Nagle ktoś otworzył drzwi klasy, co momentalnie przykuło uwagę wszystkich podopiecznych.
Do środka wpadł Saki wyraźnie czymś zdenerwowany. Rozglądnął się po pomieszczeniu i kiedy natrafił wzrokiem na jednego z chłopców od razu podszedł do nauczyciela, powiedział mu coś bardzo cicho i po chwili wyszedł z tą różnicą, że ciągnął za sobą czarnowłosego chłopca. Colin był bardzo ciekawy, o co mogło chodzić.
----
Dwa dni później zapukał do gabinetu swojego kochanka. Zgodnie z obietnicą mieli polecieć razem do Tokio.
-Twój wuj pracuje w jednym z tamtejszych szpitali. Zakładam, że prędzej czy później dowie się o tym, że żyjesz. –Szepnął, kiedy siedzieli już w prywatnym samolocie. Mężczyzna popijał drinka a Colin patrzył w widok za oknem. Lecieli właśnie nad oceanem, albo może morzem? Kto wie mogło to być równie dobrze jezioro, blondyn nie miał pojęcia gdzie znajduje się pensjonat. Shigon starał się zachować to w tajemnicy dla bezpieczeństwa chłopców. To tworzyło swoiste poczucie spokoju i ciszy.
-Uhm. Czy Saki mógł się zakochać?
-Saki? A czemu pytasz?-Spojrzał ciekawsko na blondyna.
-Kilka dni temu wpadł na lekcję tylko po to, żeby wyciągnąć z niej jakiegoś czarnowłosego chłopca.
-Ah rozumiem. To jego bratanek.
-Naprawdę?
-Saki pracuje tutaj dobrych parę lat, ale kiedy dowiedział się, że jego rodzina zginęła w wypadku i osierociła Tomohisę od razu poprosił mnie o sprowadzenie tutaj chłopaka. W sumie to i tak został jego prawnym opiekunem, więc mógł zadecydować gdzie będzie z nim mieszkać.
-Rozumiem. –Uśmiechnął się delikatnie na jego słowa.
-Brat Sakiego był od niego o siedem lat starszy. Pomimo, że nigdy nie miał okazji poznać swojego bratanka to postanowił się nim zająć.
-Bardzo dojrzale się zachował.
-Jak na niego? Faktycznie.
----
Na miejscu od razu samolot zamienili na limuzynę. Jechali w stronę hotelu, który zdaniem Shigona był jednym z najlepszych w Japonii. Budynek nosił nazwę „Mikoto&Shinchi” liczył około pięć pięter. Colin patrzył na niego z otwartymi ustami. Środek był równie zachwycający, tradycyjny i nowoczesny zarazem wystrój zachęcał, ale i jednocześnie odstraszał prawdopodobnie kosmicznymi cenami. Czarnowłosy podszedł do recepcji i już po chwili ciągnął za sobą Colina trzymając w ręku klucz do ich pokoju.
-APARTAMENT? – Blondyn o mało, co nie padł na zawał, kiedy stanął po środku ogromnego zdawałoby się mieszkania. Pomieściłoby bez problemu około 50 osób. –Jest ogromny!
-Myślisz, że wybrałbym coś, na co stać pierwszego lepszego turystę? Colin ja mam swój honor i…
-Ogromne ego, które nie pozwala Ci wynająć coś mniejszego? – Dokończył za niego chłopak siadając w jednym z foteli.
-Chyba za bardzo Cię rozpieściłem. –Podszedł do niego z uśmiechem, lecz po chwili całkiem zmienił wyraz twarzy. – Masz za długi jęzor.
-Możliwe, ale czy to nie jest może moja zaleta? –Zaśmiał się. Chyba polubi to dogryzanie starszemu.
Shigon skradł mu słodkiego całusa. – Czasem to dodaje Ci uroku… ale jak przed chwilą podkreśliłem „Czasem”, czyli nie teraz. –Uśmiechnął się ponownie kradnąc mu całusa.
----
Kolejne dni były naprawdę NUDNE! Shigon bez przerwy gdzieś znikał na całe dnie, blondyn dobrze wiedział, że chodzi o sprawy biznesowe, ale ile można zawracać sobie tym głowy? Widocznie długo. Colin w tym czasie zostawał w hotelu w towarzystwie czterech ochroniarzy. Na szczęście zaszczycił go swoją obecnością John, więc mógł z kimś normalnie porozmawiać. O ile normalną rozmową można nazwać gadanie o polityce, gospodarce, wiadomościach i pracy. Ech Colinowi czegoś w tym wszystkim brakowało. Czarnowłosego nie było i nie było, w końcu chłopak postanowił, że wymknie się z hotelu żeby pochodzić po okolicy. Pierwszy raz był w Tokio, więc chciał przynajmniej troszkę je pozwiedzać. Niesamowity klimat panujący w mieście od razu spodobał się blondynowi, ogromne budynki całe oblane neonowymi światłami zachęcały, aby wejść i ujrzeć ich rażące piękne wnętrze. Kluby, restauracje a gdzieniegdzie niewielkie straganiki z ulicznym jedzeniem, bądź pamiątkami czy nawet własnoręcznymi wyrobami.
Wszedł do jednej z niewielkich knajpek i posyłając do kelnera ciepły uśmiech zamówił sobie ramen i ciepłą herbatę. Zajął miejsce przy oknie, aby móc podziwiać mijających się na ulicy ludzi, ktoś po chwili jednak wyrwał go z letargu i dosiadł się nie pytając o pozwolenie.
