Zbyt szybko przemknęła ta wizyta, Haru miał wrażenie, że minęły może niecałe dwa miesiące? Nigdy nie sądził, że będzie zmuszony wracać do swojego królestwa z tak negatywnymi emocjami spowodowanymi rozstaniem z ukochanym Valdem. Pożegnania nigdy nie należały do ulubionych zajęć księcia. Ale nie było innego wyjścia jak wracać, Ojciec zarządził, że muszą być obecni podczas przygotowań do najbliższego turnieju rycerskiego. Poza tym teraz Kengo jest dziedzicem tronu i nie wypada by nie brał w nim udziału. Vald stał na dziedzińcu i patrzył na oddalający się orszak w środku którego jechał jego najcenniejszy skarb.
„-Przyjadę na turniej więc to tylko chwilowa rozłąka.” –Przypomniał sobie swoje słowa które skierował jeszcze chwilę temu w stronę Haru. Vald czuł jak serce powoli staje się świadome tego co traci, nawet jeśli na krótki czas. Jego aniołek znikł w końcu gdzieś na horyzoncie, pochłonięty przez jasne promienie słońca i zalesione tereny królestwa.
----
-Heh zobaczysz magu, że będziesz jeszcze za mną tęsknić. –Odparł Kengo do Drava zanim jeszcze wyjechali. –W końcu doświadczyłeś tego co mało kto miał okazję, pieprzyłeś się z przyszłym królem.
-Lepiej szybko stąd wyjedź. Bo na odchodnym ci przywalę jakimś zabójczym zaklęciem głupi wilku. –Nawet Drav czuł, że spotkanie z tym samolubnym idiotą nie było zbiegiem okoliczności. Wolał jednak sam sobie tego nie przyznać, będzie tęsknić za głupimi i od czasu do czasu wrednymi tekstami księcia Kengo. W końcu wszedł do zamku nie chcąc w przeciwieństwie do Valda patrzeć jak orszak wyrusza. Gdzieś w środku serca jednak czuł tęsknotę i chyba nie tylko do swojego nowego przyjaciela Haru.
----
-Haruhi nie cieszysz się, że wracamy do domu? –Spytała matka jadąc obok na gniadej klaczce. –Ojciec na pewno się stęsknił za wami. Nie był do końca zadowolony, że i ja go opuszczam by was odwiedzić. Został sam mając na ramionach odpowiedzialność za królestwo.
Haru milczał, jakoś nie potrafił odpowiednio dobrać słów. Czuł, że powrót do domu będzie łączył się z samotnością i krwawiącym sercem. Dopiero co zyskał coś cennego a teraz musiał się z tym rozstać. Pogładził swoją klaczkę po jasnej szyi i rozejrzał się dookoła. Krajobraz powoli się zmieniał. W oddali na końcu górskiej doliny widać było jaśniejące morze – znak, że właśnie tam czeka dom.
Kengo jechał na przodzie co jakiś czas oglądając się w stronę swojego młodszego brata. Fakt faktem on sam jechał tam bo musiał, ale po co ojciec zarządził żeby i młody wrócił? Przez dłuższy czas mężczyzna miał wrażenie, że orszak jest obserwowany. Coś tu naprawdę było podejrzane tylko nie mógł dojść do tego co przywołuję ów dziwne odczucia.
----
Vald stał na niewielkiej polanie w lesie za zamkiem. Postanowił nieco poćwiczyć niedawno uzyskane umiejętności bo przecież dopiero co udało mu się zapanować nad swoją wampiryczną połową. Na początek przemiana. Chciał sam spowodować częściowe przeobrażenie. Zacznijmy od ręki. Wyciągnął dłoń w stronę drzewa które rosło naprzeciw i zacisnął palce. Od razu ogarnęło go początkowo palące uczucie, ale po chwili nastał lodowaty chłód. Ręka zaczęła się dziwnie deformować przybrała szarawy odcień, ale nagle szybko przestała się zmieniać. Była zwyczajna z tym, że kolor nadal był lekko szarawy.
-Co jest? Nagle odwidziało ci się przemieniać? Kurwa no dalej. –Krzyknął i nagle w jego dłoni pojawił się ten sam znajomy kłąb zmieszanej purpurowej i lodowato zimnej magii. To było dziwne bo do tej pory jego ręka musiała wyglądać jak psu z gardła wyjęta by doszło do pokazania się wampirze energii. Podszedł do drzewa i nawet nie musiał go dotykać wystarczyło niewielkie zbliżenie by kora w jednym miejscy zgniła i po chwili rozpadła się na kawałeczki zupełnie jakby wyżarły ją korniki. Skoro ręka strajkuje i nie chce się przemienić całkowicie to może warto by sprawdzić co będzie z resztą ciała. Valdret zamknął oczy i skupił się na czymś co go zazwyczaj wkurwiało. Silne emocje najlepiej powodowały przemiany. Kiedy jego ciało ogarnęło uczucie z wcześniej po chwili otworzył oczy i podszedł do pobliskiego strumyka by sprawdzić jak wygląda jego wampirza postać. Spodziewał się ujrzeć obrzydliwą postać, pomarszczoną i łuskowatą gdzieniegdzie. Zamiast tego ujrzał siebie. Swoją twarz, ale skóra była szara tak samo jak przedtem jego ręka. –Co jest? –Wszystko było dziwne i na opak. Przecież tyle razy opowiadano mu jak wygląda podczas przemiany i to co tu ujrzał odbiegało od tych zeznań. No, ale skrzydła zawsze były okropne i błoniaste więc to na pewno się nie zmieniło. Chwilowy ból na plecach i po chwili na światło dzienne ukazała się para wielkich skrzydeł. Vald aż otworzył usta ze zdziwienia. Skrzydła już wcale nie pokrywała błona, kolce znikły, brakowało też blizn i dziwnych dziur spowodowanych walkami. Teraz jego skrzydła wyglądały zupełnie inaczej.
-Hej Vald, szukałem cię… O KURWA. –Mag stał parę metrów dalej i patrzył z osłupieniem na swojego brata. –Coś ty kurna zrobił?
-Wydaje mi się, że to nie moja zasługa, ale musisz mi pomóc to sprawdzić.
----
Droga do domu trwała dosłownie dwa dni. Podczas tej podróży Haru czuł się jakby szedł na ścięcie. Jakby ten wyjazd był wyrokiem który zapadł, wyrokiem który oznaczał koniec jego szczęścia u boku Valda. Rockenweid było zieloną krainą nad wielkim Oceanem Gromów. Sam zamek ulokowany całkiem niedaleko wybrzeża miał okazje podziwiać zachodzące słońce które spowijał każdego wieczory spokojny błękit tafli wody. W tym kraju pogoda była trudna do przewidzenia, ale naprawdę łatwo było się do tego przyzwyczaić. Zamek w końcu ugościł ich swoim monumentalizmem. Wielkie wrota otwarły się prezentując piękne kamienne dzieła architektury. Żołnierze salutowali witając powracającą rodzinę królewską. Trójka wysoko urodzonych osób zeszła z koni i przekraczając próg zamku weszli do środka. Kierując się wielkim korytarzem doszli do Sali tronowej, gdzie tuż przy ogromnym oknie stał król.
