niedziela, 30 listopada 2014

Rozdział 16.

/Kochani macie tutaj kolejny rozdział. Przepraszam, że taki nieco krótszy, ale jest to spowodowane małymi problemami i brakiem czasu. Czekam na wasze komentarze :3. No to ja już nie marudzę tylko zapraszam do czytania <3

Vald mknął w kierunku dwóch postaci unoszących się na tle pochmurnego nieba. -Croooss!!-Krzyknął zaciskając dłonie na mieczu który celował wprost w ciało mężczyzny. Jego ukochany, jego biedny Haru wisiał na tym metalowym krzyżu a z jego ran spływała krew. Po chwili klinga przebiła pierś napastnika przeszywając go na wylot. Nikt nie przeżyłby takiego ciosu, ale Cross zaczął się śmiać pomimo posoki która spływała po jego ciele. 
-Hahahaha głupcze! Nie zabijecie mnie stalą! Jestem niczym Bóg! Nie zginę z waszej ręki, nikt mnie nie pokona! –Jego śmiech brzmiał w uszach Valda, był zimny, szaleńczy zupełnie jakby wydobywał się z ust osoby która postradała zmysły. Dłonie zacisnęły się na klindze miecza powoli wysuwając go z ciała, były brat Haru zignorował kolejne rany jakie przez to zyskał i po prostu odsunął miecz na bok patrząc na Valda z szerokim uśmiechem. –Chcesz go uratować? Zbędny trud, nie uda wam się to. Nikt wam nie pomoże, zginiecie wszyscy! Wszyscy! –Vald w ostatniej chwili uniknął zetknięcia z kłębem krwistej magii, która została w niego wymierzona. Pod bitwą toczącą się w powietrzu wciąż trwała ta w której uczestniczyli ludzie i zmarli. Pomimo wsparcia jakie niosły sobie dwie armie trupy nacierały z każdej strony. 

----

Draw radził sobie całkiem nieźle mimo, że była to jego pierwsza poważna bitwa jako mag mało ich doznał i nie sądził, że okazja pojawi się tak szybko. Wrogowie napierali na nich ze zdwojoną siłą. Mag powoli tracił energię był dopiero czarodziejem drugiego stopnia i jego moc nie była w pełni rozwinięta. 
-Uważaj! –Tuż obok niego pojawił się Kengo w ostatniej chwili trafiając mieczem w nieumarłego, który czaił się na Drawina za jego plecami. –Chyba powoli tracisz siły magu. 
-Zamknij się i walcz od gadani tych trupów nie ubędzie. –Warknął wyraźnie wkurzony blondyn i tym razem darował sobie magie wiec kolejny wróg oberwał kosturem prosto w pierś którą przebił. 
-Głupek! Widzę, że wyczerpałeś pokłady siły magicznej. –Kengo stał za Drawem opierając się swoimi plecami o jego dzięki temu łatwo było osłaniać się nawzajem. –Mogę się z tobą podzielić magią. Magowie są przydatni póki mogą czarować. 
-To jakaś aluzja, że teraz jestem zbędny? –Spytał odpychając na bok jednego z napastników. –Wkurwiasz mnie! Nie mam wielkiej regeneracji, więc muszę teraz sobie jakoś radzić. A ty mi nie pomagasz takimi uwagami wilku. 
-Och przymknij się i chodź za mną. –Złapał go za rękę i pociągnął na podest gdzie jeszcze niedawno siedzieli oglądając zawody. Tam nie było przeciwników więc mogli niepostrzeżenie się na niego wspiąć, gdy byli już w pewnej odległości od toczącej się bitwy Kengo złapał maga za ramiona i najnormalniej w świecie przyciągnął go do pocałunku. Zszokowany chłopak chciał go odepchnąć, ale kiedy poczuł jak podczas zetknięcia ich warg do jego ciała napływa ciepło, które rozchodziło się po całym jego organizmie po prostu przymknął oczy i poddał się temu uczuciu. Magia wlewała się w niego zapełniając każdy centymetr jego wnętrza, czuł jak pali, zamraża i obija się w piersi niczym złapany w klatkę ptak. Szukała ujścia, ale nie miała już jak uciec. Draw poczuł płomień żarzący się w okolicach serca, dusza Menfista która miała ognistą barwę tak samo jak dusza Kengo dzieliła się swoją mocą z Drawem. 
-co zrobiłeś? –Spytał Mag kiedy się od siebie oderwali. 
-Podzieliłem się z tobą magią. Mam pewne umiejętności ,które pozwalają mi widzieć kolor duszy. Jeśli dusza ma ten sam odcień co moja mogę je łączyć. Właśnie dlatego mam w sobie Menfista. Jego płomień jest taki sam jak mój. Dodatkowo mogę z duszy uzyskać moc magiczną i przelać ją do drugiego ciała. –Kengo wciąż obejmował chłopaka który był lekko rumiany na twarzy. 
-I mam rozumieć, że musisz to zrobić przez pocałunek? –Oburzył się i spróbował jakoś odsunąć od księcia. 
-Nie. Ale lubię cię całować więc wydało mi się urocze przekazanie ci w ten sposób magii. –Zaśmiał się nie tylko z powodu swojej wypowiedzi, ale z miny jaką miał w tym momencie młodszy chłopak. Musnął jeszcze raz przelotnie jego usta i po chwili przemienił się w postać Menfista by momentalnie pomknąć z powrotem w stronę toczących się walk. 
-Cholera. Wkurzyłeś mnie debilu!!! –Krzyknął Draw czując jak najnormalniej w świecie ten wyszczekany książę wykorzystał moment nieuwagi maga. Magia jaką otrzymał w połączeniu z emocjami dosłownie płonęła wokół chłopaka. Zacisnął dłonie na kosturze i pomknął w ślad za Kengo nie zamierzał być gorszy od tego idioty. Potem się pochwali Haru, że to on zniszczył najwięcej trupów. 