-Owszem, może się Pan dosiąść, miejsca starczy jeszcze dla trzech osób. – Powiedział Colin może nieco zbyt ozięble.
-Może, chociaż przywitasz się z wujem? –Dopiero na te słowa blondyn jakby otrząsnął się i spojrzał na siedzącego na przeciwko niego mężczyznę.
Ciemnowłosy liczący sobie nie mniej niż czterdzieści lat osobnik spoglądał na chłopca z nieukrywanym rozbawieniem.
-Co język utknął ci w gardle? Może mam ci pomóc go wydostać hmm?
-Podziękuję. Jestem po amnezji, więc przykro mi, ale nadal mam ograniczoną ilość wspomnień. Nie kojarzę pana. –Colin starał się jakoś grać, żeby tylko, w magiczny sposób, zniechęcić wuja do siebie.
-Oj naprawdę? Mimo, że jestem lekarzem to nie specjalizuje się w urazach na tle psychicznym. Szkoda, że mnie zapomniałeś, w lesie byłeś naprawdę słodki.
-CO? – Colina jakby poraził piorun. W lesie? – Nie mam pojęcia, o czym mówisz. –I to prawda, nie miał zielonego pojęcia. – Nie przypominam sobie abym Cię wcześniej spotkał.
-Oj Colin, Colin… Ranisz moje uczucia. Jak mogłeś zapomnieć ten dzień. Kiedy uciekłeś z sierocińca a ja szukałem Cię wszędzie aż w końcu natrafiłem na ciebie w lesie i pokazałem jak to jest być dziwką. Tak słodko jęczałeś i płakałeś, kiedy mogłem zerżnąć Cię jak szmatę, po czym zostawiłem Cię w tym lesie nieprzytomnego z delikatnie potłuczoną główką.
Blondyn nie wierzył w to, co właśnie miał okazję usłyszeć. Więc to wszystko, to, co spotkało go w lesie i to, że stracił pamięć było spowodowane przez tego zboczonego starucha?
-Szkoda, że nie mogłem Cię zaadoptować. Nie miałem jeszcze wtedy pracy a i tak wolałem nieco poczekać. No, ale twoja ucieczka była mi nawet na rękę. –Uśmiechnął się i przesunął dłonią po udzie chłopca. Ten od razu wstał i odepchnął go od siebie.
-Nigdy więcej mnie nie dotkniesz.
-Mylisz się. Mam zamiar to zrobić jeszcze nie raz. Poza tym teraz, gdy już wiem, że żyjesz to mogę się tobą zająć, jako prawowity opiekun. Nie chciałbyś znowu poczuć się jak wtedy w lesie? Mogę ci obiecać, że nie dam Ci spokoju.. – Nagle coś przeleciało tuż koło ucha Colina i po chwili nóż zachwiał się niebezpiecznie wbity tuż koło ręki mężczyzny, która leżała na stole.
-Nie jest mi przykro, że przerywam tę jakże ohydną wypowiedź, ale ostrzegam Pana, że za kolejne słowo ten nóż wyląduje dokładnie między twoimi nogami. A wtedy nie będziesz miał już, czym posuwać kogokolwiek. – Shigon stał nad ich stolikiem obejmując pewną ręką blondyna w pasie. Jego mina wyrażała gniew, obrzydzenie i chęć mordu zarazem.
-Mały Shigon, dawno Cię nie widziałem…
-Więcej szacunku! Małe to jest twoje szczęście, bo akurat niefart chciał żebyś trafił na mnie. Colin jest pod moją opieką i…
-Nie sądzę. On jest teraz nieletnim bez opiekuna i ja nim powinienem być.
-Chyba naoglądałeś się za dużo filmów, nigdy nie dostaniesz praw względem Colina. Żaden rozsądny sąd tego nie zrobi.
-A myślisz, że tobie je dadzą? Musisz być bardzo naiwny skoro w to wierzysz. –Mężczyzna wstał. – Chłopak będzie mój. –I po tych słowach wyszedł.
Shigon razem z Colinem siedzieli w samochodzie i jechali z powrotem do hotelu.
-To jego wina. To on mi to zrobił.
-Colin…
-Nie chce być jego zabawką do pieprzenia. Nie chcę! Ja chce zostać z Tobą. –Jęknął boleśnie i przytulił się do ukochanego.
-Obiecałem Ci, że już zawsze przy Tobie będę. I dotrzymam obietnicy. – Czarnowłosy musnął delikatnie czoło chłopca i przytulił go do siebie mocno, ale i zarazem bardzo czule.
piątek, 26 lipca 2013
wtorek, 16 lipca 2013
Rozdział XVIII.
Colin obudził się dosyć wcześnie jak na tak męczący wieczór, który spędził z Shigonem, Yukim i Samem. Tyłek bolał niemiłosiernie i chyba nie tylko jego. Yuki leżący na drugim łóżku miał dosyć niewyraźną minę, która jednak zmieniała się, gdy tylko Sam obdarzał jego ciałko motylimi pocałunkami. Blondyn postarał się jakoś wygramolić z łóżka, ale w tym samym momencie Shigon objął go mocno w pasie.
-Gdzie uciekasz kociaku? – Ucałował kark chłopaka z władczym uśmiechem. – Chcesz mnie zostawić samego w łóżku po ostatniej nocy? Nie ładnie. – Mężczyzna nie dałby się tak łatwo pozbawić możliwości dotykania tego jakże uroczego ciałka małego Colina. Skoro już wylądowali w jednym łóżku i na dodatek mieli towarzystwo musieli stwarzać pozory szczęśliwej i kochającej się parki. No, ale przecież oni nawet nie musieli udawać.
