środa, 22 kwietnia 2015

Rozdział 19.

Może nie powinnam, ale muszę. 
Ostatnio troszkę was zaniedbałam, oj niedobra ja. Powinnam się ukarać i na przykład dac sama sobie szlaban na kompa :c
Ale, nie moge przecież tego zrobić bo co się wtedy stanie z wami i naszym blogiem? 
Haha cieszcie się kochani bo niedługo będę mieć dla was dużo więcej czasu. Łiiiiii <3
Mam nadzieję, że w komentarzach nakarmicie mojego wena, który wrócił łaskawie z Karaibów i teraz będzie mi pomagać w pisaniu kolejnych rozdziałów. A teraz będzie się działo i to bardzo hihihi. :D
No to ja już wam nie przeszkadzam. 
Zapraszam na Haru i Valdreta ;)


Stan książąt nie ulegał poprawie. W obu królestwach panowała swego rodzaju żałoba i czuwanie nad zdrowiem członków rodzin królewskich. Jednym z poważniejszych problemów był też chłopiec, który niechętnie przyjmował do wiadomości fakt, że powinien w końcu opuścić swoich rodziców, by medycy mogli się nimi zająć. Syn Valdreta i Haru praktycznie nikogo do siebie nie dopuszczał, a co dopiero pozwalał komukolwiek zbliżyć się za bardzo do ukochanych śpiących rodziców. Matka Haruhiego starała się z całych sił jakoś dotrzeć do malca, pokazać mu, że nie ma się czego bać. Wszyscy myśleli, że to zadziała, bo kobieta niegdyś należała do grona aniołów a dziecko jest jej drogim anielskim wnuczkiem. Niestety, oprócz delikatnego uśmiechu chłopca nie można było się spodziewać większych cudów. Najbardziej uparci okazali się być jednak Draw i Kengo, którzy za punkt honoru objęli sprawić, by ich bratanek w końcu dał się sobą zaopiekować. Próbowali na wszelkie możliwe sposoby, od zabawek po jakies smakołyki. Dziecko jednak całkowicie ich ignorowało.