-----

-Hahahaha. –Śmiech był coraz bardziej irytujący, Cross czerpał z walki radość zdawał się cieszyć z każdego ciosu jaki zadał Valdretowi jak i z każdego który on sam otrzymał. –Ból, śmierć! –Krzyczał co jakiś czas. Kiedy szkarłatny pocisk trafił w ramię Valda a przestrzeń wypełnił jego krzyk Haru który osłabiony zwisał z ramion krzyża otrząsnął się i skierował wzrok na ukochanego. 
-VALD! NIE!-Krzyknął i wyrwał się czemu towarzyszył ból spowodowany przez metalowe gwoździe jakie tylko mocniej przeszyły jego ręce. –Cross.. zostaw go! To o mnie ci chodzi! –Zdzierał gardło chcąc w jakiś sposób zwrócić na siebie uwagę brata. Nie musiał długo czekać na zainteresowanie z jego strony, ale nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. Cross przełamał klingę miecza jaka mknęła w jego kierunku na pół. Vald zszokowany nie zdążył zareagować odpowiednio szybko na to co miało się zaraz stać. Ostrze miecza które Cross złapał po chwili pędziło już w kierunku chłopka przybitego do krzyża, i nim ten zorientował się co zaraz nastąpi klinga przebiła jego pierś. Trysnęła krew a głowa chłopaka zawisła bezwładnie z zamkniętymi oczyma. 
Valdret patrzył na Haru wciąż jeszcze nie mogąc dopuścić do siebie myśli, że ten może nie żyć. Podleciał bliżej  i spojrzał na twarz ukochanego ze łzami w oczach. –H-Haru? –Położył dłoń na jego policzku i zagryzł wargę aż do krwi. –Haru.. obudź się. Obudź skarbie.. –Jego głos zadrżał niebezpiecznie. Valdret opuścił głowę łkając żałośnie. Dookoła niego powietrze wręcz się gotowało, gorąc mieszał się z chłodem, zdawało się jakby wiatr który jeszcze chwilę temu wiał od południa zatrzymał się i stał niewiarygodnie ciężki. Chmury pociemniały jeszcze bardziej a oczy walczących wzbiły się ku górze by ujrzeć co jest tego powodem. Vald dosłownie płonął, fioletowa poświata tworząca się dookoła niego była ostra jak lód. Nagle wszystkim wstrząsnął przeraźliwy ryk wydobywający się z gardła księcia. Pióra które ozdabiały jego skrzydła opadły ustępując miejsca błoniastej skórze. Ciało Valdreta ponownie przybrało wampirzą posturę. Cross patrzył na jego przemianę z uśmiechem, nie był chyba do końca świadom, że właśnie wywołał wilka z lasu. Wampir ukazał się w całej swej okazałości było nawet gorzej niż wtedy kiedy księcia porwano. Już nawet nie było wiadomo czy można tego stwora określić mianem wampira. Diabelna istota zdawała się kroczyć w powietrzu bez potrzeby machania ogromnymi skrzydłami. Podszedł do zwisającej z krzyża postaci i ostrożnie zdjął chłopca z ramion metalowych belek. Język bestii powoli przesunął się po dziurze w piersi chłopca z której wciąż spływała krew. Vald spróbował szkarłatnego płyny ukochanego.
-To twój koniec. –Powiedział z rozbawieniem Cross. –Zakosztowałeś krwi. 
Bestia wydała z siebie przeraźliwy ryk i upuściła z szponiastych rąk bezwładne ciało ukochanego. Haru spadał. 