Colin nie miał nic przeciwko pieszczotom i czułostkom, ale uparte z niego uke i naprawdę Shigon mógłby mu odpuścić przynajmniej, kiedy chce skorzystać z toalety. –Puść, muszę do łazienki. – Jęknął bezradnie. Jeśli tak dalej pójdzie to pęcherz mu eksploduje, na szczęście blondyn po chwili poczuł jak uścisk kochanka poluźnił się, co wykorzystał i wbiegł do sąsiedniego pomieszczenia. Po chwili rozległ się w środku cichy pomruk ulgi, chłopak stał z delikatnym uśmiechem i oddawał naturze to, co uciskało jego pęcherz. Słychać było również dźwięk zamykanych drzwi a parę minut później do toalety wszedł czarnowłosy i objął chłopca w pasie stojąc za nim widocznie bardzo z siebie zadowolony.
-Mmm Colinuś może Ci pomóc? –Obdarzył kark młodszego swoim ciepłym oddechem a dłonie poczęły zręcznie masować jego podbrzusze powoli zsuwając się niżej. Chłopiec zareagował tak jak się spodziewał starszy, jego policzki od razu przybrały barwę dojrzałych pomidorków a ręce niezdarnie starały się odsunąć te większe, pieszczące. – Poranna erekcja to nic złego. Zwłaszcza u chłopców w twoim wieku.
-Czy ja wyglądam jak trzynastolatek? Poza tym nie mam dziś poranne erekcji, Shigon daj spokój. –Westchnął bezradnie. Naprawdę czasem miał ochotę przywalić czarnowłosemu za takie uwagi kierowane pod jego adresem. –Puścisz mnie czy nie?
-Nie mam zamiaru. Chce się jeszcze nad tobą poznęcać. – Jak powiedział tak zrobił, z pokoju Colina jeszcze długo słychać było rozkoszne jęki.
----
Pora obiadowa nadeszła szybciej niż chłopak mógłby się spodziewać. Żołądek wyczekiwał tej chwili, ale kiedy tylko Colin dowiedział się, że musi zaspokoić swój głód flaczkami całkiem stracił apetyt. Yuki siedzący obok zdawał się nie przejmować wcale dziwną konsystencją dania, zajadał się jakby miał przed sobą stos czekolady. Blondyn ze zrezygnowanym wzrokiem nałożył sobie nieco sałatki selerowej i mozolnie począł męczeńską konsumpcję.
Gdzieś na balkonie obserwował swojego kochanka Shigon z nieukrywanym rozbawieniem. Czyżby blondyn należał do wybrednych? Aż takie miał wyrafinowane podniebienie? Chyba za bardzo go rozpieścił. Sam i John siedzieli przy stole niedaleko czarnowłosego i prowadzili jakąś dziwną rozmowę.
-No stary serio mówię zetnij te włosy, już są za długie. – Wypowiedział się Sam patrząc na kuzyna.
Szatyn pogładził swoje włosy. – Nie przesadzaj, aż tak źle?
-Długie włosy to były modne w średniowieczu i to tym nieeuropejskim. To takie niemęskie. –Zaśmiał się Sam.
Shigona te słowa poraziły jak piorun. Jego czarne włosy sięgały prawie do pasa, nienaruszone przez nożyczki zawsze w dotyku przypominały jedwab. A teraz poczuł się jakby ktoś go kopnął w brzuch, lub jak ten nieszczęsny kojot w kreskówkach, jakby ktoś zrzucił na niego czterotonowy kamień. Spojrzał na Sama wzrokiem, którego nie powstydziłby się głodny tygrys. Skutek był natychmiastowy, mężczyzna widząc twarz przełożonego wzdrygnął się i zajął jedzeniem. Pomimo, że temat skończył się równie szybko, co zaczął to Shigon miał nadal w głowie słowa Sama.
----
Colin dostał po zajęciach wiadomość od ukochanego. W sumie list był bardzo tajemniczy i nie wynikało z niego nic, co mogłoby posłużyć, jako ewentualna wskazówka, po co czarnowłosy chciał się z nim spotkać w swoim gabinecie. Sam i John wydawali się nieco spięci, kiedy blondyn minął ich na korytarzu. Nie chciał od razu robić za detektywa, więc skręcił w stronę gabinetu Shigona. Zapukał do drzwi, ale nie usłyszał odpowiedzi. Westchnął cicho i wszedł do środka. Rozglądnął się i w pewnym momencie jego spojrzenie przykuł ktoś, kto stał tyłem do drzwi tuż przy oknie.
-Kim jesteś? – Spytał Colin. Od tyłu postura nieznajomego wydawała się przypominać Shigona, ale te krótkie włosy. Kiedy mężczyzna odwrócił się do niego to Colin ledwo, co pozbierał szczękę z podłogi. – SHIGON?!
-Co? Postanowiłem w końcu ściąć te włosy. Dziwny przeciąg czuję na szyi, ale to nawet fajne. –Poprawił niesforne włosy opadające mu na czoło. – Jak wyglądam?
-Męsko?
Shigona trafił kolejny czterotonowy kamień. Więc to prawda? Był niemęski?
