niedziela, 26 stycznia 2014

Rozdział 12.

Draw siedział w swojej komnacie w północnej części zamku. Rzadko kiedy wpuszczał kogokolwiek do tego zawalonego księgami i zwojami pomieszczenia. Mimo, że wydawało się małe, to mag z wielką dumą mógł przyznać, że za sprawą własnej magii powiększył je optycznie dodając gdzieniegdzie dodatkowy pokój bądź regał na papiery od których biła jakaś tajemnicza moc. Wszystko pięknie i z pewnością niejeden jego kolega z akademii magów chciałby zagościć u młodego czarodzieja, gdyby nie fakt, że jego pochodzenia trochę ich odstraszało. W końcu syn Króla. Nie każdy w akademii mógł się pochwalić takim pochodzeniem. Akurat trwała niemała rozróba spowodowana zniknięciem Haru i wieściami o kłusownikach którzy panoszyli się po pobliskim lesie. Draw siedział w bibliotece obładowany jakimiś starymi księgami, gdy do środka wszedł  Brat Antognita który zajmował się tamtejszymi zbiorami.
-O Dravinie nie pomagasz w poszukiwaniach Księcia Haruhiego? –Spytał starszy mężczyzną kładąc na pulpicie dwa wielkie tomy „Drakh’s Agonit”  - Gdyby nie moje stare kości i słaby wzrok sam pomógłbym w poszukiwaniach.
-Oj tam staruszku, jeszcze nas wszystkich przeżyjesz. Gdy tylko znajdę odpowiednią książkę i dokończę wywar w mojej komnacie to pójdę i pomogę. Na razie jeden człowiek mniej czy więcej różnicy nie zrobi, poza tym Haru wróci, obraził się o pierdołę bo mój głupi brat okazał się niezbyt rozgarnięty.
-Książe Valdret zawsze był lekkomyślny i nie potrafił zachować się odpowiednio w sytuacji która tego wymagała. –Zaśmiał się swoim starczym podłamanym głosem który po chwili zagłuszył kaszel z rogu pokoju. –Skrybo prosiłem Cię żebyś skończył przepisywać ten podręcznik wczoraj wieczorem. Dlaczego jeszcze tu jesteś? –Westchnął odnosząc stosik pergaminów na odpowiednią półkę.
-To ja już może lepiej, pójdę widzę, że jesteście bardzo zajęci. –Drav zabrał ze sobą księgę i ruszył w stronę swojej komnaty. Musiał dokończyć przygotowywanie wywaru dla tego zapatrzonego w siebie delikwenta którym był brat Haruhiego. Nigdy nie sądził, że będzie zmuszony jakkolwiek mu pomóc, ale no cóż skoro królowa go o to prosiła, a przecież matce która troszczy się o dziecko nie wypada odmawiać.
-Ciesz się głupi wilku, że twoja matka mnie o to prosiła. –Rzekł sam do siebie i wszedł do swojego „gniazda” jak zwykł to nazywać. W środku od razu podszedł do sporej wielkości stołu na którym znajdowały się różne alembiki i składniki alchemiczne. Na czym to skończył? No tak ach ta niezawodna pamięć, wyszedł dosłownie na kilka chwil po księga pozostawiając gotujący się wywar tak jak pisało w przepisie i już raczył zapomnieć na jakim etapie jest. Zerknął więc na kartkę pergaminu leżącą obok i z lekkim uśmiechem dodał do alembiku kolejny składnik. Ponownie skupił wzrok na kartce i mina mu zrzedła. Jak to? To tyle? Koniec? Teraz musi tylko czekać pięć godzin aż się zaparzy? Westchnął i podszedł do swojego wielkiego łóżka. To teraz czas na drzemkę. Wskoczył na miękką pościel i ułożył się odpowiednio, tak żeby było mu wygodnie, czyli pozycja embrionalna.
----
Larien i Libell szły przez dłuższy korytarz aby zrobić swojemu braciszkowi niespodziankę i dać mu do pokoju świeżo zerwane kwiaty. Wszyscy poszli poszukać Haru a dziewczynki jako, że były za małe nie mogły w tym uczestniczyć. Postanowiły więc zająć się swoimi sprawami.
-Larien ostatnio dawałyśmy mu róże po co je zerwałaś? Jak tak dalej pójdzie to mu się znudzą, trzeba dać tym razem fiołki. –Odparła bliźniaczka otwierając drzwi do komnaty brata. –Ciii.. śpi. –Weszły do środka bardzo cichutko mijając śpiącego na łóżku Dravina. Ułożyły szybko kwiaty w wazonach.
-Libell, chodź. Zobacz. –Siostra wskazywała na stół z alembikami. –Co to?
-Hmm pachnie.. pachnie. –Powąchała. –Zupełnie jak herbata, ta którą ostatnio pił Drav, ale kolor nie ten. Tamta była czerwona a ta niebieska. Hmm Pewnie Dravin był tak zmęczony że nie dokończył. Może go wyręczymy? –Z uśmiechem wrzuciły do małego kociołka jakieś listki które wzięły za te herbaciane. Od razu wywar przybrał różowy kolor.
-Jaki ładny kolorek. Nalejmy nieco Dravinowi jak się obudzi będzie mógł od razu się napić. –Uśmiechnęły się radośnie i tak też zrobiły. O dziwo śliczna zielona karafka nie miała wpływu na kolor mikstury, dalej było przez nią widać różowy odcień.
-Hej, a co jeśli to nie jest herbata?
-A co innego? Przecież dobrze wiesz, że ostatnio Drav pytał się kucharza o to skąd bierze listki, to na pewno herbata. A my ją dokończyłyśmy. –Złapała siostrę za dłoń i wyszły z komnaty.
----
Drav  obudził się i przeciągnął ziewając przy tym. No tak nie ma to jak drzemka w ciągu dnia, uwielbiał leniuchować, zwłaszcza gdy nie musiał iść na zajęcia do akademii magów. Zapewne, gdyby nie ten eliksir to po prostu poszedłby sobie poćwiczyć rzucanie jakiegoś zaklęcia, choćby sprawiającego, że dostanie śniadanie do łóżka. Delikatnie uśmiechnął się widząc, że siostry jak zwykle postanowiły nie oszczędzić mu podziwiania kwiatów. No naprawdę niedługo zniknie ogród jeśli nie przestaną dostarczać wszystkim dookoła świeżych kwiatuszków. W miarę szybko zwlekł się z łóżka i spojrzał na karafkę w której znajdował się jakiś płyn. Kolorem przypominał herbatę którą pił niedawno więc z lekkim uśmiechem postanowił się napić. Nalał sobie nieco do szklanki i od razu bez wahania wypił. Po krótkiej chwili zebrało mu się na wymioty bo płyn miał dziwny mydlany posmak i na pewno nie był to smak herbaty. Szybko pobiegł do okna otwierając je na oścież i wychylając się lekko za nie wziął głęboki oddech.
-Kurwa co to? Obrzydliwe. –Zaklął i spojrzał po chwili na alembik z naparem dla Kengo.  Czy na pewno miał być tego koloru? No trudno, najwyżej książę zamieni się w żabę. Zaśmiał się w duchu i złapał za pusty flakonik aby przelać doń eliksir. Przeczesał dłonią niesforne kosmyki włosów, poprawił okulary które lekko się osunęły i z wyszedł z komnaty kierując się do tej w której leżał „obłożnie chory” mężczyzna.
----