-Tato. –Krzyknął Haru i podbiegł do ojca z szerokim uśmiechem. Człowiek ów liczył sobie może z 50 wiosen ale wygląd postarzał go, widać było, że czas i doświadczenie odbiły na nim srogie piętno.
-No naprawdę nie wiem po co was tam wysyłałem przez to zostałem pozbawiony radości oglądania moich synów i żony. –Zmierzwił włosy syna a po chwili już klepał dumnie starszego Kango i składał pocałunek na policzku swojej ukochanej. –No dobrze najpierw coś zjecie a potem opowiecie mi ze szczegółami co działo się u naszych sąsiadów. Znając was wpakowaliście się w niemałe kłopoty.
Haruhi razem z bratem poszli do swoich komnat żeby się przygotować na kolacji. Chłopiec otworzył drzwi i wszedł do jasnego pomieszczenia. Z jednej strony widniała biblioteczka pełna ksiąg i różnych pergaminów z drugiej biurko i krzesło w pięknym wzorzystym obiciem. Tuż przy oknie zaś znajdowało się ogromne łoże. Okno z drzwiczkami prowadziło na balkonik z widokiem na morze. Przy samym wejściu Haruhiego uderzyła w twarz ta morska bryza, lekko słonawe powietrze. Był w domu, czuł to ale jednocześnie odczuwał też tą straszną pustkę. Chłopiec westchnął tylko i szybko przebrał się w świeże szaty aby po chwili móc wrócić do oczekujących go osób.
W jadalni już siedział Król z małżonką która zapewne opowiadała mu co też ich spotkało u sąsiadów. Kengo wszedł zaraz po swoim braciszku więc obaj zajęli swoje miejsca przy stole u boku króla.
-No dobrze to opowiadajcie w co się wpakowaliście. –Powiedział w końcu ojciec do swoich synów gdy złóżba zaczęła wnosić na sale jedzenie.
-W sumie nic ciekawego. Haru pobawił się w bohatera i uratował jednego z synów Króla, potem się zakochali i co najciekawsze Haru w końcu odkrył magię. –Streścił Kengo.
-Naprawdę? Haru a mógłbyś zademonstrować? –Spytał swojego najmłodszego syna.
-Spokojnie skarbie nie musisz pokazywać skrzydeł. –Dodała matka kiedy Haru wzdrygnął się.
Chłopiec po chwili siedział na krześle z białymi włosami a dookoła niego aż biła czysta magia.
-Zupełnie jak w dniu jego narodzin. Istny aniołek, cała matka. –Zaśmiał się Król widzac że jego najmłodszy syn rumieni się. –Haru cieszę się, że polubiłeś Księcia Valdreta i wybacz że was wezwałem wcześniej, ale w związku ze zdradą i śmiercią Crossa nie miałem innego wyboru. Kengo teraz ty jesteś następca tronu a w związku z nadchodzącymi zawodami musisz być obecny w królestwie.
-Rozumiem ojcze. –Odparł Kengo. –Ale Haru nie mógł tam zostać?
-No niestety. Bo widzicie teraz kiedy Haru odkrył magię to stało się coś czego bym się nie spodziewał. –Wysunął z kieszeni list z czarną pieczęcią. –To pogróżka. Ktoś chce uśmiercić Haruhiego. Spojrzał na list i przeczytał:
„Wydaj syna anioła, albo sami po niego przyjdziemy a z waszego królestwa nie pozostanie kamień na kamieniu. Nas nie da się od tak zabić.”
Haru spojrzał na swój talerz który w sumie był już prawie pusty. Ktoś pragnie jego śmierci? Ale dlaczego? Kto? Przecież nikomu nic nie zrobił. Czuł się jakby brał udział w jakiejś dziwnej historii w której szczęśliwy koniec jest tylko mitem, czymś nieosiągalnym. Wstał z miejsca i spojrzał na ojca.
-Nie chce narażać królestwa, ale nie chce tez umrzeć.
-Spokojnie synu, nie mam zamiaru od tak oddać im swojego dziecka. Nigdy nie przegraliśmy walki i tej też nie przegramy.
Haru uśmiechnął się delikatnie i poszedł do siebie, był zmęczony za dużo tego jak na jeden dzień. Musiał odpocząć. W komnacie zdjął szatę i opadł bezwładnie na łóżko. Czuł, że tej nocy nie zaśnie tak łatwo, ale z drugiej strony tak bardzo chciał usnąć i choć na chwilkę zapomnieć.
Cisza.
Trwała noc kiedy w komnacie Haru pojawił się dziwny cień. Chłopiec nie zdając sobie sprawy z niczego spał spokojnie. Nie zareagował gdy ktoś od tak związał go przywiązując łańcuchami do łóżka. Dopiero gdy ciepło kołdry znikło chłopiec otworzył oczy, chciał krzyknąć, ale jego usta ktoś zakneblował. Nie wiedział co się dzieje dopóki z cienia nie wyszła osoba której nigdy nie spodziewał się ujrzeć.
-Witaj bracie. –Odparł Cross chłodnym głosem który ranił uszy młodszego jak sztylet. –Naprawdę myślałeś, że już nie będę cię nękać? Musze cię zasmucić, nas nie da się zabić. –Podszedł do łóżka trzymając w dłoni miecz schowany na szczęście w pochwie.
Haru chciał krzyczeć, ktokolwiek niech ktoś mu pomoże.
-Czas zapłaty jest blisko. Musisz zginąć, ale najpierw zabawimy się. –Przewrócił chłopca na brzuch i po chwili w komnacie słychać było okropny jęk. Rękojeść miecza znikła w ciele chłopca który najnormalniej był nią teraz gwałcony. Do oczu napłynęły mu łzy, czuł się jakby rozrywano go na części jakby ta niby tępa rękojeść cięła gorzej niż ostrze. Jeśli tak miał wyglądać koniec chłopca, to dlaczego Cross nie mógł zabić go od razu. Dlaczego musiał poniżać i ranić chłopca jeszcze bardziej. Starszemu nie było dość, z każdą chwilą poruszał rękojeścią szybciej, głębiej, bardziej raniąc młodszego który leżał i łkał czując się jak szmata, dziwka, zwierzę które wolałoby zawisnąć nad kominkiem niż umierać w męczarniach trafione strzałą z trucizną.
-Czas abym teraz ja się zabawił. –Z uśmiechem wyjął z chłopca miecz i zanim Haru zrozumiał co ten ma na myśli na podłodze wylądowała szata mężczyzny.