-Mi w każdej fryzurze się podobasz. –Poprawił się Colin i z uśmiechem pogładził śniące i nadal tak samo delikatne włosy ukochanego. – Co Cię skłoniło do zmiany image’u? Znając Ciebie miałeś jakiś powód.
-Uznałem, że zmiana dobrze mi zrobi. A tak na serio, to Sam poradził Johnowi, ja się tylko niewinnie im przysłuchiwałem i doszedłem do wniosku, że pora wydorośleć.
Colin uśmiechnął się szeroko i pocałował ukochanego, który odwzajemnił ten gest. Gdyby nie to, że miał zaraz trening to pchnąłby go na łóżko i się zabawił, ale blondynek wiedział, że będą mieć jeszcze wiele okazji.
-Za dwa dni muszę pojechać w pewne miejsce, chcesz się ze mną wybrać? –Spytał czarnowłosy podchodząc do biurka.
-Gdzie? –Colin usadowił się w fotelu za meblem zawalonym papierami.
-Do Tokio. Sprawy biznesowe. A jeśli się uda to zabierzemy ze sobą kilku nowych chłopców. Poza tym myślę, że czas coś zrobić w sprawie Twojej rodziny.
-Co masz na myśli? –Colin wiedział tyle, że ojciec i matka nie żyją. Ale co do reszty jakiś krewnych nie miał zielonego pojęcia. – Mam jeszcze kogoś?
-Prawdopodobnie tak. Z tego, co wiem był wuj. Od strony Twojej matki. –Powiedział tonem, który wcale nie wskazywał na jego zadowolenie. – Możliwe, że będzie się ubiegał o prawa do ciebie.
-A, co ja jestem przedmiot, że można się ubiegać o moją wolność?
-Byłeś przez parę miesięcy uznany za zaginionego a nawet rozważano Twoją śmierć, mogą się ubiegać o zrobienie badań. Jeśli dobrze pamiętam Twój wuj jest lekarzem, dla niego nie będzie problemem podrobić wyniki. Jeśli uznają, że nie jesteś zdolny, aby samodzielnie o siebie zadbać to od razu on stanie się Twoim prawnym opiekunem.
-A ty?
Shigon westchnął. – Nie jestem nawet Twoją rodziną. Gdybyśmy byli małżeństwem to, co innego nie miałby prawa ubiegać się o cokolwiek, bo już byłbyś pod moją opieką. – Pogładził jego włosy z delikatnym uśmiechem.
-Może nie będzie chciał mnie znaleźć. W końcu sam powiedziałeś, że uznano mnie nawet za zmarłego.
-Miejmy nadzieję.
----
Colin opuścił gabinet Shigona i westchnął na samą myśl, że czekają go jeszcze dwie godziny siedzenia na matematyce. Nadal miał śmieszne wrażenie, że znajduje się w niemagicznym Hogwarcie, inne przedmioty, nauczyciele (SEKSOWNY DYREKTOR) ale klimat budynku był bardzo zbliżony do tego magicznego zamku, który pochłonął chłopca kiedy czytał książkę. Siedział na lekcji patrząc się w tablicę, ale myślami był gdzieś daleko. Wrócił do wspomnień, kiedy mieszkał w rodzinnym domu i tylko od czasu do czasu mógł spotkać się z młodym Shigonem. Przypomniała mu się dosyć zabawna sytuacja, kiedy czarnowłosy tłumaczył mu, dlaczego ma długie włosy i nie chce ich ściąć. Uważał wtedy, że to podkreśla jego status społeczny. Colin nie miał pojęcia, co oznacza to słowo, więc skomentował je jakże inteligentnie: „To twój kaktus jest społeczny?” Cóż rymowało się, więc blondynowi mogło się pomylić. Oczywiście potem kolega wytłumaczył mu wszystko przy książkach. Shigon od najmłodszych lat był bardzo inteligentny i starał się uzyskiwać jak najlepsze wyniki we wszystkim, za co się zabierał.
-Colin!- Chłopca wyrwał z zamyślenia nauczyciel, który chciał, aby ten podszedł do tablicy i rozwiązał przykład. – Przestań bujać w obłokach i podejdź tu łaskawie.
Nagle ktoś otworzył drzwi klasy, co momentalnie przykuło uwagę wszystkich podopiecznych.
-Gdzie uciekasz kociaku? – Ucałował kark chłopaka z władczym uśmiechem. – Chcesz mnie zostawić samego w łóżku po ostatniej nocy? Nie ładnie. – Mężczyzna nie dałby się tak łatwo pozbawić możliwości dotykania tego jakże uroczego ciałka małego Colina. Skoro już wylądowali w jednym łóżku i na dodatek mieli towarzystwo musieli stwarzać pozory szczęśliwej i kochającej się parki. No, ale przecież oni nawet nie musieli udawać.
Colin nie miał nic przeciwko pieszczotom i czułostkom, ale uparte z niego uke i naprawdę Shigon mógłby mu odpuścić przynajmniej, kiedy chce skorzystać z toalety. –Puść, muszę do łazienki. – Jęknął bezradnie. Jeśli tak dalej pójdzie to pęcherz mu eksploduje, na szczęście blondyn po chwili poczuł jak uścisk kochanka poluźnił się, co wykorzystał i wbiegł do sąsiedniego pomieszczenia. Po chwili rozległ się w środku cichy pomruk ulgi, chłopak stał z delikatnym uśmiechem i oddawał naturze to, co uciskało jego pęcherz. Słychać było również dźwięk zamykanych drzwi a parę minut później do toalety wszedł czarnowłosy i objął chłopca w pasie stojąc za nim widocznie bardzo z siebie zadowolony.