-----

-KENGO! –Krzyknął Draw do wilka i wskazał na niebo. W dół spadała jakaś postać, którą Książe pod postacią Menfista szybko rozpoznał, był to Haru. –Złap go! – słowa maga mimo, że zagłuszone przez odgłosy walki szybko dotarły do świadomości bruneta. Przebierał łapami skacząc pomiędzy wrogami chcąc jak najszybciej pojawić się akurat w miejscu w które chłopiec mógłby uderzyć. Nie, nie dopuszczał do siebie nawet takiej myśli. Ale dlaczego Haru nie rozłożył skrzydeł? Jest nieprzytomny? I co dzieje się nad nimi? Dlaczego Valdret go nie ratuje? W ostatnim momencie doskoczył do chłopca i zacisnął delikatnie szczęki na jego drobnym ciele. Starał się być ostrożny, by nie zranić brata swoimi zębiskami. Po chwili ułożył go na trawie i powrócił do swojej ludzkiej postaci. Padł na kolana a z jego oczu powoli spływały łzy. Jego brat, jego mały braciszek nie żyje.. Po chwili obok niego pojawił się Draw i położył dłoń na ramieniu starszego księcia. 
-Czy on..?-Spytał łamiącym się głosem. On również płakał. 
Kengo nie odpowiedział tylko kiwnął głową i wtulił w siebie ciało brata. Kołysał się z nim w ramionach nie mogąc uwierzyć, że to koniec. Zawiódł rodziców, miał się przecież nim opiekować, miał go strzec i nie dopuścić do tego by ktokolwiek go skrzywdził. Ułożył chłopca z powrotem na ziemi i spojrzał w górę gdzie jak zakładał jedną z postaci był Valdret. 
-VALD! ZABIJ TEGO SKURWYSYNA! –Wydarł się a w jego oczach nie przestawały wzbierać żałosne łzy. 

----

Cross miał przed sobą uosobienie czystego zła. Ciemna magia która wypływała z ciała przeciwnika zdawała się palić skórę nawet na odległość. 
-Nienawidzisz mnie demonie? –Spytał mężczyzna sięgając po miecz który trzymał w pochwie na plecach. Odpowiedział mu kolejny złowieszczy ryk co wywołało jedynie uśmiech na twarzy Crossa.  – I bardzo dobrze. – Vald nie czekał na specjalne zaproszenie rzucił się w przód z zamiar wykonania ciosu. 

----

Haru czuł dziwne ciepło które rozlewało się po jego ciele, jedyne co zapamiętał to widok klingi mknącej w jego kierunku a potem ciemność. Bał się otworzyć oczy, miał wrażenie, że nie powinien tego robić. Coś mu podpowiadało, że nie powinien być tu gdzie się znajduje.. ale gdzie jest to TU? I Gdzie on jest? Postanowił zaryzykować i uchylić delikatnie powiekę. Szybko jednak pożałował swojej decyzji bo oślepiło go jasne, białe światło które chyba był po prostu wszędzie dookoła. 
-Haru? –Głos. Delikatny niczym muzyka, niczym słowiczy śpiew. Ten głos odbijał się echem w jego uszach, już miał go zignorować, gdy nagle coś albo ktoś się nad nim pochylił i osłonił jego wzrok przed białą łuną rażącego światła. Chłopiec ponownie otworzył oczy i tym razem ujrzał przed sobą twarz. Delikatna, blada cera idealnie kontrastowała z dużymi błękitnymi oczyma. Śniade usta wykrzywione w delikatny aczkolwiek przyjazny i pełny uśmiech. Ów postać miała męskie rysy, ale gdy ponownie otworzyła usta wypłynął z nich ten sam delikatny i kobiecy głos. –Wstań Haru. –Duża dłoń zacisnęła się na przedramieniu księcia i pomogła mu się podnieść. Dopiero kiedy chłopiec stanął na dwóch nogach mógł obejrzeć się dookoła i ku własnemu zdziwieniu przyznać, że nie ma zielonego pojęcia gdzie jest. 
-Umarłem? –Spytał drżącym głosem i spojrzał na mężczyznę a przynajmniej tak zakładał, tylko dlaczego ten osobnik ma męską twarz a na klatce piersiowej wyraźnie kobiece piersi? 
-Można tak powiedzieć. Twoje ziemskie ciało nie zniosło bólu-Znów ten melodyjny głos. –Ale twa dusza jako nieśmiertelna trafiła tutaj. Nie mam czasu na wyjaśnienia poza tym ja nie jestem odpowiednią osobą która zna odpowiedzi na twoje pytania. Wszechmatka chce z tobą rozmawiać. 