Dookoła Haru zebrała się biała mgła kumulując się w jednym punkcie i przybierając po chwili kształt rosłego mężczyzny ze skrzydłami i wielkim mieczem. Ów postać stanęła między napastnikiem a ofiarą celując w oprawcę wielką klingą.
-Tknij, a umrzesz. –To nawet nie był głos a raczej szum który ułożył się w słowa. Postać zamachnęła się trafiając Crossa prosto w pierś. Haru łkał cicho przyglądając się całej akcji, w końcu jego „brat” znikł a ostatnie co usłyszał to słowa: „ Kiedyś znowu wrócę. Nas nie da się zabić.”
Do pokoju wpadł Kengo.
-Haru wyczułem coś dziwnego. –Spojrzał na swojego brata skutego łańcuchami i zakrwawioną pościel po chwili jakby doszło do niego co musiało się stać. - Boże Haru kto ci to zrobił?-Szybko rozkuł brata tuląc go do siebie i patrząc na mgielną postać ze zdziwieniem.
-Cross.
-Co?!
-On żyje. Powiedział.. hlip, powiedział, że jego nie da się zabić. –Załkał tuląc się do brata. Chciał znów zobaczyć Valda chciał go dotknąć chciał znów czuć się bezpiecznie.
----
Vald obudził się zalany potem. Dłoń pulsowała groźnie a czerwone oko błyszczało i mieniło się ogniem. Sen który mu się przyśnił był raczej koszmarem. Haru, umierał. Szybko spojrzał za okno niebo było oświetlane przez księżyc zabarwiony na lekki pomarańcz. Czyżby następna pełnia miała być krwista? Wstał z łóżka i podreptał do komnaty króla. Zapukał do środka a gdy otworzył mu ojciec od razu powiedział o co chodzi.
-Jadę do Rockenweid, Haru jest w niebezpieczeństwie.
----
Haru spał u Kengo. Obaj spokojnie zmieścili się na łóżku a chłopiec nie potrafiłby spokojnie zasnąć w obawie, że Cross się znowu pojawi. To wszystko go przerastało. Ostatnio miał dziwne wrażenie, że coś się w nim zmieniło, że jego ciało jest inne, inaczej reaguje i odbiera bodźce. Jedna z dłoni Haruhiego spoczęła na jego klatce piersiowej by po chwili zsunąć się niżej.
Coś się zmieniło przez ostatnie parę miesięcy.
sobota, 8 marca 2014
niedziela, 26 stycznia 2014
Rozdział 12.
Draw siedział w swojej komnacie w północnej części zamku. Rzadko kiedy wpuszczał kogokolwiek do tego zawalonego księgami i zwojami pomieszczenia. Mimo, że wydawało się małe, to mag z wielką dumą mógł przyznać, że za sprawą własnej magii powiększył je optycznie dodając gdzieniegdzie dodatkowy pokój bądź regał na papiery od których biła jakaś tajemnicza moc. Wszystko pięknie i z pewnością niejeden jego kolega z akademii magów chciałby zagościć u młodego czarodzieja, gdyby nie fakt, że jego pochodzenia trochę ich odstraszało. W końcu syn Króla. Nie każdy w akademii mógł się pochwalić takim pochodzeniem. Akurat trwała niemała rozróba spowodowana zniknięciem Haru i wieściami o kłusownikach którzy panoszyli się po pobliskim lesie. Draw siedział w bibliotece obładowany jakimiś starymi księgami, gdy do środka wszedł Brat Antognita który zajmował się tamtejszymi zbiorami.
-O Dravinie nie pomagasz w poszukiwaniach Księcia Haruhiego? –Spytał starszy mężczyzną kładąc na pulpicie dwa wielkie tomy „Drakh’s Agonit” - Gdyby nie moje stare kości i słaby wzrok sam pomógłbym w poszukiwaniach.
-Oj tam staruszku, jeszcze nas wszystkich przeżyjesz. Gdy tylko znajdę odpowiednią książkę i dokończę wywar w mojej komnacie to pójdę i pomogę. Na razie jeden człowiek mniej czy więcej różnicy nie zrobi, poza tym Haru wróci, obraził się o pierdołę bo mój głupi brat okazał się niezbyt rozgarnięty.
-Książe Valdret zawsze był lekkomyślny i nie potrafił zachować się odpowiednio w sytuacji która tego wymagała. –Zaśmiał się swoim starczym podłamanym głosem który po chwili zagłuszył kaszel z rogu pokoju. –Skrybo prosiłem Cię żebyś skończył przepisywać ten podręcznik wczoraj wieczorem. Dlaczego jeszcze tu jesteś? –Westchnął odnosząc stosik pergaminów na odpowiednią półkę.
-To ja już może lepiej, pójdę widzę, że jesteście bardzo zajęci. –Drav zabrał ze sobą księgę i ruszył w stronę swojej komnaty. Musiał dokończyć przygotowywanie wywaru dla tego zapatrzonego w siebie delikwenta którym był brat Haruhiego. Nigdy nie sądził, że będzie zmuszony jakkolwiek mu pomóc, ale no cóż skoro królowa go o to prosiła, a przecież matce która troszczy się o dziecko nie wypada odmawiać.
-Ciesz się głupi wilku, że twoja matka mnie o to prosiła. –Rzekł sam do siebie i wszedł do swojego „gniazda” jak zwykł to nazywać. W środku od razu podszedł do sporej wielkości stołu na którym znajdowały się różne alembiki i składniki alchemiczne. Na czym to skończył? No tak ach ta niezawodna pamięć, wyszedł dosłownie na kilka chwil po księga pozostawiając gotujący się wywar tak jak pisało w przepisie i już raczył zapomnieć na jakim etapie jest. Zerknął więc na kartkę pergaminu leżącą obok i z lekkim uśmiechem dodał do alembiku kolejny składnik. Ponownie skupił wzrok na kartce i mina mu zrzedła. Jak to? To tyle? Koniec? Teraz musi tylko czekać pięć godzin aż się zaparzy? Westchnął i podszedł do swojego wielkiego łóżka. To teraz czas na drzemkę. Wskoczył na miękką pościel i ułożył się odpowiednio, tak żeby było mu wygodnie, czyli pozycja embrionalna.
----
Larien i Libell szły przez dłuższy korytarz aby zrobić swojemu braciszkowi niespodziankę i dać mu do pokoju świeżo zerwane kwiaty. Wszyscy poszli poszukać Haru a dziewczynki jako, że były za małe nie mogły w tym uczestniczyć. Postanowiły więc zająć się swoimi sprawami.
-Larien ostatnio dawałyśmy mu róże po co je zerwałaś? Jak tak dalej pójdzie to mu się znudzą, trzeba dać tym razem fiołki. –Odparła bliźniaczka otwierając drzwi do komnaty brata. –Ciii.. śpi. –Weszły do środka bardzo cichutko mijając śpiącego na łóżku Dravina. Ułożyły szybko kwiaty w wazonach.