-Mmm Colinuś może Ci pomóc? –Obdarzył kark młodszego swoim ciepłym oddechem a dłonie poczęły zręcznie masować jego podbrzusze powoli zsuwając się niżej. Chłopiec zareagował tak jak się spodziewał starszy, jego policzki od razu przybrały barwę dojrzałych pomidorków a ręce niezdarnie starały się odsunąć te większe, pieszczące. – Poranna erekcja to nic złego. Zwłaszcza u chłopców w twoim wieku.
-Czy ja wyglądam jak trzynastolatek? Poza tym nie mam dziś poranne erekcji, Shigon daj spokój. –Westchnął bezradnie. Naprawdę czasem miał ochotę przywalić czarnowłosemu za takie uwagi kierowane pod jego adresem. –Puścisz mnie czy nie?
-Nie mam zamiaru. Chce się jeszcze nad tobą poznęcać. – Jak powiedział tak zrobił, z pokoju Colina jeszcze długo słychać było rozkoszne jęki.
----
Pora obiadowa nadeszła szybciej niż chłopak mógłby się spodziewać. Żołądek wyczekiwał tej chwili, ale kiedy tylko Colin dowiedział się, że musi zaspokoić swój głód flaczkami całkiem stracił apetyt. Yuki siedzący obok zdawał się nie przejmować wcale dziwną konsystencją dania, zajadał się jakby miał przed sobą stos czekolady. Blondyn ze zrezygnowanym wzrokiem nałożył sobie nieco sałatki selerowej i mozolnie począł męczeńską konsumpcję.
Gdzieś na balkonie obserwował swojego kochanka Shigon z nieukrywanym rozbawieniem. Czyżby blondyn należał do wybrednych? Aż takie miał wyrafinowane podniebienie? Chyba za bardzo go rozpieścił. Sam i John siedzieli przy stole niedaleko czarnowłosego i prowadzili jakąś dziwną rozmowę.
-No stary serio mówię zetnij te włosy, już są za długie. – Wypowiedział się Sam patrząc na kuzyna.
Szatyn pogładził swoje włosy. – Nie przesadzaj, aż tak źle?
-Długie włosy to były modne w średniowieczu i to tym nieeuropejskim. To takie niemęskie. –Zaśmiał się Sam.
Shigona te słowa poraziły jak piorun. Jego czarne włosy sięgały prawie do pasa, nienaruszone przez nożyczki zawsze w dotyku przypominały jedwab. A teraz poczuł się jakby ktoś go kopnął w brzuch, lub jak ten nieszczęsny kojot w kreskówkach, jakby ktoś zrzucił na niego czterotonowy kamień. Spojrzał na Sama wzrokiem, którego nie powstydziłby się głodny tygrys. Skutek był natychmiastowy, mężczyzna widząc twarz przełożonego wzdrygnął się i zajął jedzeniem. Pomimo, że temat skończył się równie szybko, co zaczął to Shigon miał nadal w głowie słowa Sama.
----
Colin dostał po zajęciach wiadomość od ukochanego. W sumie list był bardzo tajemniczy i nie wynikało z niego nic, co mogłoby posłużyć, jako ewentualna wskazówka, po co czarnowłosy chciał się z nim spotkać w swoim gabinecie. Sam i John wydawali się nieco spięci, kiedy blondyn minął ich na korytarzu. Nie chciał od razu robić za detektywa, więc skręcił w stronę gabinetu Shigona. Zapukał do drzwi, ale nie usłyszał odpowiedzi. Westchnął cicho i wszedł do środka. Rozglądnął się i w pewnym momencie jego spojrzenie przykuł ktoś, kto stał tyłem do drzwi tuż przy oknie.
-Kim jesteś? – Spytał Colin. Od tyłu postura nieznajomego wydawała się przypominać Shigona, ale te krótkie włosy. Kiedy mężczyzna odwrócił się do niego to Colin ledwo, co pozbierał szczękę z podłogi. – SHIGON?!
-Co? Postanowiłem w końcu ściąć te włosy. Dziwny przeciąg czuję na szyi, ale to nawet fajne. –Poprawił niesforne włosy opadające mu na czoło. – Jak wyglądam?
-Męsko?
Shigona trafił kolejny czterotonowy kamień. Więc to prawda? Był niemęski?
-Mi w każdej fryzurze się podobasz. –Poprawił się Colin i z uśmiechem pogładził śniące i nadal tak samo delikatne włosy ukochanego. – Co Cię skłoniło do zmiany image’u? Znając Ciebie miałeś jakiś powód.
-Uznałem, że zmiana dobrze mi zrobi. A tak na serio, to Sam poradził Johnowi, ja się tylko niewinnie im przysłuchiwałem i doszedłem do wniosku, że pora wydorośleć.
Colin uśmiechnął się szeroko i pocałował ukochanego, który odwzajemnił ten gest. Gdyby nie to, że miał zaraz trening to pchnąłby go na łóżko i się zabawił, ale blondynek wiedział, że będą mieć jeszcze wiele okazji.
-Za dwa dni muszę pojechać w pewne miejsce, chcesz się ze mną wybrać? –Spytał czarnowłosy podchodząc do biurka.
-Gdzie? –Colin usadowił się w fotelu za meblem zawalonym papierami.