Draw w pewnym momencie miał wrażenie, że już wie jak przypodobać się chłopcu, ale, kiedy ten odwrócił się do niego tyłem dając mu do zrozumienia, że jest bardziej żałosny niż zabawny, mag po prostu usiadł w kącie załamując się. Kengo musiał to następnie skomentować, ale poklepał mężczyznę po ramieniu dodając mu nieco otuchy i nalegając, by się tak łatwo nie poddawał. Bliźniaczki też starały się jakoś pomóc. Ale ich kolorowe bukiety kwiatów raczej nie były bardziej atrakcyjne niż zabawki, które dostarczali starsi. No cóż mogłoby się zdawać, że to koniec a chłopczyk nie da się odciągnąć od rodziców, jednak pewnego dnia, kiedy Kengo postanowił sprawdzić stan przyjaciół zaraz po wejściu do ich sypialni coś zderzyło się z, nim i przylgnęła do jego nóg. Spojrzał w dół i ujrzał czuprynkę jasnych włosów. Szok. Ten zamknięty w sobie dzieciak, który nie odstępował Haru i Valda na krok właśnie stał przed, nim tuląc się do jego kolan.
Chłopaczek spojrzał w górę pełnymi łez oczyma i zapowiadało się na to , że zaraz wybuchnie głośnym płaczem.. cholera.
-Chodź do wujka. –Kengo wziął maluszka na ręce a ten od razu się do niego mocno przytulił. Przyjemne ciepło momentalnie zagościło w sercu księcia. Ten dzieciak, taki mały i niewinny był całkiem sam. Mimo, że oni żyli to w tym momencie po prostu on mógł tylko leżeć obok nich i patrzeć na ich nieprzytomne twarze. To nie powinno go spotkać, jest za mały. –Nie płacz.. jesteś głodny? –Nie wiedział, czy chłopaczek go rozumie, ale na wspomnienie o jedzeniu jakby mocniej wtulił się w bezpieczną pierś starszego. To wystarczyło. Wyszedł z sypialni pozostawiając dwie leżące na łóżku postaci a sam trzymając na rękach ich dziecko skierował się do jadalni. Mógł wyczuć jak drobne ciałko jest osłabione, jak jego jasna tunika na, nim wisi okrywając wyraźnie zarysowane żebra. Kości. On był wychudzony. Przez te zdawałoby się kilka dni, kiedy nie dopuszczał do siebie nikogo strasznie wymizerniał. To było okropne. Jednak ciepło jakie od niego biło zdawało się nie być zależne od stanu fizycznego a duchowego. Magia.. przyjemna i łagodna biła od niego jak z jakiegoś źródła bez dna. Przeszli przez korytarze i Kengo wszedł do sali. Od razu pokłonili się mu słudzy a on nakazał przynieść coś lekkostrawnego co mogłoby zjeść to biedna wychudzone maleństwo.
Usiadł przy stole wciąż trzymając w objęciach chłopca. Jego blada, zbyt blada cera, zapadnięte chorobliwie policzki i cienie przy oczkach. Tych ślicznych fioletowych oczętach, które odziedziczył po Valdrecie. Białe włoski z ciemniejszymi refleksami, które były mieszanką jaką otrzymał po obydwu rodzicach. Kengo westchnął. Pierwszy raz w życiu ujrzał skutki jak cierpieć mogą ludzie bliscy książętom. Nie musieli czekać długo na to aż słudzy przyniosą, im jakiś pożywny posiłek. Nie pozwolił służce nakarmić chłopca. Stwierdził, że sam to zrobi, skoro maluszek jakoś się do niego przywiązał i pozwolił sobą zająć.
Blada twarzyczka powoli odzyskiwała rumieńce jakie ujrzał na niej pierwszego dnia jego pobytu w pałacu. Nagle usłyszał kroki zbliżające się i powodujące coraz większy hałas. Do środka wpadł Draw.
-Kengo.. chłopiec zniknął.. –Jakież było jego zdumienie, kiedy ujrzał maluszka siedzącego na kolanach następcy tronu i jedzącego ze smakiem kaszkę. –Ale.. jak to? –Spytał podchodząc bliżej. –Jak to zrobiłeś?
Starszy spojrzał na maga i odparł. –Nic tak nie wpływa na dziecko jak głód. Spójrz jak przez te kilka dni wymizerniał. Wygląda okropnie. –Westchnął boleśnie i przeczesał jasne włosy siedzącego mu na kolanach chłopczyka.
-Faktycznie. Jest wychudzony. –Stwierdził Draw siadając na krześle obok. –Zgłodniał i chyba uznał, że mu pomożesz. Prawda?
-Chyba tak. Teraz najważniejsze jest, by nie wrócił do poprzedniego zajęcia jak tylko się naje. Nie może bez przerwy przy nich leżeć. –Westchnął i spojrzał z góry na siedzącego mu na kolanach chłopczyka. Jeśli jego zamiarem jest napchanie brzuszka i powrót do rodziców to niestety, ale nie mogą mu na to pozwolić.
-A może jednak zostanie hmm? Może nie będzie chciał znów robić za ich nianię. –Zagadał Draw i pogłaskał maluszka po włosach. Ten nie zareagował specjalnie na ów gest tylko zerknął na nową osobę w pobliżu i posłał magowi delikatny uśmieszek. –Słodki. Ma buzię po Haruhim. –Zauważył. –Ej.. jak mamy na niego mówić? Przecież nie możemy nadać mu imienia zamiast jego rodziców.