----

Został poprowadzony do dziwnego miejsca. Powoli biała pustka zaczęła ustępować obłokom i niewielkim budowlom z jasnego marmuru. Tak przynajmniej sądził Haru. Anioł, jak przypuszczał, zaprowadził do dziwnego ogrodu. Po środku niewielkiego różanego kręgu stała postać. Przewodnik ukłonił się i podszedł do kobiety szepcząc jej coś do ucha na co ów odziana w złotą suknię odwróciła się przodem do księcia. Miała długie białe włosy, ostre rysy twarzy i blade usta niczym płatki białych róż. 
-Haru? –Spytała podchodząc bliżej do chłopca. –Przykro mi, że tu trafiłeś . – Ujęła dłoń drobnego chłopaka i poprowadziła go dalej. –Pamiętasz co się stało prawda? 
Haru kiwnął głową, doskonale pamiętał jak Cross trafił w niego klinga miecza. To było okropne. Nagle zdał sobie z czegoś sprawę, przesunął dłoń z piersi w dół kładąc ją na podbrzuszu. –Czy ja? Straciłem dziecko? –Spytał trzęsącym się głosem, do oczu momentalnie napłynęły mu gorzkie łzy. –Kim jesteś? Dlaczego tutaj się znalazłem? Nie chce! Chce wrócić na ziemię, do Valda. 
Kobieta spojrzała smutno na Haru i przytuliła go delikatnie. –To ja stworzyłam twoją matkę, ja wysłałam ją na ziemię jako anioła stróża dla twego ojca i to ja pozwoliłam jej na miłość i urodzenie ciebie. –Chłopiec wciąż patrzył na nią z uwagą i pewnym smutkiem. Dobrze wiedziała, że teraz czeka na odpowiedź na najbardziej nurtujące go pytanie. –Twoje dziecko żyje i jest tutaj z nami. –Ucałował delikatnie czoło swojego „wnuka” i poprowadziła go do kolejnego ogrodu. Niedaleko ławki po środku siedzieli i stali aniołowie. 
Haru zauważył, że ów istoty są po prostu bezpłciowe, mają cechy zarówno żeńskie jak i męskie. Ale to nie to przykuło jego uwagę w tym momencie. Aniołowie zabawiali małego chłopca siedzącego po środku w białej koszulce. Miał równie białe jak śnieg włoski z przebijającymi się gdzieniegdzie fioletowymi pasemkami. Kiedy wzrok księcia zetknął się z tym należącym do chłopca, maluszek od razu się uśmiechnął i zaczął powolutku zbliżać się do Bogini i swojego taty. Był jeszcze za mały by mógł chodzić samodzielnie więc pomagał mu jeden z aniołów trzymając go za rączki. Haru padł na kolana i wyciągnął ręce w kierunku swojego synka, ślicznego tak bardzo przypominającego Valda. W sumie miał cechy obu rodziców. Chłopczyk padł w ramiona swojego taty który rozpłakał się nie mogąc już powstrzymać emocji. 
-Twój syn był tu od samego początku. Nic mu się nie stało gdy ty ucierpiałeś na ziemi. –Wyjaśniła kobieta z uśmiechem spoglądając na tulącą się dwójkę. Chłopczyk był wesoły, że poznał przedwcześnie jednego ze swoich rodziców. –Haru, musisz wrócić na ziemię. 
-Ale jak? –Spytał nie mogąc oderwać oczu od swojego dziecka.  Był taki śliczny. –Co z Valdem? –Oprzytomniał gdy zdał sobie sprawę z tego, że jego ukochany patrzył na jego śmierć. 
-Stracił kontrole nad sobą. Dodatkowo spróbował twojej krwi i teraz już nie jest świadom tego co robi. Haru tylko ty potrafisz go powstrzymać. Nie martw się o syna jest tu bezpieczny i nic mu się nie stanie, jak nadejdzie odpowiedni moment pojawi się na ziemi.  

----

-Kengo. –Drawin złapał go za ramię i pociągnął w stronę bezwładnego ciała Haru. –Musimy go stąd zabrać. Tu jest nadal niebezpiecznie. Chodź. –Wiedział, że starszemu trudno patrzeć na martwe ciało brata, ale nie mogą go przecież tutaj zostawić na pastwę losu zwłaszcza, że dookoła wciąż toczą się walki. Z oczu Kengo wciąż spływały gorzkie łzy, ale posłuchał maga i wziął ciało na ręce by powoli chwiejnym krokiem skierować się do zamku. 
-Jak mogłem do tego dopuścić.. gdyby nie moja nieuwaga Haru by żył. 
-Nic już nie zrobimy. –Westchnął Draw łamiącym się głosem on też cierpiał bo Haru był dla niego jak młodszy braciszek. 
-Jak ja spojrzę matce w oczy? Przecież ona się załamie.
-Na razie nie możemy jej o tym powiedzieć. Możemy go jakoś przenieść do twojej sypialni? –Spytał mag przeczesując włosy i odsuwając je na bok by nie zakrywały bladej twarzyczki chłopaka. 
Udało im się jakimś cudem przenieść ciało do jednej z pustych sypialni. Ułożyli na go na pościeli i zastanowili się co teraz? 
-Nie powinniśmy wrócić na pole bitwy? –Spytał Draw opierając się o ramię starszego. 
-Nasi ojcowie wycofali się do zamku, pozostali tam sami żołnierze więc chyba nie ma takiej potrzeby. Jedyne o co się martwię to o to jak sobie radzi Vald. Coś się tam u góry stało. I nie mamy jak się dowiedzieć co dokładnie. –Westchnął i przytulił do siebie maga. 
-Co ty..?
-Zamknij się i pozwól mi na chwilę cie potrzymać w ramionach. –Warknął Kengo. –Za dużo wrażeń jak na jeden dzień, muszę się uspokoić. 
Draw zacisnął dłonie na plecach mężczyzny i wtulił się w niego mimo pewnych wątpliwości. –Tylko dlatego, że ja też mam dość pozwolę ci na ten gest jasne? Nie myśl sobie że to coś więcej. –I już nic więcej nie powiedział bo usta Kengo bardzo skutecznie wybiły mu to z głowy. 

niedziela, 26 października 2014

Rozdział 15.