-Do Tokio. Sprawy biznesowe. A jeśli się uda to zabierzemy ze sobą kilku nowych chłopców. Poza tym myślę, że czas coś zrobić w sprawie Twojej rodziny.
-Co masz na myśli? –Colin wiedział tyle, że ojciec i matka nie żyją. Ale co do reszty jakiś krewnych nie miał zielonego pojęcia. – Mam jeszcze kogoś?
-Prawdopodobnie tak. Z tego, co wiem był wuj. Od strony Twojej matki. –Powiedział tonem, który wcale nie wskazywał na jego zadowolenie. – Możliwe, że będzie się ubiegał o prawa do ciebie.
-A, co ja jestem przedmiot, że można się ubiegać o moją wolność?
-Byłeś przez parę miesięcy uznany za zaginionego a nawet rozważano Twoją śmierć, mogą się ubiegać o zrobienie badań. Jeśli dobrze pamiętam Twój wuj jest lekarzem, dla niego nie będzie problemem podrobić wyniki. Jeśli uznają, że nie jesteś zdolny, aby samodzielnie o siebie zadbać to od razu on stanie się Twoim prawnym opiekunem.
-A ty?
Shigon westchnął. – Nie jestem nawet Twoją rodziną. Gdybyśmy byli małżeństwem to, co innego nie miałby prawa ubiegać się o cokolwiek, bo już byłbyś pod moją opieką. – Pogładził jego włosy z delikatnym uśmiechem.
-Może nie będzie chciał mnie znaleźć. W końcu sam powiedziałeś, że uznano mnie nawet za zmarłego.
-Miejmy nadzieję.
----
Colin opuścił gabinet Shigona i westchnął na samą myśl, że czekają go jeszcze dwie godziny siedzenia na matematyce. Nadal miał śmieszne wrażenie, że znajduje się w niemagicznym Hogwarcie, inne przedmioty, nauczyciele (SEKSOWNY DYREKTOR) ale klimat budynku był bardzo zbliżony do tego magicznego zamku, który pochłonął chłopca kiedy czytał książkę. Siedział na lekcji patrząc się w tablicę, ale myślami był gdzieś daleko. Wrócił do wspomnień, kiedy mieszkał w rodzinnym domu i tylko od czasu do czasu mógł spotkać się z młodym Shigonem. Przypomniała mu się dosyć zabawna sytuacja, kiedy czarnowłosy tłumaczył mu, dlaczego ma długie włosy i nie chce ich ściąć. Uważał wtedy, że to podkreśla jego status społeczny. Colin nie miał pojęcia, co oznacza to słowo, więc skomentował je jakże inteligentnie: „To twój kaktus jest społeczny?” Cóż rymowało się, więc blondynowi mogło się pomylić. Oczywiście potem kolega wytłumaczył mu wszystko przy książkach. Shigon od najmłodszych lat był bardzo inteligentny i starał się uzyskiwać jak najlepsze wyniki we wszystkim, za co się zabierał.
-Colin!- Chłopca wyrwał z zamyślenia nauczyciel, który chciał, aby ten podszedł do tablicy i rozwiązał przykład. – Przestań bujać w obłokach i podejdź tu łaskawie.
Nagle ktoś otworzył drzwi klasy, co momentalnie przykuło uwagę wszystkich podopiecznych.
sobota, 1 czerwca 2013
Rozdział XVII.
- Do jasnej kurwy nędzy!!! –W całym pensjonacie rozległ się głos Johna, był wyraźnie bardzo wkurzony. –TOM ZABIJE CIĘ!!
Colin akurat przechodził korytarzem, kiedy szatyn na niego wpadł.-Ajć John!
-Przepraszam młody. – Pomógł mu wstać. – Nie widziałeś może Toma?
-Nie, a coś się stało?
-Ten idiota miał naprawić hydraulikę! I tak ją naprawił, że zalało mi gabinet! Jak tylko go złapię to nogi z dupy powyrywam. – Mężczyzna skierował się do piwnicy gdzie często przesiadywał Czerwonowłosy.
„Współczuję Tomowi” Pomyślał z rozbawieniem Colin i pozbierał książki, które leżały jeszcze na podłodze. Miał zamiar zajrzeć do biblioteki a potem pójść z Yukim na trening gimnastyczny. Byli dopiero na czterech zbiórkach ze względu na porwanie blondyna i musieli nadrobić zaległości. Przyznawano już specjalizacje i Colinowi przypadł drążek a Yuki wybrał coś innego – gimnastykę wyczynową. Zastanawiał się czy nie wpaść jeszcze do Shigona, ale uznał, że lepiej będzie nie spóźnić się na trening. Szybko pobiegł do biblioteki oddać książki, po drodze wpadł na Deiwa w towarzystwie dwóch młodszych chłopców.
-Ja byłem pierwszy!
-Wcale nie, ja pierwszy zobaczyłem Deiwa i ja pierwszy chce mu zrobić dobrze.
„To już ludzie tutaj nie mają, o co się kłócić? „ Pomyślał Colin przyglądając się całemu zajściu.
-Oj owieczki nie kłóćcie się o mnie. –Zażartował starszy, bo widocznie ta sytuacja bardzo go rozbawiła i była mu na rękę. – Przecież możecie obaj mnie zadowolić jednocześnie.
-Ale on będzie mi przeszkadzał a udoskonaliłem swoją technikę! Chciałem Ci ją zademonstrować. – Powiedział drobny brunet.
Deiw trzymał oboje w bezpiecznej odległości a kiedy ujrzał postać Colina od razu rozpromieniał. – Colin, cześć słodziaku!
