób, by panie zainteresowały się twoją osobą i podrapały cie za uszkiem w postaci zwierzęcia. –Poklepał go po ramieniu i przyjrzał się synowi, jak zwykł go nazywać. –Hmm wydaje mi się, że twoja postać byłaby albo jakimś ptakiem albo ssakiem. Może króliczek? Choć możliwe, że będziesz jeleniem świadczy o tym postać twojego patronusa i to, że James mógł się w niego zmieniać.
-Albo tak jak ty będę psem, tylko ładniejszym . –Pokazał mu język i wyszedł z gabinetu, nim Black zdążył nasłać na niego jakiegoś chochlika, który siedział w klatce przy biurku.
----
Harry po kolacji spotkał się z Hermioną, która czekała na niego przy wejściu na piąte piętro. To właśnie tam musieli spotkać się z resztą prefektów. Dotarli pod pomnik Borysa Szalonego i na początku Harry nie wiedział do końca co tam robią. W końcu Hermiona podała hasło.
-Ku pokrzepieniu.
-Serio tak brzmi hasło? –Harry zrobił głupią minę. – Nie uważasz, że trochę bez sensu?
-Ja go nie wybierałam. –Zaśmiała się Hermiona i spojrzała w stronę pomnika, który znikł ukazując, im wejście do ładnego pokoju z większym stołem po środku przy, którym siedzieli już prawie wszyscy prefekci. Gdy tylko przeszli przez próg przejście się zamknęło.
-Czekamy jeszcze tylko na Draco i Pansy. – Powiedziała Hanna.
-Wiecie, że tym razem Dyrektor nie wybrał prefektów naczelnych? –Spytała Padma, gdy tylko dwoje gryfonów usiadła przy stole.
-Dlaczego? –Spytał się Harry uprzedzając Hermionę.
-Ponoć mamy sami o tym zdecydować. –Jedna z sióstr Patil wstała od stołu i podeszła do niewielkiego paleniska obok kominka. –Chcecie herbaty?
Wszyscy obecni skinęli głowami. Pięć minut później wejście ponownie przepuściło do środka ostatnią parę. Harry spojrzał na Dracona, który zasiadł przy stole naprzeciwko niego a obok Pansy, która niechętnie zajęła miejsce obok Justina.
Hermiona wstała, odchrząknęła i już spotkała się z atakiem ze strony ślizgonki. –Nie tak formalnie Granger, bo zaczniemy się czuć jak na egzaminach.
Hermiona zignorowała jej uwagę. –Musimy wybrać prefektów naczelnych. Zazwyczaj tę decyzje podejmował Dyrektor, ale tym razem o dziwo musimy to zrobić we własnym zakresie.
-No to będziemy ciągnąć losy? Albo zagramy w kamień, papier, nożyce tak jak mugole? –Zażartował Roger co jednak nie spotkało się z oczekiwanym entuzjazmem.
Harry’ego dziwiło, że Malfoy do tej pory siedzi cicho w końcu jednak ślizgon wstał i podszedł do półki, na której stały jakieś dziwne słoiczki. Wziął jeden i wsypał zawartość do niewielkiej czarki. Skierował w jej strone swoją różdżkę i powiedział na głos. – Insendio. – W środku zaczał płonąć obficie błękitny ogień.
-Co robisz Draco? –Spytała Pansy.
-Miniaturowa czara ognia. –Zauważył Harry.
-Zgadza się Potter. –Postawił czarę na srodku stołu. –Napiszcie swoje imiona na kartce i wrzućcie do ognia.
Hermiona patrzyła na kielich z zafascynowaniem. –Jak to zrobiłeś?
-Proszek księżycowy Granger. –Odparł, jakby to było coś oczywistego. –Nie uważałaś na eliksirach?
-Widocznie nie zapamiętałam. Ale Harry Tak. –Poklepała przyjaciela po ramieniu.
Po chwili wszyscy wrzucili do środka czary swoje karteczki. Padma stała aby móc odczytać te, które wypadną. Buch! Pierwszy strzęp poszybował wprost w jej dłoń.
-Draco. –Powiedziała.
-Super! –Krzyknęła Pansy tuląc się do ramienia Malfoya, ten tylko odtrącił jej dłonie jakby były mackami wielkiej kałamarnicy.
Wszyscy skupili wzrok na Padmie, która ponownie złapała drugi papierek, po czym uśmiechnęła się ciepło.
-Harry.
Potter zrobił oczy jakby doszła do niego wiadomość, że Filch zamienił panią Norris na wielkiego trójgłowego psa. –Jak to? Nie Hermiona?
-Gratuluję Harry. –Ta tylko zmierzwiła jego i tak nieułożone włosy.
-Praca z Potterem to będzie jakiś koszmar. –Westchnął Malfoy.
„Zaczyna się”, pomyślał Harry. Przynajmniej Draco znów mu dopieka.
-Dobra jedno mamy z głowy, zajmijmy się resztą. –Wtrącił w końcu Justin nieco zdenerwowany, że to nie on będzie prefektem naczelnym. O dziwo robota prefekta nie była na razie taka zła, nawet ślizgoni okazali się mniej konfliktowi niż, by się miało wydawać. Z każdą chwilą atmosfera stawała się mniej napięta i Potter musiał przyznać, że może współpraca z Draco nie okaże się porażką. Po ustaleniu formalności i kilku spraw, w których mimo wszystko się nie zgadzali z ulgą uznali, że spotkanie się skończyło i czas na odpoczynek –, czyli symboliczną kąpiel w łazienkach prefektów.
-To do zobaczenia jutro chłopaki. –Powiedziała Hermiona i razem z resztą dziewczyn poszły do swojej łazienki. Harry patrzył z utęsknieniem jak jego przyjaciółka odchodzi i na pewno jest bardziej pewna siebie niż on sam. Zacisnął dłonie w pięści, odetchnął i podszedł z chłopakami do obrazu, który znajdował się naprzeciwko posągu, czyli pokoju, z którego wyszli.
-Sosnowa świeżość. –Malfoy podał hasło i Harry uśmiechnął się lekko, bo okazało się, że od czasu jego ostatniej wizyty nie zmieniło się. Weszli do środka i od razu ich nozdrza uderzył zapach cytryny i mięty, ze ścian poleciała gorąca woda, która po chwili napełniła basen po środku.
-Dobra miejmy to za sobą. –Westchnął Roger zdejmując ubranie i pozostając w samej bieliźnie. W jego ślady poszli dwaj pozostali chłopcy. Harry stał jednak starając się zachować stoicki spokój. Jeśli zdejmie ubranie to zobaczą jego ciało, a nie było przecież w dobrym stanie. Pozostali weszli do wody.
-Harry nie wchodzisz? –Spytał Justin siadając przy biczach.
-Jakoś nie mam ochoty na kąpiel.
-Ej Potter my też nie jesteśmy specjalnie chętni na takie spoufalanie z innymi domami. Ale jak wszyscy to wszyscy, ty też jesteś prefektem.
Brunet zagryzł wargę, ale nie zdążył nic zrobić, bo Dracon złapał go za łydkę i wciągnął do wody nawet nie dając ściągnąć ciuchów. –Właź Potter i nie pierdol.
Harry wypłynął na powierzchnię i spojrzał nienawistnie na ślizgona. –Malfoy do reszty cię pojebało?
-To tylko kąpiel a, skoro już jesteś w ubraniach to siedź, potem okażę ci swą wspaniałomyślność i je wysuszę. Za bardzo czuć od ciebie mugoli, więc uznaj to za przysługę. Kąpiel i pranie w jednym. –Draco mrugnął do niego ukradkiem i Harry’ego zatkało.