-Nigdy bym nie pomyślał, że walka z Crossem doprowadzi mnie do takiego stanu –Powiedział niby to w pustą przestrzeń, ale wiedział, że jego wilczy przyjaciel wewnątrz jego ciała go teraz słucha.-To wszystko przez ciebie, mogłeś zrobić unik. –Palnął zaczepnie, ale poskutkowało to tylko tym, że Menfist postanowił się odgryźć i jedna z rąk Kengo sama wymierzyła za niego sprawiedliwość szczypiąc go w bok. –Ej, miałeś już tego nie robić, no stary daj spokój szczypać to mnie mogłeś jak byliśmy szczeniakami. –Roześmiał się czując, że i jego towarzysz jakby zrozumiał aluzję.
Nagle rozległo się pukanie do drzwi, po chwili do środka wszedł czarodziej.
-Przyniosłem Ci twoją truci.. znaczy się twoje lekarstwo. –Ugryzł się w język. To coś co wypił w pokoju nie dawało mu spokoju, czuł dziwne mrowienie w okolicach żołądka, a jeśli to była jakaś trucizna?
-Oj no nie musiałeś się tak fatygować, na pewno znalazłby się w tym zamku ktoś kto uwinąłby się z tym szybciej. –Odparł zgryźliwie i podciągnął się lekko tak by przynajmniej usiąść na łóżku.
-A mogłem ci jednak dosypać do tego lekarstwa jakiegoś świństwa. –Westchnął żałując, że tego jednak nie zrobił. –Masz, wypij wszystko. –Podał mu naczynie czekając aż raczy wszystko wypić.
Kengo spojrzał na dziwną substancję podejrzliwie, ale mimo to wypił całą zawartość. Smakowało jak mydliny, fuj obrzydliwe. Momentalnie zebrało mu się na wymioty. –Czyś ty dodał tutaj mydlin ze swojej kąpieli? Gha, smakuje obrzydliwie.
-Mydlin? –Dziwne.
Kengo złapał się za pierś bo Menfist zaczął się dziwnie zachowywać wewnątrz niego. Czuł jakby dziwne ciepło, a w żołądku coś mu dziwnie zawirowało jakby wpuszczono tam tuzin motyli. –Kurwa co jest? –Nie doczekał się odpowiedzi bo jego postać szybko się przemieniła i na łóżku pojawił się zamiast człowieka jego wilczy kolega.  Spojrzał swoimi złotymi oczyma na Dravina i oblizał pysk jakby właśnie miał zamiar go zjeść. Zeskoczył z łóżka i momentalnie pojawił się za czarodziejem zmuszając go by ten zrobił krok w tył co poskutkowało wylądowaniem na łóżku.
-Ej wilku, odwal się, nie mam zamiaru pozwolić ci się zjeść. –Otworzył szeroko oczy bo zwierzę zamiast go zaatakować zaczęło lizać pieszczotliwie jego dłoń. –Twój pan chyba nie pochwalałby takiego zachowania, on w przeciwieństwie do ciebie mnie nie lubi. –Drav pogładził go po jasnej sierści. Ogarnęło go dziwne uczucie, zupełnie jakby chciał pocałować tego psa. CO KURWA? Odsunął się momentalnie.
Wilk zaszczekał i na jego miejscu po chwili znowu stał Kengo.  Z tym, że miał dziwnie wesołą minę.
----
Nie byli do końca pewni jak to się stało, że znaleźli się razem w łóżku całując się zażarcie jakby ktoś albo coś wpłynęło na ich zdrowy rozsądek, przecież nigdy w życiu nie doszłoby do tego w normalnej sytuacji. A więc co się stało tym razem? Czyżby pomylił się w przepisie? Czyżby obaj zasmakowali tego samego seksualnego wspomagacza? Drav jęknął głośno gdy starszy zanurzył w nim swoje dwa palce. Kurde, przecież to jest chore, on jest durnym wilkiem, nie lubi go, nie lubi jego arogancji a mimo to teraz go pożąda. A Kengo pożądał tego narcystycznego czarodzieja i o dziwo nie potrafił się powstrzymać przez kolejnymi poczynaniami. Chyba obaj byli świadomi, że może to zajść jeszcze dalej, że na pieszczotach się nie skończy. To było takie dziwne.
-Kurwa. –Zaklął głośniej kiedy wyjąwszy palce wszedł w ciało blondyna szybkim pchnięciem.
Dravin krzyknął wyginając swoje ciało w łuk. Nigdy nie sądził, że kiedykolwiek będzie uprawiać seks a na dodatek z mężczyzną i to jeszcze z tym konkretnym.
-Muszę ci coś przyznać. –Powiedział Kengo dysząc cicho podczas wykonywania szybszych pchnięć. –W tej sytuacji jesteś nawet uroczy magu. –Zaśmiał się widząc jego minę i trafił w czuły punkt.
Kolejny krzyk rozniósł się po komnacie. To było chore, ale Drav nie potrafił ukryć tego, że jednocześnie cholernie przyjemne.
Starszy złapał męskość partnera w swoje dłonie mając zamiar doprowadzić i jego do orgazmu. Nie przestawał się w nim poruszać, wręcz podkręcił tempo na maksimum.
W końcu po długiej i wyczekiwanej chwili padli na łóżko wykończenia do tego stopnia, że zasnęli.
----
Dravin obudził się po paru dobrych godzinach snu, czuł jakby ktoś zdzielił go czym twardym w głowę. Nie pamiętał za wiele, ale kiedy tylko się poruszył poczuł cholerny ból w dolnych partiach ciała.
-Co jest kurwa?
Rozejrzał się dookoła i kiedy jego wzrok padł na tym psie który leżał obok mina mu zrzedła. Trzepnął go mocno w czuprynę.
-Kengo… możesz mi wytłumaczyć jakim sposobem jestem z tobą… NAGI… w jednym łóżku? – Spytał Drav.
-Mam Ci wszystko przypomnieć? –Spytał mężczyzna masując swoją obolałą głowę.
-No właśnie zastanawiam się czy chce zaryzykować. –Odparł, ale w sumie nie potrzebował odpowiedzi. Wszystko pojawiło się w jego głowie i wyjaśnienia były zbędne.
-Musze przyznać, dawno z nikim mi się tak dobrze nie pieprzyło… -Nie dokończył bo dostał mocnym zaklęciem prosto w pierś co spowodowało, że go odrzuciło. Wylądował na ścianę a potem runął na podłogę.  –ej Drav..
Czarodziej zebrał swoje ciuchy i wybiegł z komnaty. Ubierał się po drodze aż w końcu trafił na idących korytarzem Valda i Haru.
-Gdzie byliście?! No jasne pewnie znowu się pierdoliliście, i nie zaprzeczajcie, nie ogarniam i nie chce ogarniać. AAAAaaagrrr. –Szybko skręcił w stronę swojej komnaty pozostawiając dwóch zakochanych w totalnym osłupieniu.
-Co jest? Drav ma okres? –Spytał sam siebie Valdret.
Mag w końcu dobiegł do swojej samotni. Zatrzasnął za sobą drzwi i podszedł do stołu gdzie przygotowywał rano wywar dla tego matoła.  Przeglądnął kilka ksiąg i w końcu zrozumiał czego obaj skosztowali, eliksir pożądania.
-Kurwa!-Walnął dłonią w blat stołu.
Do środka weszły bliźniaczki uśmiechnięte od ucha do ucha. –Bracie ładnie ci udekorowałyśmy pokój?
Libell spojrzała na pustą karafkę. –A herbatka ci smakowała? Specjalnie dokończyłyśmy ją parzyć kiedy ty spałeś.
-Dziewczyny… Lepiej stąd wiejcie bo zaraz mogę nie być już taki miły. –Odparł czując się jak skończony kretyn, pieprzył się z Kengo i na dodatek było mu z nim tak cholernie dobrze.