Vald spojrzał na ukochanego jakby jego słowa były jakimś naprawdę głupim żartem. – Haru wiem, że możesz mieć do mnie żal, ale to nie przeze mnie wyjechałeś więc proszę przestań robić sobie ze mnie jaja. –Uśmiechnął się ciepło i już chciał złapać jego dłoń lecz chłopak odsunął ją mając w oczach łzy. Dobra to nieco dało Valdretowi do myślenia. –Mówisz poważnie?

Haru otarł oczy i kiwnął jedynie głową. –Wiedziałem, że tak będzie.. hlip. Wiedziałem, że mnie znienawidzisz. Nic na to nie poradzę. To dlatego, że jestem półaniołem i mój organizm się różni od ludzkiego. –Załkał zakrywając twarz dłońmi. –Przepraszam.

Vald nie wiedział co ma powiedzieć. On będzie ojcem? W zasadzie to obaj będą teraz rodzicami, ale jak? Jak do tego doszło, sam fakt, że obaj są mimo wszystko magicznymi stworzeniami mógł to tłumaczyć. Miewał jakieś idiotyczne sny, że obaj prowadzą spokojnie, szczęśliwe życie i mają tą słodką gromadkę dzieci, ale to były tylko niewinne i zabawne sny, a teraz został przedstawiony przed faktem dokonanym. Haru jest w ciąży, w ciąży z nim. I powinien wziąć odpowiedzialność za własne czyny, oraz ich skutki. –Haru. –Powiedział niepewnie łapiąc jego nadgarstki by jakoś odsunąć jego dłonie od twarzy. – Spójrz na mnie. Proszę. –Jak na zawołanie chłopak spojrzał na Valda swoimi czerwonymi oczyma. –Naprawdę jesteś w ciąży? –W odpowiedzi młodszy kiwnął głową. Boże przecież ten słodziak nigdy nie potrafił kłamać więc to na pewno jest prawda. Objął go mocno tuląc do siebie tak jak jeszcze nigdy.

-Um.. Vald?

-Cśśś.. Cieszę się. –Szepnął mu do uszka.

-Naprawdę? –Spytał przez łzy. – I nie jesteś na mnie zły? Nie brzydzisz się mną?

-Głupek, jestem najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi. –Uśmiechnął się i pocałował to swoje kochanie tak czule jak tylko potrafił. –Do tej pory tylko o tym śniłem, ale widać, że było w tym ziarnko prawdy.

-Uhm tylko, że to nie jest taka zwyczajna ciąża. –Dodał Haru.

Valdret spojrzał na niego niezrozumiale. –Co masz na myśli?

-No bo mimo wszystko jestem chłopakiem, a to dziecko dopiero się pojawi. Znaczy się, ono jest, ale tak jakby nie fizycznie.

-No dobra lepiej będzie jeśli daruje sobie ciekawość. Ufam ci skarbie i to mi starczy. –Uśmiechnął się jedynie i wstał powoli. – Chodź. Polecimy do zamku ok?

-Ale ty jesteś po długim locie nie powinieneś się przemęczać. Vald, ej czekaj! –Złapał go mocno za ramię.

-Nic mi nie będzie słonko. –Objął go w pasie. – Jak ci się podobają moje nowe skrzydła?

Haru westchnął tylko. Wiedział, że ten uparciuch nie da sobie przemówić do rozumu. Pogładził dłonią jego lewe skrzydło. –Są piękne, myślałem na początku, że będziesz w wampirze postaci znaczy w tej straszniejszej a tu taka niespodzianka, jak to możliwe?

-Chyba to dzięki tobie Haru.

-Dzięki mnie? –Spojrzał na niego trochę zaskoczony. –Co masz na myśli?

-Sam nie wiem, ale już nie jestem potworem. Próbowałem jakoś zapanować kilka dni temu nad przemianą i zamiast tej poczwary zmieniłem się tylko w takim stopniu. I nic więcej. –Vald zastanowił się czy może dałoby się jakoś wyjaśnić tą dziwną zmianę jaka w nim zaszła dzięki umiejętnościom tutejszych magów.

----

-Jak to uciekł?! –Warknął Król na straż gdy tylko zbrojni wrócili do zamku. –WON! SZUKAĆ KSIĘCIA!

-Kochanie spokojnie. –Królował gładziła swojego męża po ramieniu. –Kochanie.

-Wy nędzne robaki jakim prawem przychodzicie tu zamiast zacząć go szukać? Powinienem was od razu kazać zabić za taki brak subordynacji!

-Skarbie, uspokój się. –Powiedziała małżonka teraz już bardzo stanowczo.

-No, ale słońce..