Czy on? Czy Dracon zrobił, to by reszta nie zobaczyła jego ciała? Nie, to na pewno czysty przypadek, co tego głupiego, zadufanego w sobie blondyna obchodzi jego wróg. Wróg od pierwszych szkolnych dni. Puchon i krukon zajęli się rozmowa o pucharze w quidditcha, więc nie zwracali już uwagi na kąpiel Harry’ego w pełnym ubiorze. Ten zaś siedział obok Malfoya i już chciał się go o cos spytać, lecz poczuł dziwny chłód w okolicy ramienia i, gdy odwrócił twarz ujrzał przeźroczystą, buzię ozdobioną w duże okulary.
-Hej Harry, tęskniłam za tobą.
-MARTA?! –Harry aż odskoczył i pech chciał, że wpadł na ślizgona. –Przepraszam Draco. –szybko wskazał na ducha siedzącego teraz na jednej w umywalek, by wytłumaczyć swoje zachowanie. Marta była Duchem, który nawiedzał łazienki szkoły, odkąd jako uczennica została zaatakowana przez bazyliszka.
-Dawno nie widziałam tu wszystkich czterech prefektów razem.
-Skąd wiesz, że jesteśmy prefektami. –Spytał Roger zasłaniając nieco swoje ciało.
-Bo tylko wy macie prawo tu wejść. Mimo, że było pare wyjątków, prawda Harry? –Uśmiechnęła się szeroko. - Nie radzę wam tu siedzieć za długo, ostatnio jedna z toalet wybiła przez zbyt duże ciśnienie i cała zawartość ujrzała światło dzienne. –Roześmiała się.
-To może idź odwiedzić dziewczyny w ich toalecie, jest tam Hermiona. –Powiedział Harry.
-Hermiona?
-Moja koleżanka, pamiętasz ją na pewno. Miała mały wypadek w twojej łazience.
-Aaaa hahahaha panna z kocią mordką. –Marta zajęczała i wleciała do jednej z kabin.
Chłopaki popatrzyli po sobie i w końcu Justin wstał, wychodząc z wody. –Będę się zbierał. Moja dziewczyna na mnie czeka.
-Ja też. Obiecałem, że oddam Cho książkę, która mi pożyczyła na wakacje.
-Chang pożyczyła ci książkę? –Spytał Harry, kiedyś Cho bardzo mu się podobała.
-Tak, w końcu jest w moim domu, to normalne. –Roger i Justin byli po chwili już ubrani i gotowi do wyjścia. –A wy?
-Malfoy musi mi jeszcze wysuszyć ubranie, więc nie czekajcie na nas. –Odparł Harry z lekkim uśmiechem.
Draco prychnął tylko pogardliwie.
Kiedy zostali już sami brunet spojrzał na niego i powiedział stanowczo. –Zrobiłeś to specjalnie. Ta akcja z wrzuceniem mnie do wody w ubraniach. To było specjalnie, prawda?
-Brawo gryfiaku jednak nie jesteś taki głupi.
-Bardziej mnie interesuje dlaczego?
-Bo chyba nikt nie chciałby chwalić się tak szkaradnym ciałem. –Wstał. –Kto cie tak urządził co?
-Co to obchodzi syna śmierciożercy?
-Zamknij się Potter. Nic nie wiesz. Mój ojciec zawsze, cały czas był wierny Dumbledorowi, masz niepełne informacje. Nie stał się śmierciożercą z własnej woli. Dyrektor chciał mieć szpiega w szeregach wroga to go dostał. –Podszedł do Harry’ego
-A Twoja matka? Też była szpiegiem dumbledora? –Zaśmiał się.
-Matka niestety pozostała wierna swojej rodzinie. Powinienes coś o tym wiedzieć. W końcu rodzina Blacków od pokoleń była związana z czarnym panem. Nigdy nie uważałem jej za dobrą matkę, wyszła za ojca z przymusu. Nigdy nie kochała mojego ojca a on nie darzył uczuciem jej, więc chyba nie musze ci powtarzać jacy byliśmy zadowoleni, gdy razem ze swoją siostrą trafiła do Azkabanu. Jedyne za co mogę być jej wdzięczny to za, to, że mnie urodziła i tyle. –Mówił to wszystko jakby naprawdę nie miało to dla niego znaczenia. Poza tym Potter nie miałby co zrobić z tymi informacjami.
-Ale na pokątnej mówiłeś z ojcem o jakimś planie. –Powiedział Harry.
-Czyli jednak podsłuchiwałeś. – Zaśmiał się –Chodziło o plan Dumbledora. Jeśli jesteś ciekaw szczegółów sam go o to spytaj. Skoro już ci powiedziałem nieco o sobie i wyjaśniłem niedomówienia to teraz twoja kolei.
-Co niby miałbym ci powiedzieć?
Draco złapał go niespodziewanie za szatę i osunął ją z ramiona to samo robiąc z koszulką. –Kto cie tak urządził? –Spytał patrząc na jego klatkę piersiową. –Obiecuję, że nikomu nie powiem.
-Nie wiem, ile jest warte twoje słowo. –Złapał za szatę i narzucił ją na swoje ramiona.
-Jeśli nie dotrzymam słowa to splamię tym samym honor Malfloyów. A jesteśmy bardzo honorową rodzina.
-Ech no dobra. Jeśli myślisz, że przez wakacje trafiam do kochającej rodziny, gdzie mnie czczą i traktują jak bohatera to się mylisz. Moje wujostwo jako mugole nienawidzą magii i najchętniej zamknęli, by mnie w klatce, zakneblowali i zapomnieli, że ich rodzina ma jakiekolwiek powiązanie ze światem magii. Mój kuzyn idiota dwa razy większy ode mnie znęcał się nade mną od najmłodszych lat, bił, pomiatał i niszczył dzieciństwo. Ciotka głodziła mnie a wuj zmuszał do pracy fizycznej, która nie nadawała się dla kilkuletniego dziecka. –Mówił nie patrząc na Dracona.
-To chore.
-Nie mogłem, im nic zrobić, bo wywaliliby mnie ze szkoły. A nie miałem, gdzie się podziać. Także jak widać, moje życie od zawsze było z góry skazane na istne męki. –Wyjął swoją różdżkę z kieszeni szaty.
-Co robisz?
-Chce się wysuszyć. Nie wyjdą stąd ociekając woda prawda? Jeszcze, by mnie Snape gdzieś złapał i wyśmiał. –Odparł i wykonał kilka ruchów swoją różdżką. –Jutro czeka nas upragniony szlaban. Severus nawet nie wie, jak się za, nim stęskniłem.
-Ja musiałem znosić jego wizyty w wakacje. –Westchnął Draco.
Harry po chwili już był suchy. –Jak to?
-Miał pewne interesy do mojego ojca i na nieszczęście jako dobrze wychowani ludzie zaproponowaliśmy mu nocleg. A raczej pare noclegów. –Wyszli z łazienki i skierowali się w stronę schodów. –W mojej rodzinie trzeba dopilnować, by gość czuł się, jak u siebie w domu nawet, jeśli miałby być kimś pokroju górskiego trolla.
-A chłopca, który przeżył też byście tak ugościli? –Zaśmiał się.
-No nie wiem Potter, musiałbyś mnie jakoś przekupić.
-Chyba wolałbym nocować w zakazanym lesie. –Za tą uwagę dostał od blondyna mocno w bok.
-Głupi, nie wiesz co tracisz. –Zatrzymali się przy schodach. –Do jutra. Czekają nas wspólne zaklęcia z samego rana.
-Zauważyłeś Draco, że to nasza pierwsza rozmowa, która nie zakończyła wyzywaniem i pojedynkiem na różdżki? –Zaśmiał się Potter.
-No tak widzę, że zmądrzałeś.