niedziela, 8 grudnia 2013

"Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą."

D: Hej pierwszy raz na tym czacie?

A: No tak, przypadkiem na niego wpadłem. Nie jestem gejem, znaczy… chyba nie jestem.

D: Ja też na początku się wahałem. Najgorsze chyba było oznajmienie to rodzinie. Heh, no to czego tutaj szukasz mój drogi?

A: Szczerze? Z ciekawości chce sprawdzić jak to jest. ;)

D: Mam Cię wprowadzić w szczegóły? ;D

A: Tzn? Co masz na myśli?

D: No wiesz.. opowiedzieć ci jak to jest i możemy spróbować na początek urządzić jakiś cyberek. Jeśli się boisz to nie nalegam oczywiście. C:

A: Nie boję się XD Tylko… no wiesz praktycznie nie znam się na tym ani trochę.

D: Od tego masz mnie. To może na początek powiedz jak masz na imię ile masz lat Ok?

A: Andy, mam 17 lat. A ty?

D: Daniel, 19 lat. :D

A: Aha, no to bardzo mi miło poznać. Co dalej?

D: Opisz mi siebie. Jak wyglądasz, czym się interesujesz czy już się całowałeś? XD

A: Hah, no dobra. Jestem blondynem mam178 cmwzrostu, jeśli chodzi o ciało to jestem dosyć umięśniony, ale nie jak jakiś kulturysta. Interesuję się zwierzętami i botaniką. A co do całowania to mam już jakieś doświadczenie. Teraz Twoja kolei. :D

D: Czarne włosy,186 cmwzrostu. Też nie jestem jakimś kulturystą ;) Z wyglądu trochę jak goth, ale mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko subkulturom :o. Na plecach mam tatuaż w kształcie  skrzydeł. A jeśli chodzi o całowanie to jestem w tym mistrzem. :3

A: No, ale jesteś skromny heh.

D: Cały ja. Dobra to może zacznijmy. :) Skoro już trafiłeś na czat dla gejów to po pierwsze, chyba wiesz na czym polega seks analny prawda?

A: No spokojnie miałem w szkole WDŻR XD Wiem, po prostu posuwanie w tyłek.

D: Dokładnie. No więc na początek, nie jest do bolesne o ile partner dobrze Cię na siebie przygotuje. Fakt uczucie jest na początku dziwne jakbyś miał robioną lewatywę, ale z czasem organizm się przyzwyczaja i wszystko staje się dużooo przyjemniejsze. ^_^

A: Aha, to chyba już wolałbym oralny. No bo anal nie jest higieniczny.

D: Oj kolego, od czego są prezerwatywy? :D

A: No wiem. :P

D: To teraz zrób dokładnie to co ci powiem dobrze?

A: No dobra?

D: Zdejmuj spodnie.

<cisza>

D: No chyba się nie speszyłeś prawda?