-Uhm.. Hej Deiw. Widzę, że jak zwykle zajęty.
-Owszem, mój dyżur się nie kończy, bez przerwy mam nowych klientów. –Westchnął widząc miny kłócących się chłopaków i złapał obu za dłonie.- Robaczki chodźcie do mnie to uzgodnimy, kto co, jak i gdzie? Dobrze? – Bez czekania na odpowiedź pociągnął ich za sobą.
-Papa. –Zaśmiał się Colin i w końcu wszedł spokojnie do biblioteki, oddał co miał w torbie i szybko pobiegł po Yukiego. Ten już czekał w pokoju tyle, że obściskiwał się z Samem i akurat Colin ich na tym nakrył. – Eeee Yuki-chan, bo się spóźnimy.
-Musimy iść? Ja najchętniej bym został. –Szatynek zrobił szczenięce oczka.
-Musimy. Później się zabawisz z Samem…
-A ze mną nie masz ochoty?-Za plecami blondyna rozległ się znajomy głos i nagle ktoś ucałował z wyraźną uciechą jego szyjkę. –No Colin zróbcie sobie dziś wolne i zadowolcie swoich partnerów. –Shigon przytulił się do jego pleców i pogładził krocze chłopaka.
-S-Shigon.. Ja. – Nie dokończył, bo starszy wpił się w jego usta i pchnął nieco w głąb pokoju zamykając jednocześnie drzwi. –ummmom ummhmmm….
-Co mówisz? – Zaśmiał się czarnowłosy, kiedy oderwał usta od tych słodkich i delikatnych swojego partnera.
-A oni? –Kiwnął głową w stronę Yukiego, który siedział na kolanach Sama.
-Oni zajmą się sobą a my sobą dzieciaku. –Usiadł na łóżku Colina i spojrzał na Sama. – Co na początek?
-Heh przydałoby się podniecić szefie.
-Chłopcy chyba nie musimy wam mówić, co macie robić prawda? – Po tych słowach Yuki i Colin trochę nieśmiało klęknęli przed swoimi partnerami i zsunęli ich spodnie razem z bielizną w dół. Szatynek wyglądał na dużo bardziej pewnego niż Colin, który trochę się wahał. No robienie tego na osobności jest lepsze, niż kiedy patrzą się na ciebie dwaj pozostali i wcale na to nieobojętni kochankowie. Yuki sunął językiem po całej długości penisa Sama, który z przymkniętymi oczyma gładził jego włosy. Colin zaś delikatnie krążył samym koniuszkiem po czubku członka Shigona. Mniej więcej w tym samym czasie oboje pochłonęli swoimi ustami męskości obojga kochanków. Blondyn czując się już swobodniej obciągał Shigonowi za każdym razem ssąc główkę jego penisa. Chłopcy czując jak ich partnerzy twardnieją im w ustach zdjęli z siebie ubrania i postanowili przejść do rzeczy. Colin pchnął nieco Shigona, przez co ten się położył na łóżku, po chwili blondyn usiadł mu na biodrach i nacelował jego penisa na swoje wejście. Bardzo powoli począł wykonywać niesamowite jak na niego ruchy. W przód, w tył, w górę i w dół, na boki oraz okrężne, przy których z cichymi westchnieniami zaciskał pośladki, co dostarczało jego partnerowi sporo przyjemności. Yuki w tym momencie położył się na swoim łóżku a Sam pochylając się nad nim mógł z pomrukami rozkoszy przejąć inicjatywę i wsuwać się w wnętrze młodszego. Starsi obdarowywali ciała swoich ukochanych maluchów motylimi pocałunkami, sunęli dłońmi w górę i w dół, bądź pieścili ich członki by mogli dojść wszyscy w jednym momencie. Shigon podniósł się do siadu i teraz mógł namiętnie całować Colina, który nabijał się na niego z coraz głośniejszymi jękami. W sumie nie musieli długo czekać na finisz. Doszli niemal jednocześnie.
-Sam nie zapomnij, że jutro masz prace. – Przypomniał Shigon tuląc do siebie śpiącego Colina, który słodko rozchylał swoje wargi przy każdym oddechu.
- Wiem. Zostawimy ich tak? – Szatyn spojrzał na spokojną i śpiącą twarz Yukiego, który ułożył się na jego torsie.
-Jak już tu jesteśmy to lepiej jak będziemy ich grzać przez tą noc. I kto wie, może będzie ich więcej.
Colin akurat przechodził korytarzem, kiedy szatyn na niego wpadł.-Ajć John!
-Przepraszam młody. – Pomógł mu wstać. – Nie widziałeś może Toma?
-Nie, a coś się stało?
-Ten idiota miał naprawić hydraulikę! I tak ją naprawił, że zalało mi gabinet! Jak tylko go złapię to nogi z dupy powyrywam. – Mężczyzna skierował się do piwnicy gdzie często przesiadywał Czerwonowłosy.
„Współczuję Tomowi” Pomyślał z rozbawieniem Colin i pozbierał książki, które leżały jeszcze na podłodze. Miał zamiar zajrzeć do biblioteki a potem pójść z Yukim na trening gimnastyczny. Byli dopiero na czterech zbiórkach ze względu na porwanie blondyna i musieli nadrobić zaległości. Przyznawano już specjalizacje i Colinowi przypadł drążek a Yuki wybrał coś innego – gimnastykę wyczynową. Zastanawiał się czy nie wpaść jeszcze do Shigona, ale uznał, że lepiej będzie nie spóźnić się na trening. Szybko pobiegł do biblioteki oddać książki, po drodze wpadł na Deiwa w towarzystwie dwóch młodszych chłopców.