-A ty ani troche, dalej jesteś zapatrzonym w siebie wężem. –Pokazał mu język. –Dobranoc.
Harry skierował się po schodach w górę, zaś Malfoy w dół w stronę lochów. Przy portrecie Grubej Damy siedział sobie czarny pies patrząc na chłopaka swoimi dużymi oczyma i machając wesoło ogonem.
-Hej Syriuszu. Czemu tu tak siedzisz? –Pogłaskał go pod pyszczkiem. Łapa oblizał jego palce i wstał, by po chwili złapać zębami skrawek jego szaty. –Mam za tobą iść?
Syriusz poprowadził Harry’ego w stronę pokoju życzeń. W Środku znajdowało się kilka poduszek, stolików i apteczka z różnymi dziwnymi słoiczkami.
-Czas na pierwszą lekcję animagii. –Powiedział Syriusz, który chwilę temu pojawił się obok w swojej normalnej postaci.
-Teraz? Już jest prawie cisza nocna. Poza tym jutro mam zaklęcia.
-Jesteś prefektem, poza tym ja nauczyciel cię pilnuję. Czyżbyś nie chciał nauczyć się przemiany? –Spojrzał na niego taki wzrokiem jakby rzucał mu wyzwanie. – Boisz się?
-Syriusz! Ja się niczego nie boję. –Zdjął szatę i krawat odkładając je na krzesło, po czym stanął na środku Sali. – Zaczynajmy.
-Różdżka.
Harry wyciągnął różdżkę.
-Skup się i spróbuj wyczuć magię jaka przez ciebie przepływa. Spróbuj skumulować ją w różdżce. Podczas zbierania myśli postaraj się ujrzeć w umyśle swoją zwierzęcą postać. Na początku nie będzie to nic konkretnego, więc, jeśli zobaczysz po prostu zdeformowany kłąb mgły to się nie zniechęcaj. Na początku zawsze tak jest. Potem będzie przybierał jakiś kształt. –Syriusz siedział na jednej z wielkich poduszek patrząc na syna chrzestnego z lekkim uśmiechem.
-A, kiedy będą jakieś efekty?
-Nie gadaj tylko wytężaj umysł.
-Gadasz jak Profesor Trelawney. –Zażartował.
-Ale ja nie każę ci otwierać wewnętrznego oka. Prędzej bym ci kazał uczesać włosy. –Roześmiał się. –skup się Harry.
Faktycznie na początku nie było to nic konkretnego zupełnie jak niekształtny patronus, kłąb białego dumy który poruszał się leniwie w głowie bruneta. Różdżka robiła się ciepła.
-Chyba widzę ogon.
-Co takiego? –Spytał Syriusz robiąc wielki oczy.
-Długi ogon, przynajmniej wydaje mi się, że to ogon. Teraz widzę jakby chmurę z ogonem. –Zaśmiał się zaciskając mocniej zamknięte powieki.
-No to już jakiś postęp, bardzo duży jak na pierwszą lekcję.
-----
Następnego dnia z samego rana obudził go Ron.
-Harry!
-Boże Ron, daj mi jeszcze pospać. –Zaplątał się w kołdrę na znak protestu.
-Wstawaj leniu.
-Leniu? Jakbyś wiedział co wczoraj robiłem to być mnie zrozumiał i dał się wyspać.
-Co robiłeś? –Usiadł na łóżku przyjaciela.
-Jesteśmy sami? - Harry wychylił głowę zza kołdry i rozejrzał się po dormitorium.
-Chłopaki wyszli pare minut temu. Możesz gadać.
-Ćwiczyłem z Syriuszem. Uczy mnie animagii.
-O kurde. Naprawdę? –Ron zdawał się bardziej tym podniecony niż zgredek gdy dostał od Harry’ego skarpetkę. –I jakie to uczucie? Już coś umiesz? Kurde, ale czad!
-Na razie wiem tyle, że zwierzę w które będę mógł się zmieniać ma ogon. –Przeciągnął się i ziewnął patrząc na błyszczące oczy przyjaciela.
-Wiele zwierząt ma ogon. Harry…
-Co?
-A jeśli będziesz zmieniać się w osła? –Roześmiał się i wstał szybko bo Harry, już sięgał po różdżkę. Kiedy obaj byli w stanie używalności zeszli razem z Hermioną która na nich czekała, prosto do wielkiej Sali, żeby zjeść śniadanie. Jak zwykle nie obyło się bez różnych dziwnych sytuacji typu : wybuchające budynie w, które pierwszaki włożyli wybuchające bączki. Gdy tylko ktoś dotknął takiego bączka łyżką ten aktywował się i wybuchał brudząc budyniem wszystko dookoła. Przy stole Krukonów w końcu Padma nie wytrzymała i złapała dwóch najgłośniej śmiejących się chłopaków którzy jak zakładała byli sprawcami całej brudnej roboty. Pogroziła, że nie puści im tego płazem i za karę będą sprzątać przez tydzień po kolacji, oczywiście bez używania różdżek.
Harry w tym czasie zajadał się tostami i jajecznicą patrząc ukradkiem w stronę stołu ślizgonów. Draco znowu był obłapywany przez Pansy która prowadziła rozmowę z Zabinim, prawdopodobnie wypominał jej, że jak tak dalej pójdzie to Malfoy trafi do skrzydła szpitalnego z powodu niedotlenienia. Obok stołu Gryfonów przechodziły dwie puchonki i wtedy Harry usłyszał o czym rozmawiały.
-Ponoć u ślizgonów znów odbyła się jakaś ostra impreza. Pamiętasz jak się chwalili w zeszłym roku, że sprowadzają z Hogsmeade alkohol? –Powiedziała blondynka o wyjątkowo szczupłej twarzy.
-Alkohol to nic. Słyszałam, że coraz częściej organizowane są tam orgie.
-Matko naprawdę? –Pisnęła!
-Podobno Draco nikomu nie odpuszcza. Zaliczył większość domu... – Po chwili były już na tyle daleko, że Harry nie usłyszał reszty rozmowy.
Draco jest domowym casanovą? W życiu nie pomyślałby, że Slytherin ma aż tak złą opinię, popijawy to jeszcze pół biedy, ale orgie? Harry ponownie skierował wzrok na Dracona. Trójka przyjaciół udała się na lekcję zaklęć. Brunet dzięki spotkaniu po drodze Profesora Snape nie był w stanie zapomnieć o wieczornym szlabanie z Malfoy’em.
poniedziałek, 1 sierpnia 2016
Drarry 1
Przez ostatnie lata które Harry spędził w swoim magicznym świecie wiele się wydarzyło. Niejednokrotnie stawał się celem różnych niewyjaśnionych zdarzeń które w końcu miały jeden cel, uprzykrzyć mu życie bądź dokładniej po prostu go niego pozbawić. Dzięki szczęściu udawało się jednak Potterowi jakoś z tego wszystkiego wyjść bez większego szwanku. Tym razem wszystko wydawało się spokojniejsze. Dzięki pomocy Dumbledore’a i paru innych członków z zakonu feniksa udało się spokojnie przyznać Syriuszowi pełne prawa do opieki nad chłopcem który teraz mógł beztrosko z nim mieszkać. Pierwszego dnia gdy tylko przeprowadził się do „Dworu Cloudhill” – posiadłości którą przepisał dawno temu Łapie jego daleki stryjeczny wuj - Harry nie umiał pohamować radości jaka wręcz od niego biła. Szybko poprosił ojca chrzestnego by pokazał mu jego pokój i gdy tylko usłyszał w jakim kierunku ma iść, wbiegł po schodach i otworzył z rozmachem dębowe drzwi które prowadziły do jego nowej sypialni. Cały dom był przed remontem w opłakanym stanie i Syriusz ponoć wydał niemałą sume galeonów by przywrócić go do wcześniejszej świetności. Teraz ciepły i przytulny zachęcał wystrojem. Gdzieniegdzie widać było barwy Gryffindoru ale i rodowe barwy Balcków czyli srebro i zieleń przypominający raczej Slytherin. Syriusz tłumaczył się, ze nie chciał całkowicie odgradzać się od rodziny więc postanowił przenieść z Grimmauld Place nr. 12 obraz Fineasa Nigellusa Blacka. Ku niezadowoleniu Stworka skrzata rodu Blacków Łapa nie pozwolił na zabranie do nowego domu portretu matki Syriusza. Mężczyzna tłumaczył się, że nie ma zamiaru spędzać więcej czasu z tą obrośniętą kurzajkami starą nietoperzycą. Harry stał w swoim pokoju nie mogąc napatrzeć się na wszystko co go otacza. Na jasnych ścianach widniały ruchome plakaty Quidditcha pokazujące takie drużyny jak Armaty z Chudley, Pustułki z Kenmare czy nawet Gobliny z Grodziska (jest to oficjalna Polska drużyna quidditcha XD ) Reszta malowideł przedstawiała prawdopodobnie rodziców Harry’ego i ich przyjaciół z zakony feniksa a także kilka innych obrazków małego Pottera z rodzicami.