A:… nie no co ty. Już ściągnąłem.

D: Uff  :) To dobrze. Bieliznę też ściągnij.

A: No Ok. Zaczynam się lekko denerwować.

D:Nie ma powodu. A teraz zaczynamy zabawę. Zacznij się dotykać i wyobraź sobie, że tam jestem i to moje dłonie.

<chwila później>

D: I jak?

A: Na początku się wahałem, ale teraz jest intrygująco. Podoba mi się ta zabawa. Ty też się dotykasz?

D: Owszem. I wyobrażam sobie, że jesteś obok.

W realu:

Cholera siedział przed laptopem i najnormalniej w świecie robił to co ten gość po drugiej stronie mu mówił. W tym wieku chłopcy masturbowali się często a Andy już zwalił sobie konia rano. Teraz kiedy był wieczór nie sądził, że spotka go coś takiego. Dał porwać się chwili, czuł się bezpiecznie w pokoju bo pamiętał, żeby zamknąć drzwi na wypadek gdyby jego rodziciele przypomnieli sobie, że mają gdzieś na piętrze nastoletniego syna. Andy odchylił głowę w tył siedząc na swoim fotelu przy biurku. Komputer co chwila dawał mu znak, że ów chłopak z którym pisze wysłał mu kolejną wiadomość.

D: I jak ci idzie?

A: Kurde. Musze przyznać, że świetne uczucie. :D

D: Cieszę się. :> Ej a co powiesz na spotkanie się w realu?

A: To znaczy?

D: No jeśli nie masz nic przeciwko oczywiście. Polubiłem Cię mimo, że gadamy bardzo krótko. Wydajesz się miłą osobą. ;)

A: Dziękuję. Ty też jesteś miły. A skąd jesteś?

D: Hoboken, a ty?

A:Brooklyn.

D: Super. To co może się spotkamy? W Hoboken jest fajna kawiarnia, kojarzysz może „LuckyTea”?

A: Byłem tam ostatnio ze znajomymi. :D

D: To może jutro o czternastej? Jeśli się nie czujesz pewnie to nie nalegam. W końcu zawsze mogę być jakimś gwałcicielem-pedofilem z czterdziestką na karku. XD

A: To na wszelki wypadek wezmę mój kij bo baseball’a. XD To do zobaczenia jutro. :) Ale jak cię rozpoznam?

D: Nie martw się wyróżniam się w tłumie.

/Użytkownik „D” wylogował się.

Spojrzał z delikatnym uśmiechem w czarny ekran swojego laptopa przy czym pozwolił sobie poprawić czarny kosmyk swoich włosów. Dawno nie czuł się tak zaintrygowany drugim człowiekiem.

Następnego dnia Andy siedział w wyznaczonej kawiarence. Miał na sobie niebieską koszulkę, która podkreślała jego oczy i czarne spodnie. Nie chciał się szykować jak na jakieś wesele ale okazało się, że i w takich ciuchach wyglądał o dziwo elegancko. Rozglądał się dookoła wypatrując owego chłopaka który miał się wyróżniać w tłumie. I nagle w kawiarence rozległ się dźwięk dzwoneczka oznaczającego, że ktoś wszedł do lokalu. Błękitne oczęta chłopaka wpatrywały się w wysokiego chłopaka o czarnych rozczochranych włosach, miał na sobie skórzaną kurtkę a na szyi zawieszony wisiorek w kształcie krzyża. Glany na klamry prezentowały się o dziwo idealnie na jego szczupłych nogach. Uśmiechnął się kiedy jego spojrzenie zetknęło się z oczami blondyna. Podszedł do stolika przy którym siedział jego nowy kolega.

-To ty jesteś Andy prawda? –Spytał niepewnie.

-No tak. Miło mi.. –Nie dokończył bo starszy chłopak przytulił go lekko na powitanie.

-Przepraszam, to taki odruch. –Odparł Daniel i zajął wolne krzesło. Zmierzył chłopaka wzrokiem, ładna delikatna twarz, blond włosy i błękitne oczy. Gdyby spotkał go wcześniej na jakimś forum dla gejów i gdyby był one pewny swojej orientacji to już dawno zaproponowałby mu wspólną noc.  –Masz na coś ochotę? –Spytał zerkając przelotnie na kartkę leżącą na stoliku gdzie wypisano to co może zaoferować lokal.

Andy potrząsnął głową żeby nieco przywrócić trzeźwe myślenie. Głupio się przyznać, ale wygląd nowego znajomego całkiem go zafascynował, nie wyglądał jak jakiś szary nudny koleś. Wręcz przeciwnie pomimo czerni tryskała z niego oryginalność łącząca się z tajemniczością. –Emm, to może ja sobie wezmę herbatę.

Daniel uśmiechnął się ciepło.-Dobra ja stawiam. Herbata i kawa. –Odszedł na chwilkę żeby zamówić ich napoje nie słuchając nawet jak Andy się sprzeciwia i mówi, że sam może sobie kupić. No, ale w czarnowłosym chłopaku obudził się instynkt dżentelmena i musiał troszkę zabłysnąć w oczach swojego towarzysza.

Popołudnie spędzili głównie na dzieleniu się zainteresowaniami, okazało się, że lubią tych samych pisarzy, sztukę i nawet oboje gustują w pizzy z ananasem. Żyć nie umierać, zupełnie jak bracia.

-Czym się zajmują twoi rodzice?

-Są prawnikami. –Odparł Andy dopijając swoją herbatę. – a twoi?

-Matka pracuje w restauracji jako kucharka a ojciec pewnie gdzieś zajmuje się swoją nową panną. Zostawił nas kiedy miałem cztery lata.

-Przykro mi.

-Nie szkodzi. W sumie nigdy mi go nie brakowało.

Tu rozmowa się na chwilę załamała, temat rodziny mógł nie być najprzyjemniejszym. Ta cisza była strasznie krępująca.  Ale po chwili znowu poruszyli jakiś temacik więc na szczęście Andy nie musiał martwić się o bolące sumienie. Wyszli z kawiarenki wieczorem, Daniel zaproponował mu spacerek po parku i wszystko byłoby pięknie gdyby nie to, że w pewnym momencie złapał młodszego za ramię i pocałował go w usta.