-----

Haru i Vald leżeli nieprzytomni przez kolejne trzy dni. Ich syn na szczęście poprzestał ich pilnować i zajmowali się, nim teraz wszyscy członkowie obu rodzin królewskich. Najbardziej przypodobał sobie towarzystwo Drawa i Kengo. No i po kolejnym dniu mógł też zacząć spędzać czas z bliźniaczkami, które były naprawdę wspaniałymi starszymi siostrzyczkami. Pary królewskie z matką Haruhiego na czele również starały się zapewnić młodemu księciu wszystko czego potrzebował. Uznali, że, dopóki nie obudzą się jego rodzice po prostu będą mówić na niego książę. Tak.. to było najrozsądniejsze wyjście. Po Crossie nie było ani śladu, ale wciąż nie było pewności czy nie żyje. Jednak teraz ludzie mieli większe zmartwienia na głowie, trzeba było odbudować to, co zostało zniszczone. Pomimo bólu jaki wciąż trawił połączone pokojem i współpracą królestwa ludzie żyli wiarą, że da się wszystko naprawić, jeśli tylko znajdą chęć i mobilizację. Taką mobilizacją okazał się mały książę czekający na swoich rodziców.
Mimo, że ich stan z dnia na dzień poprawiał się to żadne nowe wieści nie dawały ludziom satysfakcji. Każdy oczekiwał na cud…, ale takowy nie nastał.
Draw siedział na łóżku w swojej komnacie spoglądając na zachodzące słońce. Czuł nostalgię, która owiewała jego serce jak wiatr niosący na swoich barkach pierwsze jesienne liście. Blond włosy przez ten czas bardzo urosły. Doskonale pamiętał jakie były krótkie, gdy pierwszy raz w jego zamku pojawił się Haruhi. Od razu się z, nim zaprzyjaźnił. Delikatna, drobna osoba którą chciał się zaopiekować jak młodszym braciszkiem.
Nagle jego uwagę od rozmyślań oderwało pukanie do drzwi.
-Proszę. –Szepnął wstając z miejsca. Drzwi otwarły się a do środka wszedł Kengo zamykając je za sobą. –Cos się stało? –Spytał Draw z nadzieją w głosie.
Starszy jedynie pokręcił głową, co sprawiło, że nikłe światło jakie jeszcze chwilę temu można było dostrzec w oczach maga ponownie zgasło. Westchnął ciężko ponownie opadając na swoje posłanie.
-Draw, przestań się tak zamartwiać. –Mężczyzna podszedł do drugiego i położył mu dłoń na ramieniu. –Wyjdą z tego. To kwestia czasu aż obaj znów zaczną skakać wkoło nas i odnosić się bezczelnie ze swoją miłością. –Posłał mu delikatny uśmiech.
Mag jedynie kiwnął głową wpatrując się w swoje dłonie leżące na kolanach. To było trudne.. tak bardzo tęsknił za tą dwójka.
-Chciałem z tobą o czym porozmawiać. –Zaczął na nowo książę. –Chodzi o nas. Dużo się wydarzyło a ja nie wiem, na czym stoję. –Wyjaśnił siadając obok blondyna na łóżku. –Jestem następcą tronu i muszę zostać tu do koronacji a zależy mi na tym byś był przy mnie.
Draw milczał starając się zrozumieć to, co właśnie wpadło mu do uszu. Czy Kengo proponuje mu, by tu z, nim został.
-Ale.. ja muszę dokończyć nauki w akademii magów.
-Wiem, ale w naszym kraju też jest akademia. Jeśli prześlą twoje dotychczasowe stopnie i rezultaty mógłbyś kontynuować naukę tu. –Spojrzał na niego mając cichą nadzieję, że się zgodzi. To przecież dobry pomysł i mogli, by być razem.
Mag sam nie wiedział jak ma to zrozumieć. Fakt, że kochali się kilka razy.., ale czy było to na tyle silne uczucie, by coś z niego.. wyszło? Spojrzał niepewnie na Kengo i szepnął:
-Czego się spodziewasz.., jeśli tu zostanę? –Patrzyli sobie przez chwilę w oczy aż Kengo przesunął swą dłoń na tą należącą do młodszego.
-Ty wiesz najlepiej czego się spodziewam. –Odparł i bardzo delikatnie złożył na ustach Drawa czuły pocałunek. Były to ledwie muśnięcia, ale miały w sobie coś intymnego i bardzo namiętnego.
Przyjemne dreszcze otuliły ciało maga niczym jesienny deszcz, wciąż jeszcze ciepły, ale powodujący pewien drażniący chłód. Westchnął odruchowo nie wiedząc co ma zrobić. Czy pogłębić pocałunek czy odepchnąć Kengo i nie dawać mu łatwo tej satysfakcji. Postanowił jednak się poddać tej rozkoszy jaka płynęła z ust starszego. Nie potrafił po prostu odmówić. Rozchylił powoli swoje wargi i poczuł jak w jego ślady idzie Kengo, a następnie jego ciepły język powoli naznacza delikatną strukturę jego ust i zagłębia się dalej do środka chcąc zbadać zęby, podniebienie i jego nieśmiały język. To naprawdę było wspaniałe i chyba jeszcze nigdy dotąd Draw z nikim się tak nie całował.
Kengo przesunął dłoń w dół po jego ramieniu zatrzymując ją na jego biodrze. Może nie chodziło teraz nawet o seks, bo chyba bardziej obaj potrzebowali po prostu bliskości, ale takiej delikatnej i niewinnej. Zupełnie jakby poznawali się na nowo, mimo , że już przełamywali nie raz strefę intymności teraz była ona jakby bardziej zacieśniona i bardziej prywatna niż do tej pory. Usta były dzisiejszym priorytetem.