-Ja byłem pierwszy!
-Wcale nie, ja pierwszy zobaczyłem Deiwa i ja pierwszy chce mu zrobić dobrze.
„To już ludzie tutaj nie mają, o co się kłócić? „ Pomyślał Colin przyglądając się całemu zajściu.
-Oj owieczki nie kłóćcie się o mnie. –Zażartował starszy, bo widocznie ta sytuacja bardzo go rozbawiła i była mu na rękę. – Przecież możecie obaj mnie zadowolić jednocześnie.
-Ale on będzie mi przeszkadzał a udoskonaliłem swoją technikę! Chciałem Ci ją zademonstrować. – Powiedział drobny brunet.
Deiw trzymał oboje w bezpiecznej odległości a kiedy ujrzał postać Colina od razu rozpromieniał. – Colin, cześć słodziaku!
-Uhm.. Hej Deiw. Widzę, że jak zwykle zajęty.
-Owszem, mój dyżur się nie kończy, bez przerwy mam nowych klientów. –Westchnął widząc miny kłócących się chłopaków i złapał obu za dłonie.- Robaczki chodźcie do mnie to uzgodnimy, kto co, jak i gdzie? Dobrze? – Bez czekania na odpowiedź pociągnął ich za sobą.
-Papa. –Zaśmiał się Colin i w końcu wszedł spokojnie do biblioteki, oddał co miał w torbie i szybko pobiegł po Yukiego. Ten już czekał w pokoju tyle, że obściskiwał się z Samem i akurat Colin ich na tym nakrył. – Eeee Yuki-chan, bo się spóźnimy.
-Musimy iść? Ja najchętniej bym został. –Szatynek zrobił szczenięce oczka.
-Musimy. Później się zabawisz z Samem…
-A ze mną nie masz ochoty?-Za plecami blondyna rozległ się znajomy głos i nagle ktoś ucałował z wyraźną uciechą jego szyjkę. –No Colin zróbcie sobie dziś wolne i zadowolcie swoich partnerów. –Shigon przytulił się do jego pleców i pogładził krocze chłopaka.
-S-Shigon.. Ja. – Nie dokończył, bo starszy wpił się w jego usta i pchnął nieco w głąb pokoju zamykając jednocześnie drzwi. –ummmom ummhmmm….
-Co mówisz? – Zaśmiał się czarnowłosy, kiedy oderwał usta od tych słodkich i delikatnych swojego partnera.
-A oni? –Kiwnął głową w stronę Yukiego, który siedział na kolanach Sama.
-Oni zajmą się sobą a my sobą dzieciaku. –Usiadł na łóżku Colina i spojrzał na Sama. – Co na początek?
-Heh przydałoby się podniecić szefie.
-Chłopcy chyba nie musimy wam mówić, co macie robić prawda? – Po tych słowach Yuki i Colin trochę nieśmiało klęknęli przed swoimi partnerami i zsunęli ich spodnie razem z bielizną w dół. Szatynek wyglądał na dużo bardziej pewnego niż Colin, który trochę się wahał. No robienie tego na osobności jest lepsze, niż kiedy patrzą się na ciebie dwaj pozostali i wcale na to nieobojętni kochankowie. Yuki sunął językiem po całej długości penisa Sama, który z przymkniętymi oczyma gładził jego włosy. Colin zaś delikatnie krążył samym koniuszkiem po czubku członka Shigona. Mniej więcej w tym samym czasie oboje pochłonęli swoimi ustami męskości obojga kochanków. Blondyn czując się już swobodniej obciągał Shigonowi za każdym razem ssąc główkę jego penisa. Chłopcy czując jak ich partnerzy twardnieją im w ustach zdjęli z siebie ubrania i postanowili przejść do rzeczy. Colin pchnął nieco Shigona, przez co ten się położył na łóżku, po chwili blondyn usiadł mu na biodrach i nacelował jego penisa na swoje wejście. Bardzo powoli począł wykonywać niesamowite jak na niego ruchy. W przód, w tył, w górę i w dół, na boki oraz okrężne, przy których z cichymi westchnieniami zaciskał pośladki, co dostarczało jego partnerowi sporo przyjemności. Yuki w tym momencie położył się na swoim łóżku a Sam pochylając się nad nim mógł z pomrukami rozkoszy przejąć inicjatywę i wsuwać się w wnętrze młodszego. Starsi obdarowywali ciała swoich ukochanych maluchów motylimi pocałunkami, sunęli dłońmi w górę i w dół, bądź pieścili ich członki by mogli dojść wszyscy w jednym momencie. Shigon podniósł się do siadu i teraz mógł namiętnie całować Colina, który nabijał się na niego z coraz głośniejszymi jękami. W sumie nie musieli długo czekać na finisz. Doszli niemal jednocześnie.
-Sam nie zapomnij, że jutro masz prace. – Przypomniał Shigon tuląc do siebie śpiącego Colina, który słodko rozchylał swoje wargi przy każdym oddechu.
- Wiem. Zostawimy ich tak? – Szatyn spojrzał na spokojną i śpiącą twarz Yukiego, który ułożył się na jego torsie.
-Jak już tu jesteśmy to lepiej jak będziemy ich grzać przez tą noc. I kto wie, może będzie ich więcej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)