-Co ty wyprawiasz? –Spytał zaskoczony chłopak odsuwając się od czarnowłosego.

-Wybacz, po prostu cholernie mi się podobasz. –Westchnął krzyżując ręce na piersi. –Naprawdę może to brzmieć głupio, ale tak jest i już. Nic na to nie poradzę. Zostań moim chłopakiem! –Złapał jego dłoń.

-Wybacz..

-Czego mi brakuje? Wiem, że nie jesteś pewien czy jesteś homo, ale ja chce ci pokazać jak to jest. Pozwól mi, obiecuję, że będzie ci ze mną dobrze.

-Dziękuję, że tak ci zależy, ale ja… ja mam dziewczynę.

….

-Wybacz. Naprawdę cieszę się, że tak mnie lubisz, ale jestem już z kimś. –Westchnął patrząc mu z bólem w oczy.

-Nie wspominałeś, że masz dziewczynę. –Odparł cicho. –Miałem nadzieję, że… ech. Mniejsza. Przepraszam, jeśli poczułeś się niezręcznie.

-To ja przepraszam zrobiłeś sobie nadzieję prawda? –Pogładził jego ramię. –Jesteś świetnym chłopakiem i na pewno kogoś sobie znajdziesz. Muszę spadać, do zobaczenia. –Oddalił się.

-Myślałem, że znalazłem Ciebie. –Szepnął cicho.

Parę dni później w wiadomościach podano, że w kawiarence w której byli wybuchł pożar. Zginęło osiemnaście osób, Andy słuchał tego z uwagą, ale kiedy w wywiadzie pojawiła się kobieta opowiadająca o swoim synu, który bardzo lubił tam zaglądać a ona sama była w czasie pożaru w pracy w restauracji… no chłopak poczuł jak serce mu pęka. Po chwili w rogu ekranu podano imiona i nazwiska martwych osób. Kiedy w oczy rzuciło mu się „Daniel” pobiegł do swojego pokoju i kopnął z całej siły swoje biurko.

-KURWA! –Zaklął i usiadł na łóżku nie kryjąc łez.

Nigdy nie sądził, że powiedzenie „śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą” znajdzie tak dosłowne odniesienie w jego życiu. Czy kochał Daniela? Trudno powiedzieć, ale nie radząc sobie z uczuciami zerwał z dziewczyną i parę dni później sam Andy trafił do szpitala w stanie śpiączki. Był ofiarą wypadku, samochód wjechał w niego i tak młody chłopiec spędził resztę dni w czterech białych ścianach. W końcu okazało się, że jego stan jest krytyczny i rodzice uznali, że lepiej go nie męczyć tym „Życiem” Odłączono go od urządzenia które podtrzymywało jego funkcje życiowe.

Czy życie jest sprawiedliwe? Trudno powiedzieć, ale ci dwaj spotkali się zapewne ponownie w innym lepszym świecie.

sobota, 30 listopada 2013

Rozdział 11.

-HARU! HARU GDZIE MÓJ KOCHANY HARU!?-Kengo biegł przez korytarze zamkowe cały zdyszany. Braciszek, braciszek gdzie on jest? W głowie miał tonę myśli i wszystkie kończyły się tragicznie. A co jeśli ktoś go napadł? Zgwałcił? Złamał sobie rękę, nogę? BOŻE HARU!!

-I Co się tak drzesz idioto?!

Ktoś otworzył drzwi na które spanikowany książę wpadł. Leżąc na posadzce skierował wzrok na stojącego nad nim Dravina który uśmiechał się w kpiący sposób.

-Jak śmiałeś ty magu z Bożej łaski tak chamsko potraktować mnie tymi drzwiami?! Właśnie zakończyłeś swój nędzny żywot. –Oczy Kengo zaświeciły się niebezpiecznie a jedna z dłoni przybrała wilczy kształt.

-Pff uspokój się pieseczku, po prostu chciałem sprawdzić co to za niewiasta tak krzyczy, ale okazało się, że to ty drzesz swoją wkurzającą mordę.-Prychnął jedyne i wymierzył w niego swoim kosturem. – Trzymaj swojego wilczego przyjaciela na smyczy to może nie straci futra.

-Heh głupi magik, nawet do stóp nie sięgasz naszemu nadwornemu magowi w Rockenweid. Jesteś tylko żałosną podróbką! Będziesz tak samo bezużytecznym magiem jakim byłbyś Królem. –Wstał i otrzepał szatę z brudu. Złapał rękojeść miecza z lekkim uśmiechem. – Zgłoś się jeśli skończysz akademię magów może wtedy będziesz choć trochę godzien rozmawiać ze mną! Moja magia w tym momencie jest dużo potężniejsza niż Twoja. –Wyprostował się zupełnie jak jakiś dumny paw i odszedł pozostawiając zdenerwowanego Dravina.

-„Jeszcze zobaczymy.” – Westchnął w myślach.

----

W tym czasie w sypialni Haru gościł w jakże widowiskowy sposób swojego kochanka. Nagle drzwi otwarły się i do środka wpadł Kengo.

-Haruś! Dlaczego nie było Cię na śniadaniu?!-Krzyknął i dopiero po chwili doszło do niego cóż za widok ma przed sobą. Młodszy siedział na biodrach Valda nabijając się na jego penisa a w tym czasie starszy obdarzał jego ciało milionem pocałunków. –Ym, przeszkodziłem wam w czymś?

-No jak widać jesteśmy nieco zajęci. –Westchnął Vald otulając swoje kochanie kołdrą bo przecież nie da nikomu oglądać jego nagie ciało, nawet jeśli miałby to być Kengo.

-Cóż może faktycznie lepiej się sobą nacieszcie. Haru, Ojciec chce żebyśmy wracali do domu.

Haruhi spojrzał na Kengo ze zdziwieniem. –Ale jak to? Przecież poselstwo miało trwać dłużej!