----

Minął kolejny tydzień, odkąd mały książę zaczął spoufalać się z mieszkańcami zamku. Larien i Libell starały się nauczyć go mówić co nie przynosiło może specjalnie dużego rezultatu, ale podstawowe słowa już przyswoił co było wielkim plusem i dziewczęta mogły czuć się dumne ze swojej pracy.

W tym czasie w sypialni Haru i Valda starszy książę… otworzył oczy. Momentalnie został obezwładniony przez cholerny ból jakim wręcz pulsowało całe jego ciało. Resztkami sił powstrzymał się, by nie jęknąć. A to o czymś świadczyło, bo Vald miał naprawdę dużą odporność na ból. Nagle jakby zrozumiał co się stało. Zignorował dezorientację, bo naprawdę nie wiedział jakim cudem leży w łóżku, skoro jeszcze chwile temu walczył z Crossem chcąc uratować ukochanego. Jego serce nagle zostało przestrzelone jakąś strzałą a on sam przypomniał sobie postać Haruhiego, którego przeszywa na wskroś ostrze miecza. Zagryzł wargę niemal do krwii… HARU! GDZIE JEST HARU!
Spojrzał w bok i.. zamarł. Ujrzał twarz ukochanego pogrążoną jakby w głębokim śnie, jego delikatna śniada cera nosiła na sobie kilka zadrapań i leczących się ran. Vald z trudem, ale podciągnął się nieco, by móc wtulić w siebie drobne ciałko.
-Przepraszam kochanie.. nie zdołałem cię uratować. –Szepnął czując jak po policzkach spływają mu gorzkie łzy. Nigdy więcej.. nigdy więcej nie pozwoli na coś takiego. Uniósł dłoń, by móc odgarnąć niesforne białe kosmyki Haru na bok za uszko. Wydawał się taki spokojny, miał tylko nadzieję, że, kiedy jego skarb się obudzi to nie będzie czuł tak potwornego bólu jaki odczuwał Vald. Mężczyzna mógłby kogoś spokojnie wezwać, ale nie chciał tego robić. Chciał teraz leżeć ze swoim ukochanym i po prostu trzymać go w ramionach zupełnie jakby mógł tym samym obronić go przed całym złem tego świata.
-Haru. –Szepnął i ucałował jego czoło, skroń, zamknięte powieki aż w końcu pozwolił skosztować tych spierzchniętych warg. Starał sobie przypomnieć jak niegdyś zachwycały go delikatnością i miękkością. Jak potrafił zatracać się w ich smaku, który był istnym afrodyzjakiem. Spojrzał jeszcze raz na jego spokojne oblicze i uśmiechnął się. Czuł obecność ukochanego, nawet, jeśli była bardzo słaba i jakby spowita mgłą to była wyczuwalna na, tyle , że nie musiał się o niego martwić. Po prostu wiedział, że jego skarb do niego wróci. Ta świadomość sprawiała, że Valdret czuł się spokojniejszy.
Przymknął oczy pozwalając sobie na oddanie bólu snom. Wiedział, że w jakimś stopniu mu to pomoże. Że będzie mógł zatracić się w marzeniach a ciało odpręży się.
Nie wiedział, że jego drzemka zamieni się w tak głęboki sen, by obudzić się, kiedy niebo powoli zacznie zabarwiać się na głęboką czerwień przez zachodzące na horyzoncie słońce. Nagle zdał też sobie sprawę z tego, że nie trzyma już w ramionach swojego ukochanego skarba. Skarcił się, za to i odwrócił w stronę Haru a jego wzrok spotkał się z ciemnymi otwartymi oczyma.
-Hej Vald. –cichy szepta wyrwał starszego mężczyznę z szoku jakiego doznał. Poczuł jak na nowo napływają mu do oczu łzy, ale ignorując je po prostu zagarnął mniejsze ciałko i wtulił je mocno w siebie. Obaj stęknęli z bólu, ale i nieopisanej ulgi.
-Kochanie. –Westchnął napawając się zapachem kochanka. –Boże.. jak dobrze , że nic ci nie jest.
-To raczej moja kwestia. –Zaśmiał się mocząc swoimi łzami opatrunki na piersi Valdreta. Słowa były w sumie zbędne, wystarczyła bliskość drugiej osoby. Byli jeszcze zbyt zmęczeni, by pozwolić sobie na więcej niż tulenie czy pocałunki, ale to wystarczało w zupełności.
Nagle Haru poczuł coś dziwnego, jakby czyjąś obecność i bardzo mocny napływ magii spojrzał na Valda i po jego twarzy zrozumiał, że on też musiał to poczuć. Obaj skierowali swój wzrok w kierunki drzwi i nie rozumiejąc jak to możliwe, że nie usłyszeli jak się otwierają teraz wpatrywali się w stojącą w wejściu małą postać. Chłopiec o jasnych włoskach i fiołkowych oczętach spoglądał na nich z uśmieszkiem. Puścił się po chwili biegiem i wdrapał na łózko, by następnie przytulić się do rodziców. Vald był w szoku a Haru zaniósł się płaczem nie wiedząc, czy to łzy bólu czy może szczęścia. Ich synek.. malutki synek był przy nich. Wtulił w siebie drobne ciałko, a następnie poczuł jak on sam jest przytulany przez Valdreta.
-Jun. –Szepnął Haru całując czubek głowy synka a ten śmiał się. Po prostu się śmiał, tak niewinnie i uroczo a zarazem sprawiał, że i Haru miał ochotę się smiać. Vald już sam nie wiedział czy powinien płakać, ale fakt, że mógł trzymać w ramionach ukochanego i owoc ich miłości wystarczył, by po jego policzku spłynęły jeszcze dwie ostatnie łzy.
Haru myślał, że już nic go nie zaskoczy tego dnia, ale, kiedy z tych bladych dziecięcych usteczek wydobyło się słowo, to jedno jedyne słowo, które mogło równie dobrze być skierowane do niego czy do Valda, ale obaj doskonale wiedzieli, że teraz po prostu było wypowiedziane pod adresem ich obu sprawiło, że w sercu Haruhiego zapanowała nieopisana radość.
-Tata..
Tak.. Haru i Vald mogli spokojnie przyznać, że to była najpiękniejsza i najszczęśliwsza chwila w ich życiu.