-Mam nadzieję, że ci się podoba. –Rzekł Łapa gdy tylko dogonił chłopaka. –Razem z Lupinem zastanawialiśmy się co by ci się spodobało.
-Jest super. –Powiedział Harry i rzucił się na wielki miękkie łóżko stojące tuż przy biurku. –Rany to świetne uczucie mieć własny pokój który nie był kiedyś składzikiem urodzinowych prezentów kuzyna. –Zaśmiał się i złapał dłonią kartkę która leżała na poduszce. –Co to?
-Lista rzeczy które będziesz potrzebować w tym roku. –Odparł mężczyzna który po chwili przepuścił przez drzwi dwa skrzaty Stworka i Zgredka.
-Sir! Harry Potter Sir! Zgredek się cieszy, że pana widzi. Razem ze stworkiem.. –Tu rzucił drugiemu skrzatowi mniej przyjazne spojrzenie. – razem ze stworkiem będziemy się opiekować domem Pana Syriusza.
-Myślałem Zgredku, że znalazłeś pracę w kuchni w Hogwarcie.-Odparł Harry wstając z łóżka by przywitać się należycie z przyjacielem.
-Zgredek pracuje i dostaje za to należytą zapłatę, ale opiekowanie się domem Harry’ego to co innego. To sama przyjemność! –Skrzat uśmiechnął się szeroko.
-No dobra, wybaczcie że wam przerwę, ale pamiętaj Harry, że jutro czeka nas wycieczka na ulice Pokątną.
-Będziemy musieli pójść do Banku Gringotta bo moje kieszenie świeca pustkami. –Westchnął chłopak schodząc razem z Łapą do salonu gdzie zasiedli przy stole by zjeść ciasteczka które przygotowały skrzaty i wypić herbatę którą dostali od Państwa Weasley, którzy ponownie postanowili odwiedzić swojego syna tym razem wyjątkowo w Indiach gdzie doniedawna miał specjalny kurs opieki nad smokami zagrożonymi wyginięciem. Ron jak zwykle musiał wysłać Harry’emu i Hermionie list gzie wszystko szczegółowo opisał, od smoka który potrafił mówić po latające Mirobijki odpowiedniki cykad z tym, że parzące gorzej niż niejedna skąltka tylnowybuchowa.
-Wszystko załatwimy. A teraz idź pod prysznic i do łóżka jutro z samego rana za pomącą proszku Fiuu udajemy się do Dziurawego Kotła.
Harry pożegnał się jeszcze ze skrzatami, Fineasem powoli przysypiającym w ramach obrazu i z samym Syriuszem. Do łazienki trafił bez problemu i z uśmiechem zauważył, że była bardzo podobna do łazienki prefektów ze szkoły z tą różnicą, że była mniejsza. Na szczęście Black darował sobie wstawienie zamiast okna witrażu z syreną bo Harry dobrze pamiętał jak speszyła go jej obecność gdy musiał kapać się tylko po to by otworzyć głupie jajo podczas turnieju trójmagicznego. W pomieszczeniu mógł spokojnie wyczuć zapach lawendy co uspokajało. Harry zdjął koszulkę i spojrzał do lustra. Fakt był cholernie wychudzony na ciele widać było ślady po pobiciach, zadrapaniach i gdzieniegdzie widniały siniaki które pozostawił po sobie jego kuzyn z kumplami. Nikt nie wiedział co naprawdę działo się w domu przy Privet Drive 4, to tam życie chłopaka stało się koszmarem, znęcano się nad nim, bito go i poniżano. A on nie mógł nic zrobić bo jeśli użyłby czarów to groziłoby mu wyrzucenie ze szkoły magii i czarodziejstwa. Jeszcze kilka spojrzeń w stronę lustra, ciche westchnięcie i w końcu wślizgnął się do ciepłej wody.
----
Następnego dnia Harry’ego obudził Stworek nieudolnie starając się ściągnąć z niego kołdrę.
-Już wstaję, już! –Powiedział drapiąc się po niesfornych, czarnych włosach. Sięgnął po okulary które leżały na szafeczce obok i przeciągając się podreptał w stronę komody.
Potter zszedł po chwili do jadalni gdzie już siedział Syriusz jedząc śniadanie.
-Dzień dobry. –Powiedział ospale Harry.
-Witaj, jak się spało?
-Dobrze do póki nie musiałem wstać! –Zaśmiał się chłopak siadając przy stole i nakładając sobie na talerz dwa tosty i nieco jajecznicy na bekonie. –Zjemy i od razu lecimy na Pokątną?
-Tak. Już dostaliśmy listy od Molly i Artura, że z dzieciakami również się dziś wybierają na zakupy. Hermiona też tam będzie. Mają czekać w dziurawym kotle. –Syriusz dopił kawę i poprawił swoją szmaragdową szatę. –Gotowy?
Harry zjadł właśnie ostatni kęs i spojrzał na swojego ojca chrzestnego. –Tak, już skończyłem. –Wstał od stołu i poszedł za Łapą w stronę sporej wielkości kominka.
-Miałeś już okazję podróżować za pomocą Fiuu prawda?
-Tak, z niemiłym skutkiem, ale owszem już go używałem.
-Co masz na myśli? –Spytał unosząc brew ku górze.
-Przejęzyczyłem się i trafiłem na ulice Nocturnu..
-Haha i pewnie trafiłeś do jakiegoś zakurzonego sklepu gdzie chcieli cię torturować tak?
-Poniekąd. –Zaśmiał się i wziął z pojemniczka nieco szarawego proszku. Wszedł do komika i powiedział na głos. – Na Pokątną! –Ostatnie co zobaczył to zielone płomienie a potem drewnianą podłogę Dziurawego Kotła.
-Pan Potter.
Harry’emu pomógł wstać nieco przygarbiony mężczyzna w którym po chwili rozpoznał Toma - barmana.
-Dzień dobry Tomie.. zaraz powinien pojawić się jeszcze Syriusz. – I owszem po chwili obok pojawił się Black.
-Ach, dawno tak nie podróżowałem. Tom poproszę kieliszek płonącej whisky! Trzeba nabrać sił bo czekają nas męczące zakupy. – Zaśmiał się podchodząc do baru gdzie po chwili otrzymał swoje zamówienie.
-Syriuszu picie z samego rana jest nierozsądne! –Po schodach schodziła właśnie Pani Weasley z mężem a za nimi podążała reszta rodziny,
-Droga Molly, zakupy to bardzo ciężkie zadanie i musze się nieco wzmocnić. –Ciągnął dalej Black a w tym czasie Harry zaczął witać się z przyjaciółmi.