-No tak, ale razem ze śmiercią Crossa plany się zmieniły. Ojciec prawdopodobnie mianuje mnie następcą. A wiesz, że przy ceremonii musi być obecna cała rodzina prawda? – Westchnął rozkładając bezradnie ręce. –Wątpię żebyś mógł tu od tak zostać. Nawet jeśli rozchodzi się o waszą miłość.

Książe spojrzał na Valda, który lekko się uśmiechał pomimo tej wiadomości. –No trudno Haru. Wrócisz do domu, ale przecież to nie oznacza, że już się nie spotkamy.

-Jak możesz tak spokojnie przyjmować to do wiadomości? Możemy się nie widzieć tygodniami nawet miesiącami, a ty od tak mówisz no trudno? –Haruhi złapał swoją szatę otulając się materiałem.. – Vald jesteś idiotą! –Wybiegł z sypialni pozostawiając dwóch mężczyzn w całkowitym osłupieniu. Po chwili jednak Valdret jęknął boleśnie bo został przykuty jakimiś łańcuchami do sufitu.

-Szlag znowu?-Westchnął bezradnie.

-Yyy co to jest? –Spytał rozbawiony Kengo.

-To jest mój drogi kolego sposób w jaki twój młodszy brat się na mnie wyżywa. Jego anielska natura ma władze nad moją i niestety czasem Haru jest jak kobieta w ciąży, nigdy nie wiesz kiedy wybuchnie i jakie będą efekty. A efekty w większości i oczywiście w wypadku Haru wyglądają tak. –Spróbował się jakoś wygramolić z łańcuchów.

-Haha super! A tak na serio może ci pomóc? –Złapał się za brzuch bo już seryjnie nie mógł wytrzymać. Wreszcie wybuchł głośnym śmiechem.

-I co rżysz jak stara kobyła? Pomóż mi! –Krzyknął Vald, ale po chwili i jemu humor się poprawił. Obaj się  śmiali dopóki do pokoju nie wszedł Drav.

-Nie ma to jak chwila gdy spotykają się dwaj idioci. –Skomentował i wyszedł.

----

Haru siedział w ogrodzie nie mogąc pogodzić się z myślą, że niedługo będzie musiał opuścić Valda i wszystko to co może niestety zdążył pokochać. Trzymał w dłoni róże i obrywał jej płatki.

-Haruś. –Nagle obok niego pojawiły się bliźniaczki z zatroskanymi minami. –Coś cie zmartwiło? –Spytały jednocześnie siląc się jednak na delikatne uśmiechy.

-Jeżeli plany się nie zmienią to niedługo będę musiał wyjechać. –Odrzekł i upuścił na ziemię łodyżkę pozbawioną kwiatu.

-Co? Ale dlaczego? –Spytała Larien.

-Źle ci z nami? –Dodała chwile później Libell łapiąc Haru za rękaw.

-Mój ojciec tak zdecydował. Nie mam za wiele w tej kwestii do powiedzenia. Ale, nie chce wyjeżdżać.

-Braciszek Vald pewnie będzie smutny jak pojedziesz.

-Wszyscy będziemy smutni Libell. –Poprawiła ją siostra.

Haruhi uśmiechnął się lekko. I spojrzał w na niebo. Było piękne i bezchmurne. Wstał i odszedł kawałek od altanki. A czemu by nie? Może powinien spróbować oderwać się na chwilę od ziemi i od problemów. Ma moc i czas nauczyć się nad nią władać. Skupił się z całych sił na jednej rzeczy, na skrzydłach. Poczuł po chwili ogromny ból, jego plecy w dwóch miejscach się wybrzuszyły, a z gardła Haru wydobył się krzyk. Dziewczynki siedzące w altance wybiegły żeby sprawdzić co się stało, ale jedynie kątem oka ujrzały jak za drzewami znika coś uskrzydlonego o posturze człowieka.

Haru zdzierał ze skrzydeł resztki swojej skóry i krwi. Siedział na gałęzi większego drzewa o ogromnej koronie liści dzięki czemu nikt go nie mógł dostrzec. Miał nadzieję, że już nie będzie to takie bolesne, ale jak się okazało, kiedy skrzydła się pokazują wciąż towarzyszy temu straszny ból. Kiedy w końcu pióra były czyste  Haru rozejrzał się dookoła. Był kawałek za miastem w niewielkim lesie. Miał nadzieję, że nie spotka tu żadnego człowieka, bo w końcu liczył na to, że będzie mógł samotnie i w spokoju pomyśleć.

----

-Haru, Haru! No gdzie jesteś?! –Kiedy w końcu udało się Valdretowi wybrnąć z magicznych więzów jakimi potraktował go ukochany zabrał się za szukanie tej szalonej owieczki. Wszedł do jednej z komnat mając nadzieję, że znajdzie tam chłopaka, ale zamiast tego nakrył Lian’a który obłapywał jakąś śliczną panienkę. –Nosz kurde bracie czy ty chcesz zaliczyć wszystkie panny tego królestwa?

-Hę?! O Vald. Cześć, wiesz co tak przypadkiem ja i ta urocza istotka wpadliśmy sobie w ramiona no i tak jakoś wyszło. –Wytłumaczył starając się zakryć nagie ciało swojej kochanki.

-Dobra daruj sobie. Widziałeś może Haru?

-Haru? Nie, dlaczego?

-Bo mi uciekł. –Westchnął.

-A co źle się nim zająłeś w łóżku. Oj bracie ja wiedziałem, że w sztuce miłości to ty jesteś kiepski. –Zaśmiał się i poruszył razem ze swoją partnerką która jęknęła rozkosznie.

-Lian, lepiej szybko kończ ze swoją panią bo nie chce jej uszkodzić gdy przypierdolę ci mieczem. –Warknął.

----

Haru zaczął się dosłownie już mózg gotować od tego myślenia, nie ważne jak bardzo chciał znaleźć plusy zaistniałej sytuacji a i tak na końcu okazywało się to tylko jeszcze bardziej negatywne. Powoli zleciał z drzewa na ziemię i rozejrzał się dookoła. Coś po chwili przykuło jego wzrok, jaśniejąca poświata zbliżała się w jego kierunku i z każdą chwilą dokładniej można było dostrzec zarys postaci.