----

-Jun nie biegaj tak, bo się wywrócisz. –Draw biegł za chłopcem, który udawał, że jest myszką a starszy kotem i nie może przecież pozwolić mu, by go złapał.
-Nieee wujek.. nie złapiesz mnie! –Śmiał się uciekając w stronę jadalni.
Draw westchnął i już chciał rzucić na chłopca czar, by go w końcu złapać, ale poczuł jak czyjeś ramiona obwijają się dookoła jego tali nie pozwalając mu biec dalej.
-Cześć skarbie. –Szepnął Kengo mocno go tuląc. W tym czasie Jun znikł już za zakrętem. –Wiesz, że myszy gonią tylko kotki?
-Wiem.., a co to ma do rzeczy? –Spytał nie wiedząc do czego ten zmierza.
-Bo, jeśli ty jesteś kotką.. to ja jestem napalonym na ciebie kocurem. –Wyjaśnił i po chwili obaj stali w najbliższej komnacie oddając się sobie i bynajmniej nie będąc przy tym cicho.
Jun, natomiast biegł dalej aż wpadł z szerokim uśmieszkiem do jadalni, gdzie było już nieco więcej ludzi. Przy stole siedział król i królowa w towarzystwie Haru i Valda.
-Tatusie! –Pisnął rzucając się najpierw na ramiona Haru, a następnie Valdretowi. Już na początku zdołali dojść do pewnych wniosków. Haru był tatusiem, który bardziej podchodził pod obowiązki jakie normalnie pełnią matki zaś Vald był typowym ojcem.
Rodzina Valdreta musiała dwa dni wcześniej wrócić do swojego królestwa, ale obiecali, że jeszcze wrócą, by nacieszyć się nowym członkiem rodziny. Ewentualnie to właśnie szczęśliwa rodzinka wybierze się do nich, by Jun mógł poznać drugie państwo, do którego też należy.
-Skarbie a, gdzie wujek Draw? –Spytał Valdret sadzając syna na swoich kolanach.
-Wujek Kengo go złapał, żeby on nie mógł złapać mnie. –Zaśmiał się sięgając po stojące na stole owoce. Strasznie mu zasmakowały maliny.
Haru uśmiechnął się szeroko.
-No tak.. niedługo koronacja i Kengo bardzo się denerwuje. Chyba uznał, że może się zrelaksować tylko w towarzystwie Draw’a.
Królowa podała wnuczkowi całą miskę malin, by ten mógł spokojnie zając się pałaszowaniem.
-Tatuś, chce potem polatać. –Powiedział robiąc z ust uroczy dziubek, zwłaszcza teraz, kiedy jego usteczka były pokryte różowiutkim sokiem owoców.
Haru spojrzał na ukochanego i uśmiechnął się. No tak, ich synek bardzo polubił chwile jakie mogli spędzić wspólnie latając. Naturalnie Jun nie wykazywał jeszcze jakichkolwiek skłonności do posiadania skrzydeł, ale jego rodzice uznali, że to pewnie kwestia czasu.
Valdretowi udawało się spokojnie okiełznywać siedzącego w jego wnętrzu wampira, który teraz nie stanowił już specjalnego zagrożenia ani dla samego księcia ani ludzie wokół niego.
-Polatamy, ale podczas zachodu słońca dobrze Jun? –Spytał Haru gładząc jego jasne włoski. Ich skarb był naprawdę wspaniały, nie spodziewali się, że kiedykolwiek spotka ich takie szczęście, które teraz ulokowane było właśnie w jego synku.
-Dobrze tatusiu. –Zsunął się z kolan swojego ojca, by móc tym razem wtulić się właśnie w tego, który go można powiedzieć nosił w sobie.
Vald pochylił się nieco w stronę swojego ukochanego, by móc go pocałować przy czym zasłonił oczęta Junowi, który zachichotał. No był jeszcze za mały, poza tym mężczyzna uwielbia się droczyć z chłopcem. To już taka ich zabawna tradycja. Ciekawe co będzie jak wrócą do formy na tyle, by oddawać się sobie bez opamiętania a ich synek, ich kochane słoneczko nie pozwoli od tak odstawić się na bok. Oj, chyba trzeba będzie mu znaleźć nianię, bo wyjdzie na to , że ich sfera intymno-seksualna może nieco ucierpieć przez tego kochanego szkraba.