-Jak tam wizyta w Indiach Ron?
-Wiesz co kumplu było super, smakowała wam ta zielona herbata? My z Fredem uznaliśmy, że smakuje jak siki trolla, ale mama się uparła.
-Nie była zła, ale chyba pozostanę fanem zwykłej czarnej. To może zostawimy ich tu i sami pójdziemy na zakupy?
Syriusz i reszta dorosłych była zajęta rozmowa więc dzieciaki wyszły z kotła i najpierw skierowali się do banku. Gdy już mieli w kieszeniach nieco Galeonów na potrzebne rzeczy postanowili w pierwszej kolejności pójść po książki do Esów i Floresów. Tam ku ich uciesze czekała już Hermiona.
-Cześć chłopaki. –Z szerokim uśmiechem wycałował obu. –Harry Jak tam wakacje? Już się przeprowadziłeś do Syriusza, podoba ci się dom?
-Hermi spokojnie za dużo pytań na raz. –Zaśmiał się i opowiedział przyjaciołom jak wygląda jego pokój i ogólnie cały dom.
-Należy ci się mieć w końcu normalny dom, mam nadzieję, że kiedyś nas do siebie zaprosisz.
-Na pewno, ale najpierw wiecie gdzie chce pójść? Do Sklepy bliźniaków. Przyda nam się nieco nowych gadżetów które zmajstrowali. –Cała trójka uśmiechnęła się i pomaszerowali w stronę owego sklepu.
-Proszę, proszę a kogo to nasze oczy widzą!-Bliźniacy stali na balkoniku ubrani w czerwone szaty. –Nasz sponsor, nasz brat i pani wszystkowiedząca. –Zaśmiali się.
-Och no nawet nie wiecie jak za wami tęskniliśmy. –Odparła Hermiona.
Harry zignorował wymianę zdań i od razu pokierował się w stronę straganiku z nazwą „Nowe”
-Co to? –Spytał dotykając czarny wiszący materiał.
-To mój drogi peleryna zwidka.
-Co?
-To taka ulepszona peleryna niewidka, z tym, że zamiast całkowitego zniknięcia ma efekt kameleona. Wtapiasz się w tło. –Dokończył George.
-Kupię Syriuszowi, na pewno się ucieszy. Macie coś jeszcze?
Fred po chwili poprowadził nowych klientów po sklepie demonstrując najnowsze produkty, więc chcąc nie chcąc trójka przyjaciół wyszła ze sklepu z torbami pełnymi różnych gadżetów. Mijając uliczki pełne ludzi i sklepiki zachęcające wyglądem skierowali się w stronę lokalu Madame Malkin, musieli zakupić nowe szaty bo Harry i Ron już ze swoich wyrośli.
-Witajcie moje gołąbki! –Kobieta w podeszłym wieku obdarzyła wszystkich serdecznym uśmiechem.-Rozumiem, że potrzebujecie szkolnych szat?
-Dokładnie to ja ich pani zostawiam. –Hermiona chciała jeszcze pójść po jakąś książke więc ich zostawiła.
-No to skarby idźcie do przymierzalni zaraz wam przyniosę kilka szat do przymierzenia.
Harry skierował się do przymierzalni a Ron zaczekał chwile nim jakaś zwolniła się na samym końcu korytarzyka. Chłopak dostał po chwili kilka szat do przymiarki i już ściągał koszulę gdy gdzieś za rogiem usłyszał najmniej pożądany głos, głos Malfoya.
-Mam nadzieję, że tym razem Madame masz coś godnego członka rodu Malfoy’ów
-Na pewno coś się znajdzie. Panie Lucjuszu a pan nie potrzebuje szaty?
-Na razie proszę zająć się moim synem. –Kiedy właścicielka wyszła ojciec zwrócił się do syna.- Ten rok zapowiada się ciekawie. Wiesz jakie jest twoje zadanie Draconie, ja niestety nie będę mógł ci pomóc!
Harry szybko rzucił na bok koszulę i sięgnął do torby po kupioną pelerynę zwidkę narzucił ją na siebie i swoje rzeczy bo po chwili do środka wszedł Draco. – Spokojnie ojcze dam sobie radę. –Blondyn wszedł do środka, zasłonił zasłonkę i zaczął zdejmować swoją czarną koszulę. Harry patrzył na niego z lekkim przerażeniem, pomieszczenie było małe a on ledwo co zmieścił się za ławką w kącie ze swoimi rzeczami . Jeżeli ten zadufany w sobie idiota go nakryje to będzie niezła kompromitacja. Miał przed sobą półnagiego Dracona, do jasnej cholery musiał przyznać, że ta jasna cera niepotrzebnie była kryta przez szaty bo o dziwo blondyn miał umięśnioną sylwetkę. Sam Harry nigdy nie miałby okazji do utrzymania swojego ciała w takim stanie skoro był ciągle bity przez kuzyna który był od niego dwa razy większy i wzdłuż i wszerz oraz dzięki kochanej ciotce która go notabene głodziła. Draco właśnie przymierzał szatę gdy do nozdrzy Pottera dotarła ta dziwnie drażniąca ale mimo wszystko ładnie pachnąca woń. NIE! Nie tylko nie kichaj! Harry’ego już skręcało bo to było nie do wytrzymania, czemu ten blond idiota musiał używać tak ostrych perfum? W końcu niestety stało się. Kichnął tak, że peleryna zsunęła się z jego ciała. Spojrzał szybko na chłopaka obok, Malfoy miał mine jakby ducha zobaczył, szybko jednak złapał za różdżkę którą miał w kieszeni a druga ręka skierowała się ku gardle gryfona.
-No, no. Potter podsłuchuje i podgląda! –Przyłożył koniec różdżki do policzka rywala. –lepiej żebyś miał dobre wytłumaczenie.
-Ja mam się tłumaczyć? To ty na chama wbiłeś się do tej przymierzalni nawet nie sprawdzając czy jest zajęta, musiałem więc coś zrobić żebyś mnie nie zauważył. Głupku!
-Czemu niby miałbym cie nie zauważyć..?-Draco nagle jakby zrozumiał o co chodzi Potterowi. Jego ciało a przynajmniej górna część ta która była odkryta, była wychudzona, pełna siniaków, obić i nawet ran… ciętych. –Co to ma kurwa być? –Puścił chłopaka odsuwając się nieco. W tym czasie brunet narzucił na siebie koszulę.
-Nie twój zakichany interes! –Warknął ale widząc minę Dracona az oniemiał. Ta mina była mieszanką strachu i litości. Draco i Litość?
-Potter…
-Zejdź mi z drogi Malfoy! –Harry złapał za swoje rzeczy i wyszedł z przymierzalni. Po chwili podążył za nim Ron który zapewne już skończył przymierzać swoje szaty i czekał na Harry’ego. Ale gdy zobaczył że w środku był też Malfoy no w każdym razie wyglądał jakby ujrzał hybrydę górskiego trolla i trójgłowego psa. Szybko pobiegł za przyjacielem aby spytać się o co chodzi.
Draco zaś stał jeszcze chwilę w przymierzalni. Jak to możliwe, że ten wybraniec, ten idiota jest w tak beznadziejnym stanie.
----
-Harry co ty robiłeś w przymierzalni razem z Draco? –Spytał Ron gdy w końcu wrócili do dziurawego kotła z torbami pełnymi zakupów.
-Podsłuchiwałem go.
-Co?
-Słyszałem jak gadał z ojcem o jakimś planie, ale nie podali szczegółów a potem ten idiota wlazł do kabiny. Myślałem, że jeszcze czegoś się dowiem to ubrałem pelerynę zwidkę.