-Libell, chodź. Zobacz. –Siostra wskazywała na stół z alembikami. –Co to?
-Hmm pachnie.. pachnie. –Powąchała. –Zupełnie jak herbata, ta którą ostatnio pił Drav, ale kolor nie ten. Tamta była czerwona a ta niebieska. Hmm Pewnie Dravin był tak zmęczony że nie dokończył. Może go wyręczymy? –Z uśmiechem wrzuciły do małego kociołka jakieś listki które wzięły za te herbaciane. Od razu wywar przybrał różowy kolor.
-Jaki ładny kolorek. Nalejmy nieco Dravinowi jak się obudzi będzie mógł od razu się napić. –Uśmiechnęły się radośnie i tak też zrobiły. O dziwo śliczna zielona karafka nie miała wpływu na kolor mikstury, dalej było przez nią widać różowy odcień.
-Hej, a co jeśli to nie jest herbata?
-A co innego? Przecież dobrze wiesz, że ostatnio Drav pytał się kucharza o to skąd bierze listki, to na pewno herbata. A my ją dokończyłyśmy. –Złapała siostrę za dłoń i wyszły z komnaty.
----
Drav obudził się i przeciągnął ziewając przy tym. No tak nie ma to jak drzemka w ciągu dnia, uwielbiał leniuchować, zwłaszcza gdy nie musiał iść na zajęcia do akademii magów. Zapewne, gdyby nie ten eliksir to po prostu poszedłby sobie poćwiczyć rzucanie jakiegoś zaklęcia, choćby sprawiającego, że dostanie śniadanie do łóżka. Delikatnie uśmiechnął się widząc, że siostry jak zwykle postanowiły nie oszczędzić mu podziwiania kwiatów. No naprawdę niedługo zniknie ogród jeśli nie przestaną dostarczać wszystkim dookoła świeżych kwiatuszków. W miarę szybko zwlekł się z łóżka i spojrzał na karafkę w której znajdował się jakiś płyn. Kolorem przypominał herbatę którą pił niedawno więc z lekkim uśmiechem postanowił się napić. Nalał sobie nieco do szklanki i od razu bez wahania wypił. Po krótkiej chwili zebrało mu się na wymioty bo płyn miał dziwny mydlany posmak i na pewno nie był to smak herbaty. Szybko pobiegł do okna otwierając je na oścież i wychylając się lekko za nie wziął głęboki oddech.
-Kurwa co to? Obrzydliwe. –Zaklął i spojrzał po chwili na alembik z naparem dla Kengo. Czy na pewno miał być tego koloru? No trudno, najwyżej książę zamieni się w żabę. Zaśmiał się w duchu i złapał za pusty flakonik aby przelać doń eliksir. Przeczesał dłonią niesforne kosmyki włosów, poprawił okulary które lekko się osunęły i z wyszedł z komnaty kierując się do tej w której leżał „obłożnie chory” mężczyzna.
----
-Nigdy bym nie pomyślał, że walka z Crossem doprowadzi mnie do takiego stanu –Powiedział niby to w pustą przestrzeń, ale wiedział, że jego wilczy przyjaciel wewnątrz jego ciała go teraz słucha.-To wszystko przez ciebie, mogłeś zrobić unik. –Palnął zaczepnie, ale poskutkowało to tylko tym, że Menfist postanowił się odgryźć i jedna z rąk Kengo sama wymierzyła za niego sprawiedliwość szczypiąc go w bok. –Ej, miałeś już tego nie robić, no stary daj spokój szczypać to mnie mogłeś jak byliśmy szczeniakami. –Roześmiał się czując, że i jego towarzysz jakby zrozumiał aluzję.
Nagle rozległo się pukanie do drzwi, po chwili do środka wszedł czarodziej.
-Przyniosłem Ci twoją truci.. znaczy się twoje lekarstwo. –Ugryzł się w język. To coś co wypił w pokoju nie dawało mu spokoju, czuł dziwne mrowienie w okolicach żołądka, a jeśli to była jakaś trucizna?
-Oj no nie musiałeś się tak fatygować, na pewno znalazłby się w tym zamku ktoś kto uwinąłby się z tym szybciej. –Odparł zgryźliwie i podciągnął się lekko tak by przynajmniej usiąść na łóżku.
-A mogłem ci jednak dosypać do tego lekarstwa jakiegoś świństwa. –Westchnął żałując, że tego jednak nie zrobił. –Masz, wypij wszystko. –Podał mu naczynie czekając aż raczy wszystko wypić.
Kengo spojrzał na dziwną substancję podejrzliwie, ale mimo to wypił całą zawartość. Smakowało jak mydliny, fuj obrzydliwe. Momentalnie zebrało mu się na wymioty. –Czyś ty dodał tutaj mydlin ze swojej kąpieli? Gha, smakuje obrzydliwie.
-Mydlin? –Dziwne.
Kengo złapał się za pierś bo Menfist zaczął się dziwnie zachowywać wewnątrz niego. Czuł jakby dziwne ciepło, a w żołądku coś mu dziwnie zawirowało jakby wpuszczono tam tuzin motyli. –Kurwa co jest? –Nie doczekał się odpowiedzi bo jego postać szybko się przemieniła i na łóżku pojawił się zamiast człowieka jego wilczy kolega. Spojrzał swoimi złotymi oczyma na Dravina i oblizał pysk jakby właśnie miał zamiar go zjeść. Zeskoczył z łóżka i momentalnie pojawił się za czarodziejem zmuszając go by ten zrobił krok w tył co poskutkowało wylądowaniem na łóżku.
-Ej wilku, odwal się, nie mam zamiaru pozwolić ci się zjeść. –Otworzył szeroko oczy bo zwierzę zamiast go zaatakować zaczęło lizać pieszczotliwie jego dłoń. –Twój pan chyba nie pochwalałby takiego zachowania, on w przeciwieństwie do ciebie mnie nie lubi. –Drav pogładził go po jasnej sierści. Ogarnęło go dziwne uczucie, zupełnie jakby chciał pocałować tego psa. CO KURWA? Odsunął się momentalnie.
Wilk zaszczekał i na jego miejscu po chwili znowu stał Kengo. Z tym, że miał dziwnie wesołą minę.
----
Nie byli do końca pewni jak to się stało, że znaleźli się razem w łóżku całując się zażarcie jakby ktoś albo coś wpłynęło na ich zdrowy rozsądek, przecież nigdy w życiu nie doszłoby do tego w normalnej sytuacji. A więc co się stało tym razem? Czyżby pomylił się w przepisie? Czyżby obaj zasmakowali tego samego seksualnego wspomagacza? Drav jęknął głośno gdy starszy zanurzył w nim swoje dwa palce. Kurde, przecież to jest chore, on jest durnym wilkiem, nie lubi go, nie lubi jego arogancji a mimo to teraz go pożąda. A Kengo pożądał tego narcystycznego czarodzieja i o dziwo nie potrafił się powstrzymać przez kolejnymi poczynaniami. Chyba obaj byli świadomi, że może to zajść jeszcze dalej, że na pieszczotach się nie skończy. To było takie dziwne.