-Hej, to ty! –Powiedział uśmiechając się szeroko gdy zatrzymał się przy nim wielki, biały koń. – To ty byłeś tym jednorożcem który mnie zabrał wtedy do jaskini prawda?

Koń zarzucił grzywą na jego słowa.

-Powinienem cie okrzyczeć i podziękować ci za razem. –Zaśmiał się i pogładził zwierzę po grzbiecie. Gdyby nie ten koń to nie zakochałby się w Valdrecie. – Może się przejdziemy? –Uśmiechnął się radośnie, ale po chwili mina mu zrzedła. Jednorożec miał zakrwawiony lewy bok, a u podbrzusza wystawał kawałek bełtu. –Ktoś cię postrzelił? –Spojrzał zatroskanym wzrokiem na ranę, zwierzę mogło się wykrwawić albo co gorsza mogło wdać się zakażenie.  Westchnął i powoli dotknął drewnianego końca na co koń zarżał cierpiętniczo. –Ciii.. musimy się tego pozbyć bo inaczej będziesz się czuć coraz gorzej. –Naderwał koniec swojej szaty i przyłożył ją do bełtu mocno chwytając za koniec. –Może zaboleć. –Pewnie koń i tak nie rozumiał co do niego mówi, ale ton głosu zdawał się mimo wszystko go uspokajać. Haru wziął głęboki wdech i z całej siły pociągnął za kawałek drewna. Koń zarżał jeszcze głośniej i zaczął się wierzgać, Haruhi chciał przyłożyć do rany materiał, ale o dziwo rana się zabliźniła. –skurczybyku, to ty się umiesz regenerować? –Zaśmiał się gdy konik dotknął pyskiem jego ramienia. Nagle gdzieś w oddali słychać dało się przekleństwa i jakby dźwięk łamanych patyków.

-Kurwa mać Allish, jak można było dać temu rogaczowi zwiać? Taki z ciebie kłusownik jak z mojej starej trubadur.

-Gdybyś opuścił sidła to już mielibyśmy w dłoni mieszek ze złotem, ale musiałeś wszystko zjebać.  Larses, a co jeśli go nie znajdziemy?

-Zaniosę szefowi twoją głowe. To powinno go usatysfakcjonować.

Haru stanął razem z jednorożcem za jednym z grubszych drzew. Kłusownicy? Tutaj? Cholera, chcieli zabić jednorożca. –Uciekaj. –Spojrzał wymownie w oczy konia, ten jakby na zawołanie spiął się i popędził galopem w stronę drzew.

-Hej tam jest. Łap go Larses! –Mężczyźni wybiegli zza drzew, ale na drodze stanął im Haru. -Kurwa. Demon.

-Popierdoliło cię Allish? Skrzydła jak u anioła. –Mężczyzna wycelował z łuku w jego stronę. –Coś za jeden?

-Jestem książę Haruhi, a ten jednorożec którego ścigacie jest moim przyjacielem. A co do was, to wiecie, że kłusownictwo jest zakazane. –Starał się mieć poważny wyraz twarzy.

-Wiemy, wasza wysokość? Ale oprócz tego, że jesteśmy kłusownikami to pracujemy tez jako łowcy głów. –Zaśmiał się. – Ciekawe ile byłaby warta głowa waszej wysokości.

----

-Vald, zbieramy ludzi i idziemy do lasu, ponoś mamy w królestwie sporą grupkę kłusowników. –Karnest wszedł do Sali tronowej gdzie siedział akurat Valdret.

-Znowu? Ostatnio naprawdę strasznie ryzykują zapuszczając się tak daleko. –Spojrzał na bliźniaczki które układały w wazonie kwiaty. –A ja nadal nie mogę znaleźć Haru.

-Widziałyśmy się z Haru w ogrodzie.

-Naprawdę? Wiecie gdzie teraz jest? –Vald aż wstał z wrażenia.

-Rozłożył skrzydła i poleciał do lasu.

Valdret pobladł i teraz jego twarz zlewała się jasnym marmurem jakim były wysadzane ściany.  –Karnest wysyłaj do lasu garnizon . –On sam wybiegł szybko z komnaty i pomknął w stronę wyjścia, jeśli Haru lata gdzieś nad lasem i został złapany to Vald będzie musiał trochę poszukać samotnie z innej perspektywy. Wybiegł na błonia i zamknął oczy. „Słuchaj mnie ty przeklęty demonie, pozwalam ci siedzieć we mnie od urodzenia i czas abyś płacił mi za to w jakiś sposób. „

-„Hahahaha głupi człowieku, jesteś tylko powłoką która mnie skrywa, ja mam ci płacić?”

„Nie pozwolę ci krzywdzić bliskich mi osób. A teraz moim celem jest znalezienie Haru. I czy ci się  to podoba czy nie właśnie teraz utnę ci te skrzydła.” Siła woli Valda zaczęła toczyć bój z wampirzą naturą. Nie był to pojedynek fizyczny, raczej mentalny. Demoniczna aura zaczęła maleć z każdą chwilą gdy pewność siebie księcia wzrastała.

-„To ja cie stworzyłem! Gdyby nie ja już byś nie żył. „

„Nie. Gdyby nie Haruhi, już dawno obu nas by nie było „

Valdret krzyknął boleśnie czując jak para błoniastych skrzydeł pokrywających się po chwili łuskami wychodzi na światło dzienne. Udało mu się zapanować nad ciemną naturą swojej duszy. –Czekaj na mnie Haru.- Rozłożył skrzydła i wzbił się w gorę, pozostawiając na ziemi mały krater który powstał pod wpływem silnej fali z jaką uderzyło powietrze o trawę.

-Cholera jasna, Synu! Osobiście będziesz sadził nową trawę. –Krzyknęła królowa obserwując całe zajście z okna.