Nagle drzwi do Sali rozwarły się i do środka wszedł Haru oraz Vald. –Coś się stało? –Spytał młodszy widząc zamieszanie. –To przeze mnie?

-Jakim prawem uciekłeś? –Spytał Król spoglądając na syna chłodno.

-Nie uciekłem. Po prostu musiałem uratować pewnego lekkomyślnego księcia. –Odparł Haru z uśmiechem i złapał Valdreta za dłoń. Dopiero wtedy Para królewska zwróciła uwagę na gościa który stał obok ich syna. –Ojcze. To jest Valdret.

-Ten Valdret? –Spytał Król podchodząc do dwójki stojącej wciąż blisko wejścia. –Cóż Cię tu sprowadza? Otrzymałem wiadomość, że twój ojciec z wojskami przybędzie dopiero jutro.

-Owszem, ale ja postanowiłem go uprzedzić i samodzielnie tu dotrzeć. –Wyjaśnił Książe kłaniając się lekko.

-Cóż cię do tego skłoniło? –Spytała tym razem królowa.

Vald zawahał się, lecz po chwili odparł. –Martwiłem się o Haru. Miałem przeczucie, że jest w niebezpieczeństwie. –Ścisnął mocniej dłoń ukochanego który stał obok. –Nie mogłem tego zignorować.

Król pokiwał porozumiewawczo głową. – I nie myliłeś się. –Zachęcił ich gestem dłoni by weszli w głąb komnaty. –Valdrecie mam nadzieję, że myślisz poważnie o związku z moim synem, czyż nie? –Młodzieniec kiwnął głową na słowa władcy. –Doskonale. I nie mam na uwadze tylko połączenia naszych królestw poprzez małżeństwo, ale również bardzo zależy mi na szczęściu mojego dziecka. Nim jednak to nastąpi musimy rozprawić się z problemem jaki mu zagraża. –Ciągnął dalej.

-Co masz na myśli Panie? –Spytał Vald.

-Cross wciąż żyje i czyha na życie Haru-Na te słowa Vald pobladł, ale dało się wyczuć, że ów wiadomość go zaskoczyła, przeraziła i dodatkowo mocno wkurzyła. –Nie wiem czy działa z własnej inicjatywy, czy też nie, ale nie możemy ryzykować. Zwłaszcza w zaistniałej sytuacji. Mój syn wspominał ci o pewnym fakcie jaki dotyczy was obu?

-O dziecku?

-Owszem. Skoro tak to teraz Cross zagraża również i waszemu potomkowi. –Zasiedli przy stole tuż obok wielkiego okna które ukazywało piękny widok na morze. –Jeśli wydarzy się coś w najbliższe dni będziemy zmuszeni odwołać turniej i skupić się na ochronie królestwa. Zakładam, że Cross nie działa sam. Wychowałem sobie węża na własnej piersi, więc teraz muszę sobie z nim poradzić. Książe mogę wiedzieć ilu zbrojnych weźmie ze sobą twój ojciec?

-Wiem o pewnym tysiącu, ale poprosiłem brata by przekonał ojca do minimum dwóch. –Vald cały czas trzymał mocno dłoń Haruhiego wiedział jak musi być młodszemu ciężko a przynajmniej się domyślał. – Zastanawiam się kto Crossowi pomaga.

-Mój syn zawarł pakt z siłami ciemności. Jak zakładam to one właśnie będą mu sprzyjać i pomagać w walce o ile odważą się na tak odważny ruch. Sami sobie nie poradzimy, jeśli jednak twój ojciec wesprze nas w boju na pewno zdołamy choć odeprzeć najazd.

-Na pewno ojciec pomoże waszej wysokości. Jako przypieczętowanie zawartego sojuszu. –Zapewnił Valdret z delikatnym uśmiechem. Miał nadzieję, że jednak nie będzie to konieczne. Że nie dojdzie do skrzyżowania mieczy na polach tego królestwa, że nikt nie ucierpi a na pewno nie jego kochany i ich dziecko.

----

Minęły dwa dni, praktycznie nic się nie wydarzyło a na pewno nic co mogłoby w jakikolwiek sposób zniszczyć spokój którym żyło królestwo. Nadszedł dzień turnieju. Całe miasto ogarnęło podekscytowanie popołudniowym wydarzeniem. Ojciec Valdreta wraz z Dravinem i Karnestem przybyli do sąsiadów z dwoma tysiącami zbrojnych. Naturalnie w turnieju wezmą udział tylko wyznaczeni rycerze i wysoko urodzeni szlachcice. Większość zbrojnych robi tylko i wyłącznie za straż która ma bezpiecznie doprowadzić króla na miejsce. Wielkim zaskoczeniem wśród ludu był fakt, że sąsiednie królestwo wysłało aż tylu rycerzy. Haru i Kengo z samego rana stawili się na placu gdzie miał odbyć się turniej, trwały przygotowania, ale ogólnie wszystko było już niemal gotowe. Gdzieś w oddali Haru dostrzegł Dravina do którego od razu podbiegł i rzucił mu się na szyje.