-Kurwa. –Zaklął głośniej kiedy wyjąwszy palce wszedł w ciało blondyna szybkim pchnięciem.
Dravin krzyknął wyginając swoje ciało w łuk. Nigdy nie sądził, że kiedykolwiek będzie uprawiać seks a na dodatek z mężczyzną i to jeszcze z tym konkretnym.
-Muszę ci coś przyznać. –Powiedział Kengo dysząc cicho podczas wykonywania szybszych pchnięć. –W tej sytuacji jesteś nawet uroczy magu. –Zaśmiał się widząc jego minę i trafił w czuły punkt.
Kolejny krzyk rozniósł się po komnacie. To było chore, ale Drav nie potrafił ukryć tego, że jednocześnie cholernie przyjemne.
Starszy złapał męskość partnera w swoje dłonie mając zamiar doprowadzić i jego do orgazmu. Nie przestawał się w nim poruszać, wręcz podkręcił tempo na maksimum.
W końcu po długiej i wyczekiwanej chwili padli na łóżko wykończenia do tego stopnia, że zasnęli.
----
Dravin obudził się po paru dobrych godzinach snu, czuł jakby ktoś zdzielił go czym twardym w głowę. Nie pamiętał za wiele, ale kiedy tylko się poruszył poczuł cholerny ból w dolnych partiach ciała.
-Co jest kurwa?
Rozejrzał się dookoła i kiedy jego wzrok padł na tym psie który leżał obok mina mu zrzedła. Trzepnął go mocno w czuprynę.
-Kengo… możesz mi wytłumaczyć jakim sposobem jestem z tobą… NAGI… w jednym łóżku? – Spytał Drav.
-Mam Ci wszystko przypomnieć? –Spytał mężczyzna masując swoją obolałą głowę.
-No właśnie zastanawiam się czy chce zaryzykować. –Odparł, ale w sumie nie potrzebował odpowiedzi. Wszystko pojawiło się w jego głowie i wyjaśnienia były zbędne.
-Musze przyznać, dawno z nikim mi się tak dobrze nie pieprzyło… -Nie dokończył bo dostał mocnym zaklęciem prosto w pierś co spowodowało, że go odrzuciło. Wylądował na ścianę a potem runął na podłogę. –ej Drav..
Czarodziej zebrał swoje ciuchy i wybiegł z komnaty. Ubierał się po drodze aż w końcu trafił na idących korytarzem Valda i Haru.
-Gdzie byliście?! No jasne pewnie znowu się pierdoliliście, i nie zaprzeczajcie, nie ogarniam i nie chce ogarniać. AAAAaaagrrr. –Szybko skręcił w stronę swojej komnaty pozostawiając dwóch zakochanych w totalnym osłupieniu.
-Co jest? Drav ma okres? –Spytał sam siebie Valdret.
Mag w końcu dobiegł do swojej samotni. Zatrzasnął za sobą drzwi i podszedł do stołu gdzie przygotowywał rano wywar dla tego matoła. Przeglądnął kilka ksiąg i w końcu zrozumiał czego obaj skosztowali, eliksir pożądania.
-Kurwa!-Walnął dłonią w blat stołu.
Do środka weszły bliźniaczki uśmiechnięte od ucha do ucha. –Bracie ładnie ci udekorowałyśmy pokój?
Libell spojrzała na pustą karafkę. –A herbatka ci smakowała? Specjalnie dokończyłyśmy ją parzyć kiedy ty spałeś.
-Dziewczyny… Lepiej stąd wiejcie bo zaraz mogę nie być już taki miły. –Odparł czując się jak skończony kretyn, pieprzył się z Kengo i na dodatek było mu z nim tak cholernie dobrze.
niedziela, 8 grudnia 2013
"Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą."
D: Hej pierwszy raz na tym czacie?
A: No tak, przypadkiem na niego wpadłem. Nie jestem gejem, znaczy… chyba nie jestem.
D: Ja też na początku się wahałem. Najgorsze chyba było oznajmienie to rodzinie. Heh, no to czego tutaj szukasz mój drogi?
A: Szczerze? Z ciekawości chce sprawdzić jak to jest. ;)
D: Mam Cię wprowadzić w szczegóły? ;D
A: Tzn? Co masz na myśli?
D: No wiesz.. opowiedzieć ci jak to jest i możemy spróbować na początek urządzić jakiś cyberek. Jeśli się boisz to nie nalegam oczywiście. C:
A: Nie boję się XD Tylko… no wiesz praktycznie nie znam się na tym ani trochę.
D: Od tego masz mnie. To może na początek powiedz jak masz na imię ile masz lat Ok?
A: Andy, mam 17 lat. A ty?
D: Daniel, 19 lat. :D
A: Aha, no to bardzo mi miło poznać. Co dalej?
D: Opisz mi siebie. Jak wyglądasz, czym się interesujesz czy już się całowałeś? XD
A: Hah, no dobra. Jestem blondynem mam178 cmwzrostu, jeśli chodzi o ciało to jestem dosyć umięśniony, ale nie jak jakiś kulturysta. Interesuję się zwierzętami i botaniką. A co do całowania to mam już jakieś doświadczenie. Teraz Twoja kolei. :D
D: Czarne włosy,186 cmwzrostu. Też nie jestem jakimś kulturystą ;) Z wyglądu trochę jak goth, ale mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko subkulturom :o. Na plecach mam tatuaż w kształcie skrzydeł. A jeśli chodzi o całowanie to jestem w tym mistrzem. :3
A: No, ale jesteś skromny heh.
D: Cały ja. Dobra to może zacznijmy. :) Skoro już trafiłeś na czat dla gejów to po pierwsze, chyba wiesz na czym polega seks analny prawda?
A: No spokojnie miałem w szkole WDŻR XD Wiem, po prostu posuwanie w tyłek.
D: Dokładnie. No więc na początek, nie jest do bolesne o ile partner dobrze Cię na siebie przygotuje. Fakt uczucie jest na początku dziwne jakbyś miał robioną lewatywę, ale z czasem organizm się przyzwyczaja i wszystko staje się dużooo przyjemniejsze. ^_^
A: Aha, to chyba już wolałbym oralny. No bo anal nie jest higieniczny.
D: Oj kolego, od czego są prezerwatywy? :D
A: No wiem. :P
D: To teraz zrób dokładnie to co ci powiem dobrze?
A: No dobra?
D: Zdejmuj spodnie.
<cisza>
D: No chyba się nie speszyłeś prawda?
A:… nie no co ty. Już ściągnąłem.
D: Uff :) To dobrze. Bieliznę też ściągnij.
A: No Ok. Zaczynam się lekko denerwować.