----

Haru biegł przez las czując jak gałęzie ranią jego ciało i zrywają pierze ze skrzydeł. Mógłby wzlecieć, gdyby nie ciasno osadzone drzewa i ich korony, gdyby spróbował to wylądowałby na jednym z nich i wtedy bez problemu kłusownicy by go złapali.

-Gdzie jesteś ptaszyno?! Nie uciekaj. –Krzyczeli drwiąco.

-Cholera. –Haruhi w końcu zatrzymał się za jednym z drzew. Przecież, nie może bez przerwy biec. Skrzydła trochę ważą i już był zmęczony. Podniósł z ziemi spory kawałek drewna i czekał.

Jeden z mężczyzny przebiegł obok drzewa i został trafiony konarem prosto w głowę. –kur.. co jest? –Spytał nieprzytomnie, lecz został uciszony drugim ciosem. Książe złapał za rękojeść miecza powalonego i wymierzył klingą w drugiego z oprawców.

-Heh, ciekawe czy jego wysokość umie walczyć. Sądząc po posturze to dawno nie trzymał w dłoni miecza. - Mężczyzna jednak nie dobył miecza, zamiast tego trzymał w dłoni buławę. –Oj, czyżbym miał przewagę a może… -Nie dokończył jednak bo Haru zamachnął się bronią, brakowało kilku centymetrów a trafiłby. –No, no.

-Uczyłem się od Księcia Karnesta szermierki. A ja szybko się uczę. –Uśmiechnął się i zrobił unik gdy zaszarżował na niego napastnik. Haruhi zrobił szybki obrót, ale zapomniał o skrzydłach i zahaczył nimi o drzewo.

-Cholera. –Dostał uderzony w ramię i padł na ziemię.

-Nie mam zamiaru cie zabić tylko złapać. –Powiedział mężczyzna i związał mu dłonie sznurem, ten jednak od razu się spalał. –Co jest kurwa? –Ponownie spróbował i znowu sytuacja się powtórzyła. –Co to za pieprzona magia?

-Tak się składa, że anioła nie da się związać. –Zaśmiał się, ale szybko został uciszony kopnięciem w brzuch. Z otwartych ust księcia popłynął strumyk krwi.

-Trudno, zaciągnę cie tam w inny sposób. –Wpierw jednak podszedł do towarzysza i zakończył jego marny żywot. –Już mi się nie przydasz.

-Zabiłeś go. –Wystękał młodszy.

-Nie mam zamiaru dzielić się nagrodą. –Spojrzał na twarz księcia który uśmiechał się szeroko. –Z czego się cieszyć? –Spytał.

-Chyba z tego, że mnie ujrzał. –Odpowiedział mu obcy głos,

Oprawca obrócił się i zobaczył wysokiego mężczyznę z łuskowymi skrzydłami. –Kurna kolejny demon?

-Kochanie czy ten skurwiel zrobił ci krzywdę? –Spytał Valdret podnosząc w jego kierunku swoją zniekształconą, wampirzą  dłoń.

-Vald, czy ty? –Spytał nieco zaniepokojony Haru podchodząc powoli do ukochanego.

-Spokojnie, zapanowałem nad tym. –Powiedział i złapał mężczyznę za gardło, ten od razu zaczął się wyrywać. –Wracając do pytania? Czy zrobiłeś coś Haruhiemu?

-Puszczaj potworze.

-Mnie nic nie jest, ale zranił jednorożca. –Powiedział młodszy.

-Za zranienie symbolu królestwa wymierzam ci karę śmierci. –Powiedział drwiąco i zacisnął dłoń na jego gardle, o dziwo ciało mężczyzny po prostu znikło.

http://www.youtube.com/watch?v=XAJcApOKVQs

-Co zrobiłeś? –Spytał Haruhi.

-Zniszczyłem jego ciało. Można powiedzieć, że się rozsypało –Przytulił do siebie młodszego. – Nawet nie wiesz jak się o ciebie bałem.

-Przepraszam, ale zdenerwowałem się gdy powiedziałeś, że nasze rozstanie nie jest końcem świata.

-Dla mnie każda chwila bez ciebie Haru jest niczym jego koniec. Gdybym mógł to nie oddawałbym cie nikomu nawet twojej rodzinie. –Przesunął dłonią po jego skrzydłach. –Znowu będą się boleśnie goić.

-Twoje też. –Uśmiechnął się delikatnie i pocałował ukochanego gładząc jego ramiona. –Vald. To musi ciekawie wyglądać.

-Co takiego?

-Dwoje uskrzydlonych mężczyzn całuje się w lesie. –zachichotał.

-Po prostu demon spędza czas ze swoim aniołkiem. –Odparł i wpił się namiętnie w wargi młodszego. Gdzieś w dali dało się słyszeć rżenie konia i gdy oboje odwrócili swoje twarze ujrzeli dwa jednorożce. Jeden śnieżnobiały a drugi czarny jak noc.

-Nie wiedziałem, że istnieją też czarne.

-Ja również pierwszy raz coś takiego widzę. –Z uśmiechem przeszli się w towarzystwie dosyć nietypowym bo rzadko kiedy można spędzić czas z dwoma jednorożcami. Dotarli do jaskini gdzie pierwszy raz zetknęły się ich ciała i dusze. Jednorożce zajęły się smakowaniem źródlanej wody a Haru i Vald sobą. Leżeli w tym samym miejscu na miękkim mchu i obdarowywali się namiętnymi pocałunkami. Po dłuższej chwili złączeni w jedno ciało poczęli oddawać się rozkoszy. Vald z czcią zaspokajał ciało swojego ukochanego który nagradzał go błogimi jękami. Ich skrzydła prostowały się z każdym dreszczem jaki odczuli na swoich ciałach.  W końcu wycieńczeni sobą usnęli w swoich ramionach otuleni tylko swoimi skrzydłami.

----

-Kengo… możesz mi wytłumaczyć jakim sposobem jestem z tobą… NAGI… w jednym łóżku? – Spytał Drav.

-Mam Ci wszystko przypomnieć? –Spytał mężczyzna masując swoją obolałą głowę.
Lydia Land of Grafic