-Kurde. Plan? Ciekawe o co im chodzi.
-O czym gadacie? –Spytała Hermiona cudem odnajdując ich w tłumie.
-Malfoyowie knują jakiś chytry plan. –Wyjaśnił Ron.
-Znając ich to pewnie nic dobrego.
----
Tydzień Później.
Trójka przyjaciół spotkała się na peronie 9 i ¾. Nie musieli czekać długo aż dołączyli do nich Luna, Neville i Ginny. Wszyscy pożegnali się ze swoimi rodzinami, a Harry oczywiście musiał nieźle się wysilić by Black w końcu zrozumiał, że i tak niedługo się zobaczą. A na święta i tak wróci do domu.
-Zobaczymy się szybciej niż myślisz! –dodał Black i przytulił swojego syna chrzestnego.
Kiedy już cała paczka siedziała w pociągu i jechała by zacząć nowy rok w Hogwarcie kilka osób czuło ze i ten rok nie będzie zaliczał się do spokojnych. Podróż jak zwykle skończyła się szybciej niż się zaczęła, więc w drodze do Zamku wszyscy musieli skomentować jaką to naganną postawę prezentują pierwszoklasiści biegający po pociągu z gadżetami od Freda i Georga i niemal doprowadzając błyskającymi śmigusami do wykolejenia. Zamek był jak zwykle pięknie oświecony przez płonące pochodnie i księżyc zaś główne wejście zdobił ułożony ze świec napis: „Witajcie w Hogwarcie” Wszyscy uczniowie skierowali się do wielkiej Sali by zasiąść do stołów i ponownie przyjrzeć się jak tiara przydziału oddaje kolejnych uczniów do poszczególnych domów. Harry był zajęty rozmową z Angeliną Johnson jego koleżanką z drużyny Quidditcha gdy Dyrektor wstał z miejsca by ogłosić co zmieniło się w tym roku.
-Moi drodzy uczniowie. Jak dobrze wam wiadomo musze nieco pozrzędzić i przypomnieć jakie zasady panują w zamku i co się pozmieniało. Na początek, pierwszoklasistom zabrania się wchodzenie do działu ksiąg zakazanych, na tereny zakazanego lasu i spacerowania po zamku po zmroku. To tyczy się też pozostałych starszych roczników. W związku z kolejną zmianą w gronie nauczycielskim pragnę serdecznie powitać ponownie Remusa Luppina który razem z innym nauczycielem zajmie się obrona przed czarna magią. –Wszyscy uczniowie zaczęli szeptac kim jest drugi nauczyciel i długo nie musieli czekać bo wrota do Sali otworzyły się nagle i do środka wpadło pełno sztucznych ogni, uczniowie stali z miejsc i zaczęli klaskać, gwizdać i śmiać się głośno. Po chwili tuż nad stołem pojawiły się ułożone z fajerwerków twarze bliźniaków, które po chwili przemówiły.
-Drodzy państwo w imieniu Huncwotów, My Fred i George Weasley pragniemy przedstawić nowego współnauczyciela obrony przed czarną magią. PANA SYRIUSZA BLACKA III!! –I wtedy do Sali wleciał na miotle Syriusz! Harry zaczął się głośno śmiać bo to przedstawienie było bardzo w jego stylu. Syriusz wylądował przed stołem nauczycielskim i spojrzał ze skruchą na dyrektora ale widocznie i jemu spodobało się to przedstawienie. Tylko Snape wyglądał jakby miał zaraz zwymiotować. Syriusz ukłonił się jeszcze i zajął miejsce przy Luppinie który pacnął go w tył głowy.
-Dziękujemy Syriuszu za tak spektakularne wejście, powróćmy jednak na ziemię i dokończmy ostatnią sprawę. W związku z nowym rokiem jesteśmy zmuszeni do powołania nowych prefektów. Domem Ravenclaw zaopiekują się panna Padma Patil i pan Roger Davies. Domem Hufflepuff zaś panna Hanna Abbott i pan Justin Finch–Fletchley. Slytherinem zajmą się panna Pansy Parkinson i pan Draco Malfoy. Domem Gryffindoru panna Hermiona Granger i pan – Tu nastała na chwilkę cisza. – pan Harry Potter.
Harry spojrzał na stół gdzie siedział Draco i on również zrobił to samo. Ich spojrzenia zetknęły się i przez chwile mogli wyczytać z nich więcej niż przewidywali. Ale Harry nie rozumiał tylko jednego uczucia jakie wyczuł widząc wzrok Dracona.
-Mam nadzieję, że ci się podoba. –Rzekł Łapa gdy tylko dogonił chłopaka. –Razem z Lupinem zastanawialiśmy się co by ci się spodobało.
-Jest super. –Powiedział Harry i rzucił się na wielki miękkie łóżko stojące tuż przy biurku. –Rany to świetne uczucie mieć własny pokój który nie był kiedyś składzikiem urodzinowych prezentów kuzyna. –Zaśmiał się i złapał dłonią kartkę która leżała na poduszce. –Co to?
-Lista rzeczy które będziesz potrzebować w tym roku. –Odparł mężczyzna który po chwili przepuścił przez drzwi dwa skrzaty Stworka i Zgredka.
-Sir! Harry Potter Sir! Zgredek się cieszy, że pana widzi. Razem ze stworkiem.. –Tu rzucił drugiemu skrzatowi mniej przyjazne spojrzenie. – razem ze stworkiem będziemy się opiekować domem Pana Syriusza.
-Myślałem Zgredku, że znalazłeś pracę w kuchni w Hogwarcie.-Odparł Harry wstając z łóżka by przywitać się należycie z przyjacielem.
-Zgredek pracuje i dostaje za to należytą zapłatę, ale opiekowanie się domem Harry’ego to co innego. To sama przyjemność! –Skrzat uśmiechnął się szeroko.
-No dobra, wybaczcie że wam przerwę, ale pamiętaj Harry, że jutro czeka nas wycieczka na ulice Pokątną.
-Będziemy musieli pójść do Banku Gringotta bo moje kieszenie świeca pustkami. –Westchnął chłopak schodząc razem z Łapą do salonu gdzie zasiedli przy stole by zjeść ciasteczka które przygotowały skrzaty i wypić herbatę którą dostali od Państwa Weasley, którzy ponownie postanowili odwiedzić swojego syna tym razem wyjątkowo w Indiach gdzie doniedawna miał specjalny kurs opieki nad smokami zagrożonymi wyginięciem. Ron jak zwykle musiał wysłać Harry’emu i Hermionie list gzie wszystko szczegółowo opisał, od smoka który potrafił mówić po latające Mirobijki odpowiedniki cykad z tym, że parzące gorzej niż niejedna skąltka tylnowybuchowa.
-Wszystko załatwimy. A teraz idź pod prysznic i do łóżka jutro z samego rana za pomącą proszku Fiuu udajemy się do Dziurawego Kotła.
Harry pożegnał się jeszcze ze skrzatami, Fineasem powoli przysypiającym w ramach obrazu i z samym Syriuszem. Do łazienki trafił bez problemu i z uśmiechem zauważył, że była bardzo podobna do łazienki prefektów ze szkoły z tą różnicą, że była mniejsza. Na szczęście Black darował sobie wstawienie zamiast okna witrażu z syreną bo Harry dobrze pamiętał jak speszyła go jej obecność gdy musiał kapać się tylko po to by otworzyć głupie jajo podczas turnieju trójmagicznego. W pomieszczeniu mógł spokojnie wyczuć zapach lawendy co uspokajało. Harry zdjął koszulkę i spojrzał do lustra. Fakt był cholernie wychudzony na ciele widać było ślady po pobiciach, zadrapaniach i gdzieniegdzie widniały siniaki które pozostawił po sobie jego kuzyn z kumplami. Nikt nie wiedział co naprawdę działo się w domu przy Privet Drive 4, to tam życie chłopaka stało się koszmarem, znęcano się nad nim, bito go i poniżano. A on nie mógł nic zrobić bo jeśli użyłby czarów to groziłoby mu wyrzucenie ze szkoły magii i czarodziejstwa. Jeszcze kilka spojrzeń w stronę lustra, ciche westchnięcie i w końcu wślizgnął się do ciepłej wody.