D:Nie ma powodu. A teraz zaczynamy zabawę. Zacznij się dotykać i wyobraź sobie, że tam jestem i to moje dłonie.
<chwila później>
D: I jak?
A: Na początku się wahałem, ale teraz jest intrygująco. Podoba mi się ta zabawa. Ty też się dotykasz?
D: Owszem. I wyobrażam sobie, że jesteś obok.
W realu:
Cholera siedział przed laptopem i najnormalniej w świecie robił to co ten gość po drugiej stronie mu mówił. W tym wieku chłopcy masturbowali się często a Andy już zwalił sobie konia rano. Teraz kiedy był wieczór nie sądził, że spotka go coś takiego. Dał porwać się chwili, czuł się bezpiecznie w pokoju bo pamiętał, żeby zamknąć drzwi na wypadek gdyby jego rodziciele przypomnieli sobie, że mają gdzieś na piętrze nastoletniego syna. Andy odchylił głowę w tył siedząc na swoim fotelu przy biurku. Komputer co chwila dawał mu znak, że ów chłopak z którym pisze wysłał mu kolejną wiadomość.
D: I jak ci idzie?
A: Kurde. Musze przyznać, że świetne uczucie. :D
D: Cieszę się. :> Ej a co powiesz na spotkanie się w realu?
A: To znaczy?
D: No jeśli nie masz nic przeciwko oczywiście. Polubiłem Cię mimo, że gadamy bardzo krótko. Wydajesz się miłą osobą. ;)
A: Dziękuję. Ty też jesteś miły. A skąd jesteś?
D: Hoboken, a ty?
A:Brooklyn.
D: Super. To co może się spotkamy? W Hoboken jest fajna kawiarnia, kojarzysz może „LuckyTea”?
A: Byłem tam ostatnio ze znajomymi. :D
D: To może jutro o czternastej? Jeśli się nie czujesz pewnie to nie nalegam. W końcu zawsze mogę być jakimś gwałcicielem-pedofilem z czterdziestką na karku. XD
A: To na wszelki wypadek wezmę mój kij bo baseball’a. XD To do zobaczenia jutro. :) Ale jak cię rozpoznam?
D: Nie martw się wyróżniam się w tłumie.
/Użytkownik „D” wylogował się.
Spojrzał z delikatnym uśmiechem w czarny ekran swojego laptopa przy czym pozwolił sobie poprawić czarny kosmyk swoich włosów. Dawno nie czuł się tak zaintrygowany drugim człowiekiem.
Następnego dnia Andy siedział w wyznaczonej kawiarence. Miał na sobie niebieską koszulkę, która podkreślała jego oczy i czarne spodnie. Nie chciał się szykować jak na jakieś wesele ale okazało się, że i w takich ciuchach wyglądał o dziwo elegancko. Rozglądał się dookoła wypatrując owego chłopaka który miał się wyróżniać w tłumie. I nagle w kawiarence rozległ się dźwięk dzwoneczka oznaczającego, że ktoś wszedł do lokalu. Błękitne oczęta chłopaka wpatrywały się w wysokiego chłopaka o czarnych rozczochranych włosach, miał na sobie skórzaną kurtkę a na szyi zawieszony wisiorek w kształcie krzyża. Glany na klamry prezentowały się o dziwo idealnie na jego szczupłych nogach. Uśmiechnął się kiedy jego spojrzenie zetknęło się z oczami blondyna. Podszedł do stolika przy którym siedział jego nowy kolega.
-To ty jesteś Andy prawda? –Spytał niepewnie.
-No tak. Miło mi.. –Nie dokończył bo starszy chłopak przytulił go lekko na powitanie.
-Przepraszam, to taki odruch. –Odparł Daniel i zajął wolne krzesło. Zmierzył chłopaka wzrokiem, ładna delikatna twarz, blond włosy i błękitne oczy. Gdyby spotkał go wcześniej na jakimś forum dla gejów i gdyby był one pewny swojej orientacji to już dawno zaproponowałby mu wspólną noc. –Masz na coś ochotę? –Spytał zerkając przelotnie na kartkę leżącą na stoliku gdzie wypisano to co może zaoferować lokal.
Andy potrząsnął głową żeby nieco przywrócić trzeźwe myślenie. Głupio się przyznać, ale wygląd nowego znajomego całkiem go zafascynował, nie wyglądał jak jakiś szary nudny koleś. Wręcz przeciwnie pomimo czerni tryskała z niego oryginalność łącząca się z tajemniczością. –Emm, to może ja sobie wezmę herbatę.
Daniel uśmiechnął się ciepło.-Dobra ja stawiam. Herbata i kawa. –Odszedł na chwilkę żeby zamówić ich napoje nie słuchając nawet jak Andy się sprzeciwia i mówi, że sam może sobie kupić. No, ale w czarnowłosym chłopaku obudził się instynkt dżentelmena i musiał troszkę zabłysnąć w oczach swojego towarzysza.
Popołudnie spędzili głównie na dzieleniu się zainteresowaniami, okazało się, że lubią tych samych pisarzy, sztukę i nawet oboje gustują w pizzy z ananasem. Żyć nie umierać, zupełnie jak bracia.
-Czym się zajmują twoi rodzice?
-Są prawnikami. –Odparł Andy dopijając swoją herbatę. – a twoi?
-Matka pracuje w restauracji jako kucharka a ojciec pewnie gdzieś zajmuje się swoją nową panną. Zostawił nas kiedy miałem cztery lata.
-Przykro mi.
-Nie szkodzi. W sumie nigdy mi go nie brakowało.
Tu rozmowa się na chwilę załamała, temat rodziny mógł nie być najprzyjemniejszym. Ta cisza była strasznie krępująca. Ale po chwili znowu poruszyli jakiś temacik więc na szczęście Andy nie musiał martwić się o bolące sumienie. Wyszli z kawiarenki wieczorem, Daniel zaproponował mu spacerek po parku i wszystko byłoby pięknie gdyby nie to, że w pewnym momencie złapał młodszego za ramię i pocałował go w usta.
-Co ty wyprawiasz? –Spytał zaskoczony chłopak odsuwając się od czarnowłosego.
-Wybacz, po prostu cholernie mi się podobasz. –Westchnął krzyżując ręce na piersi. –Naprawdę może to brzmieć głupio, ale tak jest i już. Nic na to nie poradzę. Zostań moim chłopakiem! –Złapał jego dłoń.
-Wybacz..
-Czego mi brakuje? Wiem, że nie jesteś pewien czy jesteś homo, ale ja chce ci pokazać jak to jest. Pozwól mi, obiecuję, że będzie ci ze mną dobrze.
-Dziękuję, że tak ci zależy, ale ja… ja mam dziewczynę.
….
-Wybacz. Naprawdę cieszę się, że tak mnie lubisz, ale jestem już z kimś. –Westchnął patrząc mu z bólem w oczy.