-Hej Dravcio! –Powiedział radośnie i już po chwili był mocno ściskany przez ramiona przyjaciela maga. –Ała.

-Haruś jeju jak ja się o Ciebie martwiłem czy mój brat zboczeniec coś ci zrobił przez te niecałe dwa dni gdy nie mogłem cię pilnować?

-Tak Draw zrobiłem. Spłodziłem dziecko. –tuż za nimi stał sobie Valdret w lśniącej zbroi trzymając pod pachą hełm. Na jego słowa Drav dosłownie zaczął się gotować powietrze dookoła zrobiło się nieprzyjemnie ciężkie.

-Coś zrobił?! –Spytał blondyn.

-Będę ojcem baranie. A ty – nie wierzę , że to mowię –będziesz wujkiem.

Dravin doszukiwał się u Haru jakiegoś zaprzeczenia ale rumieńce u młodego mówiły same za niego.
-Moje słoneczko będzie mamusią? –Spytał mag tuląc chłopaka do siebie jeszcze mocniej niż wcześniej aż Haruhi poczuł jak krew zaczyna mu nie dopływać go górnej części ciała. Na szczęście w miare szybko uratował go Vald a Drav o dziwo wpadł w ramiona Kengo.

-Ej magu nie zapominaj, że ja tez tu stoję. –Powiedział widocznie bardzo obrażony Kengo.

-Pff jakoś specjalnie za toba psie nie tęskniłem. –Odparł jedynie próbując się jakoś uwolnić z uścisku starszego księcia. –No puszczaj.

-O nie, zbyt długo cię nie widziałem. –Po czym szepnął mu na uszko. –Menfist też się za toba stęsknił, odkąd cię posmakowaliśmy jakoś nic innego mu nie przypada do gustu.

-Pieprzeni pan i pies to już podchodzi pod zoofilię. –Warknął.

-Wcale nie, bo to ja się z tobą bawiłem a wilczek tylko siedział we mnie i sobie na nas patrzył. –Wyjaśnił Kengo z uśmiechem. –No chodź i daj spokój naszym gołąbkom. –Odeszli kawałem dalej pozostawiając Valda i Haru samych.

-Będziesz walczyć? –Spytał oglądając go sobie w tej zbroi.

-No tak, Karnest może wybrać swojego przedstawiciela jako najstarszy syn, a Dravin raczej nie jest typem rycerza.

-Dlaczego on sam nie walczy? Jest doskonałym szermierzem. –Zdziwił się młodszy ubierając na głowę hełm po czym uśmiechnął się bo był na niego nieco za duży.

-Nie wiem, może chce mnie sprawdzić? Czy nie wyszedłem z wprawy, ostatnio bez przerwy tylko posługiwałem się magią a miecz miałem w poważaniu. –Odparł i zdjął z Haru ten hełm. –Mogę liczyć na pocałunek na szczęście? –Spytał uśmiechając się.

Haruhi kiwnął głowa i pocałował ukochanego w usta bardzo czule nawet przeciągając to nieco. –Uważaj na siebie.

-Będę skarbie.

----

Król siedział na niewielkim podium po jego lewej stronie siedziała królowa a po prawej Kengo i Haru. Tuż obok na identycznym podwyższeniu dość blisko siedział Ojciec Valdreta po jego prawej Karnest a po Lewej Dravin. Przed całą publika rozciągało się sporych rozmiarów pole walki dookoła którego poustawiano płotki by odgrodzić walczących od ludu który będzie oglądać walczących rycerzy. Król wstał i powiedział głośno tak by wszyscy słyszeli.

-Serdecznie witam na dwudziestym szóstym  już turnieju rycerskim. Tegoroczny jest naprawdę wyjątkowy bo odwiedził nas król sąsiedniego królestwa wraz ze swoimi synami. Oczywiście zwycięzca turnieju nie otrzyma ręki królewny bo takowej u nas brak. I dzięki bogu bo jedna kobieta w moim życiu wystarczy. –Tu na słowa króla cały tłum wsparł go gromkimi brawami i śmiechem. –A żeby nie przeciągać.. niech więc się zacznie! Ojciec Haru wdał się po chwili w rozmowę z ojcem Valdreta i oczywiście musiało to mieć podłoże polityczne.

-Haruś. Od kiedy ci te włosy tak bieleją? –Spytał się w końcu Drav który podszedł do swojego przyjaciela. –Bardzo ci ładnie, ale mam wrażenie, ze w tym wieku siwych włosów mieć nie powinieneś.

-Ech, to chyba przez tą anielską magię. Jak tak dalej pójdzie to osiwieję szybciej niż mój ojciec. –Westchnął książę klepiąc się delikatnie po czubku głowy.

-Naprawde jesteś w ciąży? –Spytał mag przyglądając się uważnie młodszemu. –Ale jak to możliwe? Jesteś chłopakiem!