----
Następnego dnia Harry’ego obudził Stworek nieudolnie starając się ściągnąć z niego kołdrę.
-Już wstaję, już! –Powiedział drapiąc się po niesfornych, czarnych włosach. Sięgnął po okulary które leżały na szafeczce obok i przeciągając się podreptał w stronę komody.
Potter zszedł po chwili do jadalni gdzie już siedział Syriusz jedząc śniadanie.
-Dzień dobry. –Powiedział ospale Harry.
-Witaj, jak się spało?
-Dobrze do póki nie musiałem wstać! –Zaśmiał się chłopak siadając przy stole i nakładając sobie na talerz dwa tosty i nieco jajecznicy na bekonie. –Zjemy i od razu lecimy na Pokątną?
-Tak. Już dostaliśmy listy od Molly i Artura, że z dzieciakami również się dziś wybierają na zakupy. Hermiona też tam będzie. Mają czekać w dziurawym kotle. –Syriusz dopił kawę i poprawił swoją szmaragdową szatę. –Gotowy?
Harry zjadł właśnie ostatni kęs i spojrzał na swojego ojca chrzestnego. –Tak, już skończyłem. –Wstał od stołu i poszedł za Łapą w stronę sporej wielkości kominka.
-Miałeś już okazję podróżować za pomocą Fiuu prawda?
-Tak, z niemiłym skutkiem, ale owszem już go używałem.
-Co masz na myśli? –Spytał unosząc brew ku górze.
-Przejęzyczyłem się i trafiłem na ulice Nocturnu..
-Haha i pewnie trafiłeś do jakiegoś zakurzonego sklepu gdzie chcieli cię torturować tak?
-Poniekąd. –Zaśmiał się i wziął z pojemniczka nieco szarawego proszku. Wszedł do komika i powiedział na głos. – Na Pokątną! –Ostatnie co zobaczył to zielone płomienie a potem drewnianą podłogę Dziurawego Kotła.
-Pan Potter.
Harry’emu pomógł wstać nieco przygarbiony mężczyzna w którym po chwili rozpoznał Toma - barmana.
-Dzień dobry Tomie.. zaraz powinien pojawić się jeszcze Syriusz. – I owszem po chwili obok pojawił się Black.
-Ach, dawno tak nie podróżowałem. Tom poproszę kieliszek płonącej whisky! Trzeba nabrać sił bo czekają nas męczące zakupy. – Zaśmiał się podchodząc do baru gdzie po chwili otrzymał swoje zamówienie.
-Syriuszu picie z samego rana jest nierozsądne! –Po schodach schodziła właśnie Pani Weasley z mężem a za nimi podążała reszta rodziny,
-Droga Molly, zakupy to bardzo ciężkie zadanie i musze się nieco wzmocnić. –Ciągnął dalej Black a w tym czasie Harry zaczął witać się z przyjaciółmi.
-Jak tam wizyta w Indiach Ron?
-Wiesz co kumplu było super, smakowała wam ta zielona herbata? My z Fredem uznaliśmy, że smakuje jak siki trolla, ale mama się uparła.
-Nie była zła, ale chyba pozostanę fanem zwykłej czarnej. To może zostawimy ich tu i sami pójdziemy na zakupy?
Syriusz i reszta dorosłych była zajęta rozmowa więc dzieciaki wyszły z kotła i najpierw skierowali się do banku. Gdy już mieli w kieszeniach nieco Galeonów na potrzebne rzeczy postanowili w pierwszej kolejności pójść po książki do Esów i Floresów. Tam ku ich uciesze czekała już Hermiona.
-Cześć chłopaki. –Z szerokim uśmiechem wycałował obu. –Harry Jak tam wakacje? Już się przeprowadziłeś do Syriusza, podoba ci się dom?
-Hermi spokojnie za dużo pytań na raz. –Zaśmiał się i opowiedział przyjaciołom jak wygląda jego pokój i ogólnie cały dom.
-Należy ci się mieć w końcu normalny dom, mam nadzieję, że kiedyś nas do siebie zaprosisz.
-Na pewno, ale najpierw wiecie gdzie chce pójść? Do Sklepy bliźniaków. Przyda nam się nieco nowych gadżetów które zmajstrowali. –Cała trójka uśmiechnęła się i pomaszerowali w stronę owego sklepu.
-Proszę, proszę a kogo to nasze oczy widzą!-Bliźniacy stali na balkoniku ubrani w czerwone szaty. –Nasz sponsor, nasz brat i pani wszystkowiedząca. –Zaśmiali się.
-Och no nawet nie wiecie jak za wami tęskniliśmy. –Odparła Hermiona.
Harry zignorował wymianę zdań i od razu pokierował się w stronę straganiku z nazwą „Nowe”
-Co to? –Spytał dotykając czarny wiszący materiał.
-To mój drogi peleryna zwidka.
-Co?
-To taka ulepszona peleryna niewidka, z tym, że zamiast całkowitego zniknięcia ma efekt kameleona. Wtapiasz się w tło. –Dokończył George.
-Kupię Syriuszowi, na pewno się ucieszy. Macie coś jeszcze?
Fred po chwili poprowadził nowych klientów po sklepie demonstrując najnowsze produkty, więc chcąc nie chcąc trójka przyjaciół wyszła ze sklepu z torbami pełnymi różnych gadżetów. Mijając uliczki pełne ludzi i sklepiki zachęcające wyglądem skierowali się w stronę lokalu Madame Malkin, musieli zakupić nowe szaty bo Harry i Ron już ze swoich wyrośli.
-Witajcie moje gołąbki! –Kobieta w podeszłym wieku obdarzyła wszystkich serdecznym uśmiechem.-Rozumiem, że potrzebujecie szkolnych szat?
-Dokładnie to ja ich pani zostawiam. –Hermiona chciała jeszcze pójść po jakąś książke więc ich zostawiła.
-No to skarby idźcie do przymierzalni zaraz wam przyniosę kilka szat do przymierzenia.
Harry skierował się do przymierzalni a Ron zaczekał chwile nim jakaś zwolniła się na samym końcu korytarzyka. Chłopak dostał po chwili kilka szat do przymiarki i już ściągał koszulę gdy gdzieś za rogiem usłyszał najmniej pożądany głos, głos Malfoya.
-Mam nadzieję, że tym razem Madame masz coś godnego członka rodu Malfoy’ów
-Na pewno coś się znajdzie. Panie Lucjuszu a pan nie potrzebuje szaty?
-Na razie proszę zająć się moim synem. –Kiedy właścicielka wyszła ojciec zwrócił się do syna.- Ten rok zapowiada się ciekawie. Wiesz jakie jest twoje zadanie Draconie, ja niestety nie będę mógł ci pomóc!