-Nie wspominałeś, że masz dziewczynę. –Odparł cicho. –Miałem nadzieję, że… ech. Mniejsza. Przepraszam, jeśli poczułeś się niezręcznie.
-To ja przepraszam zrobiłeś sobie nadzieję prawda? –Pogładził jego ramię. –Jesteś świetnym chłopakiem i na pewno kogoś sobie znajdziesz. Muszę spadać, do zobaczenia. –Oddalił się.
-Myślałem, że znalazłem Ciebie. –Szepnął cicho.
Parę dni później w wiadomościach podano, że w kawiarence w której byli wybuchł pożar. Zginęło osiemnaście osób, Andy słuchał tego z uwagą, ale kiedy w wywiadzie pojawiła się kobieta opowiadająca o swoim synu, który bardzo lubił tam zaglądać a ona sama była w czasie pożaru w pracy w restauracji… no chłopak poczuł jak serce mu pęka. Po chwili w rogu ekranu podano imiona i nazwiska martwych osób. Kiedy w oczy rzuciło mu się „Daniel” pobiegł do swojego pokoju i kopnął z całej siły swoje biurko.
-KURWA! –Zaklął i usiadł na łóżku nie kryjąc łez.
Nigdy nie sądził, że powiedzenie „śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą” znajdzie tak dosłowne odniesienie w jego życiu. Czy kochał Daniela? Trudno powiedzieć, ale nie radząc sobie z uczuciami zerwał z dziewczyną i parę dni później sam Andy trafił do szpitala w stanie śpiączki. Był ofiarą wypadku, samochód wjechał w niego i tak młody chłopiec spędził resztę dni w czterech białych ścianach. W końcu okazało się, że jego stan jest krytyczny i rodzice uznali, że lepiej go nie męczyć tym „Życiem” Odłączono go od urządzenia które podtrzymywało jego funkcje życiowe.
Czy życie jest sprawiedliwe? Trudno powiedzieć, ale ci dwaj spotkali się zapewne ponownie w innym lepszym świecie.
A: No tak, przypadkiem na niego wpadłem. Nie jestem gejem, znaczy… chyba nie jestem.
D: Ja też na początku się wahałem. Najgorsze chyba było oznajmienie to rodzinie. Heh, no to czego tutaj szukasz mój drogi?
A: Szczerze? Z ciekawości chce sprawdzić jak to jest. ;)
D: Mam Cię wprowadzić w szczegóły? ;D
A: Tzn? Co masz na myśli?
D: No wiesz.. opowiedzieć ci jak to jest i możemy spróbować na początek urządzić jakiś cyberek. Jeśli się boisz to nie nalegam oczywiście. C:
A: Nie boję się XD Tylko… no wiesz praktycznie nie znam się na tym ani trochę.
D: Od tego masz mnie. To może na początek powiedz jak masz na imię ile masz lat Ok?
A: Andy, mam 17 lat. A ty?
D: Daniel, 19 lat. :D
A: Aha, no to bardzo mi miło poznać. Co dalej?
D: Opisz mi siebie. Jak wyglądasz, czym się interesujesz czy już się całowałeś? XD
A: Hah, no dobra. Jestem blondynem mam178 cmwzrostu, jeśli chodzi o ciało to jestem dosyć umięśniony, ale nie jak jakiś kulturysta. Interesuję się zwierzętami i botaniką. A co do całowania to mam już jakieś doświadczenie. Teraz Twoja kolei. :D
D: Czarne włosy,186 cmwzrostu. Też nie jestem jakimś kulturystą ;) Z wyglądu trochę jak goth, ale mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko subkulturom :o. Na plecach mam tatuaż w kształcie skrzydeł. A jeśli chodzi o całowanie to jestem w tym mistrzem. :3
A: No, ale jesteś skromny heh.
D: Cały ja. Dobra to może zacznijmy. :) Skoro już trafiłeś na czat dla gejów to po pierwsze, chyba wiesz na czym polega seks analny prawda?
A: No spokojnie miałem w szkole WDŻR XD Wiem, po prostu posuwanie w tyłek.
D: Dokładnie. No więc na początek, nie jest do bolesne o ile partner dobrze Cię na siebie przygotuje. Fakt uczucie jest na początku dziwne jakbyś miał robioną lewatywę, ale z czasem organizm się przyzwyczaja i wszystko staje się dużooo przyjemniejsze. ^_^
A: Aha, to chyba już wolałbym oralny. No bo anal nie jest higieniczny.
D: Oj kolego, od czego są prezerwatywy? :D
A: No wiem. :P
D: To teraz zrób dokładnie to co ci powiem dobrze?
A: No dobra?
D: Zdejmuj spodnie.
<cisza>
D: No chyba się nie speszyłeś prawda?
A:… nie no co ty. Już ściągnąłem.
D: Uff :) To dobrze. Bieliznę też ściągnij.
A: No Ok. Zaczynam się lekko denerwować.
D:Nie ma powodu. A teraz zaczynamy zabawę. Zacznij się dotykać i wyobraź sobie, że tam jestem i to moje dłonie.
<chwila później>
D: I jak?
A: Na początku się wahałem, ale teraz jest intrygująco. Podoba mi się ta zabawa. Ty też się dotykasz?
D: Owszem. I wyobrażam sobie, że jesteś obok.
W realu:
Cholera siedział przed laptopem i najnormalniej w świecie robił to co ten gość po drugiej stronie mu mówił. W tym wieku chłopcy masturbowali się często a Andy już zwalił sobie konia rano. Teraz kiedy był wieczór nie sądził, że spotka go coś takiego. Dał porwać się chwili, czuł się bezpiecznie w pokoju bo pamiętał, żeby zamknąć drzwi na wypadek gdyby jego rodziciele przypomnieli sobie, że mają gdzieś na piętrze nastoletniego syna. Andy odchylił głowę w tył siedząc na swoim fotelu przy biurku. Komputer co chwila dawał mu znak, że ów chłopak z którym pisze wysłał mu kolejną wiadomość.
D: I jak ci idzie?
A: Kurde. Musze przyznać, że świetne uczucie. :D
D: Cieszę się. :> Ej a co powiesz na spotkanie się w realu?
A: To znaczy?
D: No jeśli nie masz nic przeciwko oczywiście. Polubiłem Cię mimo, że gadamy bardzo krótko. Wydajesz się miłą osobą. ;)
A: Dziękuję. Ty też jesteś miły. A skąd jesteś?
D: Hoboken, a ty?
A:Brooklyn.
D: Super. To co może się spotkamy? W Hoboken jest fajna kawiarnia, kojarzysz może „LuckyTea”?
A: Byłem tam ostatnio ze znajomymi. :D
D: To może jutro o czternastej? Jeśli się nie czujesz pewnie to nie nalegam. W końcu zawsze mogę być jakimś gwałcicielem-pedofilem z czterdziestką na karku. XD
A: To na wszelki wypadek wezmę mój kij bo baseball’a. XD To do zobaczenia jutro. :) Ale jak cię rozpoznam?