-I półaniołem. A twój brat półdemonem. Czyli ogólnie nasz związek jest wyjęty spod wszelkich reguł. –Westchnął cierpiętniczo. -Co? No nie patrz tak na mnie, spokojnie to nie jest taka zwykła ludzka ciąża. Podobno nie nosze dziecka w łonie, w końcu i tak go nie mam.

-Dobra, daruj mi szczegóły, nie chce wiedzieć. –Nagle ktoś pociągnął Drava na kolana i okazał się to Kengo.

-Hej księżniczko. Daj buzi a zamienię cię w …

-W żabę? Nie dzięki! Nie skorzystam. –warknął mag. –Zabieraj łapska ty psiarzu!!!

-Jesteście ze sobą? –Spytał Haru z uśmiechem. Miny Kengo i Dravina były po prostu jedyne w swoim rodzaju. Jeden kiwał głową a drugi nią kręcił przecząco.

-Jesteśmy!

-Naturalnie, że nie!

-Jak to? A tak ci było ze mną dobrze tamtej nocy.

-Jeden seks nie robi z nas parę. –Westchnął Drav. –I puść mnie w końcu.

-Nie mam takiego zamiaru.

-Ej cicho! Vald walczy! –Powiedział Haru i podszedł bliżej barierki która odgradzała podest od reszty widowni.

Valdret stał po prawej stronie pola walki. Po lewej natomiast znajdował się jego przeciwnik. Herold powstał i przedstawił walczących.

-Po prawej Drugi syn królestwa Rosendarf, książę Valdret. – Tłum zaczął klaskać i wiwatować. –Po lewej… -Herold przyjrzał się dokładnie trzymanemu pergaminowi. Gdzieś między ludźmi zaczęła krążyć wiadomość, że nie ma ów rycerza na liście.

-Jak to nie ma na liście? –Zaciekawił się tym Kengo i spojrzał w stronę stojącego po lewej stronie rycerza w czarnej zbroi. –O kurwa.

-Bracie..? –Haru również skierował wzrok na dziwnego osobnika, po chwili jednak gdy jego hełm wylądował na ziemi wszystko było jasne.

-Jestem tu by podważyć prawo do tronu mojego byłego brata Kengo oraz zabić Haruhiego! –Cross uśmiechał się szaleńczo mierząc mieczem prosto w miejsce gdzie siedziały rodziny królewskie. –Dodatkowo domagam się aby Rosendarf zerwał pakt pokojowy z Rocknweid!

-Straże! Aresztować go! –Ryknął król nie czekając nawet aż jego były syn skończy przedstawiać swoje żądania. Większość zebranych zbrojnych wlała się na pole jak fala by po chwili jednak stanąć jakby ktoś ich sparaliżował. Z ziemi zaczęli bowiem wychodzić zmarli. Wszędzie dookoła skąd tylko się dało na światło dzienne wylazły kości i trupy. Tłumy prostych ludzi zaczęły uciekać a na ich miejsca pojawili się żołnierze obu królestw. Liczebność obu stron była niemal identyczna, ale trupa trudniej przecież zniszczyć w końcu i tak już jest martwy.

-Kochanie. Uciekaj do zamku, ukryj tylu ludzi ilu tylko zdołasz. Haru idź z matką.!  - Królowa już ciągnęła młodszego syna za dłoń gdy nagle nie wiadomo skąd na jego karku zacisnęła się ręka Crossa.

-Jesteś mój! –Zaśmiał się szaleńczo i wzleciał z chłopakiem nad walczących. Ale jak on może latać?

-Haaaruu! –Krzyknał Vald zalewany przez kilkunastu zmarłych. Machał mieczem, zabijał i kruszył kości ale na miejsce jednego powalonego pojawiało się dwóch kolejnych. Gdzieś w oddali ujrzał Karnesta walczącego ramię w ramię z ojcem. Kengo pod postacią wilka rozszarpywał truchła a Drav ciskał zaklęciami w każdego napotkanego przeciwnika.

----

Cross trzymał brata za kark z uśmiechem przyglądając się z góry na rozgrywającą się pod nimi rzeź. –Piękny widok prawda braciszku? Ten odór krwi i rozkładu. Wszyscy będą wkrótce martwi tak jak i ty.

Haru krzyknął głośno czując ból w dłoniach, nim się spostrzegł za jego plecami pojawił się znikąd czarny metalowy krzyż. Ręka która spoczywała na szyi chłopaka puściła go i po chwili książe mógł poczuć na plecach zimno metalu. To jednak nie był koniec.

-Ghaaaa!!!!-Krzyknął bo dwa metalowe kołki przebiły jego przeguby i przyszpiliły je tym samym do ramion krzyża. –Cross proszę puść!! Aaaaaaa boli!!

-I o to chodzi. Masz cierpieć bracie!!-Ponownie się zaśmiał.

-----

-HARU!-Krzyczał Vald w końcu kiedy zmniejszył liczbę trupów dookoła siebie mógł zacząć działać. Zagryzł wargę wydobył skrzydła i wzleciał w górę kierując się w stronę dwóch punktów na tle zachmurzonego nieba. 
Lydia Land of Grafic