Harry szybko rzucił na bok koszulę i sięgnął do torby po kupioną pelerynę zwidkę narzucił ją na siebie i swoje rzeczy bo po chwili do środka wszedł Draco. – Spokojnie ojcze dam sobie radę. –Blondyn wszedł do środka, zasłonił zasłonkę i zaczął zdejmować swoją czarną koszulę. Harry patrzył na niego z lekkim przerażeniem, pomieszczenie było małe a on ledwo co zmieścił się za ławką w kącie ze swoimi rzeczami . Jeżeli ten zadufany w sobie idiota go nakryje to będzie niezła kompromitacja. Miał przed sobą półnagiego Dracona, do jasnej cholery musiał przyznać, że ta jasna cera niepotrzebnie była kryta przez szaty bo o dziwo blondyn miał umięśnioną sylwetkę. Sam Harry nigdy nie miałby okazji do utrzymania swojego ciała w takim stanie skoro był ciągle bity przez kuzyna który był od niego dwa razy większy i wzdłuż i wszerz oraz dzięki kochanej ciotce która go notabene głodziła. Draco właśnie przymierzał szatę gdy do nozdrzy Pottera dotarła ta dziwnie drażniąca ale mimo wszystko ładnie pachnąca woń. NIE! Nie tylko nie kichaj! Harry’ego już skręcało bo to było nie do wytrzymania, czemu ten blond idiota musiał używać tak ostrych perfum? W końcu niestety stało się. Kichnął tak, że peleryna zsunęła się z jego ciała. Spojrzał szybko na chłopaka obok, Malfoy miał mine jakby ducha zobaczył, szybko jednak złapał za różdżkę którą miał w kieszeni a druga ręka skierowała się ku gardle gryfona.
-No, no. Potter podsłuchuje i podgląda! –Przyłożył koniec różdżki do policzka rywala. –lepiej żebyś miał dobre wytłumaczenie.
-Ja mam się tłumaczyć? To ty na chama wbiłeś się do tej przymierzalni nawet nie sprawdzając czy jest zajęta, musiałem więc coś zrobić żebyś mnie nie zauważył. Głupku!
-Czemu niby miałbym cie nie zauważyć..?-Draco nagle jakby zrozumiał o co chodzi Potterowi. Jego ciało a przynajmniej górna część ta która była odkryta, była wychudzona, pełna siniaków, obić i nawet ran… ciętych. –Co to ma kurwa być? –Puścił chłopaka odsuwając się nieco. W tym czasie brunet narzucił na siebie koszulę.
-Nie twój zakichany interes! –Warknął ale widząc minę Dracona az oniemiał. Ta mina była mieszanką strachu i litości. Draco i Litość?
-Potter…
-Zejdź mi z drogi Malfoy! –Harry złapał za swoje rzeczy i wyszedł z przymierzalni. Po chwili podążył za nim Ron który zapewne już skończył przymierzać swoje szaty i czekał na Harry’ego. Ale gdy zobaczył że w środku był też Malfoy no w każdym razie wyglądał jakby ujrzał hybrydę górskiego trolla i trójgłowego psa. Szybko pobiegł za przyjacielem aby spytać się o co chodzi.
Draco zaś stał jeszcze chwilę w przymierzalni. Jak to możliwe, że ten wybraniec, ten idiota jest w tak beznadziejnym stanie.
----
-Harry co ty robiłeś w przymierzalni razem z Draco? –Spytał Ron gdy w końcu wrócili do dziurawego kotła z torbami pełnymi zakupów.
-Podsłuchiwałem go.
-Co?
-Słyszałem jak gadał z ojcem o jakimś planie, ale nie podali szczegółów a potem ten idiota wlazł do kabiny. Myślałem, że jeszcze czegoś się dowiem to ubrałem pelerynę zwidkę.
-Kurde. Plan? Ciekawe o co im chodzi.
-O czym gadacie? –Spytała Hermiona cudem odnajdując ich w tłumie.
-Malfoyowie knują jakiś chytry plan. –Wyjaśnił Ron.
-Znając ich to pewnie nic dobrego.
----
Tydzień Później.
Trójka przyjaciół spotkała się na peronie 9 i ¾. Nie musieli czekać długo aż dołączyli do nich Luna, Neville i Ginny. Wszyscy pożegnali się ze swoimi rodzinami, a Harry oczywiście musiał nieźle się wysilić by Black w końcu zrozumiał, że i tak niedługo się zobaczą. A na święta i tak wróci do domu.
-Zobaczymy się szybciej niż myślisz! –dodał Black i przytulił swojego syna chrzestnego.
Kiedy już cała paczka siedziała w pociągu i jechała by zacząć nowy rok w Hogwarcie kilka osób czuło ze i ten rok nie będzie zaliczał się do spokojnych. Podróż jak zwykle skończyła się szybciej niż się zaczęła, więc w drodze do Zamku wszyscy musieli skomentować jaką to naganną postawę prezentują pierwszoklasiści biegający po pociągu z gadżetami od Freda i Georga i niemal doprowadzając błyskającymi śmigusami do wykolejenia. Zamek był jak zwykle pięknie oświecony przez płonące pochodnie i księżyc zaś główne wejście zdobił ułożony ze świec napis: „Witajcie w Hogwarcie” Wszyscy uczniowie skierowali się do wielkiej Sali by zasiąść do stołów i ponownie przyjrzeć się jak tiara przydziału oddaje kolejnych uczniów do poszczególnych domów. Harry był zajęty rozmową z Angeliną Johnson jego koleżanką z drużyny Quidditcha gdy Dyrektor wstał z miejsca by ogłosić co zmieniło się w tym roku.
-Moi drodzy uczniowie. Jak dobrze wam wiadomo musze nieco pozrzędzić i przypomnieć jakie zasady panują w zamku i co się pozmieniało. Na początek, pierwszoklasistom zabrania się wchodzenie do działu ksiąg zakazanych, na tereny zakazanego lasu i spacerowania po zamku po zmroku. To tyczy się też pozostałych starszych roczników. W związku z kolejną zmianą w gronie nauczycielskim pragnę serdecznie powitać ponownie Remusa Luppina który razem z innym nauczycielem zajmie się obrona przed czarna magią. –Wszyscy uczniowie zaczęli szeptac kim jest drugi nauczyciel i długo nie musieli czekać bo wrota do Sali otworzyły się nagle i do środka wpadło pełno sztucznych ogni, uczniowie stali z miejsc i zaczęli klaskać, gwizdać i śmiać się głośno. Po chwili tuż nad stołem pojawiły się ułożone z fajerwerków twarze bliźniaków, które po chwili przemówiły.
-Drodzy państwo w imieniu Huncwotów, My Fred i George Weasley pragniemy przedstawić nowego współnauczyciela obrony przed czarną magią. PANA SYRIUSZA BLACKA III!! –I wtedy do Sali wleciał na miotle Syriusz! Harry zaczął się głośno śmiać bo to przedstawienie było bardzo w jego stylu. Syriusz wylądował przed stołem nauczycielskim i spojrzał ze skruchą na dyrektora ale widocznie i jemu spodobało się to przedstawienie. Tylko Snape wyglądał jakby miał zaraz zwymiotować. Syriusz ukłonił się jeszcze i zajął miejsce przy Luppinie który pacnął go w tył głowy.
-Dziękujemy Syriuszu za tak spektakularne wejście, powróćmy jednak na ziemię i dokończmy ostatnią sprawę. W związku z nowym rokiem jesteśmy zmuszeni do powołania nowych prefektów. Domem Ravenclaw zaopiekują się panna Padma Patil i pan Roger Davies. Domem Hufflepuff zaś panna Hanna Abbott i pan Justin Finch–Fletchley. Slytherinem zajmą się panna Pansy Parkinson i pan Draco Malfoy. Domem Gryffindoru panna Hermiona Granger i pan – Tu nastała na chwilkę cisza. – pan Harry Potter.
Harry spojrzał na stół gdzie siedział Draco i on również zrobił to samo. Ich spojrzenia zetknęły się i przez chwile mogli wyczytać z nich więcej niż przewidywali. Ale Harry nie rozumiał tylko jednego uczucia jakie wyczuł widząc wzrok Dracona.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)