D: Nie martw się wyróżniam się w tłumie.
/Użytkownik „D” wylogował się.
Spojrzał z delikatnym uśmiechem w czarny ekran swojego laptopa przy czym pozwolił sobie poprawić czarny kosmyk swoich włosów. Dawno nie czuł się tak zaintrygowany drugim człowiekiem.
Następnego dnia Andy siedział w wyznaczonej kawiarence. Miał na sobie niebieską koszulkę, która podkreślała jego oczy i czarne spodnie. Nie chciał się szykować jak na jakieś wesele ale okazało się, że i w takich ciuchach wyglądał o dziwo elegancko. Rozglądał się dookoła wypatrując owego chłopaka który miał się wyróżniać w tłumie. I nagle w kawiarence rozległ się dźwięk dzwoneczka oznaczającego, że ktoś wszedł do lokalu. Błękitne oczęta chłopaka wpatrywały się w wysokiego chłopaka o czarnych rozczochranych włosach, miał na sobie skórzaną kurtkę a na szyi zawieszony wisiorek w kształcie krzyża. Glany na klamry prezentowały się o dziwo idealnie na jego szczupłych nogach. Uśmiechnął się kiedy jego spojrzenie zetknęło się z oczami blondyna. Podszedł do stolika przy którym siedział jego nowy kolega.
-To ty jesteś Andy prawda? –Spytał niepewnie.
-No tak. Miło mi.. –Nie dokończył bo starszy chłopak przytulił go lekko na powitanie.
-Przepraszam, to taki odruch. –Odparł Daniel i zajął wolne krzesło. Zmierzył chłopaka wzrokiem, ładna delikatna twarz, blond włosy i błękitne oczy. Gdyby spotkał go wcześniej na jakimś forum dla gejów i gdyby był one pewny swojej orientacji to już dawno zaproponowałby mu wspólną noc. –Masz na coś ochotę? –Spytał zerkając przelotnie na kartkę leżącą na stoliku gdzie wypisano to co może zaoferować lokal.
Andy potrząsnął głową żeby nieco przywrócić trzeźwe myślenie. Głupio się przyznać, ale wygląd nowego znajomego całkiem go zafascynował, nie wyglądał jak jakiś szary nudny koleś. Wręcz przeciwnie pomimo czerni tryskała z niego oryginalność łącząca się z tajemniczością. –Emm, to może ja sobie wezmę herbatę.
Daniel uśmiechnął się ciepło.-Dobra ja stawiam. Herbata i kawa. –Odszedł na chwilkę żeby zamówić ich napoje nie słuchając nawet jak Andy się sprzeciwia i mówi, że sam może sobie kupić. No, ale w czarnowłosym chłopaku obudził się instynkt dżentelmena i musiał troszkę zabłysnąć w oczach swojego towarzysza.
Popołudnie spędzili głównie na dzieleniu się zainteresowaniami, okazało się, że lubią tych samych pisarzy, sztukę i nawet oboje gustują w pizzy z ananasem. Żyć nie umierać, zupełnie jak bracia.
-Czym się zajmują twoi rodzice?
-Są prawnikami. –Odparł Andy dopijając swoją herbatę. – a twoi?
-Matka pracuje w restauracji jako kucharka a ojciec pewnie gdzieś zajmuje się swoją nową panną. Zostawił nas kiedy miałem cztery lata.
-Przykro mi.
-Nie szkodzi. W sumie nigdy mi go nie brakowało.
Tu rozmowa się na chwilę załamała, temat rodziny mógł nie być najprzyjemniejszym. Ta cisza była strasznie krępująca. Ale po chwili znowu poruszyli jakiś temacik więc na szczęście Andy nie musiał martwić się o bolące sumienie. Wyszli z kawiarenki wieczorem, Daniel zaproponował mu spacerek po parku i wszystko byłoby pięknie gdyby nie to, że w pewnym momencie złapał młodszego za ramię i pocałował go w usta.
-Co ty wyprawiasz? –Spytał zaskoczony chłopak odsuwając się od czarnowłosego.
-Wybacz, po prostu cholernie mi się podobasz. –Westchnął krzyżując ręce na piersi. –Naprawdę może to brzmieć głupio, ale tak jest i już. Nic na to nie poradzę. Zostań moim chłopakiem! –Złapał jego dłoń.
-Wybacz..
-Czego mi brakuje? Wiem, że nie jesteś pewien czy jesteś homo, ale ja chce ci pokazać jak to jest. Pozwól mi, obiecuję, że będzie ci ze mną dobrze.
-Dziękuję, że tak ci zależy, ale ja… ja mam dziewczynę.
….
-Wybacz. Naprawdę cieszę się, że tak mnie lubisz, ale jestem już z kimś. –Westchnął patrząc mu z bólem w oczy.
-Nie wspominałeś, że masz dziewczynę. –Odparł cicho. –Miałem nadzieję, że… ech. Mniejsza. Przepraszam, jeśli poczułeś się niezręcznie.
-To ja przepraszam zrobiłeś sobie nadzieję prawda? –Pogładził jego ramię. –Jesteś świetnym chłopakiem i na pewno kogoś sobie znajdziesz. Muszę spadać, do zobaczenia. –Oddalił się.
-Myślałem, że znalazłem Ciebie. –Szepnął cicho.
Parę dni później w wiadomościach podano, że w kawiarence w której byli wybuchł pożar. Zginęło osiemnaście osób, Andy słuchał tego z uwagą, ale kiedy w wywiadzie pojawiła się kobieta opowiadająca o swoim synu, który bardzo lubił tam zaglądać a ona sama była w czasie pożaru w pracy w restauracji… no chłopak poczuł jak serce mu pęka. Po chwili w rogu ekranu podano imiona i nazwiska martwych osób. Kiedy w oczy rzuciło mu się „Daniel” pobiegł do swojego pokoju i kopnął z całej siły swoje biurko.
-KURWA! –Zaklął i usiadł na łóżku nie kryjąc łez.
Nigdy nie sądził, że powiedzenie „śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą” znajdzie tak dosłowne odniesienie w jego życiu. Czy kochał Daniela? Trudno powiedzieć, ale nie radząc sobie z uczuciami zerwał z dziewczyną i parę dni później sam Andy trafił do szpitala w stanie śpiączki. Był ofiarą wypadku, samochód wjechał w niego i tak młody chłopiec spędził resztę dni w czterech białych ścianach. W końcu okazało się, że jego stan jest krytyczny i rodzice uznali, że lepiej go nie męczyć tym „Życiem” Odłączono go od urządzenia które podtrzymywało jego funkcje życiowe.
Czy życie jest sprawiedliwe? Trudno powiedzieć, ale ci dwaj spotkali się zapewne ponownie w innym lepszym świecie.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)