I jak? Podobało się? Jun jest słodki kyaaaa <3
Jeśli tak to napiszcie jak wam się podoba łobuz w komentarzach ;)

13 komentarzy:

  1. Opowiadanie poprostu boskie ^^ Pół nocy poświęcilam na nie i nie żałuje xD
    Pozdrawiam i życzę weny ! :3

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział *O*
    Czekam na następny ale rozumiem, że teraz Drarry, tak? Bo ja chce Drarry. Dawno nie było. Napisz je.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że Drarry. :D Jak mogłabym odseparować was od chłopaków zwłaszcza, że niedługo będzie się u nich sporo dziać. :D

      Usuń
  3. iiiiiiiiiiiiii
    to było boskie chce więciej pliiis nie przestawaj nigdy pisać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bynajmniej nie zamierzam przestawać :D Za bardzo to kocham.
      I dziękuję bardzo za opinię <3

      Usuń
  4. Piszesz cudownie *O* Tylko niech będzie więcej seksów T.T

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha dobrze, będzie więcej seksów. Skoro chcecie to postaram się by było nieco pikantniej <3

      Usuń
  5. O_____________________O Jun taki słodziak :D Ma to po chrzestnej jak nic ^^ Ale, ale to chyba nie koniec, co? Przecież jeszcze powinien być ślub, noc poślubna z duuuuużą ilością seksu no i więcej chrześniaków ^^ Raj :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdradzę tyle, że powoli zbliżamy się do końca XD
      Seks będzie spokojnie... ale wy jesteście niezaspokojeni :D <3

      Usuń
  6. Tyle czekałam na rozdział i się w końcu do czekałam ;). Kocham to opowiadanie ( tak jak wszystko co piszesz). No po prostu piękne!!
    Pozdrawiam, życzę weny i czekam na więcej ;**.

    OdpowiedzUsuń
  7. Trochę mnie tu nie było, ale wracam ;)
    A rozdział świetny, Jun to taki słodki chłopczyk :3 A Kengo i Draw są tacy niezaspokojeni ;) Podoba mi się to. I przyda się trochę pikantnych scen łóżkowych ;D
    Pozdrawiam i życzę duuuuuużo weny ;3

    OdpowiedzUsuń
  8. Witam,
    mały książę nie odstępował na krok swoich rodziców, no do momentu aż nie zgłodniał, cieszę się, że w końcu się obudzili, Kengo i Draw mrau o tak ;]
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń

Lydia Land of Grafic